Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 272 200 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Rozważania nad zbawiennym wpływem ruchu na zdrowie człowieka

poniedziałek, 30 listopada 2009 10:39

Powinienem zacząć się ruszać. Uprawiać jakiś sport. Bo jak nie, to kiedyś pożałuję - tak mówili w telewizji, w radiu też coś podobnego słyszałem. Poważnie potraktowałem ostrzeżenie i od trzech tygodni przygotowuję się do uprawiania sportu. Przygotowuję się teoretycznie, nie chcę wybierać na oślep i potem, kiedy już będę zaawansowany, żałować, że wybrałem nie tę dyscyplinę. Może pływanie? To jeden z najbardziej higienicznych sportów. Proszę spojrzeć, jak wyglądają zawodnicy rugby czy żużlowcy wracający do szatni po zawodach. A czy widział ktoś choćby lekko zakurzoną pływaczkę czy zabłoconego pływaka? Higiena, estetyka, wdzięk. Chciałbym tylko zgłosić kilka propozycji, które mają na celu rozwój tej dyscypliny sportu. Bo jako przyszłemu pływakowi zaczyna mi zależeć. Po pierwsze, należy zweryfikować liczbę stylów pływackich. Nie podoba mi się, że pływamy „delfinem". A co to, naszych, polskich, narodowych stworzeń pływających nie mamy? Jakby tak pływać karasiem? Albo okoniem? Chociaż, nie... Określenie  „pływanie okoniem" bardziej kojarzy się ze strajkiem przewoźników promowych niż dyscypliną sportu. Trzeba zweryfikować niektóre nazwy, bo są niepoważne. Jak niby można pływać „motylkiem"? Motyl lata, nie pływa. Podobieństwo? Według fachowej literatury „motyl ma dwie pary błoniastych skrzydeł pokrytych łuskami, narządy gębowe ssące, odnóża kroczne długie, w pierwszym odcinku (biodro) zrośnięte z tułowiem..." I niby tak ma wyglądać ktoś, kto uprawia pływanie? To ja dziękuję.


Rozwój pływactwa może nastąpić tylko dzięki korzystaniu z osiągnięć innych dziedzin sportu. Kiedy uświadomiłem sobie, że wśród naszych olimpijczyków jest dwóch Korzeniowskich - chodziarz i pływak, pomyślałem, że to może jakiś znak. Dlaczego niby nie próbować tych dwóch dyscyplin połączyć w jedną? Ale to chyba zbyt szalony pomysł. Z tego, co wiem, dotychczas niewiele było osób, którym udawało się chodzić po wodzie i umasowienie tego sportu graniczyłoby z cudem. Ale z innymi może uda się skojarzyć? Dlaczego na przykład wzorem skoków narciarskich nie wprowadzić „przedpływaka", którego zadaniem byłaby kontrola temperatury wody i sprawdzenie, czy na basenie nie ma bocznej fali? Albo połączyć pływanie z zawodami siłaczy i sprawdzać kto szybciej przeciągnie w zębach załadowany tankowiec na drugą stronę Zalewu Wiślanego?


A może łączyć sport z kulturą? Kilka dni temu widziałem gminną bibliotekę w Kleszczowie. Biblioteka mieści się w nowym, pięknym budynku połączonym z basenem. I wszystko oszklone! Trochę dekoncentrujące może to być dla korzystających z czytelni, bo na przykład siedzi się nad pracą magisterską poświęconą ascezie we współczesnym świecie, a przy każdym podniesieniu wzroku widzi się dziewczęta w strojach kąpielowych, ale dla korzystających z pływalni - same korzyści. Przecież aż się prosi, żeby zorganizować specjalny dział z książkami wodoodpornymi, które przez okno można by wrzucać pływającym w basenie. Wrzucić takiemu „Pływanie w weekend" i nie męczyć ratownika, niech się sam uczy.


Jeśli nawet mój plan łączenia bibliotek z basenami się nie przyjmie na masową skalę, to może chociaż ktoś zaakceptuje pomysł ustanowienia jednego patrona dla wszystkich pływalni. Powinien nim być Heraklit z Efezu, bo to on powiedział coś, co może być filozoficzną podbudową pływactwa: 

„Niepodobna wstąpić dwukrotnie do tej samej rzeki, ale podobna wstąpić dwa razy na ten sam basen". Jakby to pięknie brzmiało: „Basen Miejski im. Heraklita z Efezu w Nowym Dworze Mazowieckim". Przez to pisanie znowu nie zdążę na pływalnię. Może jednak boks? Muszę się zastanowić przez kilka tygodni.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (31) | dodaj komentarz

Z cyklu "Moi znajomi" - Oskar

poniedziałek, 23 listopada 2009 10:08

Teraz jest wiceprezesem zarządu Spółdzielni Mieszkaniowej Czołowych Działaczy Związkowych „Tak Nie Można". Kiedyś był etatowym działaczem Związku Zawodowego Pracowników Pierwszej Zmiany „Druga Zmiana". Brał udział w kilkunastu spektakularnych protestach pod kancelarią premiera i pod sejmem. Zresztą, w znajdującym się w pobliżu ogrodzie botanicznym, do dziś można znaleźć ślady jego walki („Tu byłem z kolegami ze związku - Oskar"). W jego prywatnym ogrodzie, można z kolei znaleźć ślady warszawskiego ogrodu botanicznego - na pamiątkę każdego pobytu w stolicy przywoził sobie jakąś roślinkę. Dzięki tej kolekcji (śnieżnik lśniący, cebulica syberyjska, różanecznik ostrokończysty, wrzosiec krwisty i lepiężnik różowy) wygrał konkurs „Najpiękniejszy Ogródek" ogłoszony przez kwartalnik „Najpiękniejszy Ogródek". Ale Oskar był nieco zawiedziony, bo główną nagrodą była dwuosobowa wycieczka do ogrodu botanicznego w Warszawie. W dodatku wtedy był jeszcze kawalerem i matka nie zgodziła się, żeby pojechał z jakąś obcą kobietą. No to na weekend w ogrodzie botanicznym zaprosił kolegę z działającego przy ich zakładzie Zespołu Pieśni i Tańca „Oscylator". Parę lat później cały „Oscylator" śpiewał na weselu Oskara, a Marek został ojcem chrzestnym jego syna. Od tego czasu Oskar twierdzi, że najtrwalsze przyjaźnie rodzą się w ogrodach botanicznych.


- Cześć, jestem Oskar, możesz mnie znać z książek - tak się przedstawia każdemu, kto spotyka go po raz pierwszy. Robi wrażenie, ale tylko przez chwilę. Później okazuje się, że nie z książek, a z przewodników. Dokładnie z jednego - „Jarosław i okolice". Mniej więcej w połowie tego pięćdziesięciostronicowego dzieła jest zdjęcie z podpisem „Kamienica Orsettich widziana z lotu ptaka". Jak się dobrze przyjrzeć, to w podcieniach ledwo widać postać w żółtej czapeczce, turkusowej kurtce, z reklamówką w ręku. I on twierdzi, że to właśnie on. Ale z równym prawdopodobieństwem mógłby to być Ernest Hemingway idący do sklepu dziewiarskiego w Jarosławiu po dwa metry koronki. W portfelu ma zawsze tysiąc złotych w stuzłotowych banknotach. Zapytany po co nosi przy sobie tyle pieniędzy, odpowiada:

- Dla bezpieczeństwa. Wyobraź sobie, że przypadkowo trafia mnie kula wystrzelona przez policjanta w kierunku uciekającego bandyty. Jeśli kula trafi w portfel, przebije dziewięć banknotów i zatrzyma się na dziesiątym - przeżyję. Gdybym nie miał portfela i dziesięciu stuzłotowych banknotów - na pewno bym zginął.


Ta teoria podsunęła mu też pewien pomysł. Postanowił napisać powieść kryminalną pod tytułem „Dziewięć przestrzelonych banknotów stuzłotowych". Ktoś ze znajomych zasugerował, że może jeszcze bezpieczniejszym byłoby, gdyby nosił w portfelu tylko jeden banknot i stalową blaszkę, ale Oskar stanowczo zaprotestował. No bo jakby miał w takiej sytuacji brzmieć tytuł jego powieści? „Stalowa blaszka i jeden  przestrzelony banknot stuzłotowy"? Przecież to grafomania! Zresztą pisanie powieści odkłada do emerytury, teraz nie ma na to czasu. Sporadycznie tylko pisze wiersze. Dotychczas udało mu się napisać sześć wierszy Tuwima i dwa Broniewskiego.


Siedem lat temu stanął przed sądem podejrzewany o uszkodzenie fasady budynku kancelarii premiera w Warszawie. Razem z trzema innymi działaczami, celnymi rzutami kamieni, wygrawerowali na ścianie napis „Oddajcie nasze pieniądze złodzieje". Podczas tej rozprawy, dokładnie po słowach prokuratora „Oskar żony nadal nie ma..." postanowił się ożenić. Jego synek ma dziś pięć lat i chyba idzie w ślady ojca. Jego ulubioną zabawą jest palenie oponek z trzykołowych rowerków.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (36) | dodaj komentarz

„Trzech niespokojnych niedźwiedzi”

poniedziałek, 16 listopada 2009 10:18

Zdaje się, że już na ten temat coś kiedyś pisałem, więc może to być znak braku pomysłów. Albo  szczególnej wrażliwości na opisywaną kwestię. A może za dużo piszę i wypowiedziałem się już na każdy możliwy temat? Więc przyszła pora na pisanie „na drugą nóżkę"? E, to akurat nie - zajrzałem do książki „Fizyka wokół nas" i zauważyłem, że jeszcze w żadnym swoim tekście nie próbowałem rozbawić Czytelnika takimi zjawiskami jak: „Ruchy Browna", „Rozpraszanie Rayleigha" czy „Stała Plancka". Czyli przynajmniej na trzy teksty są jeszcze tematy. Że niby czymś takim nie da się Czytelnika zaciekawić? Wszystkim się da. Niedawno, jako Zakład Usług Satyrycznych (w skrócie ZUS) występowałem dla uczestników konferencji poświęconej „Modernizacji kotłów rusztowych w aspekcie krajowych i unijnych uwarunkowań prawnych". Oto fragment wiersza, który na tę okoliczność napisałem:


Kiedy ci kłopot spadł na głowę,

Kiedy ci szczęście smutki zmiotły,

Modernizuj kotły rusztowe,

Modernizuj kotły.

A wnet nadejdą dni magiczne,

Mlekiem i miodem oblewane...

Wędrowne kotły mechaniczne

Zmodernizowane.


                Do rzeczy. W radiowych informacjach dla kierowców usłyszałem komunikat:

- Utrudnienia na Grochowskiej, prowadzony przez Ormianina zielony Opel Astra wpadł w poślizg i uderzył w latarnię.


I to mnie właśnie fascynuje. Na co w tej informacji położony jest akcent? Nie na to, że utrudnienia na Grochowskiej, że coś się może komuś stało, ale na to, że zielony Opel i że prowadzony przez Ormianina. A jakie to ma, przepraszam, znaczenie? Czy Ormianie szczególnie nieuważnie prowadzą zielone Ople? Może coś przeoczyłem, może wcześniej nie zwróciłem na to uwagi, ale jakoś nie dotarły do mnie takie dane statystyczne. Że teraz jest atrakcyjniej? Bo co to za wiadomość, że w poślizg wpadł Polak granatową Toyotą? Chyba, że redakcja przekazująca taką wiadomość, chciała potraktować ją edukacyjnie. No ale wtedy trzeba było rozbudować:


- Utrudnienia na Grochowskiej, prowadzony przez jednego z potomków starożytnych mieszkańców Urartu, przedstawiciela narodu, który w 301 roku przyjął chrześcijaństwo, zielony samochód marki, której zarząd General Motors niedawno postanowił nie sprzedawać kanadyjsko - rosyjskiemu konsorcjum, wpadł w poślizg i uderzył w latarnię.


Od razu zaznaczę, że nie jestem przeciwnikiem akcentowania szczegółu. Ale chodzi o takie akcentowanie, które dodaje informacji jakiegoś smaczku. Podam przykład, który znalazłem w książce Stanisława Milewskiego „Intymne życie niegdysiejszej Warszawy". W części poświęconej próbom tworzenia w stolicy ogrodów zoologicznych, autor cytuje Bolesława Prusa, który jako początkujący dziennikarz, pod koniec XIX wieku w „Kurierze Warszawskim" pisywał kroniki:


„W ogrodzie zauważyliśmy trzech bardzo niespokojnych niedźwiedzi, parę małoletnich lisów, chudego wilka z mocno wystającym językiem, trochę sów i jednego orła". I to jest relacja! Zresztą można ją dzisiaj z powodzeniem zacytować bez jakichkolwiek zmian. Na przykład jako sprawozdanie z bankietu polskich celebrytów. Bo jeśli chodzi o zagranicznych, to mogłoby być tak: „Nad ranem, po suto zakrapianej alkoholem premierze filmu, doszło do skandalicznego wydarzenia: ruchy Browna tak rozpraszały Rayleigha, że aż się obaj przewrócili. Nad upodlonymi gwiazdami stała Plancka i powtarzała oszołomiona: Jak tak można? Gdzie się podział zawodowy etos hollywoodzkiego aktora?".



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (27) | dodaj komentarz

niedziela, 19 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  5 882 081  

Polecamy



Tym razem do prześmiesznych rozmów na pełnych prawach włącza się trzecia wybitna postać - Wojciech Karolak. Słynny jazzman, podpytywany przez dociekliwego Andrusa, barwnie opowiada o małżeństwie z Czubaszek, a jest to związek nie zawsze zgodnych indywidualistów!

"Nowy album „Piłem w Spale... I co dalej?" to zapis koncertu, który odbył się rok temu w Warszawie, w Teatrze Syrena. Był to nie tylko wieczór koncertowy, ale również wydarzenie towarzyskie - Andrus zaprosił na scenę przyjaciół: Marię Czubaszek, Hannę Śleszyńską, Andrzeja Poniedzielskiego, Grupę MoCarta, Chór Collegium Musicum Uniwersytetu Warszawskiego i muzyków, z którymi stale współpracuje - Łukasza Borowieckiego, Wojciecha Steca i Pawła Żejmę.


"Książka zawiera osiem zabawnie ilustrowanych bajek o charakterze satyrycznym, przeznaczonych zarówno dla dzieci (5-7-letnich), jak i dla dorosłych. Bajki w satyryczny sposób przedstawiają cechy i przypadłości ludzkie, ujawniające się w wieku dziecięcym, z którymi borykamy się do późnej starości, np. brak tolerancji, brak życzliwości, egocentryzm, chciwość itp. Bajki zawierają przesłanie czytelne dla obu grup odbiorców. Do książki dołączona płyta z bajkami nagranymi częściowo przez autora."


"Blog osławiony między niewiastami" to nie tylko papierowy wybór najlepszych i najśmieszniejszych tekstów z jego bardzo popularnego bloga internetowego, ale także swoiste „Dzieła wybrane”.


"Myśliwiecka" zawiera piosenki Artura Andrusa zaśpiewane przez samego Autora. Są to głównie utwory kabaretowe, pisane do programów telewizyjnych i na potrzeby występów estradowych.


Rozmowa dwóch wybitnych osobowości polskiej sceny kabaretowej – Artur Andrus wnikliwie przepytuje Marię Czubaszek z jej twórczości oraz burzliwego życia towarzyskiego i rodzinnego.

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Bloog pod patronatem Nieformalnego Stowarzyszenia Umiarkowanego Ograniczania Nadmiaru Wolności w Internecie (NSUONWwI)

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Film

Pytamy.pl