Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 243 445 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Genesis, Wielki Kanion, ciocia Halina i wielu ojców

poniedziałek, 31 października 2011 11:45

Temat już wielokrotnie wałkowany, ale ja to lubię. Na Podkarpaciu jest „Piekarnia i Cukiernia >Genesis<”. Zawsze, kiedy widzę tego typu nazwę, zastanawiam się, na ile jej wybór jest efektem świadomego działania, a na ile przypadkowego otwarcia słownika wyrazów obcych na dowolnej stronie. A może jeszcze inaczej? Bo jeśli ktoś otworzy i zobaczy jakieś interesująco brzmiące słowo, może przeczytać, co ono znaczy. A na pewno bywają nazwy wybierane bez rozumienia treści, którą ze sobą niosą. Znam przypadek zespołu muzycznego, który przez kilka lat nazywał się „Herpes”. Do dnia, w którym zagrali na weselu jakiegoś dermatologa, a ten wytłumaczył im, co to znaczy.

 

A jak może być z „Piekarnią i Cukiernią >Genesis<”? To dowód na znajomość języków obcych, w tym starożytnych, i znak, że to działalność, która ma być początkiem czegoś wielkiego? Jakaś aluzja do biblijnego „Pięcioksięgu”? Czy też wyraz muzycznych fascynacji piekarza – założyciela?

 

Przeprowadźmy eksperyment. Mam przed sobą „Wielki słownik wyrazów obcych PWN” i przypuśćmy, że za chwilę idę rejestrować działalność gospodarczą, polegającą na sprowadzaniu z Niemiec połówek samochodów, które da się zespawać z połówkami oddawanymi  w Polsce na złom. Firma specjalizuje się zwłaszcza w tworzeniu trzyletnich toyot z przodów dziesięcioletnich peugeotów i tyłów dwunastoletnich fiatów. Otwieram na chybił trafił. Padło na stronę 408 i najbardziej odpowiada mi  „fordanser”. Przedsiębiorstwo Produkcyjno - Usługowo – Handlowe „Fordanser”. Nie brzmi dumnie? Albo zakładam firmę, która ma organizować korporacyjne imprezy integracyjne, przygotowywać catering i produkować znicze z konserw wycofanych ze szwedzkiej armii. Zamykam oczy… Teraz nawet nie będę wybierał ze strony, tylko wpiszę słowo, na które przypadkiem trafię palcem… Ups… „Prymasostwo”. No cóż, tak los chciał – „Prymasostwo” spółka cywilna. 

 

A swoją drogą, może to właśnie jakiś pomysł? Żeby nazwy firm były tak zaskakujące, że będą zmuszały do szperania po słownikach, domyślania się, poszukiwania prawdy. Niech jej nawet nie będzie, niech to będzie wynik przypadku, ale cenne będzie zmuszanie odbiorcy takiej nazwy do wysiłku intelektualnego.

 

Zmieniamy temat, bo mam nowe wieści z życia cioci Haliny (to ta, która, kiedy już jej zabraknie inwektyw, mówi o swoim mężu: „A ten jego brat jest taki sam!”) i wujka Marka (to ten, o którym tak mówi). Dialog zasłyszany w ich domu:

 

Wujek Marek: Halina, chciałabyś kiedyś zobaczyć Wielki Kanion?

 

Ciocia Halina z kuchni, rozmarzonym głosem: No pewnie…

 

Wujek Marek: To chodź, na Discovery pokazują.

 

Ale nie zdążyła zobaczyć. Wujek przełączył na poranny program informacyjny, w którym zabawiało się dwoje prezenterów. On żartował, ona odżartowywała. I tak przez cały serwis. Ona podała wiadomość, że jest nas już na świecie siedem miliardów, on uzupełnił, że według wyliczeń ONZ, tym siedmiomiliardowym człowiekiem jest mała mieszkanka Filipin i że dziecko i matka czują się dobrze. Po krótkiej pauzie, dodał z żalem w głosie:

 

- O ojcu, jak zwykle nie wspominają.

 

- Bo na pewno ma wielu ojców – zażartowała ona, wywołując wyraz zdziwienia na twarzy cioci Haliny i uśmiech rozmarzenia na twarzy wujka Marka.

 


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (135) | dodaj komentarz

Żałuj Marleno – odc.7

poniedziałek, 24 października 2011 8:36

Pędzili, tak jak wiatr bawarski po szczytach gór potrafi pędzić w jesienne zawieruchy. Baronowa przodem, Koniuszek za nią, od czasu do czasu narzucając tempo biegu skórzanym biczykiem.

- W prawo baronowo, baronowo w prawo, w te chaszcze, w chaszcze te – syn Koniuszego i Koniuszyny cierpiał na przypadłość określaną przez bawarskich medyków jako „Muedezweimalgesagtsyndrom”. Kiedy był wycieńczony fizycznie, dwa razy powtarzał ten sam komunikat, zmieniając tylko szyk wyrazów w zdaniu.

- Za nic nie wejdę nocą w chaszcze z mężczyzną z niższej klasy… - stanowczo zaczęła protestować baronowa Marlene von Kopf bis Fuss, ale na widok skórzanego biczyka, stanowczość znacznie słabła – Ale w te chaszcze? Czy w tamte? Bom się pogubiła?

- W te chaszcze baronowo, baronowo w chaszcze te.

Pohukiwania sów zachęcały do jeszcze szybszego biegu, a cała ta przedziwna sytuacja była jakoby żywcem wzięta z kołysanki, którą w dzieciństwie nad Koniuszkiem śpiewałaby niańka, gdyby było na nią stać jego rodziców:

 

W środku lasu bawarskiego

Pohukuje sowa,

Biegnie z synem Koniuszego

Pani baronowa,

Huhu, huhu, aaha, aaha,

Łodiridi, łodiridi dyna,

Łodiridi dyna, u ha!

 

Bieg, przerywany tylko z rzadka lekkim strzałem biczyka, trwał jeszcze kilkadziesiąt minut. I kiedy wydawało się, że nadchodzi kres możliwości fizycznych niestarej jeszcze, ale prowadzącej niehigieniczny tryb życia baronowej, Koniuszek krzyknął:

- To tutaj baronowo, baronowo tutaj to.

Drewniana chatka na środku polany. Małe okrągłe okienko, przypominające z daleka buźkę uśmiechniętego chłopca, być może o imieniu Klaus, jaśniało światłem naftowej lampy. Przed chatą kicał zajączek z dzwoneczkiem przywiązanym do szyi czerwoną kokardką. Tak zabawnie odkicywał w stronę lasu, przewracał się na plecy i wracał w pobliże chaty. Dopiero, kiedy podeszli bliżej, baronowa zauważyła, że zajączek porusza się na smyczy, a smycz jest koloru nocy.

- Przecież… - baronowa już wiedziała, skąd zna to zwierzę – To zajączek księżnej Irene von Genossenschaft…

Sytuacja stawała się coraz bardziej tajemnicza. I nie wyjaśniło jej jeszcze otwarcie drzwi chaty, które swoim skrzypnięciem na sekundę wywołało uśmiech na twarzy baronowej, bowiem przypominało odgłos, jaki wydawał jej małżonek baron, zbliżając się w każdy drugi czwartek miesiąca do jej łoża. Dopiero, kiedy wzrok baronowej przyzwyczaił się do jaskrawego światła naftowej lampy, ujrzała widok niezwykły – na małej powierzchni tej leśnej chatki zebrano żeński kwiat arystokracji bawarskiej. Stały, siedziały lub leżały, znane jej z uroczystych przyjęć i pobytu w sanatorium – baronowe, księżne, grafinie… W sumie czterdzieści sześć kobiet, które łączyły ze sobą: „von” albo „zu” w nazwisku i, o czym jeszcze Marlene nie wiedziała, intymne kontakty z porucznikiem Katapultowem.

- Ja żem je wszystkie uratował. Je wszystkie żem uratował ja…



Podziel się
oceń
1
0

komentarze (24) | dodaj komentarz

NFZ walczy!

wtorek, 18 października 2011 22:41

Założyłem Grupę Destrukcji Literackiej, w skrócie NFZ (kto powiedział, że skrót musi mieć jakiś logiczny związek z pełną nazwą?). NFZ będzie się zajmował publikowaniem w Internecie zmanipulowanych wersji różnych dzieł literackich. Po co? Dla zabawy. Żeby zobaczyć, jak za parę lat, te wymyślone przez nas utwory, trafią do poważnych opracowań naukowych. A trafią na pewno, bo przecież dzisiaj prawie wszystkie prace magisterskie, doktorskie, habilitacyjne, powstają przy użyciu Internetu i funkcji CtrlC i CtrlV w komputerach.


Akcje dywersyjne NFZ będą dość częste, ale nieprzypadkowe. Żeby zaznaczyć świadomy charakter naszej działalności zawsze będą komuś lub czemuś dedykowane, będą miały jakiś kontekst (tylko uprzedzam, że nikt nie powiedział, że kontekst musi mieć jakiś logiczny związek z dziełem literackim, które będziemy publikować). Dzisiaj, dokładnie 339 lat po podpisaniu haniebnego pokoju w Buczaczu, wrzucamy to:


Pan Tadeusz - Księga XII a – Poprawiny, czyli tuż po koncercie Jankiela

Muzyk jakby sam swojej dziwił się piosence,

Upuścił drążki z palców, podniósł w górę ręce,

Czapka lisia spadła mu z głowy na ramiona,

Powiewała poważnie broda podniesiona,

Zamilkł… Wtem coś zaczęło wiercić się w barłogu…

- A zagrasz ty cwaniaczku to samo na rogu?!

To Wojski, który zmęczon przespał koncert cały,

Idzie. Potknął się szpetnie, przewrócił cymbały,

Jankiel się z przerażeniem destrukcji przygląda,

Bo to są zabytkowe cymbały Hammonda,

Które zdobył ksiądz Robak, kiedy był na misjach.

Prastary ten instrument z napisem „Calisia”

Przetrwał Turków, Tatarów, Szwedów i Wandali,

A Wojski ledwo podszedł, kopnął i rozwalił.

Zabluźnił po łacinie, jak zawsze ze swadą

I poszedł w róg komnaty. I w ten róg był zadął.

I poniósł się ryk z rogu, przeraźliwie wściekły,

Że aż się tynk posypał i charty uciekły.

- Bo Wojski – szepcze Zosi doświadczona ciotka –

Znany z tego na Litwie, że dmie w co napotka.

Kiedyś był on przyczyną wielkiego ubawu,

Gdyż dął w róg, który nosił żywy jeszcze bawół.

I dął w ten róg bawoli, grał na nim Bóg wi co,

Aż nieszczęsnego zwierza zaraził pryszczycą.

Pół Litwy się z Wojskiego naśmiewało potem…

Nagle jak ktoś nie wrzaśnie: - Weźcie żeż idiotę!

Chwycił Asesor fuzję, co mu dał Sanguszko,

A Wojski dmie w narożnik, czyli takie łóżko,

Które ma siennik Ypslå, pojemnik na pościel,

Na którym spał ksiądz Robak i weselni goście:

Siostra żony Stolnika i szwagier jej zięcia.

A Wojski znowu szuka czegoś do zadęcia.

Córce Podkomorzego z rąk wytrąca mufkę,

Przysysa się do oka i dmie jej w rogówkę.

Kapitan Ryków głowę wyjął z samowara,

Wstał i po rusku krzyknął: „A gdie moja stara?”

I w stół składany Ypslå rąbnął wielką dłonią.

Telimena wiedziała, że to chodzi o nią,

Bo najdojrzalsza była na całym weselu

- Jak to gdzie? Twoja stara klaszcze u Jankielu!

Zażartował Tadeusz, pryszczaty i blady,

A że żart był jak zwykle, poniżej żenady,

Ksiądz Robak obolały, cały w dawnych bliznach,

Postanowił, że jednak chyba się nie przyzna,

Że jest jego ojcem. Żal źrenice zwęża,

Że dowcipniejsze dzieci mają inni księża.

Poloneza czas zacząć. Podkomorzy rusza

I z lekka zarzuciwszy wyloty kontusza,

I wąsa podkręcając, podał rękę Zosi,

I skłoniwszy się grzecznie, w pierwszą parę prosi.

Telimena nie tańczy, raczej coś przekąsi,

Dyskretnie podkręcając mały damski wąsik

Wchodzi między bażanty i wołowe udźce,

Bierze talerzyk Ypslå oraz Ypslå sztućce,

I choć jadło weselne Telimenę nęci,

Najpierw ten zestaw Ypslå musi sobie skręcić.

A szlachta ciągle pije i wiwaty wznosi:

Napoleona, Wodzów, Tadeusza, Zosi…

I ja tam z gośćmi byłem, miód i wino piłem,

A com widział i słyszał, w księgi umieściłem.

Tamte szlacheckie waśnie, tańce i gonitwy…

Cisza! Czy mi się zdaje? Słyszałbym głos z Litwy?

Czy to tylko wspomnienie weselnego stołu?

Nie, to Wojski oszalał i woła bawołu.



Podziel się
oceń
75
1

komentarze (165) | dodaj komentarz

sobota, 27 maja 2017

Licznik odwiedzin:  0  

Polecamy



Tym razem do prześmiesznych rozmów na pełnych prawach włącza się trzecia wybitna postać - Wojciech Karolak. Słynny jazzman, podpytywany przez dociekliwego Andrusa, barwnie opowiada o małżeństwie z Czubaszek, a jest to związek nie zawsze zgodnych indywidualistów!

"Nowy album „Piłem w Spale... I co dalej?" to zapis koncertu, który odbył się rok temu w Warszawie, w Teatrze Syrena. Był to nie tylko wieczór koncertowy, ale również wydarzenie towarzyskie - Andrus zaprosił na scenę przyjaciół: Marię Czubaszek, Hannę Śleszyńską, Andrzeja Poniedzielskiego, Grupę MoCarta, Chór Collegium Musicum Uniwersytetu Warszawskiego i muzyków, z którymi stale współpracuje - Łukasza Borowieckiego, Wojciecha Steca i Pawła Żejmę.


"Książka zawiera osiem zabawnie ilustrowanych bajek o charakterze satyrycznym, przeznaczonych zarówno dla dzieci (5-7-letnich), jak i dla dorosłych. Bajki w satyryczny sposób przedstawiają cechy i przypadłości ludzkie, ujawniające się w wieku dziecięcym, z którymi borykamy się do późnej starości, np. brak tolerancji, brak życzliwości, egocentryzm, chciwość itp. Bajki zawierają przesłanie czytelne dla obu grup odbiorców. Do książki dołączona płyta z bajkami nagranymi częściowo przez autora."


"Blog osławiony między niewiastami" to nie tylko papierowy wybór najlepszych i najśmieszniejszych tekstów z jego bardzo popularnego bloga internetowego, ale także swoiste „Dzieła wybrane”.


"Myśliwiecka" zawiera piosenki Artura Andrusa zaśpiewane przez samego Autora. Są to głównie utwory kabaretowe, pisane do programów telewizyjnych i na potrzeby występów estradowych.


Rozmowa dwóch wybitnych osobowości polskiej sceny kabaretowej – Artur Andrus wnikliwie przepytuje Marię Czubaszek z jej twórczości oraz burzliwego życia towarzyskiego i rodzinnego.

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Bloog pod patronatem Nieformalnego Stowarzyszenia Umiarkowanego Ograniczania Nadmiaru Wolności w Internecie (NSUONWwI)

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl