Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 243 445 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

GASTROATLAS POLSKI

poniedziałek, 27 listopada 2006 11:28

Minęła już niestety epoka „Książek skarg i wniosków”, wywieszanych w sklepach i tak zwanych „punktach gastronomicznych” na kawałku sznurka oryginalnie przeznaczonym do snopowiązałki. Już nikt nie napisze, że: „Pani ekspedientka nie obsługuje w kolejności, gdyż twierdzi, że klient powinien się najpierw wyszumieć”. Ale jest coś nowego. W prawie każdej restauracji, każdym przydrożnym barze - a widziałem nawet na plastikowym stoliku obok leśnego grilla - jest księga pamiątkowa. Albo pamiątkowa ściana. Właściciele tych lokali starają się uwieczniać spotkania ze znanymi gośćmi, którzy zatrzymali się, żeby chwilkę odpocząć i coś zjeść. Aktorzy, piosenkarze, gwiazdy telewizji, sportowcy i politycy, jeżdżąc po kraju zostawiają pisane ślady swoich kulinarnych przygód. „Było smaczne. Ekipa „M jak Miłość”, „Dziękuję za gościnę. Donald Tusk”. Zdarzają się wiersze: „Zupa smakowałaa nam. Pozdrawiamy. Grupa Maanam”, „Tu rosołek był wspaniały. Z uściskami Adam Małysz”. Ten sympatyczny zwyczaj mógłby mieć wielkie znaczenie dla polskiej nauki. Za kilkaset lat grupa archeologów może trafić gdzieś w okolicy Białobrzegów na świetnie zachowane ruiny przydrożnego baru w kształcie autobusu „Autosan H-9” z napisem „Świeżonka”. W środku księga pamiątkowa. A w niej informacja, że „Tu raczyli się świeżonką Krzysztof Krawczyk wraz z małżonką. 16.06.2006”. I pozostaje tylko połączyć ze sobą fakty, wyciągnąć wnioski i opublikować je w rozprawie naukowej „Migracja gastronomiczna polskiego show – bussinesu na początku XXI wieku”. Niestety wartość poznawcza tych dokumentów jest dość wątpliwa. Po prostu jest dużo fałszerstw. Albo może delikatniej – żartobliwych przekłamań. Sam jestem autorem jednego. Kilka miesięcy temu zatrzymałem się w przydrożnym barze. Typowa polska chata z drewnianych bali, kryta strzechą. Nazwa też swojska. „Vesuvio”, czy jakoś tak. Zamówiłem coś do jedzenia. Dostałem mniej więcej to, co zamówiłem, i się zaczęło. Poczułem na sobie ciekawskie spojrzenia obsługi restauracji. Domyśliłem się, że zostałem rozpoznany. Pewnie z racji moich konferansjersko – kabaretowych występów telewizyjnych. Podszedł pan kelner. W ręku trzymał flamaster, i bardziej stwierdził niż zapytał:

- Pan Bałtroczyk, prawda?

- No nie do końca. Ale prawie – bardziej mruknąłem niż powiedziałem.

- No, panie Piotrze, pan jak zwykle żartuje. A ja mam taką prośbę. Czy mógłby się nam pan na pamiątkę podpisać tu na ścianie? – bardziej rozkazał niż poprosił.

- Oczywiście, z przyjemnością – bardziej zażartowałem.

Napisałem: „Jadłem tutaj, było świetne, jeszcze tu przyjadę. Piotr Bałtroczyk”. I data. Wiem już z relacji zaprzyjaźnionych osób, że mój kolega Piotr dotarł niedawno do tej restauracji i też poproszono go o wpis. Zdziwił, kiedy zobaczył, że już tam był i jadł. I podobno zrobił małą awanturę, bo nie uwierzył, że był w takim stanie, żeby mu się aż charakter pisma zmienił. Mnie zabolało najbardziej to, że nie zwracano się do niego per „Panie Arturze”. Te wpisy są mało wiarygodne, bo nie pokazują całej prawdy. Nie wierzę, żeby właściciel lokalu, będący nawet największym fanem i kolekcjonerem autografów, zachował w księdze notatkę: „Karkówka była przypalona. Pozdrawiam. Elton John. Mogielnica 12.09.2000”. Ciekawe w jakim kierunku może się rozwinąć ten ruch kronikarsko – gastronomiczny? Czy na przykład w jadłospisach, obok nazw potraw nie pojawią się wkrótce nazwiska gości, którzy je jedli. „Żurek – konsumowali: Maryla Rodowicz, Irena Szewińska, Ks. Bp Sławoj Leszek Głódź”, „Pierogi z kapustą i grzybami – raczyli spożyć: Ich Troje (ale tylko dwie porcje) i taki jeden prowadzący teleturniej w TVN-ie, taki, że się pojawiają literki i trzeba odgadnąć, jaki to wyraz (też dwie porcje)”. Rację miał poeta twierdząc, że „Dziwny jest ten świat”. Są jednak różne jego części. Bardziej i mniej dziwne. Niech Państwo zgadną, w której żyjemy? No to jeszcze tylko podpis na pamiątkę.

Tu pisałem. Artur Andrus.


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (56) | dodaj komentarz

Wybierać, wyborca, wyborczy, wybór.

środa, 15 listopada 2006 13:49

            Partie polityczne powinno się karać finansowo za nudne kampanie. Dawniej, po wyborach miałem co najmniej kilkanaście cytatów z ulotek i wypowiedzi polityków różnego szczebla, które dowodziły, że dobrze może nie jest, ale wesoło na pewno. A dziś? Gdyby nie jedna lodówka, która informowała, że  zostaliśmy oszukani i kandydat na prezydenta Białegostoku, który rzekomo wie „... jak zlikwidować papierosy, jak wszystko zlikwidować” – nie byłoby na czym oka ani ucha zawiesić. Przepraszam – mam jeszcze jedną zdobycz - ogłoszenie zamieszczone w gazecie przez sztab prezydenta Łodzi Jerzego Kropiwnickiego. Pod fotografią uśmiechniętego kandydata umieszczono napis „Nie obiecuje a spełnia”. To ciekawostka przyrodnicza. A co spełnia? Bo jeśli to, co obiecuje, to za dużo tego nie ma. A jeśli spełnia to, czego nie obiecuje, to też strach. Dotychczas wiedziałem tylko, że „Nie je, nie pije a chodzi i bije”, to zegar, od teraz wiem, że „Nie obiecuje a spełnia”, to prezydent Łodzi.

I jak tu nie wierzyć w metafizykę? Oglądałem reklamówki komitetów wyborczych. Obok telewizora zobaczyłem kopertę. To był list od pani Agnieszki z Wrocławia, mojej radiowej korespondentki. Spojrzałem na datę – 12.07.2003. Trzy lata tu przeleżał czekając na okazję W środku był wycinek gazety. Ludzie wiedzą, że zbieram takie ciekawostki, to mi je przysyłają. To jest relacja z rozgrywek turnieju piłkarskiego o puchar prezydenta Wrocławia. Na końcu podane są wyniki. I jakie fantastyczne nazwy drużyn!: „FC Ogórki” – „Wrocław Leć za Piłką” 0:3, „Znajomi Sędziego” – „Szybcy i Wściekli” 4:4, „Pogoń za Bramką” – „Demony Futbolu” 2:34 (tutaj zacząłem się zastanawiać, czy to na pewno był mecz piłkarski). Grały też „Ultra Sedesy” (przegrały z „Sołtysowicami” 7:8) oraz „Potężne Kaczory” (pokonane przez „Grunwald” 8:18). A gdyby tak komitety wyborcze wykazały tyle inwencji w wymyślaniu nazw? Jak ładnie by to brzmiało: „Najwięcej mandatów w radzie miasta zdobyli „Szybcy i Wściekli”. Nie mają jednak większości pozwalającej na samodzielne rządzenie. Mówi się o możliwej koalicji ze „Znajomymi Sędziego”. Przewodniczący klubu „Szybcy i Wściekli” stwierdził, że gotów jest na współpracę z wszystkimi, poza „Ultra Sedesami”...”. Jedna z podanych wyżej nazw drużyn piłkarskich (przysięgam, że prawdziwe) idealnie pasuje. Ale niech sami Państwo zgadną, którą mam na myśli, bo przecież gdybym wprost napisał, że chodzi mi o „Potężne Kaczory”, ktoś mógłby powiedzieć, że to słaby żart. I miałby rację.

               E tam, w głowie mi się przewraca. Nudna kampania wyborcza! Po prostu za dobrze mi jest i szukam dziury w całym. Zauważyłem, że im większy mam wybór, tym bardziej marudzę. Kilka dni temu wszedłem do salonu samochodowego. Szukam takiego modelu, który spełnia tylko jedno kryterium – żeby jeździł. Wszedłem, powiedziałem „dzień dobry, czy są jakieś samochody?”. I się zaczęło. Pan sprzedawca przedstawił mi tyle możliwości, a ja się tak rozkaprysiłem, że kiedy po dwóch godzinach zaproponował „wykończenie plastikiem imitującym drewno”, powiedziałem, że wolałbym „wykończenie drewnem imitującym plastik”.

- Wie pan – powiedziałem tonem znawcy – to niby drobiazg, ale zawsze po sękach w drewnianym wykończeniu będzie można określić wiek samochodu.
Podziel się
oceń
2
0

komentarze (48) | dodaj komentarz

CZARNY CHLEB, CZARNA KAWA

wtorek, 07 listopada 2006 12:36

Jesień. Wszyscy chorują, więc i ja postanowiłem.

Wodziłem tępym wzrokiem po ścianach przychodni i czytałem nagłówki broszur medycznych przypiętych szpilkami wyprodukowanymi jeszcze za Gomułki do gazetki ściennej powieszonej tu za Gierka. Większość z tych broszurek mówi o tym jak żyć, żeby nie umrzeć. Czyli biorąc pod uwagę doświadczenia zdecydowanej większości ludzi – są one bez sensu. Szczególnie spodobał mi się tytuł „Zrozumieć nadciśnienie tętnicze”. Przerzuciłem się na gazetę. Niewiele ostrzejszym (od przed chwilą tępego) wzrokiem zacząłem czytać rubrykę „Świat”. Piszą o poetyckiej twórczości Saddama Husajna. Zacytowano wiersz, który ten pan napisał podczas pierwszej rozprawy przed sądem. Oto on:

„Dumnie stój, masz w posagu proch

Lęk przed krokiem niepewnym odrzuć – czasu jest dość

Decyzja ukrytym ogniem się tli

Za pierwszym następny okop”

Świetny pomysł! Może by ich wszystkich resocjalizować poezją? Wiem, że w niektórych zakładach karnych osadzeni tworzą. Czasem nawet fantastyczne rzeczy. Ale nie chodzi mi o tych wrażliwych i utalentowanych. Skoncentrowałbym się na najsłynniejszych więźniach Trzeciej Rzeczypospolitej – na gwiazdach medialnych. Im trzeba by kazać. Każdemu dać kartkę, ołówek i wieczorem, przed capstrzykiem, sprawdzać wiersze. Na przykład były poseł Pęczak mógłby pójść w lirykę:

„Daruj mi kobieto

Niewybredny gust

Za czarną roletą

Przyciemnianych ust

Daruj mi tęsknotę

Daruj poniewierki

Daruj tkany złotem

Jedwab tapicerki”

Albo Lew Rywin w penitencjarną satyrę śpiewaną:

„O Ela, w trzyosobowych celach,

musisz się wreszcie nauczyć,

nie dorobi się... nawet kluczy”

Aleksandra Jakubowska – własną wersję noworocznej chińskiej piosenki ludowej „Xiaobainian”:

„W styczniu przypada Nowy rok,
Na wszystkich drzwiach wywieszono nowe sentencje,
W pierwszym dniu święta wiosny każda rodzina zgromadziła się w swym domu,
Mężczyźni i kobiecy ubrani są odświętnie,

Leży kartka nieduża na więziennym stole,

Z nadrukiem firmowym „Elektrownia Opole”

Można by to wszystko zbierać i wydawać roczniki. Pod wspólnym tytułem „Siedzę, więc piszę”. Ku przestrodze. A może po prostu to, że teraz siedzą, to efekt zbyt późnego kontaktu z poezją. Przecież, gdyby w odpowiednim momencie ktoś im podsunął tomik Marii Konopnickiej, może by się zastanowili nad tym „Co słonko widziało, a czego nie widać zza więziennych krat?”. Jeśli ktoś z Państwa czuje się urażony takimi żartami ze spraw poważnych, to chciałem tylko zaznaczyć, że mam zaświadczenie od lekarza, że mogę robić co chcę i nie ponoszę za to żadnej odpowiedzialności. Chociaż, może jednak powinienem być trochę ostrożniejszy? Jedna z wymienionych w tym tekście osób, chodziła rzekomo do tego samego lekarza. To może i ja sobie coś stworzę? Ale tak kompletnie bez sensu:

„Czarny chleb, czarna kawa

siwy łeb, szary krawat,

To przewodnik z Pe Te Te Ka.

Cóż, jak kocha to poczeka.

Oj, dana”.

Chyba jednak łatwiej można zrozumieć nadciśnienie tętnicze niż to, co niektórzy poeci mieli na myśli.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (45) | dodaj komentarz

sobota, 27 maja 2017

Licznik odwiedzin:  5 613 277  

Polecamy



Tym razem do prześmiesznych rozmów na pełnych prawach włącza się trzecia wybitna postać - Wojciech Karolak. Słynny jazzman, podpytywany przez dociekliwego Andrusa, barwnie opowiada o małżeństwie z Czubaszek, a jest to związek nie zawsze zgodnych indywidualistów!

"Nowy album „Piłem w Spale... I co dalej?" to zapis koncertu, który odbył się rok temu w Warszawie, w Teatrze Syrena. Był to nie tylko wieczór koncertowy, ale również wydarzenie towarzyskie - Andrus zaprosił na scenę przyjaciół: Marię Czubaszek, Hannę Śleszyńską, Andrzeja Poniedzielskiego, Grupę MoCarta, Chór Collegium Musicum Uniwersytetu Warszawskiego i muzyków, z którymi stale współpracuje - Łukasza Borowieckiego, Wojciecha Steca i Pawła Żejmę.


"Książka zawiera osiem zabawnie ilustrowanych bajek o charakterze satyrycznym, przeznaczonych zarówno dla dzieci (5-7-letnich), jak i dla dorosłych. Bajki w satyryczny sposób przedstawiają cechy i przypadłości ludzkie, ujawniające się w wieku dziecięcym, z którymi borykamy się do późnej starości, np. brak tolerancji, brak życzliwości, egocentryzm, chciwość itp. Bajki zawierają przesłanie czytelne dla obu grup odbiorców. Do książki dołączona płyta z bajkami nagranymi częściowo przez autora."


"Blog osławiony między niewiastami" to nie tylko papierowy wybór najlepszych i najśmieszniejszych tekstów z jego bardzo popularnego bloga internetowego, ale także swoiste „Dzieła wybrane”.


"Myśliwiecka" zawiera piosenki Artura Andrusa zaśpiewane przez samego Autora. Są to głównie utwory kabaretowe, pisane do programów telewizyjnych i na potrzeby występów estradowych.


Rozmowa dwóch wybitnych osobowości polskiej sceny kabaretowej – Artur Andrus wnikliwie przepytuje Marię Czubaszek z jej twórczości oraz burzliwego życia towarzyskiego i rodzinnego.

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Bloog pod patronatem Nieformalnego Stowarzyszenia Umiarkowanego Ograniczania Nadmiaru Wolności w Internecie (NSUONWwI)

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl