Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 536 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

„CICHANOC”

czwartek, 28 grudnia 2006 12:07

Uporczywe pukanie rozległo się dokładnie w połowie kolędy, czyli między „Lulajże” a „Lulaj”. Nikogo się nie spodziewaliśmy, ale też tradycja zobowiązuje do gotowości na przybycie niezapowiedzianego gościa. Otworzyłem. Niemłody mężczyzna w nienowym garniturze najpierw przekroczył próg, a potem zapytał:

- Dobry wieczór, czy jest pusty talerz dla zbłąkanego wędrowca?

Wcisnął mi wizytówkę i nie czekając na odpowiedź poszedł w stronę stołu.

Hieronim J.

Wicemistrz Świata w Wędrownictwie Zbłąkanym

- Pewnie nawet państwo nie wiedzieli, że jest taka dyscyplina sportowa? – mówił przyglądając się na zmianę to karpiowi, to cioci Irence (rzeczywiście podobieństwo było uderzające) – Otóż jest. A ja zdobyłem tytuł mistrza świata, bo zabłądziłem jeszcze przed startem. A potem nie trafiłem na ceremonię wręczenia złotego medalu. I dlatego dostałem srebrny. To jeść nic nie będziemy?

- No wie pan – odważyłem się odezwać – tradycja mówi o „pustym talerzu”. Więc stoi pusty.

- Ale nie ma mowy o pustym kieliszeczku! Hi hi hi!

- A „Hieronim Jot” to pana pseudonim artystyczny? – zapytała ciocia Irenka, zalotnym uśmiechem skutecznie odstraszając intruza od butelki „Karpiówki”

- Nnnieee – pierwszy raz w jego głosie słychać było wahanie – to moje personalia. Nie mogę ujawniać pełnych, bo jestem zamieszany w zabłąkanie się kilku milionów złotych z jednej ze spółek skarbu państwa. A pseudonim również posiadam. „Masa”. Dokładniej „Masa Wdzięku”

- A z czego pan żyje? Czym się pan zajmuje? – zapytał wuj Stefan, jedna z ważniejszych postaci naszej rodziny, były kościelny, który złożył wniosek o przejęcie w ajencję powiatowego oddziału IPN.

- Z błąkania. Chodzę od drzwi do drzwi. Na szczęście w niewielu domach tak rygorystycznie podchodzi się do tradycji. W większości nakrycie nie jest dosłownie puste – mocno zaakcentował ostatnie słowo – No i z wierszy. Sprzedaję wiersze świąteczne. Albo moje, albo moich znanych kolegów – Wisławy, Czesława, Adama... Moje są gorsze, ale droższe. Bo niepowtarzalne. Zademonstrować?

„rtdd sfmjgje pgjergmvjsdfiof

uhhytpohnb fbkwfj gbkwbk

ijgwi jgjbvhv dvfdf, rgiojqgr

 ytutrwuitrgj fodvfr – optjgtrj”

- No rzeczywiście, tego się nie da powtórzyć – westchnął Janusz, były polonista, aktualnie prezes oddziału PKO BP w naszym miasteczku.

- Ale mam też bardziej powtarzalne – Hieronim J. nie dawał za wygraną – na przykład:

„Pies, co śmieszny ma ogonek...

Życzą Wam Wesołych Świąt”

Zapadła kilkusekundowa cisza. To znaczy prawie zapadła. Prawie cisza. Od Krawczyków niosła się heavy metalowa wersja „Wśród nocnej ciszy”.

- To już? – odezwał się karp...Nie, to była ciocia Irenka – Coś krótko i bez rymu.

- Rym się pojawia po wpłaceniu honorarium za wiersz. Dziesięć...

Janusz natychmiast wyjął portfel.

- Euro – dokończył Hieronim J. – Złożyłem wniosek o unijne dotacje na firmę produkującą wiersze świąteczne. Zbieram na kapitał początkowy. W ostateczności może być w złotówkach, ale równowartość  dziesięciu Euro po wczorajszym kursie NBP. Trzydzieści osiem złotych i szesnaście groszy.

Janusz dorzucił resztę. Hieronim J. przeliczył.

- Zgadza się. Proszę bardzo:

 

„Pani Krysia i pan Bronek,

       Pies, co śmieszny ma ogonek,

   Ludzie stamtąd, ludzie stąd

       Życzą Wam Wesołych Świąt”

- Takie sobie – skrzywił się wuj Stefan.

- Jak się nie podoba, wiersz można zwrócić – powiedział Hieronim J. podnosząc się od stołu.

- A pan zwróci pieniądze? – ożywił się Janusz.

- A niby dlaczego? Mnie się pieniądze podobają.

Poklepał po głowie ciocię Irenkę. Nie... Karpia. Nie... Jednak ciocię Irenkę. I wyszedł. Zostało po nim nakrycie. Jeszcze bardziej puste niż przed jego wizytą. Resztę wigilijnej kolacji spędziliśmy w absolutnej ciszy. U Krawczyków też było cicho. Zaprzężona w dwa renifery biała Skoda Fabia z czarną kratką za tylnym siedzeniem, i napisem „Cichanoc sp.z o.o.” na drzwiach, odjechała spod naszego bloku dobrze po północy. Krawczykom sprzedał „Przedłużacz  Świąt” – zestaw złożony z : jelenia śpiewającego kolędy, odświeżacza powietrza o zapachu świerku i bombek choinkowych z napisem „Jurata”, które mogą służyć jako boje, a po przyczepieniu do dziecka jako rękawki do nauki pływania. Nad ranem ciszę przerwało narzekanie cioci Irenki. Że ciągle w nią ktoś rzuca galaretą i dźga widelcem.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (57) | dodaj komentarz

„Załosna skarga niezadowolonych kolendników”

czwartek, 21 grudnia 2006 17:58

Proszę sobie wyobrazić współczesnego kolędnika. Mężczyzna koło trzydziestki. W stroju kurpiowskim. Z pochodzenia góral. Mówiąc i śpiewając trochę mazurzy. W ręku trzyma gwiazdę z kłapiącym dziobem (taki gwiazdoturoń). Stoi na skrzyżowaniu dwóch ruchliwych ulic w dużym mieście. I śpiewa. Akompaniuje mu, grając na fletni pana, student z Wenezueli.

„Załosna skarga niezadowolonych kolendników” 

Ty zrobiłeś niebo, moze,1

Północ i Południe.

Popats na nas Duzy Boze

Jak nam coraz trudniej.

Jak nam coraz trudniej chodzić

Po zawianych drogach,

Zeby śpiwoć, ze się rodzi

Syn Duzego Boga.

 

        Bo te ludzie się nie znajom!

        Ziemia to nie śrubka!

        Kolendnicy syćkich krajów

        Zbiórka koło złóbka!

 

Casy idom niewesołe

I zjawiska dziwne:

Stajnia, złóbek i osiołek

Som pejoratywne.

Pozmieniało się tu duzo

Najświentsa Osobo,

Ciebie to na pewno wkuzo 2

Nam się nie podobo.

 

        Bo te ludzie się nie znajom!

        Ziemia to nie śrubka!

        Kolendnicy syćkich krajów

        Zbiórka koło złóbka!

 

Ludzie do dom nie wpuscajom

Kolendników tera

Na Wigilie one majom

Sianko z dekodera...

W telewizji jest pasterka,

Oraz inne hity:

Gada z karpiem prezenterka,

Christmas Reality...

 

        Bo te ludzie się nie znajom!

        Ziemia to nie śrubka!

        Kolendnicy syćkich krajów

        Zbiórka koło złóbka!

 

Jest to jakaś sansa moze,

Ze dzisiaj w Betlejem...

Ródź się sybko, Mały Boze!

Zobac co się dzieje!

Ródź się sybko, Boze Dziecie!

Mów do ludzi onych!

Niech nie dłubią ludzie w świecie!

Ze jus jest zrobiony!

 

        Bo te ludzie się nie znajom!

        Ziemia to nie śrubka!

        Kolendnicy syćkich krajów

        Zbiórka koło złóbka!



 

1 chodzi o takie „moze”, w którym jest słona woda i można się w nim latem kąpać.

2 „wkuzenie” – ludowa forma zdenerwowania.

   


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (39) | dodaj komentarz

ZWIERZENIA POCZĄTKUJĄCEGO NARCIARZA

środa, 13 grudnia 2006 18:19

            Dzieciństwo miałem beztroskie. I nudne. Do najodważniejszych na podwórku nie należałem. Kiedy moi koledzy strzelali z procy, skakali z drzewa albo pływali w niedozwolonych miejscach, ja byłem ministrantem. Było to najbardziej ekstremalne przeżycie, na jakie było mnie wtedy stać. Nigdy nie należałem do żadnej subkultury. Ale już należę. W ramach nadrabiania zaległości z dzieciństwa, postanowiłem rzucić się w nurt szaleństwa. Białego. Od niedawna jestem narciarzem. Kolega prawnik (a zimą również instruktor) twierdzi, że biorąc pod uwagę moje umiejętności i styl jazdy, nazywając siebie „narciarzem”, narażam się na proces cywilny o naruszenie dobrego imienia przedstawicieli tej dyscypliny sportu. To on zaproponował mi pracę na kursach dla dzieci. Chciał mnie wypuszczać przed grupą i mówić swoim podopiecznym: „Jak nie będziecie grzeczne, to będziecie jeździć jak ten pan”. No rzeczywiście, jeśli styl zjazdu porównywać do kobiecej urody, to nie jestem ci ja Claudią Schiffer stoku narciarskiego. Chyba lepiej wychodzi mi pisanie wierszy.

            Pierwsze kroki w butach narciarskich stawiałem pod okiem majora Krzysztofa P. – byłego komandosa. Z tego co wiem, jego odejście ze służby nie było efektem mojego szkolenia narciarskiego, ale na pewno jego służba miała wpływ na skuteczność procesu nauczania. Wiedziałem, że nigdzie się nie schowam, że nie ucieknę. Próbowałem nawet nawiązać kontakt z oddziałem mafii włoskiej w rejonie Madonna di Campiglio, ale odmówili mi ochrony. Major Krzysztof P. był tak zadowolony z moich postępów w nauce, że na koniec turnusu, w nagrodę, podarował mi koszulkę z napisem „Fundacja Byłych Żołnierzy Jednostek Specjalnych „GROM”. Mam ją do dziś i zakładam zawsze, kiedy chcę wejść do jakiejś szczególnie obleganej dyskoteki. Działa. Nigdy żaden z bramkarzy nie odważył się zagrodzić mi drogi. Wszyscy się nabierają. A gdyby tylko uważniej przyjrzeli się mojej muskulaturze wylewającej się spod t-shirta, domyśliliby się, że w jednostkach specjalnych mogłem służyć co najwyżej w pionie kwatermistrzowskim, w sekcji rozdzielania wysokokalorycznych porcji żywnościowych.

            Ale wracajmy do narciarstwa. Od kilku sezonów uprawiam tę dyscyplinę sportu dla satysfakcji. Ale nie swojej, tylko tych, którzy zjeżdżają razem ze mną. Jakżeż wzrasta poczucie wartości u każdego, kto widzi mnie na stoku. A nie widzieć mnie nie można. Kupiłem sobie najjaskrawszy kombinezon świata. To ze strachu przed zagubieniem. W przypadku wypadku, pies tropiący nie musi nawet opuszczać swojej budy. Z odległości kilkunastu kilometrów może łapą wskazać czerwony punkcik przebijający się przez białe pokrycie. To będę ja przysypany lawiną. Nie mam tego jak sprawdzić, ale podejrzewam, że teraz z kosmosu widać gołym okiem dwa punkty: Wielki Mur Chiński i mój kombinezon na stoku narciarskim. Mur jest dłuższy, ale ja jestem wyraźniejszy.

            Własnej satysfakcji szukam w poświęconej narciarstwu pracy naukowo – literackiej. Zbieram materiały do „Słownika narciarstwa potocznego” (to jest wymyślony przeze mnie styl jazdy – ja się potaczam z góry na dół). Oto kilka przykładowych haseł:

* Orczyk Jędrzej (1859- 1935) – bogaty góral z Białki Tatrzańskiej, uważany za ojca wyciągów narciarskich. 17 stycznia 1906 w Zakopanem, podczas wesela jednego z synów Curusia, Orczykowi skradziono nowe sanie Forda. Następnego ranka, Jędrzej wpadł najpierw na pieniek do rąbania drewna, a potem na pomysł. Założył narty i podróż powrotną do domu odbył jadąc za koniem. Obraz górala – narciarza, wyciąganego pod górę na linie (a tak naprawdę były to lejce), został utrwalony na malowidle wykonanym na szkle przez córkę Orczyka – Jagnę. Dzieło, przypadkowo odnalezione w roku 1937 przez grupę archeologów z Uniwersytetu Jagiellońskiego na ścianie po słowackiej stronie domu Jadwigi Orczykówny, zainspirowało grupę inżynierów z Politechniki Lwowskiej do zaprojektowania pierwszego wyciągu narciarskiego, nazwanego na cześć odkrywcy Orczykowym.

* Skipas – podłużny, wykonany ze skóry przyrząd do dyscyplinowania nieposłusznych narciarzy.

* „Wyciąg krzesełkowy” – maść stosowana w przypadkach stłuczeń i opuchnięć kończyn. Wyrabiana przez górali z Poronina poprzez rozpuszczenie niewielkiego krzesła z drewna sosnowego w spirytusie i serwatce. „Wyciąg krzesełkowy forte” zawiera dodatkowo odrobinę wysuszonej burej kociej sierści, zrzuconej na trawę w czasie pełni, w marcu, za stodołą.

I jeszcze może przykład twórczości literackiej:

„Śniegu. Biały śniegu.

Leżysz sobie z brzegu,

Leżysz sobie z boku,

Leżysz ty na stoku

Słońce w tobie lśni. Śniegu nasz.

A chłopaki na ratraki!

A dziewczęta tak się śmieją,

Tak radośnie, bo im płatki

Śniegu wpadły do pałatki.

Oj, ty śniegu, ty figlarzu…”

Wspominałem już, że lepiej mi idzie pisanie wierszy niż jazda na nartach. To teraz proszę sobie wyobrazić, jak ja jeżdżę.
Podziel się
oceń
4
1

komentarze (54) | dodaj komentarz

sobota, 19 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  5 721 693  

Polecamy



Tym razem do prześmiesznych rozmów na pełnych prawach włącza się trzecia wybitna postać - Wojciech Karolak. Słynny jazzman, podpytywany przez dociekliwego Andrusa, barwnie opowiada o małżeństwie z Czubaszek, a jest to związek nie zawsze zgodnych indywidualistów!

"Nowy album „Piłem w Spale... I co dalej?" to zapis koncertu, który odbył się rok temu w Warszawie, w Teatrze Syrena. Był to nie tylko wieczór koncertowy, ale również wydarzenie towarzyskie - Andrus zaprosił na scenę przyjaciół: Marię Czubaszek, Hannę Śleszyńską, Andrzeja Poniedzielskiego, Grupę MoCarta, Chór Collegium Musicum Uniwersytetu Warszawskiego i muzyków, z którymi stale współpracuje - Łukasza Borowieckiego, Wojciecha Steca i Pawła Żejmę.


"Książka zawiera osiem zabawnie ilustrowanych bajek o charakterze satyrycznym, przeznaczonych zarówno dla dzieci (5-7-letnich), jak i dla dorosłych. Bajki w satyryczny sposób przedstawiają cechy i przypadłości ludzkie, ujawniające się w wieku dziecięcym, z którymi borykamy się do późnej starości, np. brak tolerancji, brak życzliwości, egocentryzm, chciwość itp. Bajki zawierają przesłanie czytelne dla obu grup odbiorców. Do książki dołączona płyta z bajkami nagranymi częściowo przez autora."


"Blog osławiony między niewiastami" to nie tylko papierowy wybór najlepszych i najśmieszniejszych tekstów z jego bardzo popularnego bloga internetowego, ale także swoiste „Dzieła wybrane”.


"Myśliwiecka" zawiera piosenki Artura Andrusa zaśpiewane przez samego Autora. Są to głównie utwory kabaretowe, pisane do programów telewizyjnych i na potrzeby występów estradowych.


Rozmowa dwóch wybitnych osobowości polskiej sceny kabaretowej – Artur Andrus wnikliwie przepytuje Marię Czubaszek z jej twórczości oraz burzliwego życia towarzyskiego i rodzinnego.

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Bloog pod patronatem Nieformalnego Stowarzyszenia Umiarkowanego Ograniczania Nadmiaru Wolności w Internecie (NSUONWwI)

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl