Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 235 666 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Sierpowy Choziajnowa

poniedziałek, 25 października 2010 11:13

Przejęzyczenie prezydenta Komorowskiego, który podczas koncertu laureatów XVI Międzynarodowego Konkursu Chopinowskiego, mówiąc o muzyce naszego wybitnego kompozytora, zamiast „armaty ukryte w kwiatach" powiedział „armaty ukryte w krzakach", przewałkowano na wszelkich możliwych forach internetowych. Jedni drwili, inni usprawiedliwiali i pocieszali, byli tacy, którzy dorabiali zaskakujące teorie na temat drugiego dna tego sformułowania. Ja się zachwyciłem. Bo uważam, że każde przejęzyczenie wnosi coś nowego, powoduje, że coś oklepanego staje się nieoklepanym, albo przynajmniej zaczyna się to oklepywać z innej strony. A jeśli jeszcze powie to ktoś z urzędowym majestatem... Należy niezwłocznie wykorzystać okazję i zrobić lekkie zamieszanie. Na przykład w literaturze. Weźmy „Redutę Ordona":


„Nam strzelać nie kazano. - Wstąpiłem na działo
I spojrzałem na pole; dwieście armat grzmiało.

Patrzę dookoła  niby jastrząb jaki,

Naszych dział nie widać, jeno same krzaki,
Artyleryji ruskiej ciągną się szeregi,

Prosto, długo, daleko, jako morza brzegi;

I widziałem ich wodza; - przybiegł, mieczem skinął,

A miecz jak armata - porosły leszczyną,

I  kiedy wódz zakrzyknął: „Ura! Do ataku!"

Ruscy swoje armaty wyciągnęli z krzaków..."


Pisałem o Rudym Rychu z Muranowa, który „Mazurka op.17 nr 4" Fryderyka Chopina zakończył telemarkiem? Pisałem. Oczywiście, że Rudego Rycha wymyśliłem, ale jak się okazuje terminologia sportowa użyta w kontekście Konkursu Chopinowskiego była jak najbardziej na miejscu. Mam paru znajomych i sam się do nich zaliczam (uważam się za jednego z lepszych swoich znajomych), którzy nie będąc melomanami, na ogłoszenie werdyktu jury czekali z wypiekami na twarzy i emocjami nie mniejszymi niż te towarzyszące nocnym walkom Gołoty czy porannym skokom Małysza. Zresztą jedna z widzek TVP Kultura przyznała, że ostatnio tak bardzo się denerwowała podczas zawodów w Planicy, kiedy nasz Adam skakał po złoto. Zapowiadając transmisje z konkursu, TVP Kultura też odwoływała się do języka sportu - pojawiały się obrazki pianisty nad klawiaturą, a lektor tonem sprawozdawcy sportowego mówił o koncentracji, skupieniu, energii itp. Prześmieszne. Nie znam wyników oglądalności wieczoru finałowego Konkursu Chopinowskiego, ale życzę TVP Kultura, żeby się okazało, że widzów było nie mniej niż podczas jazdy Kubicy. I że wspaniałe dośrodkowanie dyrygującego Antoniego Wita do Daniiła Trifonowa oglądało parę milionów Polaków. Mam nadzieję, że ze sportu wykorzysta się tylko dobre skojarzenia, bo jakoś głupio by mi było, gdyby fotelami wyrwanymi z szacownego parkietu Filharmonii Narodowej zaczęli się okładać kibice Wundera i fani Bożanowa. Oczywiście od razu pojawiły się spory na temat tego, czy Awdiejewa powinna wygrać. Najwięcej na ten temat mieli do powiedzenia: „brunecik22mazowsze",„ITI go Home", „papa_rapa_17",  „Eu.Geniusz.Sieradz" i „bialykozaczek19". Swoją drogą, może by tak organizatorzy Konkursu Chopinowskiego pomyśleli przy okazji następnej edycji o powołaniu dwóch jury. To drugie wyłonić spośród najczęściej wypowiadających się na temat konkursu w Internecie. I wtedy będzie można porównać opinię Marthy Argerich i na przykład „biodra_bizona_77". Zresztą nie można wykluczyć, że pod tym pseudonimem ukrywa się jakiś wybitny znawca muzyki Chopina i spór o nagrodę dla rosyjskiej pianistki stałby się jeszcze bardziej zaciekły. I zdecydowanie bardziej wolę takie spory niż nieszczere licytowanie się odpowiedzialnością za „język nienawiści" w polskiej polityce.


A' propos „wolę". Usłyszałem w radiu piosenkę zespołu „Golec Uorkiestra". Z następującym refrenem:


„...Nie chcę żadnej sławy i mamony,

 Wolę swoje ciepłe kalesony..."


O ile dobrze rozumiem, autor tekstu sugeruje, że nie zależy mu na sławie, nie chce pieniędzy, woli kalesony. W przypadku zespołu żyjącego z występów, to deklaracja dość ryzykowna. Bo jak to mogą zrozumieć organizatorzy różnych imprez? Taka stawka? Nie w pieniądzach, tylko w kalesonach? Trzy kartony kalesonów za występ na dniach miasta? I wagon kalesonów za „event" dla firmy farmaceutycznej? W dalszej części refrenu znajdujemy rozwinięcie tej myśli, potwierdzenie niechęci do blichtru, do pozorów „wielkiego świata":


„...Nie chcę oczu kamer i poklasku,

 Wolę z tobą kochać się o brzasku..."


Autor ujawnia porę doby, w której bohater piosenki prawdopodobnie na chwilę zdejmuje kalesony. Nie ma tego już w piosence, ale dopisałem sobie dalszy ciąg opowieści:


„...A jak już opuszczę twoje łoże,

Wtedy kalesony znowu włożę,

Ale już nie tamte, nie te stare,

Bo mam na niedzielę drugą parę..."


Jeśli ktoś myśli, że to stek bzdur, i że tych dwóch wątków nie powinno się łączyć w jednym tekście, niech najpierw sprawdzi, ile złośliwych uwag pod adresem laureatki XVI Konkursu Chopinowskiego zamieściły na różnych forach internetowych „kalesony_chopina".



Podziel się
oceń
1
0

komentarze (223) | dodaj komentarz

Łyczek, łyczek, Fryderyczek

poniedziałek, 18 października 2010 10:34

Korzystając z ogólnie dostępnych i prawem dozwolonych środków, człowiek wprowadza się czasem w stan wyższej konieczności zakomunikowania czegoś całemu światu. Bywają to komunikaty o dość ważkiej treści, typu: „A jednak się kręci" albo „Kości zostały rzucone". Najczęściej jednak wyryczenie światu prosto w twarz dotyczy czegoś dużo mniej ważnego. W późny sobotni wieczór, w Poznaniu, w przejściu podziemnym pod rondem, natknąłem się na grupkę młodych ludzi. Do każdego z nich można było zastosować opis z piosenki mistrza Przybory: „... oj nie wraca ci on z kina...". A jeden najbardziej „oj nie wracał". I właśnie ten postanawiał śpiewem obwieszczać światu wszystko, co widzi. Ale co mógł widzieć w przejściu podziemnym pod rondem w Poznaniu? Kawiarenkę internetową, punkt „Xero" i automat sprzedający frytki. Z kawiarenką było akurat najłatwiej. Zaryczał na melodię „Kawiarenek": „Kawiarenki, aaa, kawiarenki, aaa...", po czym już bez melodii dorzucił: „dlaczego k...wa zamknięte?". Nie próbując nawet odpowiadać na zadane przez siebie pytanie, nie licząc na odpowiedź któregoś z towarzyszy „oj nie wracających ci z kina", zajął się obwieszczaniem, że widzi: „Ksero! Ksero! Kseero! Kseero! Kseero!" (na melodię zaśpiewu stadionowego) i „Frytki, frytki, frytki, frytki" (na melodię „Szła dzieweczka do laseczka"). Forma przekazu nie jest tu istotna, ważna jest treść. A to jest taki moment w życiu człowieka, że musi pokazać, że ma jakieś zdanie na temat każdego elementu otaczającego go świata. Miałem ochotę iść za nimi w okolice najbliższej budki z kebabem, bo byłem ciekaw, czy ryczący wpadnie na pomysł, żeby wyryczeć „Kochane kebaby! Ach te kebaby! Człek by je łyżkami jadł! Tęgi chłop, co lekką ręką łamie sztaby, względem kebaby jest tak jak dziecko całkiem słaby...". Miałem ochotę, ale nie miałem odwagi, bo jeszcze by zauważyli, że się im przyglądam, na melodię „Kawiarenek" zaryczeliby „Coś nie pasi? Aaa..." i kto wie jak by się to skończyło. A poza tym nie podejrzewam, żeby ryczący znał piosenkę „Baby, ach te baby" i był w stanie wyryczeć aż tyle słów za jednym razem.


I jeszcze wiadomość z ostatniej chwili:


Warszawa. „Ławeczki Chopina" ustawione na Trakcie Królewskim cieszą się niesłabnącym powodzeniem. I to nie tylko wśród japońskich turystów odwiedzających polską stolicę. Otóż grupa mieszkańców Warszawy, która karnety do filharmonii wymieniła na wejściówki do pobliskich sklepów nocnych, włączyła się w obchody Roku Chopinowskiego i postanowiła zorganizować własną wersję Konkursu Chopinowskiego pod nazwą „Łyczek, łyczek, Fryderyczek". Zabawa polega na tym, że zawodnik siada na ławeczce trzymając w ręku najtańsze wino jabłkowo - siarkowe nazywane w środowisku „Żelazową Wolą". Na hasło „Start" uruchamia się muzykę i przełyk zawodnika. Zabawa polega na ustaleniu, na ile „gulnięć" wystarczają „Etiuda c-moll op.10 nr 12" czy „Polonez A-dur op.40 nr 1". Organizatorzy zawodów zorientowali się szybko, że liczba „gulnięć" jest niezależna od utworu, który akurat gra ławeczka, bardziej zależy od osobistych predyspozycji i doświadczenia zawodnika. Zaczęli więc oceniać „ogólny wyraz artystyczny" takiej prezentacji. Czyli: sposób trzymania butelki, dopasowanie wyrazu twarzy do nastroju utworu, koncentrację na wykonaniu i sposób jego zakończenia. Dotychczas najwyższe noty otrzymał Rudy Rycho z Muranowa, który jako jedyny wystąpił w smokingu. To jest tak zwany „Smoking Wawelski", który Rychowi przysłała ciotka z Krakowa. Zawodnik zdobył sobie również uznanie jurorów tym, że „Mazurka op.17 nr 4" zakończył telemarkiem. Każdy z laureatów konkursu „Łyczek, łyczek, Fryderyczek" na własną rękę poszukuje sponsora nagrody na całym Krakowskim Przedmieściu. Szczególnie często można ich spotkać w okolicy kościoła, w którym spoczywa serce bohatera tej akcji.

Podziel się
oceń
2
0

komentarze (43) | dodaj komentarz

Poezja w służbie Narodu

wtorek, 12 października 2010 12:02

Zwrócono mi uwagę, że powinienem włączyć się w nurt przygotowań do wyborów samorządowych. Nie jako kandydat, nie po stronie którejkolwiek z partii. Po prostu zachęcać ludzi do uczestnictwa w wyborach, do działalności na rzecz swoich małych ojczyzn.


Biała mewo leć daleko stąd,

Z lotu ptaka spójrz na samo - rząd...

Na ramieniu usiądź panu staroście

I zapytaj:

Coście starosto tacy smutni? No coście?


Nie jestem pewien, czy ta cytowana powyżej „Pieśń o brakach w budżetach samorządów terytorialnych" zachęci do kandydowania na różne odpowiedzialne funkcje. Powinno być raczej coś w stylu:


Bez wad i bez braków żadnych

Ładna radna, radny ładny,

Zdrowe nerki, zdrowe płucka,

Radny powiatowy zdrowy,

Zdrowa radna wojewódzka...


Parę dni temu prowadziłem galę „Kongresu Zarządów Spółek Giełdowych". Ważni prezesi ważnych firm dyskutowali w gronie najważniejszych ekonomistów na temat (zanotowałem sobie): „Przyszłość gospodarki: wolny rynek, czy państwowy interwencjonizm?". W programie konferencji tematy wykładów: „Czy zawodność rynku implikuje niezawodność regulacji?", „W jakich obszarach regulacje mogą mieć przewagę nad rynkiem?", „Etatyzm - incydent wywołany kryzysem, czy nowa doktryna ekonomiczna?", „Interwencja państwa a hazard moralny społeczeństwa". Banalne pytania, łatwe odpowiedzi... Ale mnie przede wszystkim zafascynowała poetyckość tych sformułowań. Przecież to jest wymarzony materiał na erotyk. Proszę bardzo:


Erotyk mroczny - wolny rynek, czy państwowy interwencjonizm?


Zaszumiał za oknami wrzos,

Dom cały ucichł po kolacji,

Wśród nocnej ciszy niesie się głos:

- Czy zawodność rynku implikuje niezawodność regulacji?

W lesie leszczyna cicho gnie się

Noc siada cicho za kominkiem,

Wśród nocnej ciszy głos się niesie:

- W jakich obszarach regulacje mogą mieć przewagę nad rynkiem?

Srebra, co tęsknią za przepychem,

I porcelana - niegdyś śliczna,

Głośne oddechy i szepty ciche:

- Etatyzm - incydent wywołany kryzysem, czy nowa doktryna ekonomiczna?

Wiatr psotnik nagle drzwi uchyli,

A tam - namiętne bezeceństwa...

Krupier z żoną wojewody, czyli:

- Interwencja państwa a hazard moralny społeczeństwa.


                Zastanawiam się, czy czytając moje wiersze Edward Stachura podtrzymałby dzisiaj twierdzenie, że „Wszystko jest poezją"?

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (24) | dodaj komentarz

poniedziałek, 27 marca 2017

Licznik odwiedzin:  5 579 049  

Polecamy



Tym razem do prześmiesznych rozmów na pełnych prawach włącza się trzecia wybitna postać - Wojciech Karolak. Słynny jazzman, podpytywany przez dociekliwego Andrusa, barwnie opowiada o małżeństwie z Czubaszek, a jest to związek nie zawsze zgodnych indywidualistów!

"Nowy album „Piłem w Spale... I co dalej?" to zapis koncertu, który odbył się rok temu w Warszawie, w Teatrze Syrena. Był to nie tylko wieczór koncertowy, ale również wydarzenie towarzyskie - Andrus zaprosił na scenę przyjaciół: Marię Czubaszek, Hannę Śleszyńską, Andrzeja Poniedzielskiego, Grupę MoCarta, Chór Collegium Musicum Uniwersytetu Warszawskiego i muzyków, z którymi stale współpracuje - Łukasza Borowieckiego, Wojciecha Steca i Pawła Żejmę.


"Książka zawiera osiem zabawnie ilustrowanych bajek o charakterze satyrycznym, przeznaczonych zarówno dla dzieci (5-7-letnich), jak i dla dorosłych. Bajki w satyryczny sposób przedstawiają cechy i przypadłości ludzkie, ujawniające się w wieku dziecięcym, z którymi borykamy się do późnej starości, np. brak tolerancji, brak życzliwości, egocentryzm, chciwość itp. Bajki zawierają przesłanie czytelne dla obu grup odbiorców. Do książki dołączona płyta z bajkami nagranymi częściowo przez autora."


"Blog osławiony między niewiastami" to nie tylko papierowy wybór najlepszych i najśmieszniejszych tekstów z jego bardzo popularnego bloga internetowego, ale także swoiste „Dzieła wybrane”.


"Myśliwiecka" zawiera piosenki Artura Andrusa zaśpiewane przez samego Autora. Są to głównie utwory kabaretowe, pisane do programów telewizyjnych i na potrzeby występów estradowych.


Rozmowa dwóch wybitnych osobowości polskiej sceny kabaretowej – Artur Andrus wnikliwie przepytuje Marię Czubaszek z jej twórczości oraz burzliwego życia towarzyskiego i rodzinnego.

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Bloog pod patronatem Nieformalnego Stowarzyszenia Umiarkowanego Ograniczania Nadmiaru Wolności w Internecie (NSUONWwI)

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl