Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 536 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Akcja Znicz

środa, 31 października 2012 18:38

Mignęły mi telewizyjne reklamy miast. Kilka mi mignęło. Niektóre bardzo oryginalne – ktoś, kto wygląda na prezydenta albo burmistrza, z kimś, kto wygląda na fachowca od inwestycji (bo w ręku trzyma jakieś plany), pokazują kosmonaucie (kosmicie?) tereny inwestycyjne w swoim mieście. Zaintrygowało mnie, ale nie na tyle, żebym się domyślił, co to ma znaczyć. Zapytałem słuchaczy. Pani Magda wyjaśniła mi, że: „To jest kosmita! I on tak skrzypi, a na końcu jest, że Wodzisław Śląski znajdzie wspólny język ze wszystkimi. Mnie się ten pomysł nawet podoba. Szczęście, że moje miasto się nie reklamuje, bo musieliby zrobić odwrotnie - prezydent kosmita, a przylatuje człowiek i nijak nie mogą się dogadać :)”. No to już wiem.

 

Ciekaw jestem, kto wymyśla nazwy różnych rządowych projektów? I kto decyduje, kiedy taką nazwę trzeba zmienić? Ostatnio zmieniono „Rodzinę na swoim” na „Mieszkanie dla młodych”. Pewnie są jakieś różnice w programach, ale mnie najbardziej interesuje różnica nazw. Bo od razu dociekliwy (albo czepialski) będzie się doszukiwał ukrytych podtekstów. „Aaa, czyli teraz mieszkanie niekoniecznie będzie swoje? I dlaczego tylko dla młodych? To po co było budować orliki, jeśli teraz młodzi będą siedzieć w domach zamiast grać w piłkę?”.

 

W taki sposób można ośmieszyć każdą, nawet najbardziej trafioną nazwę. A ta jest trafiona. „Mieszkanie Dla Młodych” to w skrócie… MDM. Ktoś, kto wymyślił, może nawet nie zdawał sobie sprawy, jakie możliwości propagandowe otwierają się przed tym programem! Przecież kilkadziesiąt lat temu powstawały piosenki o MDM! Wtedy co prawda coś innego ten skrót oznaczał (Marszałkowska Dzielnica Mieszkaniowa), ale kto o tym pamięta?! Wszystkie są do ponownego wykorzystania. Można nadawać w radiu:

Na ulicy ruch szalony
Rosną mury z każdej strony
A na planie piękne domy
Zadziwiają swym ogromem.

Obok domów zieleń drzewa,
W drzewach ptaki będą śpiewać,
I już wiem, i już wiem,
To jest właśnie MDM.

Bo MDM, bo MDM
Rośnie w górę z każdym dniem
Na dole piach, na dole gruz,
A tu piętro widać już.

Albo:

A stało to się w dzień lipcowy,

W środę, czy w piątek – mniejsza z tem,

Wychodzę sobie z Koszykowej,

I nagle patrzę – MDM!

To idealnie pasuje. Na Koszykowej w Warszawie jest biblioteka. Wychodzi para studentów, widzą napis „Mieszkanie Dla Młodych” i on śpiewa:

Będziemy mieszkać na MDM,

Posłuchaj dobrze, już wszystko wiem…

Będziemy marzyć na MDM

Z księżycem nocą, a słońcem w dzień…

Będziemy mieszkać na MDM,

To rzeczywistość, nie żaden sen,

Dziś tylko plany, przyszłości wzór,

A jutro cegieł zwarty mur.

 

Pasuje? Jak ulał! Przepraszam – jak wylał… Fundamenty pod nowy dom dla młodych. No można zamiast „na MDM” używać „bo MDM”. Żeby trochę uwspółcześnić, dorzuci się po zwrotce typu:

Ja ci bezgranicznie wierzę

Mój deweloperze….

Tutaj karczma, tam oberża

Zadzwonimy po konsjerża…

 

             Jeśli chodzi o nazwy – jeszcze jedna jest teraz szczególnie często używana. „Akcja Znicz”. W hipermarketach trwa od dawna, policja prowadzi swoją. Ale zbaczyłem coś, co wprawiło mnie w zdumienie. Na słupach w Poznaniu porozwieszane były ogłoszenia: „Akcja Znicz – Chwilówka – pożyczka do 2000 złotych – dla pracowników, dla emerytów…”. Nie wiem, czy to się nie ociera o chamstwo. Chwilówka dla emerytów w ramach „Akcji Znicz”? Będą też akcje pokrewne: Akcja „Znacz Znicz”, która jest odpowiedzią na mafijną akcję „Zniszcz Znicz”. A harcerze będą prowadzili akcję „Znicz z Niczego” czyli odzyskiwanie surowców wtórnych do produkcji zniczy.

 


Podziel się
oceń
20
12

komentarze (42) | dodaj komentarz

Umiarkowany optymizm

środa, 24 października 2012 14:06

Zazdroszczę pewnemu politykowi, który w czasie konferencji prasowej, opisując proste zjawisko, na przykład katar albo awarię kanalizacji, potrafi z rękawa sypnąć pięcioma cytatami – w tym trzy to wypowiedzi wybitnych naukowców i literatów, a dwa to przysłowia z orientalnych krajów. Zazdroszczę, bo uświadamiam sobie, jak mało przeczytałem, jak niewiele wiem. Wyłażą ze mnie kompleksy. Ale żeby się nie rozlazły po mieście, żeby się całkowicie nie pogrążyć w depresji, wymyśliłem sobie mechanizm obronny. Kiedy słyszę, że ten polityk rzuca w świat kolejną wypowiedź Che Guevary, ja odpowiadam cytatem z Winstona Churchilla („Dach nie zawsze jest po to, żeby go używać, najważniejsza jest świadomość samego posiadania dachu”), kiedy posyła w świat przysłowie katalońskie, ja dorzucam boliwijskie („Kto ma ziarnko, temu kura z ręki dziobie”). Różnica jest tylko taka, że te moje są nieprawdziwe. Ale wrażenie identyczne i skutki wypowiedzi podobne, czyli żadne.

 

Internet przyjmuje wszystko bezkrytycznie, postanowiłem więc prowadzić swoją prywatną wojnę z Internetem, „wpuszczając” do niego jak najwięcej wymyślonych przeze mnie wypowiedzi Winstona Churchilla. Jestem pewien, ze za kilka lat niektóre z nich znajdą się w poważnych pracach naukowych.

                Churchill powiedział: „Człowiek musi zrozumieć, że to, co rozumie dzisiaj tak, jutro może być rozumiane zupełnie inaczej. Zwłaszcza w Polsce”. Przypomniałem sobie to stwierdzenie niedawno, przed słynnym, „deszczowym” meczem naszej reprezentacji z Anglią. Dygresja – uważam to za błąd, że na mecze eliminacji do mistrzostw świata piłkarze przyjeżdżają bez swoich kobiet. Gdyby, tak jak na Euro 2012, Anglicy przywieźli ze sobą dziewczyny, narzeczone i żony („synowe Albionu” jak mawiał o nich Churchill), wiele by to zmieniło. Nie wiem co, ale czuję, że wiele.

 

A wracając do wątku innego rozumienia czegoś, co się kiedyś inaczej rozumiało. Od teraz zupełnie inaczej będę odbierał określenie „umiarkowany optymizm”. Pojawiało się ono we wszystkich mediach jako komentarz do nastroju Polaków przed tym wydarzeniem sportowym. „Umiarkowany optymizm” panował wśród naszych kibiców, komentatorów sportowych, polityków. I wtedy w radiu usłyszałem, że dotychczas z Anglią graliśmy siedemnaście razy,  w tym 10 pojedynków przegraliśmy, tylko raz odnieśliśmy zwycięstwo. Muszę powiedzieć, że zachwycił mnie poziom „umiarkowania optymizmu” naszego narodu! Od razu wyobraziłem sobie galicyjskiego chłopa z początków dwudziestego wieku, który jak co tydzień wychodzi do karczmy. Zazwyczaj wraca z niej poturbowany, ale stojąc w drzwiach, zawsze to samo powtarza zmartwionej kobiecie:

 

- Maryś, idę do gospody z umiarkowanym optymizmem. Przygotuj miednicę z wodą i bandaże.

 

Zresztą, jak się okazało, „umiarkowany optymizm” popłaca. Przecież z wyniku meczu jesteśmy bardzo zadowoleni. Proszę – optymizm umiarkowany, zadowolenie duże, czyli czysty zysk. Ciekaw tylko jestem, gdzie jest granica „umiarkowania”? A może nie ma? Może to kwestia ducha narodowego? Albo klimatu? Jaki klimat taki optymizm? Oby to nie była prawda, bo mądre źródła informują, że klimat w Polsce jest nie tylko umiarkowany, ale i przejściowy. A przecież, jak mówi boliwijskie przysłowie „Umiarkowanie do umiarkowania, a zbierze się ziarnko. A kto ma ziarnko temu kura z ręki dziobie”.  

 


Podziel się
oceń
22
9

komentarze (38) | dodaj komentarz

Gruby, Mały, Rudy, Czarny...

czwartek, 18 października 2012 8:53

 

Skąd się wzięli - można się domyślić. Chociaż… Znam Czarnego, który jest najjaśniejszym z blondynów i Małego który ma ponad 195 cm wzrostu. Znałem też Sprytną, która była, delikatnie mówiąc, nieortodoksyjnie sprytna. Ksywy, pseudonimy, przezwiska mogą być wprost  komentarzem wyglądu albo cechy charakteru, mogą być też ich zaprzeczeniem. No i oczywiście są te od nazwiska. Wiadomo, że jak się ktoś nazywa Andrus, to będzie Andrutem albo Waflem.

 

Czy na pewno wiadomo? Zapytałem słuchaczy mojej audycji o to, skąd się wzięły ksywy, pseudonimy, przydomki, które sami noszą, albo te, z którymi się spotkali. Dla następnych pokoleń należy to wszystko zebrać i opublikować. Żeby wiedziały, jaką fantazję w tej kwestii mieli ich dziadkowie. Oto początek badań, fragmenty listów od moich słuchaczy. Wszystko autentyczne!

 

Robert:

„Piłkarz o nazwisku Niedzielan ma przewrotnie ksywę Wtorek… Kiedy moja córka była mała, chodziłem z nią do piaskownicy. Wśród dzieci była dziewczynka o ksywce Kurnik. Była bardzo podobna do rosyjskiej tenisistki Anny Kurnikowej…”

 

Majka:

„A w pracy koleżanka nie chciała przysłonić okna, chociaż świeciło mi po oczach słońce i zyskała przydomek Kotlet, który przylgnął do niej moooocno, i jest przylgnięty do teraz. Koleżanka ma na imię Żaneta…”

 

Alina:

„Schodziliśmy drogą prowadzącą od wodospadu Kamieńczyk. Była późna jesień, droga oblodzona, każdy szukał sposobu jak tu sprytnie schodzić i się nie przewrócić. Kolega krzyknął :

 - Kocie kroki! To trzeba kocimi krokami…
i w tym momencie „zaliczył glebę”. Oczywiście został Kocie Kroki”.

 

Artur:

„W młodości trenowałem boks. Kiedy przystąpiłem do pierwszej walki i wszedłem na ring, z trybun dotarł do mnie głos jakiegoś kibica :

- O k...a, on wygląda jak ruski czołg.

Mnie ten głos podniósł na duchu a rywala zdeprymował i wygrałem tę walkę. Potem przez jakiś czas koledzy mówili  na mnie T-34.

 

Agnieszka:

„Znajomi bawili się z dzieckiem w drugą wojnę światową. Od tej pory mówią do mnie Rosja. Bo zimna, daleka i wszyscy mają w niej wroga. Muszę teraz z tym żyć.
Ruskie pozdrowienia. Agnieszka (ciotka Rosja)”.

 

Radek:

„Moj syn od drugiej klasy podstawówki ma w domu ksywkę Copperfield. Wrócił do domu z uwagą, że bezczelnie ignoruje nauczyciela. Kiedy spytałem go, co konkretnie zrobił, odpowiedział, że patrzył znudzony w okno, kiedy pani biegała wokół świeczki i tłumaczyła o Copperfieldzie. Jak sie okazało, tłumaczyła o Koperniku i demonstrowała Układ Słoneczny”.

Ewa:

„Na mojego znajomego wszyscy wołali Kostek. Pytam go kiedyś:

- To ty masz na imię Konstanty?

- Nie – mówi - to od nazwiska.

- Aha, nazywasz się Kostecki ?
 - Nie , Żebrowski...”

 

Zbyszek "Zibi, Zibuś" z Bydgoszczy:

„Miałem na studiach kolegę, który zwykł się witać słowami: "Cześć cześć, co słychać co słychać?" Miał ksywę >Andrzej dwa razy<...”

 

Arek:

„Dwóch moich kolegów poznało się na imprezie mocno zakrapianej, ledwie rozumiejąc już co mówią do siebie. Jeden z nich wyskoczył:
-Moja ksywa to KAT!
Drugi na to po chwili namysłu, wyciągając połamanego papierosa spod siebie:
-Moje też jest ksywa…”

Michał:

„Geneza ksywy jest ciekawsza niż samo przezwisko. Moja koleżanka od czasów studiów zwana jest przez męża RYSIU. Zazdrosna matka spokojniej znosiła fakt, że jej syn ma kolegę Ryszarda, z którym bardzo często się spotyka. Dodam, że po studiach są już ze 20 lat i mają dwójkę dzieci”. 

 

Olga:

„Mój mąż ma przezwisko Elvis. Grać na gitarze nie umie, ale jak jeździliśmy na obozy to siadał z gitarą (pożyczoną), brzdąkał w struny (tak tylko delikatnie), smutno patrzył na ręce i mówił:

- Palce już nie te.

I odkładał gitarę. W ten prosty sposób stał się bożyszczem nastolatek i uzyskał ksywkę Elvis, która przetrwała już 25 lat…”

 

Zaintrygowała mnie ta „Metoda Elvisa”. Sprawdziłem - w październiku niewiele jest obozów, na których mógłbym zostać bożyszczem nastolatek. Poza tym nie chcę się ograniczać tylko do tej jednej grupy. Chętnie zostanę bożyszczem kilku pokoleń i obu płci. Wprowadziłem pewne modyfikacje. Przysiadałem się do różnych ludzi w autobusie albo tramwaju, smutno patrzyłem na ręce i mówiłem:

- Palce już nie te.

Ale nie zostałem bożyszczem, nikt nie nazwał mnie Elvisem, chociaż parę pseudonimów usłyszałem. Najdelikatniejszy z nich to Gońsię. Może za bardzo uprościłem „Metodę Elvisa”? Może jednak powinienem brać gitarę?

 

          Mam nadzieję, że prawdziwe przeżycia ludzi będą inspirujące dla innych. Że nikogo nie będzie dziwiło, kiedy Zygmunt powie, że ma dwoje dzieci z Rysiem, a każdy, kto nie chce koleżance przysłonić okna, będzie od dziś nazywany Kotletem.

 

Co jakiś czas pojawia się ktoś, kto rzuca w kierunku całego narodu hasło „Kochajmy się!”. Jakoś nam z tą powszechną miłością nie wychodzi. To może zacząć od czegoś zabawniejszego i łatwiejszego do zrealizowania? Przezywajmy się!

 


Podziel się
oceń
25
11

komentarze (93) | dodaj komentarz

sobota, 19 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  5 721 662  

Polecamy



Tym razem do prześmiesznych rozmów na pełnych prawach włącza się trzecia wybitna postać - Wojciech Karolak. Słynny jazzman, podpytywany przez dociekliwego Andrusa, barwnie opowiada o małżeństwie z Czubaszek, a jest to związek nie zawsze zgodnych indywidualistów!

"Nowy album „Piłem w Spale... I co dalej?" to zapis koncertu, który odbył się rok temu w Warszawie, w Teatrze Syrena. Był to nie tylko wieczór koncertowy, ale również wydarzenie towarzyskie - Andrus zaprosił na scenę przyjaciół: Marię Czubaszek, Hannę Śleszyńską, Andrzeja Poniedzielskiego, Grupę MoCarta, Chór Collegium Musicum Uniwersytetu Warszawskiego i muzyków, z którymi stale współpracuje - Łukasza Borowieckiego, Wojciecha Steca i Pawła Żejmę.


"Książka zawiera osiem zabawnie ilustrowanych bajek o charakterze satyrycznym, przeznaczonych zarówno dla dzieci (5-7-letnich), jak i dla dorosłych. Bajki w satyryczny sposób przedstawiają cechy i przypadłości ludzkie, ujawniające się w wieku dziecięcym, z którymi borykamy się do późnej starości, np. brak tolerancji, brak życzliwości, egocentryzm, chciwość itp. Bajki zawierają przesłanie czytelne dla obu grup odbiorców. Do książki dołączona płyta z bajkami nagranymi częściowo przez autora."


"Blog osławiony między niewiastami" to nie tylko papierowy wybór najlepszych i najśmieszniejszych tekstów z jego bardzo popularnego bloga internetowego, ale także swoiste „Dzieła wybrane”.


"Myśliwiecka" zawiera piosenki Artura Andrusa zaśpiewane przez samego Autora. Są to głównie utwory kabaretowe, pisane do programów telewizyjnych i na potrzeby występów estradowych.


Rozmowa dwóch wybitnych osobowości polskiej sceny kabaretowej – Artur Andrus wnikliwie przepytuje Marię Czubaszek z jej twórczości oraz burzliwego życia towarzyskiego i rodzinnego.

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Bloog pod patronatem Nieformalnego Stowarzyszenia Umiarkowanego Ograniczania Nadmiaru Wolności w Internecie (NSUONWwI)

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl