Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 536 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Guru

czwartek, 30 października 2008 11:06


Jestem z siebie dumny. Wymyśliłem hasło na zjazd Polskiego Związku Piłki Nożnej. Nikt mnie co prawda nie prosił, ale znam w naszym kraju wielu takich, których nikt nie prosi, a oni i tak wymyślają. Hasło brzmi: „Polska Piłka Nożna - jak się chce, to można". Najbardziej jestem dumny z uniwersalności tego sloganu. Bo to przydatne i dla reformatorów, odnowicieli, promotorów zmian, ale i handlujący meczami działacze, czy sędziowie biorący łapówki, też mogą skorzystać. Oddaję PZPN - owi za darmo. Ku chwale polskiego sportu. Zaraz, ale czy w przypadku polskiego sportu można jeszcze mówić o „chwale"? Mówić można. Oprócz hasła dla PZPN - u, wymyśliłem przeróbkę pewnej znanej piosenki:


„Jaka róża taki cierń - nie dziwi nic,

 Taka czerwień jaka czerń - nie dziwi nic, 

 Jaki tenis taki kort - nie dziwi nic, 

 Taka chwała jaki sport - nie dziwi nic,

 Jaka gruszka takie kiwi - to już trochę dziwi".


Prestiż potaniał. Albo złotówka zyskała na wartości. Widziałem reklamę telefonu komórkowego: „Prestiżowy aparat już za złotówkę". Nie ma co kryć - jestem frajerem. Ja swój kupiłem, nie dość że 49 razy drożej, to w dodatku chyba nie jest prestiżowy, bo jakoś nie zauważyłem, żeby odnoszono się do mnie z większym szacunkiem od momentu, kiedy zacząłem go używać.


Ale dość głupot, teraz poważnie. Jedno z wydarzeń w ostatnich dniach sprawiło mi wielką radość. Przyznanie Wojciechowi Młynarskiemu „Złotego Berła" - nagrody Fundacji Kultury Polskiej. A do tego jeszcze laureat wręczył „małe berło" człowiekowi, którego uważa za swojego następcę. A człowiekiem tym jest Andrzej Poniedzielski. Strasznie mnie cieszy to uznanie dla dwóch moich guru. Przy okazji zdarzenie to podważa prawdziwość powiedzenia, że guru z guru się nie zejdzie. Z tej radości i z najlepszymi życzeniami dla obu panów napisałem wiersz laurkowy:


„Jeden guru z drugim guru,

 Każdy wart jest pereł sznurów,

 Wart jest puchu strusich piór,

 Każdy wart jest swoich gór,

 W swoich górach swoich szczytów,

 Alabastrów i granitów,

 I napisów na marmurze:

 Góruj guru jak najdłużej!

 Gdyby jednak to rzemiosło

 Zbyt daleko Was zaniosło,

 W jakąś zbyt odległą dal,

 My tu wszyscy będziem stali

 I wołali do tej dali:

 Guru! Wracaj do hal!"



Podziel się
oceń
1
0

komentarze (32) | dodaj komentarz

Sytuujmy się

środa, 22 października 2008 12:22

Wczoraj w radiu pani dziennikarka polecała książki. Mówiąc o nowej powieści Danuty Noszczyńskiej, stwierdza: „Danutę Noszczyńską sytuujemy gdzieś tak pomiędzy Chmielewską a Grocholą..." A zaraz potem innego autora, Philipa Margolin, sytuuje „...gdzieś między twórczością Johna Grishama a Harlana Cobena". Oczywiście wiem co miała na myśli pani dziennikarka, chciała pomóc ewentualnym czytelnikom w skojarzeniu charakteru literatury, ale od razu wpadłem na pomysł szerszego zastosowania takiego „sytuowania". W przypadku książek może nam to ułatwić poruszanie się po własnej bibliotece i rezygnację z przestarzałego systemu układu alfabetycznego  (wiadomo, że powieści Noszczyńskiej stoją na półce pomiędzy Chmielewską a Grocholą), a poza tym wzrośnie sprzedaż książek. Jak się będzie chciało przeczytać Margolin, to trzeba też kupić Grishama i Cobena, żeby potem mieć gdzie postawić przeczytany utwór. Ale „sytuować" można w każdej sytuacji. W sklepie: „Parówki sytuują się między szynką a serem, ale jeśli chodzi o smak, to tak między wodą a wodą z tłuszczem i solą". Na wywiadówce w szkole: „Pani syn sytuuje się tak gdzieś między jedynką a poprawczakiem". Żeby podnosić sprawność intelektualną odbiorcy, można rozszerzać zakres „sytuowania" bez podawania jego kryterium. Na przykład: „Jurka sytuujemy tak gdzieś pomiędzy średniowieczną maszyną oblężniczą a jednym z kandydatów na nowego prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej". I niech się odbiorca zastanawia czy chodzi tutaj o kwestie urody, skuteczności działania czy niewielkiej mobilności.


Jeszcze słowo o światowym kryzysie finansowym. Coraz więcej osób zaczyna się na ten fakt powoływać w najbardziej zaskakujących sytuacjach. Już nie tylko banki nie przyznają kredytów, deweloperzy przestają budować, politycy histerycznie nawołują się do niehisteryzowania. Dozorca nie sprząta w związku ze spadkami na giełdzie, dzieci przynoszą do szkoły usprawiedliwienia: „Proszę o zwolnienie mojej córki Ani z lekcji wf-u  w związku kryzysem światowym. Niech Ania niepotrzebnie nie marnuje energii na bezsensowne ćwiczenia fizyczne". Drogowcy z łataniem dziur w jezdni na odcinku między Ustrzykami Dolnymi a Górnymi czekają na ustalenia po spotkaniu Bush - Sarkozy - Barroso. Trochę mi to zaczyna przypominać starą piosenkę „Wałów Jagiellońskich": „A pewien piłkarz ligowy przyłożył w ryja sędziemu, chciał w ten sposób zaprotestować przeciwko Chomeiniemu..."


Dla poprawienia nastrojów społecznych zacząłem pisać „Uspokajankę na czasy kryzysu:


„A przecież u nas od zawsze

 Zaczyna się o poranku

 Biadolenie, że źle nam idzie,

 Narzeka prezes banku,

 Ksiądz i dentysta, i biznesmen,

 Klientka w ekskluzywnym sklepie,

 Że ledwo wiążą koniec z końcem,

 Że mogłoby być lepiej.

 Mam zatem dla Was pociechę,

 Proszę Szanownych Sióstr i Braci:

 Jak się niewiele ma,

 To się niedużo straci".


Na razie tyle napisałem i skończył mi się wkład w długopisie. W związku z kryzysem finansowym nie mogę kupić nowego. Zresztą jak przeczytałem ten fragment, to nie wiem czy dalsze pisanie ma sens, bo sytuuję się gdzieś pomiędzy glebogryzarką spalinową a Adamem Asnykiem.



Podziel się
oceń
1
0

komentarze (37) | dodaj komentarz

"Tekst napisany piórem w hotelu we Wrocławiu"

czwartek, 09 października 2008 9:52

  Do zestawu zdarzeń, które mogą człowieka wpędzić w panikę, należy dodać brak dostępu do zdobyczy cywilizacji, od których się ten człowiek uzależnił. Wyjeżdżając z domu nie zabrałem laptopa, a na jutro ma być gotowy tekst. W hotelu, w którym się zatrzymałem jest co prawda "Kącik komputerowy", ale mieści się w rogu restauracji, w której wieczory spędza wycieczka niemieckich turystów. Żadne uprzedzenia - naprawdę mili, uśmiechnięci, rozśpiewani ludzie - ale nie potrafię pracować w towarzystwie kilkudziesięciu niemieckich turystów. Podejrzewam zresztą, że nie ja jeden. Już widzę lekarza operującego w towarzystwie kilkudziesięciu niemieckich turystów, górnika wydobywającego węgiel...
Chociaż są też pewnie tacy, którym taka wycieczka nie przeszkadza. Na przykład przewodnikowi turystycznemu albo kierowcy autokaru. Może to kwestia przyzwyczajenia? Może gdybym częściej pisywał słuchając piosenek typu "Gruener Kaktus?
W recepcji poprosiłem o kilka karetk papieru, wróciłem do pokoju, wziąłem pióro i z dużymi oporami zabrałem się do pisania, korzystając z dziewiętnastowiecznych technologii. Boże, jak dziwnie wyglądał ten prehistoryczny, ręczny Arial. Nierówne litery, niewymiarowe spacje. Ale do rzeczy.

       Zawód konferansjera, który od kilkunastu lat wykonuję, wymaga dużej elastyczności. Czasem sie prowadzi koncert filharmoniczny, czasem trzeba zapowiedzieć prezesa firmy stolarskiej grającego an harmonijce ustnej. Czasem prezentuje się publiczności nowy tomik wierszy, innym razem nowy typ wiertarki. Ambitny konferansjer próbuje te tak sobie odległe światy połączyć. Na przykład używać poezji do prezentacji wiertarek:


"W serca mego zakamarkach,
Prócz miłości jest wiertarka,
Mam gdzie swe uczucia chować...
Udarowa! Udarowa!"

Niedawno rzucił mnie los na otwarcie centrum handlowego w Słupsku.
Koledzy pokazywali program kabaretowy, ja miałem wszystko spiąć jakąś
klamrą. Porozmawiałem z miejscowymi, podpytałem i na koniec wygłosiłem
wiersz:

"Niech pieśń wychwala dzieło nowe,
Niech wiersz pod chmury wzlatuje,
Wy już macie centrum handlowe,
Koszalin dopiero buduje".


Dawno nie miałem tak żywiołowych reakcji. Po prostu oba miasta nie darzą się nawzajem dużą sympatią i podlizanie się temu, w którym się właśnie występuje, gwarantuje sukces. Urażonym mieszkańcom Koszalina wyjaśniam, że to zwykłe wyrachowanie. Jeśli zechcą zaprosić mnie na otwarcie centrum handlowego w ich mieście, chętnie wygłoszę utwór:


"Już niedługo zakwitną czereśnie,

Zakwitną, a i owszem,
Może i w Słupsku mieli wcześniej,
Lecz Wasze jest najnowsze!"


Polecam. Odwoływanie się do lokalnych antagonizmów jest jedną ze skuteczniejszych metod osiągnięcia choćby chwilowego sukcesu. Mam przygotowane zestawy: "Kraków - Warszawa", "Toruń - Bydgoszcz", "Kielce - Radom", "Zielona Góra - Gorzów".
     No dobrze, kończę i idę do "Kącika komputerowego" przepisać i wysłać. A jak będzie zajęty, to wsadzę w kopertę, zalakuję, spryskam wodą kolońską i podam do pierwszego dyliżansu.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (47) | dodaj komentarz

sobota, 19 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  5 721 660  

Polecamy



Tym razem do prześmiesznych rozmów na pełnych prawach włącza się trzecia wybitna postać - Wojciech Karolak. Słynny jazzman, podpytywany przez dociekliwego Andrusa, barwnie opowiada o małżeństwie z Czubaszek, a jest to związek nie zawsze zgodnych indywidualistów!

"Nowy album „Piłem w Spale... I co dalej?" to zapis koncertu, który odbył się rok temu w Warszawie, w Teatrze Syrena. Był to nie tylko wieczór koncertowy, ale również wydarzenie towarzyskie - Andrus zaprosił na scenę przyjaciół: Marię Czubaszek, Hannę Śleszyńską, Andrzeja Poniedzielskiego, Grupę MoCarta, Chór Collegium Musicum Uniwersytetu Warszawskiego i muzyków, z którymi stale współpracuje - Łukasza Borowieckiego, Wojciecha Steca i Pawła Żejmę.


"Książka zawiera osiem zabawnie ilustrowanych bajek o charakterze satyrycznym, przeznaczonych zarówno dla dzieci (5-7-letnich), jak i dla dorosłych. Bajki w satyryczny sposób przedstawiają cechy i przypadłości ludzkie, ujawniające się w wieku dziecięcym, z którymi borykamy się do późnej starości, np. brak tolerancji, brak życzliwości, egocentryzm, chciwość itp. Bajki zawierają przesłanie czytelne dla obu grup odbiorców. Do książki dołączona płyta z bajkami nagranymi częściowo przez autora."


"Blog osławiony między niewiastami" to nie tylko papierowy wybór najlepszych i najśmieszniejszych tekstów z jego bardzo popularnego bloga internetowego, ale także swoiste „Dzieła wybrane”.


"Myśliwiecka" zawiera piosenki Artura Andrusa zaśpiewane przez samego Autora. Są to głównie utwory kabaretowe, pisane do programów telewizyjnych i na potrzeby występów estradowych.


Rozmowa dwóch wybitnych osobowości polskiej sceny kabaretowej – Artur Andrus wnikliwie przepytuje Marię Czubaszek z jej twórczości oraz burzliwego życia towarzyskiego i rodzinnego.

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Bloog pod patronatem Nieformalnego Stowarzyszenia Umiarkowanego Ograniczania Nadmiaru Wolności w Internecie (NSUONWwI)

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl