Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 243 647 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Łapa niedźwiedzia

czwartek, 31 stycznia 2013 9:15

Zaczęło się od listu Katarzyny z Poznania:

„Istnieje w mojej rodzinie kategoria anegdot nazywanych przez nas >Łapa niedźwiedzia<. Chodzi o sytuacje, gdy dopiero jako dorośli ludzie zweryfikowaliśmy jakąś absurdalną głupotę, w którą święcie wierzyliśmy przez lata. W moim przypadku jest to opowieść o tym, że niedźwiedzie przeżywają zimę tylko dzięki temu, że najadają się jesienią i ssą później przez sen swoje tłuste łapy!!! Byłam zbulwersowana, gdy dowiedziałam się, że jest inaczej. Mój mąż natomiast do niedawna wierzył, że gdy tworzy się tęcza, to każdy z jej końców znajduje się w jakimś zbiorniku wody”.

 

Rzeczywiście! Przecież każdemu z nas wmówiono coś w dzieciństwie i z sadystyczną przyjemnością patrzono (piszę bezosobowo, chociaż to zazwyczaj matka, ojciec, brat albo siostra robili nam coś takiego) jakie to głupiutkie, jakie naiwne, że wierzy… Że wiatr robią drzewa, że jak się połknie pestkę czereśni, to w brzuchu wyrośnie człowiekowi drzewo i pędy wyjdą uszami. Pomyślałem, że trzeba ludziom pomóc wyrzucić z siebie takie wspomnienia. Poprosiłem, żeby pisali do radia, żebyśmy stworzyli, w ramach zbiorowej terapii „Wielką Księgę Naiwności”. Ku pokrzepieniu serc następnych naiwnych i ostrzeżeniu tych, którzy lubią wpuszczać w maliny. Bo z wiary, którą się w sobie nosiło przez kilka, kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt lat, nie otrząsa się człowiek łatwo. Oto prawdziwe przeżycia prawdziwych ludzi:

Piotr: „Jedną z prawd życiowych jakie posiadła moja dziewczyna Ania przez swojego kochanego tatę, była ta, że cukier wydobywa się w kopalni. Bo niby skąd ma być? Jak sól też jest biała i sypka jak
cukier…”.

 

Lech: „…Tak gdzieś koło przedszkola, zapytałem ojca, czy koń umie pływać. Otrzymałem odpowiedź, że tak, tylko trzeba odpiąć podkowy, bo są z żelaza i koń może utonąć. Dopiero sceny z westernów uświadomiły mi, że to nie jest konieczne, aby koń znalazł sie na drugim brzegu rzeki”.

 

Marta: „…Całe dzieciństwo oraz w wieku nastoletnim byłam święcie przekonana, że aby mieć duże piersi trzeba jeść dużo piętek z chleba. Taki sposób znalazła moja mama na to, by w domu nie zostawały suche piętki. Ja i moje dwie siostry zjadałyśmy je na wyścigi. Muszę przyznać, że ja chyba wierzyłam w to najbardziej bo u mnie się sprawdziło”.

 

Lilka: „Z tymi piętkami to jakaś bzdura, przecież wiadomo, że piersi rosną od marchewki. Matko, ile ja tego zjadłam!”.

 

Jacek: „Ja do dziś mam odruch karmienia kukułki w zegarku. Tak mnie dziadek wkręcił (że jak kuka długo to trzeba jej dać jeść).

 

                Należy wyodrębnić typ „Łapy niedźwiedzia”, której nikt nam nie wmówił – wymyśliliśmy sobie ją sami. Przykłady:

Joanna: „…Będąc dzieckiem byłam święcie przekonana, że kiedy jest się na wsi, to tam w powietrzu coś cały czas charakterystycznie gwiżdże. Wydawało mi się to jednocześnie bardzo dziwne, bo kiedy wysiadaliśmy z rodzicami przed domem cioci (do której właśnie na wieś często jeździliśmy), już tego gwizdu nie słyszałam. Kiedy mówiłam o tym rodzicom albo siostrze, patrzyli na mnie z niedowierzaniem i twierdzili, że mi się zdaje.

 

Kiedy byłam nastolatką (jakieś 11-12 lat) zapytałam o to tatę. Nieomal pękł ze śmiechu. Otóż okazało się, że słyszałam wiatr, który delikatnie gwizdał przez nieszczelne szyby w starym maluchu (uszczelki były nie do zdobycia w latach osiemdziesiątych, więc nikt nawet nie próbował ich szukać i uszczelniać okna). W mieście to nigdy nie gwizdało, bo tata nie miał za bardzo gdzie się rozpędzać, natomiast jadąc te kilkadziesiąt kilometrów do cioci miał już jakieś "osiągi", więc zaczynało gwizdać :)


Julia: „Ja dopiero na studiach dowiedziałam się, że >PAWLACZ< (taka szafka pod sufitem) może mieć każdy. Do tamtej pory byłam przekonana, że to taka nasza wewnętrzna rodzinna nazwa, a trzeba dodać, że moje panieńskie nazwisko to PAWLAK”.

 

Norbert: „Gdy byłem dzieckiem, wierzyłem, że jeśli dziadek ma na imię Kazimierz, to babcia musi mieć na imię Kazimiera. Stanisław - Stanisława. Jakież było moje zdumienie, gdy się dowiedziałem, że moja babcia jest Jadwiga chociaż dziadek Kazimierz”.

 

Mariusz: „Moja córcia, Michasia, dziś dziewiętnastoletnia, przez wiele lat była przekonana, że ślimaki opuszczają swoje skorupki i szukają większych. O tym, że jest inaczej, dowiedziała się kilka miesięcy temu”.

 

Konrad: „Będąc dzieckiem wierzyłem, że woda święcona to woda po kąpieli papieża”.

 

           Zastanawiam się, dlaczego dorośli robią coś takiego Bogu ducha winnym dzieciom? Dlaczego wmawiają głupoty, a jak usłyszą jakąś samodzielnie wymyśloną przez dziecko bzdurę, przez wiele lat nie wyprowadzają z błędu? Dla żartu? Satysfakcji, że są mądrzejsi? Okazuje się, że czasem dla zachowania twarzy:

Ania: „Jako dziecko wybrałam się z babcią do ZOO w Warszawie. Stojąc przy  misiach, babci się wyrwało:

- Ale tu burdel!

Oczywiście natychmiast zadałam pytanie:

- Babciu, a co to jest burdel?

- Aaaa… To mieszkanko misia.

Żyłam z taką wiedzą do momentu, gdy pani w szkole, ze zmieszaną miną wytłumaczyła, że musiało mi się coś pomylić, bo mieszkanko misia to gawra”.

A w gawrze, wiadomo - leży niedźwiedź i przez sen ssie tłustą łapę.

 


Podziel się
oceń
206
3

komentarze (184) | dodaj komentarz

Wywiad rzeka

środa, 23 stycznia 2013 11:29

Wysoki facet, z szeroko otwartymi ustami, w tak zwanej „pozycji glonojada”, przyssany do szyby wystawowej księgarni. To ja parę razy w tygodniu. Lubię tak sobie stanąć i poobserwować, co się dzieje na rynku wydawniczym. A dzieje się ciekawie. W Bydgoszczy zobaczyłem na wystawie książkę „Jezus Chrystus – Biografia”, napisaną przez Petera Seewalda, „…autora bestsellerowego wywiadu z papieżem Benedyktem XVI”. Byłem troszkę zaskoczony, bo myślałem, że dość szczegółową biografię Jezusa Chrystusa napisało już kiedyś czterech autorów. Może pojawiły się jakieś nowe materiały?  Autor odnalazł nowych świadków? A może po prostu chce tę samą opowieść przedstawić w inny sposób, może chce użyć innego języka? Pierwsze pytanie, które wpadło mi do głowy, kiedy na chwilę odessałem się od szyby księgarni w Bydgoszczy, to to, czy pojawi się również „wywiad rzeka” z Jezusem Chrystusem? Podejrzewam, że wydawca może na coś takiego nalegać.

 

„Wywiad rzeka” to ostatnio jeden z najpopularniejszych gatunków. Jeśli zostało już wymyślone takie określenie dla tego typu książek, może należałoby jeszcze dodawać jakieś wskazówki dla czytelników. Rzeka, ale która? Na przykład sformułowanie „wywiad Odra” mogłoby sugerować, że:

 

- bohater rozmowy mieszka w Ostrawie, Opolu, Wrocławiu albo Szczecinie,

- urodził się w Sudetach Wschodnich (bo stamtąd Odra bierze swój początek),

- książka ma ponad 850 stron (bo ponad 850 km długości ma Odra).

Wprowadzenie tego typu określeń ułatwiłoby poszukiwanie konkretnego tytułu w księgarni:

- Dzień dobry, poproszę „wywiad Tygrys, Wisła”.

- Proszę, czterdzieści siedem złotych.

- A ona jest Warta?

- No nie, ona jest Narew i Dunajec, ma momenty Wierzycy, ale od Biebrzy bardzo się rozkręca.

 

Wiem, że na razie to prototyp rozmowy, więc tłumaczę:

 

- Dzień dobry, poproszę rozmowę z Dariuszem Michalczewskim, który urodził się w Gdańsku.

- Proszę, czterdzieści siedem złotych.

- A ona jest gruba? (ponad 800 stron?)

- Nie, ona ma 484 strony, ma kilka przełomów, miejscami przebieg meandrowaty, ale od 155 strony bardzo się rozkręca.

 

Muszę jeszcze popracować nad jasnością tego przekazu, ale myślę, że warto. Odpowiedzią na kolejne pytania: „jaka rzeka?” można wiele powiedzieć o samej książce i bohaterze wywiadu. Czy takie określenia jak: „wywiad rzeka sporadycznie wysychająca” albo „wywiad rzeka efemeryczna” nie pobudzają wyobraźni? Można informować, czy ktoś ingerował w treść, czy też nie („wywiad rzeka regulowana”). Można czytelnikowi delikatnie dać do zrozumienia, że to nawet nie jest cała rzeka, tylko jej część i wtedy wiadomo, jaki był cel napisania tej książki („wywiad koryto”).  


Podziel się
oceń
178
11

komentarze (121) | dodaj komentarz

Się nie pożycza

wtorek, 15 stycznia 2013 8:59

Telewizja pokazała pana, który od wielu lat naprawia pióra wieczne. Na koniec reportażu, jego bohater powiedział:

 

- Trzech rzeczy się nie pożycza: szczoteczki do zębów, żony i pióra wiecznego.

 

Chodzi o to, że pióro jest tak przyzwyczajone do ręki jednego konkretnego człowieka, że może się uszkodzić albo nieodwracalnie zmienić swój charakter, kiedy użyje go ktoś inny. Zacytowane wyżej powiedzenie już gdzieś słyszałem, tylko w nieco innej wersji. Nie było mowy ani o piórze, ani o szczoteczce do zębów. Chodziło o niepożyczanie żony i samochodu. Ale chyba nie wszyscy stosują taką zasadę. Na przykład właściciele wypożyczalni samochodów.

 

Ta myśl zawierająca pióro i szczoteczkę musi być starsza. Sprawdziłem (od razu przyznaję, że w Internecie, więc zakładajmy pewien margines błędu), że coś na kształt pióra wiecznego odnaleziono w grobowcu Tutanchamona. I nie była to zguba archeologa, który odkrył miejsce pochówku faraona, tylko prototyp przyrządu do pisania opracowany już w starożytnym Egipcie. A później stosowano pióro wieczne na dworze Ludwika XIV. Pierwszą szczoteczkę do zębów wyprodukowali podobno Chińczycy w roku 1498. Pierwsza żona to wynalazek jeszcze wcześniejszy.

 

Czasy się zmieniają, należałoby do tych zmian dostosować również tego typu powiedzenia. Są takie miejsca na świecie, w których dopuszczalne jest bycie w związku z kilkoma żonami równocześnie. I co wtedy? „Szczoteczki do zębów, pióra i żadnej żony się nie pożycza”? Czy wystarczy nie pożyczać na przykład dwóch skrajnych żon? Najniższej i najstarszej?

 

Mam kolegę, który ma już trzecią żonę. To w tym przypadku pewnie: „Szczoteczki do zębów, pióra i aktualnej żony się nie pożycza”. A dlaczego w tym powiedzeniu nie ma słowa o mężu? Męża można? Brak męża od razu sugeruje, że to raczej nie kobiety wymyśliły tę sentencję.

 

Poza tym, kto dzisiaj używa jeszcze pióra wiecznego? Łatwo nie pożyczać czegoś, czego się nie ma. Na tej zasadzie, to ja mogę zadeklarować, że nie pożyczam jachtów i wzbogaconego uranu.

 

Mamy niezwykły dar ułatwiania sobie wszystkiego. To skrócenie cytowanej wyżej zasady wyłącznie do żony i samochodu jest tego najlepszym dowodem. A może by tak stawiać sobie coraz większe wymagania? I nie odpuszczać? „Szczoteczki do zębów, żony, pióra wiecznego i samochodu się nie pożycza”. Nawet, gdyby się nim nie umiało pisać, należy mieć pióro wieczne. Chociażby tylko po to, żeby trzymać się pewnych zasad i go nie pożyczać. Stare, wymyślone przez mądrych ludzi powiedzenia sugerują nam również, co można. Pieniądze można pożyczać. Żeby mieć na szczoteczkę, utrzymanie rodziny, samochód i atrament.

 

Zastanawiałem się, dlaczego coraz mniej ludzi pisze piórem wiecznym. Że drogie? Niepraktyczne? Łatwiej długopisem? Być może, ale jeszcze jeden powód znalazłem w instrukcji obsługi dołączonej do pióra, które dostałem w prezencie. Autentyk! Takiej dołączonej do odkurzacza czy telewizora nigdy bym nie przeczytał, ale zainteresowało mnie, co może zawierać instrukcja obsługi pióra wiecznego? Są zasady gwarancji, jest informacja gdzie można wymienić stalówki, rysunek jak napełniać tłoczek atramentem i punkt: „Bezpieczne użytkowanie nasadki”. Cytuję: „Uwaga! Nasadki nie wkładać do jamy ustnej, ponieważ może utrudniać oddychanie!”. I już teraz nie ma wątpliwości, dlaczego nas, piszących piórem, jest coraz mniej. W bezlitosnym świecie użytkowników wiecznych piór obowiązują proste zasady. Przetrwają tylko ci, którzy czytają instrukcje, albo instynktownie nie wkładają nasadki do jamy ustnej.

 

Przed dwoma ostatnimi zdaniami tego tekstu, na chwilę diametralnie zmienię temat. Bo spojrzałem w prawo, na regał, i zauważyłem, że zaczyna mi się zapełniać półka z płytami, którym nadałem nazwę „O, kurioza!”. Obok wydanej jeszcze w PRL-u, na zjazd związków zawodowych, z piosenkami typu „Nie chcę żoną być chemika” czy „Chemia nasza ukochana” i zdobytej kilka lat temu z siedemnastoma piosenkami o szafach (mój numer jeden: „Jaki prosty montaż”), stanęła właśnie najnowsza zdobycz. Płyta z kolędami śpiewanymi przez urologów. I już wracam do głównego tematu…

 

Wpadły mi w ręce analizy rynku czytelniczego i sytuacji bibliotek w Polsce. Okazuje się, że „Szczoteczki do zębów, samochodu, żony, pióra wiecznego i książek się nie pożycza”.


Podziel się
oceń
195
10

komentarze (94) | dodaj komentarz

poniedziałek, 29 maja 2017

Licznik odwiedzin:  5 618 269  

Polecamy



Tym razem do prześmiesznych rozmów na pełnych prawach włącza się trzecia wybitna postać - Wojciech Karolak. Słynny jazzman, podpytywany przez dociekliwego Andrusa, barwnie opowiada o małżeństwie z Czubaszek, a jest to związek nie zawsze zgodnych indywidualistów!

"Nowy album „Piłem w Spale... I co dalej?" to zapis koncertu, który odbył się rok temu w Warszawie, w Teatrze Syrena. Był to nie tylko wieczór koncertowy, ale również wydarzenie towarzyskie - Andrus zaprosił na scenę przyjaciół: Marię Czubaszek, Hannę Śleszyńską, Andrzeja Poniedzielskiego, Grupę MoCarta, Chór Collegium Musicum Uniwersytetu Warszawskiego i muzyków, z którymi stale współpracuje - Łukasza Borowieckiego, Wojciecha Steca i Pawła Żejmę.


"Książka zawiera osiem zabawnie ilustrowanych bajek o charakterze satyrycznym, przeznaczonych zarówno dla dzieci (5-7-letnich), jak i dla dorosłych. Bajki w satyryczny sposób przedstawiają cechy i przypadłości ludzkie, ujawniające się w wieku dziecięcym, z którymi borykamy się do późnej starości, np. brak tolerancji, brak życzliwości, egocentryzm, chciwość itp. Bajki zawierają przesłanie czytelne dla obu grup odbiorców. Do książki dołączona płyta z bajkami nagranymi częściowo przez autora."


"Blog osławiony między niewiastami" to nie tylko papierowy wybór najlepszych i najśmieszniejszych tekstów z jego bardzo popularnego bloga internetowego, ale także swoiste „Dzieła wybrane”.


"Myśliwiecka" zawiera piosenki Artura Andrusa zaśpiewane przez samego Autora. Są to głównie utwory kabaretowe, pisane do programów telewizyjnych i na potrzeby występów estradowych.


Rozmowa dwóch wybitnych osobowości polskiej sceny kabaretowej – Artur Andrus wnikliwie przepytuje Marię Czubaszek z jej twórczości oraz burzliwego życia towarzyskiego i rodzinnego.

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Bloog pod patronatem Nieformalnego Stowarzyszenia Umiarkowanego Ograniczania Nadmiaru Wolności w Internecie (NSUONWwI)

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl