Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 235 669 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Życie rzuca Żuczka

czwartek, 29 listopada 2012 9:57

„Policyjny pies lepszy od wróżki”. Jak można nie przeczytać takiej wiadomości? Przeczytałem. Byłem pewien, że chodzi o psa, który przepowiada przyszłość. Na przykład z suchej karmy. Daje mu się do miski trochę chrupek i na podstawie kształtu, w jaki się układa to, czego nie zjadł, przepowiada się wysokość budżetu policji na przyszły rok. A jak się sucha karma ułoży w coś takiego, że jak się to podświetli od tyłu i rzuci na ścianę, to cień wygląda jak rycerz na koniu, znaczy, że komendant się rozwiedzie.


Głupio byłem pewien. Chodziło o coś zupełnie innego. Oto obszerne fragmenty artykułu z pewnej lokalnej gazety (pisownia oryginalna): „Wystarczyło kilkadziesiąt minut, by policyjny pies wytropił zaginionego byka… Byk trzy tygodnie temu uciekł z jednego z gospodarstw w powiecie wysokomazowieckim. I do wczoraj ślad po nim zaginął. Zwierzęcia poszukiwał właściciel, jego rodzina i sąsiedzi. Po tygodniach bezskutecznych poszukiwań, rolnik w końcu o pomoc zwrócił się do policji, a ci do działań użyli psa… Zaginione zwierzę zostało wytropione przez policyjnego czworonoga w pobliskim lesie… Policjanci byka całego i zdrowego zwrócili właścicielowi. Rolnik nie krył radości i przyznał policjantom, że stracił już nadzieję na jego odnalezienie. Wyjawił, że w tej sprawie był nawet u wróżki, która powiedziała, że na pewno nie odnajdzie zwierzęcia”.


Szczęśliwe zakończenie? Nie jestem pewien. Ani słowa o tym, czy byk, tak samo jak rolnik, „nie krył radości” z powrotu do gospodarstwa. A może jego ucieczka miała jakieś drugie dno? Konflikt z rolnikiem? Zawód miłosny? Kłopoty w szkole? No i okazuje się, że wróżka miała rację. Rolnik nie odnalazł. Odnalazła policja.


Bardzo podoba mi się określenie: „zwierzę zostało wytropione przez policyjnego czworonoga”. Może sugerować, że „zwierzę wytropione” miało nóg mniej lub więcej niż cztery. Czyli byk po wypadku albo byk mutant. Wiem, że się czepiam. Przecież głupio brzmiałoby zdanie: „zaginiony czworonóg został wytropiony przez policyjnego czworonoga, tresowanego przez policyjnego dwunoga”. Głupio, ale precyzyjnie. Dygresja - widziałem w telewizyjnym serialu kryminalnym, jak policjanci sami o sobie mówili per „psy”. Czyli „policyjny czworonóg” tak naprawdę jest po prostu „psim psem”?


                Życie rzuca Żuczka… Czasem, jak się sam sobą wzruszę, bo taki biedny, zapracowany, niewyspany i w ogóle, mówię o sobie per „Żuczek”. No więc życie rzuca Żuczka (czyli mnie) w różne zakamarki naszej ojczyzny. Staram się obserwować. Na przykład w jednym z miast, przez które ostatnio jechałem, zauważyłem niepohamowaną chęć nazwania wszystkiego. Zaskoczyła mnie liczba tablic wysławiających, czczących, upamiętniających. Odnosi się wrażenie, że miasto specjalnie buduje nowe ronda, żeby móc je jeszcze komuś dedykować, że każdy wyjazd z ronda będzie poświęcony innej postaci, że ulice będą dzielone na „tam” i „z powrotem”. Żeby pomieścić jeszcze więcej bohaterów. Ulica „tam” do połowy - imienia Żwirki, od połowy - Wigury, ulica „z powrotem” imienia Dywizjonu 303, wyjazd imienia Marii Rodziewiczówny z ronda imienia Heleny Modrzejewskiej, podjazd imienia Henryka Sienkiewicza pod Castoramę imienia Hugo Kołłątaja. Tak to mniej więcej wygląda.


Jak mam chwilkę, zaglądam do lokalnych gazet. Czytanie zaczynam od ogłoszeń drobnych. Bo z ogłoszeń drobnych można się najwięcej dowiedzieć. Na przykład jakie są nastroje społeczne w kraju: „Kontakty – Tygodnik Podlaski” z 18 listopada, w dziale „Kupię” tylko jedno ogłoszenie: „Kupię szable…”. Albo „Nowiny Jeleniogórskie” z 20 listopada – dział „Lokale”, pierwsze ogłoszenie: „Kawalerka Kiepury do wynajęcia”. I teraz szczerze – kto z Państwa wcześniej wiedział, że Kiepura miał kawalerkę w Jeleniej Górze?


PS. Zaraz ktoś będzie mi wmawiał, że chodzi o kawalerkę na ulicy Kiepury. Po pierwsze – napisałem dokładnie tak, jak było w ogłoszeniu. Nie było przecinka, nie było „ul.”. Po drugie – być może rzeczywiście w Jeleniej Górze jest ulica Kiepury, ale kto może wykluczyć, że została tak nazwana właśnie dlatego, że Kiepura miał tam kiedyś kawalerkę?



Podziel się
oceń
41
19

komentarze (50) | dodaj komentarz

Drastyczne dorastanie

wtorek, 20 listopada 2012 8:53

Lekarze ostrzegają, że coraz większym problemem staje się otyłość dzieci. A ja się domyślam, skąd się ten problem bierze. Z bezradności dorosłych. Jeśli nie potrafią odpowiedzieć dziecku na jakieś kłopotliwe pytanie, ratują się poleceniem:

 

- Jedz, nie gadaj.

 

Wiem to po sobie. To bezradni rodzice wyrobili we mnie taki nawyk, że kiedy dzisiaj chcę rzucić światu jakieś ważne pytanie typu: „Być albo nie być?”, „Jak żyć?”, „Po co żyć?”, „Dokąd zmierza ludzkość?”, „Czy istnieje życie po śmierci?”, „Długo, do cholery, będzie pan jeszcze wiercił te dziury w ścianie?”, w ostatniej chwili powstrzymuję się i idę do lodówki.

 

Zbliża się okres pozbawiania dzieci złudzeń. Kolejne setki tysięcy dowiedzą się, że ta siwa broda jest przyklejona, i że tak naprawdę święty Mikołaj nie istnieje. Że renifer nie występuje w tej strefie klimatycznej i że do Polski pierwsze informacje o tym zwierzęciu trafiły dopiero po upadku komunizmu. Maluchy uświadamiają sobie, że przez kilka lat były wystawiane na pośmiewisko dorosłych, bo przecież oni wiedzieli, że to nie żaden Mikołaj czy Gwiazdor, tylko przebrany wujek Darek. Z pobłażaniem patrzyli na swoje pociechy, myśląc w duchu:

 

- Jakie to naiwne. Jeszcze się kompromituje takim słabym wierszykiem. Cała babcia.

 

I te sprawy załatwia się właśnie w grudniu. Nie przypuszczam, żeby w lipcu, na plaży, podczas zabawy w usypywanie piramidy finansowej z piasku, ojciec nagle mówił dziecku:

 

- Wiesz synku, wracając do grudnia, prezenty kupowała mama, za Mikołaja przebrany był dziadek, a to na czterech łapach to nie był renifer, tylko wujek Bartek przykryty kapą. Tak naprawdę nie ma, synku, reniferów śpiewających piosenkę „Czy chciałaby pani Chińczyka?”.

 

Grudzień powinien być ogłoszony Międzynarodowym Miesiącem Drastycznego Dorastania Dzieci.

 

Chociaż pewien postęp w otwartości na rozmowę z dzieckiem już widać. Coraz częściej maluchy dowiadują się, że to mama je urodziła. W czasach mojego dzieciństwa edukacja seksualna była na tak niskim poziomie, że nawet o tym, że dzieci przynosi bocian albo znajduje się je w kapuście musiałem się dowiedzieć od kolegów w przedszkolnej szatni. Pamiętam to przyspieszone bicie serca,  kiedy Grzesiek po kryjomu przyniósł do przedszkola rysunki bociana i kapusty. Zakazany ptak i zakazane warzywo. Kiedy próbowałem o to zapytać rodziców, słyszałem:

 

- Jedz, nie interesuj się.

 

Pewnie się bali, że będę drążył temat i zadawał durne pytania typu: „A która dokładnie część bociana mnie przyniosła?”. Bo co powiedzą? Że dziób? To za parę lat przyjdę i zapytam, czy to na pewno dziób bociana jest narysowany na ścianie naszej klatki schodowej obok nazwiska nielubianego dozorcy? A kapusty nie chciałem jeść przez kilka następnych lat ze strachu, że przez nieuwagę mogę ugryźć jakieś obce dziecko.

 

Nieprawda, że od pokoleń dzieci mają podobne marzenia. Że chłopcy chcą być strażakami, pilotami albo piłkarzami. Ja na przykład marzyłem, żeby, kiedy dorosnę, mieć na imię Marian i ożenić się z jedną z „Alibabek”. Wydawało mi się nieprawdopodobne, że dorosły mężczyzna może mieć na imię Artur. Wszyscy wujkowie, ojcowie moich kolegów, byli Marianami, Władkami, Staszkami albo Józkami. A ta „Alibabka” wzięła mi się z oglądania telewizji, a zwłaszcza różnych festiwali. Było mi obojętne która. Wszystkie mi się podobały. Przez myśl nie przemknęły mi marzenia typu komputer czy quad. W czasach mojego dzieciństwa słowo „komputer” w ogóle nie występowało. W biurze Wojewódzkiego Przedsiębiorstwa Turystycznego „Bieszczady” był tylko „kalkulator”. A „quad” występował wyłącznie w zdaniach: „Staszek quad płytki w łazience” albo „Władek naquad Józkowi po mordzie”.

 

I co? To samo od pokoleń? Ciekaw jestem ilu jest dzisiaj kilkuletnich chłopców, którzy marzą, żeby być Marianem i ożenić się z jedną z „Alibabek”? Może to tylko tęsknota za dzieciństwem i apoteozowanie przeszłości, ale odnoszę wrażenie, że byliśmy oryginalniejsi.  

 


Podziel się
oceń
51
13

komentarze (54) | dodaj komentarz

Kumulacja

poniedziałek, 12 listopada 2012 10:39

Lider cygańskiego zespołu muzycznego, razem ze swoją liczną rodziną, 1 i 2 listopada dyżurował na cmentarzu. Widziałem go w trzech różnych programach telewizyjnych. Opowiadał o zwyczajach Romów związanych z wspominaniem zmarłych. Na przykład o tym, że po powrocie z cmentarza, zbierają się wszyscy w domu, jedzą to, co lubili jeść zmarli i śpiewają piosenki, które bliscy zmarli lubili śpiewać. Odważnie! Bo jeśli zmarli zmarli, bo lubili jeść coś takiego, co człowieka wpędza do grobu? Za rok może być więcej osób do wspominania. Z piosenkami też ciekawe. Zastanawiałem się, czy przypadkiem lider nie powie, że zmarli lubili śpiewać głównie piosenki z jego najnowszej płyty. Przecież jest okazja do promocji w telewizji. Nie powiedział. Może wyczuł, że na cmentarzu sformułowanie „najnowsza płyta” brzmi niejednoznacznie.

 

Prosto z cmentarzy ludzie pobiegli do kolektur. Żeby wygrywać pieniądze, które lubili wygrywać ich bliscy zmarli. Do wygrania były duże. A ja zastanawiam się, czy banalne rozdawanie pieniędzy nie odbiera przyjemności gry? Czy nie lepiej byłoby, gdyby grający nie wiedzieli, co mogą wygrać? Żeby totalizator zaskakiwał. Raz jacht, raz mieszkanie, raz posada  przewodniczącego rady nadzorczej dużej spółki skarbu państwa. I ogłaszać to dopiero po losowaniu. Albo losować równocześnie szczęśliwe numery i nagrodę, którą dzisiaj te szczęśliwe numery ze sobą niosą. Ktoś, kto wygra banalne 50 milionów będzie miał z tym kłopot. Bo gdzie to ulokować? Który bank nie padnie? Wiadomo, że od razu trzeba się zwolnić z pracy, bo z taką kasą nie wypada blokować etatu. I co robić po tym zwolnieniu? A tak – wygrywamy jacht, albo lepiej - jest kumulacja 48 jachtów, padają wytypowane przez nas cyfry i wiadomo… No właśnie, kłopot nie jest mniejszy…

 

Zapytałem słuchaczy o najoryginalniejsze nagrody, jakie im się w życiu przytrafiły. Proszę:

 

Majka:

„W szkole zbieraliśmy makulaturę i butelki. W butelkach byłam na zaszczytnym pierwszym miejscu, a w nagrodę otrzymałam wielkanocnego kurczaczka z wyciora do fajki (taki żółty wiecheć). Koleżanka, która miała pierwsze miejsce w makulaturze dostała kogutka. Też wiechcia. Od tamtej pory nosiłyśmy butelki i makulaturę bezpośrednio na skup...”

 

Izabela:

„Przypomina mi się konkurs zorganizowany przez jeden ze studenckich serwisów internetowych. Należało napisać esej nt. wartości, jakimi może się współcześnie kierować młody Europejczyk tak, by realizować swoje zawodowe cele we własnym kraju i pomnażać swoją pracą narodowy potencjał, budując po prostu lepsze jutro dla kolejnych młodych. Otrzymałam wyróżnienie. Miło. Czekałam z niecierpliwością na przesyłkę z nagrodą. Prócz reklamowych gadżetów firm  sponsorujących portal (obcojęzyczne marki), w paczce znalazłam m.in. multimedialny kurs językowy (świetnie) oraz książkę pod tytułem >Jak żyć szczęśliwie w innym kraju< (na okładce opatrzoną  podtytułem serii >Niezbędnik emigranta<)…”

Magdalena:

„Pod koniec podstawówki mieliśmy konkurs z biologii i nagrodami miały dla nas być aparaty fotograficzne (rozumie pan jaki to był w tamtych czasach wypas!).  Moja grupa wygrała i okazało się, że zmienili nagrodę z aparatów na dwudziestokilometrowy spacer wokół zamku Książ…”

 

I tak powinno być! Organizator loterii czy konkursu powinien mieć prawo dowolnej zamiany nagród. Na przykład zamiast pięćdziesięciu milionów złotych – pięćdziesiąt kilometrów spaceru wokół osiedla apartamentowców. Żeby zwycięzca mógł sobie zobaczyć, gdzie mógł mieszkać . A zamiast kwoty przynależnej do literackiego Nobla – książka, którą lubili czytać nieżyjący bliscy lidera kapeli ludowej „Harnaś Harnaś, Zwinnyś Jak Sarnaś”. 

 

 


Podziel się
oceń
32
11

komentarze (38) | dodaj komentarz

poniedziałek, 27 marca 2017

Licznik odwiedzin:  5 579 128  

Polecamy



Tym razem do prześmiesznych rozmów na pełnych prawach włącza się trzecia wybitna postać - Wojciech Karolak. Słynny jazzman, podpytywany przez dociekliwego Andrusa, barwnie opowiada o małżeństwie z Czubaszek, a jest to związek nie zawsze zgodnych indywidualistów!

"Nowy album „Piłem w Spale... I co dalej?" to zapis koncertu, który odbył się rok temu w Warszawie, w Teatrze Syrena. Był to nie tylko wieczór koncertowy, ale również wydarzenie towarzyskie - Andrus zaprosił na scenę przyjaciół: Marię Czubaszek, Hannę Śleszyńską, Andrzeja Poniedzielskiego, Grupę MoCarta, Chór Collegium Musicum Uniwersytetu Warszawskiego i muzyków, z którymi stale współpracuje - Łukasza Borowieckiego, Wojciecha Steca i Pawła Żejmę.


"Książka zawiera osiem zabawnie ilustrowanych bajek o charakterze satyrycznym, przeznaczonych zarówno dla dzieci (5-7-letnich), jak i dla dorosłych. Bajki w satyryczny sposób przedstawiają cechy i przypadłości ludzkie, ujawniające się w wieku dziecięcym, z którymi borykamy się do późnej starości, np. brak tolerancji, brak życzliwości, egocentryzm, chciwość itp. Bajki zawierają przesłanie czytelne dla obu grup odbiorców. Do książki dołączona płyta z bajkami nagranymi częściowo przez autora."


"Blog osławiony między niewiastami" to nie tylko papierowy wybór najlepszych i najśmieszniejszych tekstów z jego bardzo popularnego bloga internetowego, ale także swoiste „Dzieła wybrane”.


"Myśliwiecka" zawiera piosenki Artura Andrusa zaśpiewane przez samego Autora. Są to głównie utwory kabaretowe, pisane do programów telewizyjnych i na potrzeby występów estradowych.


Rozmowa dwóch wybitnych osobowości polskiej sceny kabaretowej – Artur Andrus wnikliwie przepytuje Marię Czubaszek z jej twórczości oraz burzliwego życia towarzyskiego i rodzinnego.

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Bloog pod patronatem Nieformalnego Stowarzyszenia Umiarkowanego Ograniczania Nadmiaru Wolności w Internecie (NSUONWwI)

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl