Zdaje się, że już na ten temat coś kiedyś pisałem, więc może to być znak braku pomysłów. Albo szczególnej wrażliwości na opisywaną kwestię. A może za dużo piszę i wypowiedziałem się już na każdy możliwy temat? Więc przyszła pora na pisanie „na drugą nóżkę"? E, to akurat nie - zajrzałem do książki „Fizyka wokół nas" i zauważyłem, że jeszcze w żadnym swoim tekście nie próbowałem rozbawić Czytelnika takimi zjawiskami jak: „Ruchy Browna", „Rozpraszanie Rayleigha" czy „Stała Plancka". Czyli przynajmniej na trzy teksty są jeszcze tematy. Że niby czymś takim nie da się Czytelnika zaciekawić? Wszystkim się da. Niedawno, jako Zakład Usług Satyrycznych (w skrócie ZUS) występowałem dla uczestników konferencji poświęconej „Modernizacji kotłów rusztowych w aspekcie krajowych i unijnych uwarunkowań prawnych". Oto fragment wiersza, który na tę okoliczność napisałem:
Kiedy ci kłopot spadł na głowę,
Kiedy ci szczęście smutki zmiotły,
Modernizuj kotły rusztowe,
Modernizuj kotły.
A wnet nadejdą dni magiczne,
Mlekiem i miodem oblewane...
Wędrowne kotły mechaniczne
Zmodernizowane.
Do rzeczy. W radiowych informacjach dla kierowców usłyszałem komunikat:
- Utrudnienia na Grochowskiej, prowadzony przez Ormianina zielony Opel Astra wpadł w poślizg i uderzył w latarnię.
I to mnie właśnie fascynuje. Na co w tej informacji położony jest akcent? Nie na to, że utrudnienia na Grochowskiej, że coś się może komuś stało, ale na to, że zielony Opel i że prowadzony przez Ormianina. A jakie to ma, przepraszam, znaczenie? Czy Ormianie szczególnie nieuważnie prowadzą zielone Ople? Może coś przeoczyłem, może wcześniej nie zwróciłem na to uwagi, ale jakoś nie dotarły do mnie takie dane statystyczne. Że teraz jest atrakcyjniej? Bo co to za wiadomość, że w poślizg wpadł Polak granatową Toyotą? Chyba, że redakcja przekazująca taką wiadomość, chciała potraktować ją edukacyjnie. No ale wtedy trzeba było rozbudować:
- Utrudnienia na Grochowskiej, prowadzony przez jednego z potomków starożytnych mieszkańców Urartu, przedstawiciela narodu, który w 301 roku przyjął chrześcijaństwo, zielony samochód marki, której zarząd General Motors niedawno postanowił nie sprzedawać kanadyjsko - rosyjskiemu konsorcjum, wpadł w poślizg i uderzył w latarnię.
Od razu zaznaczę, że nie jestem przeciwnikiem akcentowania szczegółu. Ale chodzi o takie akcentowanie, które dodaje informacji jakiegoś smaczku. Podam przykład, który znalazłem w książce Stanisława Milewskiego „Intymne życie niegdysiejszej Warszawy". W części poświęconej próbom tworzenia w stolicy ogrodów zoologicznych, autor cytuje Bolesława Prusa, który jako początkujący dziennikarz, pod koniec XIX wieku w „Kurierze Warszawskim" pisywał kroniki:
„W ogrodzie zauważyliśmy trzech bardzo niespokojnych niedźwiedzi, parę małoletnich lisów, chudego wilka z mocno wystającym językiem, trochę sów i jednego orła". I to jest relacja! Zresztą można ją dzisiaj z powodzeniem zacytować bez jakichkolwiek zmian. Na przykład jako sprawozdanie z bankietu polskich celebrytów. Bo jeśli chodzi o zagranicznych, to mogłoby być tak: „Nad ranem, po suto zakrapianej alkoholem premierze filmu, doszło do skandalicznego wydarzenia: ruchy Browna tak rozpraszały Rayleigha, że aż się obaj przewrócili. Nad upodlonymi gwiazdami stała Plancka i powtarzała oszołomiona: Jak tak można? Gdzie się podział zawodowy etos hollywoodzkiego aktora?".
Nasz kraj zmierza w stronę dobrobytu. Takie wrażenie można odnieść słuchając konferencji prasowych któregokolwiek z ministrów. Stadiony się budują, emerytury będą wyższe, świńska grypa nas nie dopadnie. Krótko mówiąc Polska rośnie w siłę, a ludziom żyje się coraz dostatniej. Z kilkudziesięcioletnim opóźnieniem, ale jednak spełnia się marzenie towarzysza Edwarda Gierka ujawnione na Plenum KC PZPR w 1971 roku. Zaczynam się bać tego dostatku. Ze strachu zacząłem pisać ludową balladę ostrzegawczą:
„Baczmy ino, baczmy coby
Nie zadusił nas dobrobyt".
Kronikarska natura każe mi zajmować się zjawiskami, które ze względu na panoszący się przepych, już wkrótce mogą zniknąć z naszego życia. Tak jest zawsze. Kiedy w sklepach można było wreszcie bez problemu dostać rajstopy, bezpowrotnie odeszły w zakamarki niepamięci (o ja cię! ale zwrot!) panie podnoszące oczka w rajstopach. Nie byłoby po nich śladu, gdyby nie wiersz mało znanego podkarpackiego poety. Oto fragment:
„Repasacja, albo Kobieta podnosząca oczka w Domu Handlowym w Brzozowie"
Cała w uroczokruczych loczkach,
I cała w trzepotaniu powiek,
Kobieta podnosząca oczka
W Domu Handlowym w Brzozowie...
W czasach dobrobytu grupą narażoną na wyginięcie są też mężczyźni handlujący używanymi samochodami. Postanowiłem zawczasu zadziałać i utrwalić język, specyficzne poczucie humoru i niepowtarzalną atmosferę towarzyszącą kupowaniu na giełdzie, w autokomisie albo „z ogłoszenia". Za parę lat, kiedy wszystkich nas będzie stać na kupowanie nowych samochodów w salonach i wykłócać się będziemy jedynie o odcień bieżnika na oponie zimowej i wielkość naszych inicjałów grawerowanych w złocie pokrywającym kierownicę, tamte „giełdowe" rozmowy będą nie do odtworzenia.
Jak zwykle w takich przypadkach odwołałem się do Mądrości Narodu skoncentrowanej w Słuchaczach mojej audycji. Zapytałem o doświadczenia, wspomnienia związane z zakupem używanego samochodu. Dostałem setki listów, fragmenty niektórych zacytuję poniżej. Bardzo często pojawiał się w nich motyw zachęty do kupna poprzez informację, kto był poprzednim właścicielem auta. Najczęściej mówi się, że to auto „po kobiecie", „po dziadku, który jeździł tylko do kościoła" (stąd niski przebieg), ale zdarzały się też „od starego Niemca, który tylko na zastrzyki jeździł".
- Krzysztof: „Szukałem auta sportowego. Dziwnym trafem za każdym razem auto było „po księdzu" i w dodatku garażowane".
- Przemek: „Spotkałem się z ciekawym zwrotem odnośnie samochodu: garażowany, przeważnie na wolnym powietrzu".
I tu przechodzimy do rozmów o stanie technicznym auta:
- Miłosz: „ Kupowaliśmy starego mercedesa. Na pytanie ojca: „Czy to cacko bierze olej?", pan szydząco spojrzał na tatę i odpowiedział : „A co ma k... dawać?"
- Jacek: „Przesyłam zwrot powszechnie używany przez handlarzy, których sporo w mojej okolicy: "bity beretem" = bardzo lekko uszkodzony (moja interpretacja: uszkodzenia powstałe na skutek przetarcia samochodu beretem)".
- Jakub: „Znajomy naprawiając samochód rozbierał licznik i tam odnalazł karteczkę z napisem:„ Ja cofnąłem o 80 tysięcy".
- XX: „Jestem mechanikiem i z tego powodu znajomi dość często proszą mnie o konsultacje na temat upragnionego auta. Jednym z moich ulubionych dowcipów jest stwierdzenie: bierz go, jest w dobrym stanie, wszystkie cztery ćwiartki nie bite. Miny sprzedających są naprawdę ciekawe w takich chwilach".
- L: „Komis, auto z ogłoszenia - bezwypadkowe. Jadę. Auto ma wyrwane przednie koła. Rozmowa:
- Miał być bezwypadkowy.
- Jest.
- Ale ma koła powyrywane...
- Ale bezwypadkowy...
- ?
- Bezwypadkowy, proszę Pana to jest jak nie było ofiar podczas zderzenia... A to jest „stuknięty" a
nie wypadkowy, bo nikt nie ucierpiał!
Inny Słuchacz wyjaśnił, że „wypadek" jest dopiero wtedy, kiedy policja przyjeżdża i że można mieć 1000 stłuczek i bezwypadkowy samochód.
Nie chciałbym, żeby zjawisko, które tym tekstem utrwalam kojarzyło się przyszłym pokoleniom z nieuczciwością. Nie zawsze tak jest. Na dowód list od pana Łukasza: „Znalazłem kupca na auto, które po wycieczce zostało w lesie, bo tam odmówiło współpracy. Wyśpiewałem wszystko: że bite, że krzywe, że poskręcane drucikami, bierze 2l oleju na 100km i ogólnie ledwo co trzyma sie kół. Kupujący stwierdził: Nie szkodzi, to dla żony". Szkoda, że pan Łukasz nie zapytał kim żona jest z zawodu. Bo może na przykład jest pielęgniarką i za parę lat ten sam samochód będzie sprzedawany jako „po kobiecie, która tylko na zastrzyki jeździła".
Producent leku na katar ogłosił w Internecie konkurs fotograficzny „Uchwyć zapach". „Cierpisz na zatkany nos? Nie możesz swobodnie oddychać?... Zrób zdjęcie i pokaż nam jak pachnie twój świat". Można wygrać aparat fotograficzny, którym już niedługo będzie można zrobić „Zdjęcie zgięcia" do kolejnego konkursu. Tym razem zorganizuje go producent sprzętu rehabilitacyjnego i będzie nosił nazwę „Skoliozami jesień się zaczyna". Ten ortopedyczny to ja wymyśliłem, ale ten z katarem naprawdę jest. Zachętę do konkursu widziałem tylko przez chwilę i nie doczytałem, czy chodzi o to, jak pachnie świat w momencie, kiedy ma się zatkany nos i nie może się oddychać? Jeśli tak, to podejrzewam, że przyjdą głównie zdjęcia czegoś przezroczystego, fotografie czegoś, czego nie ma. Chętnie się wybiorę na wystawę pokonkursową.
Na sezonie przeziębieniowym zarabiać może nie tylko przemysł farmaceutyczny. Rozrywka, show bussines, a nawet instytucje kultury wysokiej też mogą. Przecież właśnie teraz powinno się wylansować grupę popową o punkrockowej nazwie „Powiększone węzły chłonne". Lokal ze stripteasem powinien reklamować się hasłem „Gorączka rozbiera Miriam". To jest właśnie czas na doklejenie do plakatów na słupie przed teatrem kartek z napisem: „Świeżo po grypie - rewelacyjny Janusz Krawczyk w roli sułtana Kataru". Nowa płyta „Perfect Symbiotycznie i chór Alla Gorzoviensis Laryngologicznie". Dwa razy więcej biletów można by sprzedać na spektakl w Teatrze Wielkim, gdyby informować, że 15 grudnia Borys Godunow będzie miał wycinane migdałki. Trzeba iść z duchem czasu i zarabiać na czym się da, brać sprawy w swoje ręce, nie czekać, że rząd coś da. Bo niby skąd ma wziąć? Przecież z rękawa nie wytrząśnie, a tym bardziej nie wygra na automatach do gier o niskich wygranych. Przepraszam, wracajmy do sztuki.
Na szczęście są twórcy, którzy zdają sobie sprawę z konieczności poszukiwania oryginalnych rozwiązań w celu przyciągnięcia szerszych rzesz widzów. Na przykład współczesne inscenizacje powieści Reymonta „Ziemia obiecana" w Łodzi i we Wrocławiu pokazywane są nie w salach teatralnych, tylko w halach fabrycznych (Łódź - hala zakładów „Uniontex", Wrocław - pompownia Świątniki). Kilka dni temu usłyszałem również o festiwalu, w ramach którego w dawnej szwalni i niegdysiejszej farbiarni zorganizowano pokaz ceramiki. Pomysły jak najbardziej godne pochwały, bylebyśmy się tylko nie zagalopowali. Ustalmy, że poszukiwanie oryginalności ograniczamy tylko do sfery sztuki. Ale zaraz, mówi się przecież także o sztuce cukierniczej, krawieckiej, o sztucemięs... Jeśli każdy zacznie szukać oryginalnych sposobów prezentacji i sprzedaży efektów swojej pracy...
- Pani Marczakowa, gdzie pani kupuje taki ładny schab?
- No jak gdzie? W dawnej parowozowni. Idzie pani w tamtą stronę? To niech pani sobie zajdzie do
byłej oczyszczalni po receptę do doktór Kraszewskiej.
- Jutro pójdę, dzisiaj już nie zdążę, bo o 19.00 jest koncert muzyki dawnej w niegdysiejszym
centrum handlowym, dokładniej na byłym dziale mięsnym.
- Szkoda, że nie wiedziałam, bo też byśmy się z mężem wybrali, ale mamy już bilety na spektakl w
dawnym teatrze.
Parę lat temu odwiedziłem przyjaciół. Zawsze, kiedy się do nich wybierałem, miałem w zwyczaju przynosić w prezencie butelkę alkoholu, który obydwoje lubili. Tym razem jego nie było w domu, z nią chwilkę pogadałem, po czym wyszedłem, oczywiście zostawiając przyniesiony alkohol. Nienapoczęty. Ona, wiedząc, że jeśli butelka zostanie na widoku, po powrocie męża zostanie przez niego natychmiast skonsumowana, postanowiła ją ukryć. Umieściła ją w pierwszym miejscu, które rzuciło jej się w oczy, czyli w pralce. Kilka dni później, zabierając się do prania, przełożyła butelkę do biblioteczki, ustawiając za książką, po którą nigdy nie sięgał jej mąż. Tego samego dnia rozgrywa się następująca sytuacja: mąż wraca z pracy, wchodzi do pokoju i kieruje się w stronę biblioteczki. Sięga po książkę, po którą nigdy nie sięgał i zdziwiony tym, co widzi za książką, pyta:
- Kochanie, co to za butelka?
- Artur przyniósł.
- A dlaczego ona stoi w biblioteczce?
- Bo była w pralce.
Pewnie to nie był główny powód, ale ci moi przyjaciele nie są już dzisiaj małżeństwem. Zatem szczerze radzę: oryginalnie, ale z umiarem!
piątek, 20 listopada 2009
Licznik odwiedzin: 1334023
| « listopad » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | ||||||
| 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 |
| 09 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 |
| 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 |
| 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 |
| 30 | ||||||
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:
Bloog pod patronatem Nieformalnego Stowarzyszenia Umiarkowanego Ograniczania Nadmiaru Wolności w Internecie (NSUONWwI)