Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 536 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Żałuj Marleno – odc.8

poniedziałek, 30 stycznia 2012 9:06

Dzień czterdziestu siedmiu porwanych bawarskich arystokratek, niewiele różnił się od tego, który przeżywały na wolności. Zaraz po przebudzeniu zaczynały się malować i nacierać wonnościami, po południu przez chwilę czytały, i to właściwie wszystko. Oczywiście nie robiły tego same. Koniuszek zdawał sobie sprawę z tego, kogo porywa, i że utrzymanie więzionych w dobrym stanie, jest ponad możliwości jednego człowieka. Zaraz po porwaniu baronowej, księżnej czy grafini, wracał więc do pałacu, dokradał trochę biblioteki i kosmetyków oraz doporywał służącą. Czterdzieści siedem służących, zajmowało drugą izbę leśnej chaty. Taką samą w wielkości, ale bez okna i innych wygód.


    Dramat zaczynał się wieczorem. Arystokratki pozbawione pałacowych, czy sanatoryjnych rozrywek, w tym towarzystwa adoratorów (zwłaszcza porucznika Katapultowa), rozklejały się i zaczynały śpiewać rzewne piosenki w stylu:


„W izbie zaniedbanej chatki,
 Krwawią nasze czułe dusze,
 Wszystkieśmy arystokratki,
 Wszystkie porwał nas Koniuszek…”


Baronową Marlene von Kopf bis Fuss denerwowały te lamenty. Była kobietą czynu i od pierwszej chwili, kiedy tylko uświadomiła sobie, że to nie ratunek a uwięzienie, szukała sposobu, jak się stąd wyrwać.
Zwróciła uwagę na stojącą w kącie, przystojną kobietę. Też nie uczestniczyła w tych żałosnych zawodzeniach…


„Gorzko z tego pić kielicha,
 Patrząc w jego oczy rybie,
 Bo Koniuszek na cześć czyha,
 Lub przynajmniej dybie…”


- A któraś z was ma jeszcze chociaż resztkę czci? – wyrwało się w myśli baronowej von Kopff bis Fuss. Sformułowanie „resztka czci” przypomniało jej kołysankę, którą nad łóżeczkiem śpiewała niania, wyrzucona potem za nieprzyzwoite treści przemycane w kołysankach:


„Resztka czci w powodzi grzechu,
 Wróble się nie boją stracha,
 Jedzie, jedzie szwadron Czechów,
 Czym ja im pomacham?”.


 Baronowa ponownie przyjrzała się tamtej kobiecie. Właściwie niczym się nie wyróżniała. Gdyby nie kruczoczarne włosy, ciemna karnacja i wielokolorowa suknia, gdyby nie to, że mówiąc świetnie po bawarsku, do każdego słowa dodawała końcówkę „os”, nikt by się nie zorientował, że nie pochodzi stąd. Nazywała się Isabel Gonzalez Clemente, a historię jej życia można opisywać w księgach.


Urodziła się w biednej, rzemieślniczej rodzinie, w hiszpańskim Toledo.  Wtedy jeszcze nazywała się po prostu Francisca Carrillo. Razem z pierwszym mężem, który zmarł tuż przed ślubem, ale ona sama przysięgła mu miłość, wierność i uczciwość małżeńską, i że go nie opuści, prowadziła przy Calle de Canos de Oro, pod numerem 7,  mały warsztat produkujący noże. Była pierwszą kobietą specjalizującą się w tym fachu. Wyjątkowo zdolną. Opracowała chemiczną metodę kopiowania na ostrzach noży dzieł sztuki. I to właśnie dzięki tej umiejętności trafiła w wyższe sfery. Za wykonanie kompletu noży do ryb z ostrzami, na których widniały kopie obrazów El Greca, arcybiskup Toledo załatwił na królewskim dworze tytuł arystokratyczny dla tej biednej, owdowiałej jeszcze przed ślubem kobiety. Zmieniła nazwisko, otrzymała herb (lis obwąchujący krzak malin) i zaczęła nowe życie. Niestety, sielanka nie trwała długo. Isabel została jedną z ofiar przemocy gramatycznej, z której w tamtych czasach słynęło Toledo. Grupki chuliganów, inspirowanych przez nacjonalistyczne władze, niszczyły osoby, które odmieniały nazwę miasta. A Isabel odważnie mówiła „o moralnej biedzie w Toledzie”, że „rządy zgredów szkodzą Toledu”. Postąpili z nią strasznie. Wywieźli na taczce gnoju aż za wieś Lipce, oddaloną o prawie trzy tysiące kilometrów. Wieźli ponad pół roku, po czym zostawili na rozstaju dróg z kąśliwym komentarzem, że „stąd do Toleda wrócić się nie da”.


Te przeżycia tylko wzmocniły Isabel. Wstała, oczyściła się trochę i ruszyła w drogę powrotną. W Bawarii znalazła prawdziwą miłość – przejeżdżał drogą baron Heinrich von Lipstick, więc została jego żoną.
- Zrobisz z grzebienia nóż? – spytała szeptem baronowa von Kopf bis Fuss.
- Jakos jestos twardos to się udos – na twarzy Isabel Gonzalez Clemente pojawił się tajemniczy uśmiech, na twarzy baronowej Marlene - wyraz zakłopotania. Dopiero po godzinie dotarło do niej, że Isabel powiedziała: „Jak jest twardy, to się uda”.


Podziel się
oceń
4
1

komentarze (143) | dodaj komentarz

Jazda na kucyku

wtorek, 24 stycznia 2012 8:45

Powołane przeze mnie kilka lat temu Studium Przeróbek Istniejących Piosenek I Dostosowywania Ich Do Aktualnych Trendów (w skrócie SPIPIDIDAT), jakoś rzadziej dostaje zlecenia. Być może ma to związek z twórczymi porażkami, których ostatnio miałem sporo. Najbardziej spektakularna to ta z grudnia. Przed Bożym Narodzeniem złożyłem ofertę przerabiania znanych piosenek w ramach akcji „Wszystko jest kolędą”. Kiedy zacząłem już tworzyć „poetyckie patchworki”, typu:


„Do szopy, hej pasterze,
 Pójdę boso! Pójdę boso!
 To był maj, pachniała Saska Kępa,
Buty zostawiłem w szatni,
W grudniu byłaś w pasie szersza,
 Bój to jest nasz ostatni,
 Ale gwiazdka pierwsza…”


ktoś życzliwy poradził, żebym nie szedł tą drogą. Zawróciłem. SPIPIDIDAT musiałbym zamknąć, gdyby nie stali zleceniodawcy. Jednym z nich jest Olek Grotowski, który od wielu lat śpiewa piosenki z tekstami Andrzeja Waligórskiego. I zdarza się, że w jakimś, napisanym kilkadziesiąt lat temu, coś się zdezaktualizuje. Wtedy Olek dzwoni i pyta, czy nie wymyśliłbym jakiejś linijki. A jeden z takich tekstów wraca do mnie co kilka lat. W „Pogodnym poranku ojca Chudzielaka” opisał Andrzej Waligórski troski pewnego księdza z niewielkiej wiejskiej parafii. Zaczyna się tak:


Hej, na świecie gdzieś się strzela,
Coś się rodzi i coś tonie,
A tu zacny ksiądz Chudzielak
Sadzi sobie pelargonie.
Pelargonie sobie sadzi
(a na świecie krzyk i salwy)
I się katechety radzi,
Czy by może lepiej malwy?...


Potem następuje wykaz równie poważnych zmartwień ojca Chudzielaka, wreszcie dochodzimy do fragmentu:


Zasypało gdzieś kopalnię,
Waldheim wydał znów orędzie,
Organista, nielegalnie,
Był w świetlicy na „bigbendzie”…


No rzeczywiście, trochę się zdezaktualizowało. Nie tylko ze względu na nazwisko byłego sekretarza generalnego ONZ, ale również na rangę niedozwolonego czynu organisty. Przecież później big – bandy (czytaj „bigbendy”) zaczęły występować nawet na kościelnych uroczystościach i nikogo już nie dziwiły pieśni religijne brzmiące jak „Chatanooga Choo Choo” grane przez orkiestrę Glenna Millera. Na początku lat dziewięćdziesiątych powstała w SPIPIDIDAT wersja:


Zasypało gdzieś kopalnię,
W rządzie znów kolejna zmiana,
Organista nielegalnie
Kupił w kiosku „Nie” Urbana.


Ale dzisiaj to już też nie to samo. No to może:


Zasypało gdzieś kopalnię,
Likwidują szkołę zbiorczą,
Organista nielegalnie
Czyta Onet i „Wyborczą”?


Albo:


Ktoś do dzwonów strzelał z procy,
Gospodyni w papilotach,
Organista dzisiaj w nocy
Zwiał do Ruchu Palikota?


    Andrzej Waligórski zmarł dwadzieścia lat temu. Proszę poszukać jego tekstów. Naprawdę warto. Zdecydowana większość nadal tak samo bawi, jak w czasach, w których były pisane. Warto byłoby też spisać wspomnienia o Waligórskim. Żeby kolejne pokolenia wiedziały, że był ktoś taki. Nie poznałem go osobiście. Poznałem rodzinę. Byłem w domu, w którym ciągle jest mnóstwo śladów, również pozaliterackiej, działalności rozrywkowej pana Andrzeja. Na przykład, kiedy wejdzie się do toalety i usiądzie w miejscu, w którym zazwyczaj się siada, na wysokości wzroku ma się tabliczkę, którą Waligórski przyniósł z wesołego miasteczka: „Jazda na kucyku 2 złote”.

 


Podziel się
oceń
4
0

komentarze (25) | dodaj komentarz

Przeczekać

poniedziałek, 16 stycznia 2012 13:41

 

Przez Internet dostałem przed chwilą propozycję: „Zarabiaj 10000 złotych nie wychodząc z domu”. Kłopot polega tylko na tym, że ja chcę wychodzić z domu! Mam jeszcze paru znajomych, powietrza zaczerpnąć, do sklepu… No to niech się potem nie dziwię, że nie zbijam fortuny. Albo łażenie, albo pieniądze! O, przyszła następna: „Zarabiaj nie odchodząc od komputera”. Dobra, dzisiaj nigdzie się nie ruszam. Włączę sobie pasjansa, będę układał, może przynajmniej 1000 złotych uda się jakoś wysiedzieć.

 

Zwłaszcza, że ostatnio strach wyjść z domu. Tyle niebezpieczeństw czyha na człowieka na każdym kroku. Czekolada, puszka coli, obiad w restauracji, bilet do kina, 20 litrów benzyny, mobilny Internet, walizka, książka, pralka… Kupisz coś przypadkowo i nawet się nie obejrzysz, a już masz bilet na Euro 2012! A to jeszcze nie koniec – poszukiwania pomysłów, jak Bogu ducha winnym ludziom wcisnąć bilet na Euro 2012, trwają. Podobno tuż przed samą imprezą, policja będzie wręczała bilety za przekroczenie prędkości, a katecheci w szkołach za pierwsze piątki miesiąca. To znaczy, jeżeli w jakimś miesiącu będzie pierwszy piątek miesiąca, to w drugi poniedziałek miesiąca, wśród wszystkich uczestników katechizacji będą rozlosowywane bilety. W sklepie, w kiosku, w księgarni, w pralni skradam się jak przestępca i pytam szeptem:

 

- Przepraszam, jest coś, za co można nie wygrać biletów na Euro 2012?

 

Wiem, zawsze można nie przyjąć wygranej, można nie pójść na mecz. Taki odważny to ja nie jestem! Już widzę te pogardliwe spojrzenia bliźnich, już słyszę ten świst palców wskazujących mnie na ulicy:

 

- To ten, co wygrał, a nie poszedł! Jak się musi teraz czuć jego matka?!

 

A jeszcze, jak ktoś ma szczęście i wygra sześć biletów na jedno Euro 2012? Trzy za zakup dwóch zestawów „Rajstopy + parasolka” i trzy za prawidłowe wypełnienie PIT-a?

 

O! Kolejna propozycja: „Jak zrzucić mięsień piwny?”… No, to chyba „nie wychodząc z domu” będzie trudno?  Ale poczytajmy: „ Całe 19 kg w trzy miesiące. Mimo, że jestem piwoszem i nawet nie rezygnując zbytnio z tego napoju, w trzy miesiące pozbyłem się sporego balastu z brzucha… Wystarczyło dowiedzieć się jak działa mój organizm, co mu dostarczyć, by pobudzić metabolizm, nawet przy siedzącym trybie pracy, tak jak mój. Zadziałało i dziś jestem w świetnej formie czego i wam życzę. Ewa”. O! Nie ma mowy! Taki głupi, to ja nie jestem! Po pierwsze – nie jestem piwoszem, tak jak Ewa, która pozbyła się sporego balastu z brzucha. Po drugie – ja pobudzę metabolizm, będę musiał odejść od komputera i pieniądze przejdą mi koło nosa! Niedoczekanie! Zwłaszcza, że… Cwaniaczki! Myśleliście, że jak dopisane małymi, ledwo widocznymi literkami na samym dole, to nie zauważę?! „Schudnij 19 kg w trzy miesiące i wygraj bilet na Euro 2012”.

 

No nic, trzeba przeczekać. Może rzadziej wychodząc z domu, ale częściej odchodząc od komputera. To minie. Jak zbliżało się nowe tysiąclecie też przecież sprzedawali „Wiertarki udarowe >Milenium<”, a w przychodni obok mojego bloku można było zapisać się na „Milenijne leczenie zębów”.

 


Podziel się
oceń
4
0

komentarze (92) | dodaj komentarz

sobota, 19 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  5 721 750  

Polecamy



Tym razem do prześmiesznych rozmów na pełnych prawach włącza się trzecia wybitna postać - Wojciech Karolak. Słynny jazzman, podpytywany przez dociekliwego Andrusa, barwnie opowiada o małżeństwie z Czubaszek, a jest to związek nie zawsze zgodnych indywidualistów!

"Nowy album „Piłem w Spale... I co dalej?" to zapis koncertu, który odbył się rok temu w Warszawie, w Teatrze Syrena. Był to nie tylko wieczór koncertowy, ale również wydarzenie towarzyskie - Andrus zaprosił na scenę przyjaciół: Marię Czubaszek, Hannę Śleszyńską, Andrzeja Poniedzielskiego, Grupę MoCarta, Chór Collegium Musicum Uniwersytetu Warszawskiego i muzyków, z którymi stale współpracuje - Łukasza Borowieckiego, Wojciecha Steca i Pawła Żejmę.


"Książka zawiera osiem zabawnie ilustrowanych bajek o charakterze satyrycznym, przeznaczonych zarówno dla dzieci (5-7-letnich), jak i dla dorosłych. Bajki w satyryczny sposób przedstawiają cechy i przypadłości ludzkie, ujawniające się w wieku dziecięcym, z którymi borykamy się do późnej starości, np. brak tolerancji, brak życzliwości, egocentryzm, chciwość itp. Bajki zawierają przesłanie czytelne dla obu grup odbiorców. Do książki dołączona płyta z bajkami nagranymi częściowo przez autora."


"Blog osławiony między niewiastami" to nie tylko papierowy wybór najlepszych i najśmieszniejszych tekstów z jego bardzo popularnego bloga internetowego, ale także swoiste „Dzieła wybrane”.


"Myśliwiecka" zawiera piosenki Artura Andrusa zaśpiewane przez samego Autora. Są to głównie utwory kabaretowe, pisane do programów telewizyjnych i na potrzeby występów estradowych.


Rozmowa dwóch wybitnych osobowości polskiej sceny kabaretowej – Artur Andrus wnikliwie przepytuje Marię Czubaszek z jej twórczości oraz burzliwego życia towarzyskiego i rodzinnego.

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Bloog pod patronatem Nieformalnego Stowarzyszenia Umiarkowanego Ograniczania Nadmiaru Wolności w Internecie (NSUONWwI)

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl