Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 243 445 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Wojskowa Komenda Niezupełnie

czwartek, 25 października 2007 10:27

            Nie rozumiem dlaczego, ale ostatnio, kiedy ktoś zabiera się do mówienia o wojsku, otwiera wcześniej szufladkę z napisem „Patos” i wyciąga z niej najbardziej napuszone słowa świata. Minister obrony żegnając się ze swoim stanowiskiem pochlipuje wyznając, że „kocha ten resort”, w czasie defilady wszyscy mają takie miny, że wystarczyłoby zrobić jedno zdjęcie, a potem używając jakiegoś programu komputerowego wklejać do kolekcji albumów „Najsłynniejsze Pogrzeby”. Tymczasem są ludzie, którym armia kojarzy się niekoniecznie dobrze, ale zabawnie. Przypomniałem sobie o tym podczas audycji, w której z moim gościem – Andrzejem Poniedzielskim - rozmawialiśmy o takich prawdziwe męskich zajęciach. Zaczęło się od westernu, a zaraz potem zeszło na wojsko. Jako miłośnik nieistniejącego już niestety festiwalu w Kołobrzegu, zacytowałem kilka hitów z tamtych czasów, między innymi mój ukochany: „Kiedyś cięły chłopcy nasze

                          Ciach pałaszem! Ciach pałaszem!

                          Ale teraz to już nie to:

                          Buch rakietą! Buch rakietą!”

Na nasz apel o przysyłanie opowieści o zabawnej stronie wojska posypało się tyle listów, że aż serwer radiowy zaczął charakterystycznie posapywać. Z tych kilkudziesięciu minut uzbierałoby się opowieści na mała książkę. I kto wie, może kiedyś coś takiego uda się wydać, tymczasem, żeby ocalić od zapomnienia prawdziwe wojskowe przeżycia postanowiłem kilka z tych listów zacytować tutaj:

*

Opowieść Cezarego ze Szczecina:

Trafiliśmy na kilka miesięcy do jednostek OC... Dowódca o twarzy towarzysza „Wiesława”, w randze podpułkownika, miał ksywę „Pomarszczony” i był mistrzem języka polskiego. Skrzętnie notowaliśmy co lepsze cytaty. Na powitanie dowiedzieliśmy się, że teraz to poznamy prawdziwy smak służby, i że „przydupasów nie będzie w kibini mater i fale sobie Dunaju…”.*Opowieść Piotra:„Mój szef strażnicy WOP(starszy sierżant K.), kiedy coś dla niego było nieosiągalne, mówił: "Chyba ci to z Filipin wezmę!" - Jak to pięknie pasuje do choroby pana Aleksandra K.” *

Opowieść Włodzimierza: 

Brałem udział - jako podchorąży student SGGW - w następującej sytuacji: Tuż przed opuszczeniem budynku uczelni - zwolniliśmy się z zajęć Studium Wojskowego u swego dowódcy kompanii - łapie nas dowódca batalionu pułkownik CH. i pyta:

- A dokąd to moi kochani ?

Na to mój kolega Waldek, bez namysłu odpowiada:

- Z rozkazu z-cy dowódcy Studium Wojskowego idziemy po asymptotę!

Nasz pułkownik chwilę pomyślał i pyta dalej:

- A czemu aż dwóch?

Odpowiedź Waldka:

- Bo to jest długa asymptota!

Pułkownik:

- To idźcie i szybko wracajcie!”

*

Opowieść Staszka:

„Oryginalny tekst naszego PeOwca z liceum:
"Jak w czasie wojny jest epidemia, to jest bardzo niebezpiecznie i trzeba przestrzegać higieny przez wysokie 'C'"

*

Opowieść Krzysztofa:

„Na studium wojskowym w Częstochowie major rysował schemat ostrzału i parabole lotu pocisków w kierunku muru, i jak powinien wyglądać mur oporowy dla chowających się za nim. Ktoś zapytał dlaczego nie można położyć tej paraboli o 90 stopni i zagiąć wroga z boku? Major po namyśle stwierdził: - Nie stosuje się!”*Opowieść Radosława:

Witam, zawodowym żandarmem jest mój rodzony brat. Kiedyś wchodzi do domu naszych rodziców i widząc mnie na kanapie pyta:

- Matka jest ?

- Nie wiem – odpowiadam.

- To idź do kuchni i stwierdź!”*I może na koniec Joanna:

„Moja siostra, jako pielęgniarka jest kapralem rezerwy. Po odbyciu kursu podoficerskiego dostała z WKU pismo, w którym z osłupieniem przeczytaliśmy, że "Zaświadcza się, że Katarzyna S... SYN ZBIGNIEWA, odbyła szkolenie w zakresie itd....". Tata trochę się zdziwił, że przez 25 lat nie wiedział, że ma w domu syna.”

            Można radośnie o wojsku? Można. A o czym następnym razem? Proszę tu zajrzeć i stwierdzić!
Podziel się
oceń
1
0

komentarze (34) | dodaj komentarz

„Wiersz o fundamentalnie globalnym znaczeniu publicznych debat liderów polskich partii politycznych”

czwartek, 18 października 2007 12:20

Tli się kubańskie cygaro,

Lokaj parzy herbatę,

Następca tronu – książę Karol

Już czeka na debatę.

Czuć herbaciane opary,

Cygaro ledwie się tli,

Książęta William i Harry

Włączają BBC.

Spiker mamrocze niemrawo:

„Funt traci na wartości...

  Przed połączeniem z Warszawą

  Podaję wiadomości:

  Tak zwane Nowe Ruskie

  Znowu grasują w Genewie...

  William jest za Kaczyńskim,

  Harry jest za Tuskiem,

  A Karol jeszcze nie wie...”

                *

Zastygły w zawiasach bramy,

Zamarły w pąkach kwiaty,

Antykwariusze z Jokohamy

Także słuchają debaty.

Milczą wazy etruskie

Wśród orientalnych obrazów,

Debatę Kwaśniewskiego z Tuskiem

Nadaje „Radio Numazu”.

                *

Słuchają zaciętych sporów

I... Nic z tego nie wynika,

Bo japońscy antykwariusze i potomkowie Windsorów

Nie znają tego języka!

Nie martwcie się, bo jednako

Jest u nas.

                Tutaj w sumie

Parę milionów Polaków

Też w ząb ich nie rozumie.

A im się ciągle wydaje,

Wpadają w taki ton,

Jakby rządzili nie tylko tym krajem,

Lecz mieli wpływ na brytyjski tron,

A nawet jakoby, proszę panów,

Nasz „kraj spadających kasztanów”,

W którym to Szopen Skłodowską wyśnił,

Za sprawą naszych polityków

Wpływał na sprzedaż etruskich antyków

W „kraju kwitnącej wiśni”.

Oj dziś dziś dana dana

Leci z drzewa listek...

Ciekawe w co wpadnie?

To jest oczywiste!
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (25) | dodaj komentarz

Od M do Z bez N

czwartek, 11 października 2007 11:39

Gdyby ktoś chciał wydać drukiem zestaw cech charakteryzujących przeciętnego Polaka, na jednym z pierwszych miejsc musiałby wymienić złośliwość. Wiele razy publicznie wyrażałem współczucie dla rządzących naszym krajem – swoim kolegom po władzy z innych państw mogą pozazdrościć potulnych, delikatnych, ułożonych, grzecznych narodów. Zresztą ta typowa polska złośliwość nie jest kierowana tylko pod adresem polityków. Ileż dostaje się urzędnikom. Weźmy dowcipy opowiadane u cioci na imieninach wujka:

„Późnym wieczorem wraca do domu grabarz. Żona widzi, że jest potwornie zmęczony, więc pyta:

- Stasiu, co ci jest? Coś taki zmizerowany?

- A daj spokój Krysia, strasznie ciężki pogrzeb dzisiaj miałem.

- Jaki? Co się stało?

- Chowaliśmy naczelnika urzędu skarbowego. I jak już zakopaliśmy, to się zerwały takie oklaski, że musieliśmy siedem razy bisować”

            No i proszę. Ileż tu złośliwości w stosunku do instytucji dbającej o nasze wspólne dobro. I to nie tylko finansowe. Również o rozwój intelektualny. Znalazłem w notesie zapisek z jednej z wizyt urzędzie skarbowym. Na drzwiach biura – mogę podać konkretnie: pokój 426 na czwartym piętrze Urzędu Skarbowego Warszawa Mokotów przy ulicy Wynalazek 3 – zobaczyłem wywieszkę o treści: „Informacja podatkowa dla osób z pierwszą literą nazwiska od  M do Z bez N”. Czyli panowie: Makowski, Opaliński, Podlaski aż do Zawadzkiego dowiedzą się ile mają zapłacić, a pan Nawrocki nie. A dlaczego nie? Bo tak! Zresztą ograniczenie tego ograniczenia do jednej litery jest moim zdaniem pójściem na łatwiznę. Urzędnik, który coś tak genialnego wymyślił mógł się przecież wysilić i dodać jeszcze kilka warunków. Na przykład: „Informacja podatkowa dla osób z pierwszą literą nazwiska od M do Z bez N, ale z nazwiskami co najmniej trzysylabowymi i pod warunkiem, że „ę” nie występuje w nich częściej niż raz i nigdy po „b”. Pierwszeństwo dla osób posiadających ucho prawe bardziej odstające niż lewe, bo naczelnik też tak ma”. I już widzę te tłumy petentów biegających od pokoju do pokoju, liczących sylaby w nazwisku, pytających sąsiada:

- Przepraszam, Pan nie wie, czy jak ja jestem Cieciorkiewicz, to mam iść do 412 tam gdzie są nazwiska na „C”, czy 317 tam gdzie kończące się na „ewicz”?

Te komunikaty radiowe:

- Pan Janusz Iksiński, który wyszedł trzy tygodnie temu do urzędu skarbowego w Jaśle, widziany ostatnio w pobliżu pokoju z informacją podatkową dla Ygrekowskich proszony jest o pilny powrót do domu w ważnej sprawie rodzinnej.

            Mam nadzieję, że dożyjemy czasów, w których zamiast takich złośliwych historyjek na temat urzędów skarbowych, będzie można usłyszeć, jak matka czyta dziecku na dobranoc: - Dawno, dawno temu, w maleńkim domku mieszkała dziewczynka, którą ze względu na przeszłość jej ojca nazywano Czerwonym Kapturkiem. Czerwony Kapturek przez wiele lat nosiła babci mieszkającej za lasem: serek, szyneczkę i masełko. Ale już nie musi, bo urzędy skarbowe tak skutecznie zbierają pieniądze od podatników, a ZUS tak sprawiedliwie i hojnie rozdziela je emerytom, że babcia wszystko zamawia sobie w sklepie internetowym www.produktydlababci.pl. Oczywiście korzystając z ulgi internetowej…

Pozdrawiam serdecznie. Artur Adrus (normalnie Andrus, ale tym razem bez N).


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (30) | dodaj komentarz

sobota, 27 maja 2017

Licznik odwiedzin:  5 613 324  

Polecamy



Tym razem do prześmiesznych rozmów na pełnych prawach włącza się trzecia wybitna postać - Wojciech Karolak. Słynny jazzman, podpytywany przez dociekliwego Andrusa, barwnie opowiada o małżeństwie z Czubaszek, a jest to związek nie zawsze zgodnych indywidualistów!

"Nowy album „Piłem w Spale... I co dalej?" to zapis koncertu, który odbył się rok temu w Warszawie, w Teatrze Syrena. Był to nie tylko wieczór koncertowy, ale również wydarzenie towarzyskie - Andrus zaprosił na scenę przyjaciół: Marię Czubaszek, Hannę Śleszyńską, Andrzeja Poniedzielskiego, Grupę MoCarta, Chór Collegium Musicum Uniwersytetu Warszawskiego i muzyków, z którymi stale współpracuje - Łukasza Borowieckiego, Wojciecha Steca i Pawła Żejmę.


"Książka zawiera osiem zabawnie ilustrowanych bajek o charakterze satyrycznym, przeznaczonych zarówno dla dzieci (5-7-letnich), jak i dla dorosłych. Bajki w satyryczny sposób przedstawiają cechy i przypadłości ludzkie, ujawniające się w wieku dziecięcym, z którymi borykamy się do późnej starości, np. brak tolerancji, brak życzliwości, egocentryzm, chciwość itp. Bajki zawierają przesłanie czytelne dla obu grup odbiorców. Do książki dołączona płyta z bajkami nagranymi częściowo przez autora."


"Blog osławiony między niewiastami" to nie tylko papierowy wybór najlepszych i najśmieszniejszych tekstów z jego bardzo popularnego bloga internetowego, ale także swoiste „Dzieła wybrane”.


"Myśliwiecka" zawiera piosenki Artura Andrusa zaśpiewane przez samego Autora. Są to głównie utwory kabaretowe, pisane do programów telewizyjnych i na potrzeby występów estradowych.


Rozmowa dwóch wybitnych osobowości polskiej sceny kabaretowej – Artur Andrus wnikliwie przepytuje Marię Czubaszek z jej twórczości oraz burzliwego życia towarzyskiego i rodzinnego.

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Bloog pod patronatem Nieformalnego Stowarzyszenia Umiarkowanego Ograniczania Nadmiaru Wolności w Internecie (NSUONWwI)

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl