Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 235 666 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Najlepszego

środa, 24 grudnia 2008 9:23

              Marta i Jacek od czternastu lat pod choinką znajdują to samo. Ona: za duży stanik i pojemnik uniwersalnego, białego silikonu akrylowego, on: książkę. Zawsze tę samą - „Quo vadis" Sienkiewicza. Ona wie, że on i tak nie przeczyta, ale chodzi o to, żeby książka była gruba. Księgarz zaproponował, że po promocyjnej cenie może jej sprzedać kilkanaście egzemplarzy „Stąd do wieczności" Jamesa Jonesa. Kupi na pewno i będzie miała z głowy prezenty na następnych piętnaście lat. Po pierwsze też grube, po drugie będzie je układała naprzemian na półce, którą Jacek ma na wprost oczu, kiedy kładzie się do łóżka: „Quo vadis", „Stąd do wieczności", „Quo vadis", „Stąd do wieczności", „Quo vadis", „Stąd do wieczności"... Od czternastu lat, podczas rozpakowywania prezentów rozgrywa się ta sama scena: żadnych życzeń, tylko wymowne spojrzenia na za duży stanik i grubą książkę, a w tle pastorałki w wykonaniu thrash metalowych zespołów muzycznych (firma Jacka, „Karton - Gips Hurt", sponsoruje Podlaską Ligę Thrash Metalową).


            Kolega przeintelektualizowany doktor prawa (ten sam, który swojego psa nazwał Interlokutor) pomysłów na świąteczne prezenty szuka w książkach. Kiedy w ubiegłym roku, czytając „Ostatni zlot aniołów" Pankowskiego, znalazł fragment: „... od Heluni dostałeś na urodziny fajansowego wieprzka w ubraniu eleganckiego masarza..." już wiedział co kupi najbliższym na gwiazdkę. Tyle, że w całym Sanoku (dla podniesienia rangi prezentu na zakupy wybrał się do miasta, z którego pochodzi Pankowski) nie znalazł fajansowych wieprzków w ubraniach eleganckich masarzy. W tej sytuacji doszedł do wniosku, że drobne odstępstwa od literackiego pierwowzoru są dopuszczalne - wszyscy dostali po czekoladzie. Jedynie syn kolegi przeintelektualizowanego doktora prawa wyprosił komputer. Ojciec trochę się wahał, ale doszedł do wniosku, że student trzeciego roku informatyki na takie fanaberie może sobie pozwolić. Okazało się tylko, że w Wordzie nie działa mu „ć". Są wszystkie inne polskie znaki - „ą", „ę", „ł", „ ń", „ó", "ś", "ź", "ż", ale „ć" nie ma. Student trzeciego roku informatyki mógłby sobie z tym problemem poradzić, ale ojciec mu zakazał, twierdząc, że taki brak może mieć znaczenie edukacyjne i pozwoli mu (synowi) dbać o więzi  międzyludzkie.


- Po pierwsze będziesz musiał uważać na to, co piszesz, a po drugie chodząc do kolegów, żeby na ich komputerach poprawiać wszystkie „c" na „ć", będziesz utrzymywał prawdziwe kontakty z żywymi ludźmi, nie zamkniesz się w świecie wirtualnym. I może poznasz wreszcie jakąś dziewczynę, bo chciałbym już mieć wnuka, który spałby w łóżeczku „...z jasnego orzecha, bardzo obszernym" (Ryszard Kapuściński „Cesarz").


            Droga Czytelniczko, Drogi Czytelniku, życzę Wam, żebyście w święta pod choinką zawsze znajdowali prezenty nieprzekombinowane, żeby to było coś, co ktoś Wam podaruje z miłości, przyjaźni, albo przynajmniej szczerej sympatii. Pewnie wiele osób będzie Wam życzyło wszystkiego najlepszego. Nie czuję się uprawniony do wtrącania się w aż tak intymne sfery Waszego życia jak zdrowie, szczęście, czy pomyślność, poza tym nie chciałbym przesadzić w zbyt roszczeniowym podejściu do losu. No to życzę tylko, żeby Wam ludzie dobrze życzyli i żeby „ć" w Wordzie działało.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (42) | dodaj komentarz

Przepuklina Chaplina, czyli co w okolicy pasa boli Banderasa.

czwartek, 18 grudnia 2008 10:47

Dziadek Karola, emerytowany pracownik Zakładów Mięsnych im. Ignacego i Janka Krasickich, był dziwakiem. Miał sceptyczny stosunek do edukacji. Uważał, że ludzie przesadzają. Twierdził, że w życiu trzeba tylko tyle się nauczyć, żeby umieć uciec przed Niemcem.


- Nie musisz od razu najlepiej na świecie pływać, prowadzić samochód, czy jeździć na nartach. Musisz tylko trochę lepiej od goniącego Niemca - często powtarzał synowi.


Czasy, w których powstała ta teoria dawno minęły, od kilkudziesięciu lat - że zacytuję pewną kabaretową piosenkę - „Dookoła sami dobrzy Niemcy", ale w rodzinie Karola dziadkowe powiedzenie jest ciągle przywoływane. Tata Kazimierz równie wiernie trzymał się tej zasady w szkole (mocny dostateczny miał tylko z wuefu, przysposobienia obronnego i rosyjskiego), jak i w dorosłym życiu, kiedy z Niemiec zaczął sprowadzać używane samochody. Z kolei Karol poszedł na studia tylko po to, żeby uciec przed wojskiem. A jaki to niby ma związek z teorią dziadka? A taki, że komendantem Wojskowej Komendy Uzupełnień w jego miasteczku był major Władysław Niemiec. No i znowu się sprawdziło.


            A teraz o mnie. W czasie studiów dziennikarskich zwracano nam uwagę na konieczność wąskiej specjalizacji w tym zawodzie. Dopiero teraz, po kilkunastu latach pracy, zauważam jak szerokie jest pojęcie „wąskiej specjalizacji". Zacząłem spisywać tematy, na jakie miałbym okazję wypowiedzieć się w różnych programach telewizyjnych. Mniej więcej raz w tygodniu jestem zapraszany do udziału w różnych rozmowach. Większość poświęconych jest poszukiwaniu odpowiedzi na jakże zaskakujące i ważkie pytanie: „Z czego śmieją się Polacy?" Ale są też inne. Oto kilka (słowo honoru, że prawdziwe):


- Dlaczego z Białegostoku pochodzi tak wielu tancerzy, z Zielonej Góry kabareciarzy, a z Lublina tak wiele modelek? Odpowiedziałem, że jeszcze bym sprawdził, dlaczego ze Śląska pochodzi tak wielu górników.


- Czy spadochroniarze powinni ćwiczyć „na sucho"(to znaczy na ziemi a nie w powietrzu)?


- Jaki samolot powinien dostać premier w prezencie od świętego Mikołaja?


- Czy Berlusconi ma poczucie humoru?


            Dziadek Karola nie dałby sobie rady w tym zawodzie. Będąc dziennikarzem nie wystarczy wiedzieć i umieć tylko tyle, żeby uciec przed Niemcem. Trzeba się znać na historii tańca, modelingu i kabaretu, spadochroniarstwie, lotnictwie i włoskiej polityce. No dobrze, wiem, tak naprawdę nie chodzi o to, żeby się znać, tak naprawdę chodzi o to, żeby znana osoba cokolwiek powiedziała. Ale ciekaw jestem gdzie jest granica tego „czegokolwiek"? Parę dni temu zostałem zaproszony do udziału w edukacyjnym programie telewizyjnym, w którym „gwiazda" opowiada o jakiejś chorobie, którą kiedyś przeszła, a lekarz wyjaśnia widzom co to za dolegliwość, skąd się bierze, jakie są jej skutki. Naprawdę! Na razie odmówiłem, ale jak będzie nagrywana druga seria, w której na przykład jedna „gwiazda" będzie sobie mogła wybrać jakiś ulubiony organ innej „gwiazdy", a lekarz pokaże, co z nim można zrobić (wyciąć, powiększyć, skrócić, wydrapać na nim skalpelem logo patrona medialnego i sponsora), to może się zdecyduję. Zresztą, jeśli nawet ja na to nie pójdę, to kto wie, co zrobią moje prawnuki, kiedy za kilkadziesiąt lat powstanie „Stacja Ekshumacja"?



Podziel się
oceń
1
0

komentarze (23) | dodaj komentarz

Bajkowy świat dziecka

czwartek, 11 grudnia 2008 11:20

            Dzieci są najważniejsze. Powinniśmy sobie zdawać sprawę z faktu, że gdyby nie dzieci, nie byłoby nas - dorosłych. To co prawda działa też w drugą stronę - gdyby nie dorośli, nie byłoby dzieci. Ale dzieci są ważniejsze. I właśnie dlatego „Cała Polska czyta dzieciom" i „Policja dzieciom", i wiele innych. I słusznie, o dzieci trzeba dbać. Ale nie wygłupiać się. Nie straszyć dzieckiem. Pamiętam jak bardzo, moją dziecięcą wówczas główkę, zaprzątała próba zrozumienia hasła wywieszanego kiedyś na plakatach: „Dziecko + zapałki = pożar". Dlaczego tylko dziecko? A „Dorosły + zapałki = szopka krakowska"? Albo „= wiatrak"? Często widywałem wówczas w telewizji dorosłych panów zajmujących się budowaniem szopek z zapałek, a jeden z moich wujków zrobił z zapałek wiatrak, w którym była żarówka. Wiatrak się nie kręcił, ale za to żarówka słabo świeciła. Wracając do tego przeciwpożarowego równania. Zastanawiałem się, dlaczego tylko takie zadanie ktoś wywiesza na plakatach. Przecież można jeszcze inaczej: „Dziewczynka + zapałki = dziewczynka z zapałkami", „Dziecko + mama + zapałki + kostka masła + chleb = zakupy", „Dziecko + dziecko = dwoje dzieci".


            Zainteresowanie dziećmi wzrasta, kiedy zbliżają się jakieś święta. I to nie tylko takie typowo dziecięce, „prezentowe", jak komunie, mikołajki, Boże Narodzenie, Dzień Dziecka. Specjaliści od marketingu rozszerzają ten zakres i wykorzystują już każdą okazję. I czasem chyba przesadzają. Dostałem od kogoś plakat festynu „Bajkowy świat Piaseczna", który odbył się pod koniec października tego roku. Kolorowa kartka, a na niej wymienione atrakcje. Wygląda to mniej więcej tak:

„Bajkowy Świat Piaseczna. Program prowadzi „Krasnoludek Piksel" z telewizyjnego programu „Budzik", będzie przewodnikiem w świecie krasnali... W tym bajkowym świecie ujrzymy:

- mim, szczudlarz,

- wystawa prac dzieci,

- dużo śpiewu i zabawy,

- malowanie buziek dzieciom,

- konkursy z nagrodami,

- stoisko ze zniczami „SUPER CENA"...


            Przed Bożym Narodzeniem uaktywniają się poeci i wierszokleci piszący dla dzieci. Niektórzy nawet wtedy, kiedy tylko informują, że się uaktywniają, to rymują i układają. Ale to dobrzy ludzie. Ze szczerego serca, z czystej miłości i w odruchu szlachetności, każdy chce podarować dzieciom coś na gwiazdkę. Jak każdy, to każdy:


„Wiersz o tym, co by było, gdyby śnieg nie był biały"


Gdyby ktoś spłatał takiego figla,

Gdyby ktoś zrobił takie czary,

Że z nieba spadłby śnieg na ziemię,

Ale nie biały, tylko szary.

Lub jeszcze gorzej - spadłby śnieg

Na łąki, lasy, lisy, sarny,

Ale nie taki śnieżnobiały,

Tylko na przykład czarny.

To wtedy szybko by ruszyły

Na pomoc - ja w to mocno wierzę -

Psy, koty, tchórzofretki

Oraz jeżozwierze.

Jeżozwierze i tchórzofretki

(I to minutkę by trwało)

Wzięłyby farbki i kredki

I pomalowały na biało.

A po tym, co one pomalowały,

Biegałyby psy i koty,

No bo jak śnieg jest już biały,

To co mają do roboty?



Podziel się
oceń
1
0

komentarze (27) | dodaj komentarz

poniedziałek, 27 marca 2017

Licznik odwiedzin:  5 579 053  

Polecamy



Tym razem do prześmiesznych rozmów na pełnych prawach włącza się trzecia wybitna postać - Wojciech Karolak. Słynny jazzman, podpytywany przez dociekliwego Andrusa, barwnie opowiada o małżeństwie z Czubaszek, a jest to związek nie zawsze zgodnych indywidualistów!

"Nowy album „Piłem w Spale... I co dalej?" to zapis koncertu, który odbył się rok temu w Warszawie, w Teatrze Syrena. Był to nie tylko wieczór koncertowy, ale również wydarzenie towarzyskie - Andrus zaprosił na scenę przyjaciół: Marię Czubaszek, Hannę Śleszyńską, Andrzeja Poniedzielskiego, Grupę MoCarta, Chór Collegium Musicum Uniwersytetu Warszawskiego i muzyków, z którymi stale współpracuje - Łukasza Borowieckiego, Wojciecha Steca i Pawła Żejmę.


"Książka zawiera osiem zabawnie ilustrowanych bajek o charakterze satyrycznym, przeznaczonych zarówno dla dzieci (5-7-letnich), jak i dla dorosłych. Bajki w satyryczny sposób przedstawiają cechy i przypadłości ludzkie, ujawniające się w wieku dziecięcym, z którymi borykamy się do późnej starości, np. brak tolerancji, brak życzliwości, egocentryzm, chciwość itp. Bajki zawierają przesłanie czytelne dla obu grup odbiorców. Do książki dołączona płyta z bajkami nagranymi częściowo przez autora."


"Blog osławiony między niewiastami" to nie tylko papierowy wybór najlepszych i najśmieszniejszych tekstów z jego bardzo popularnego bloga internetowego, ale także swoiste „Dzieła wybrane”.


"Myśliwiecka" zawiera piosenki Artura Andrusa zaśpiewane przez samego Autora. Są to głównie utwory kabaretowe, pisane do programów telewizyjnych i na potrzeby występów estradowych.


Rozmowa dwóch wybitnych osobowości polskiej sceny kabaretowej – Artur Andrus wnikliwie przepytuje Marię Czubaszek z jej twórczości oraz burzliwego życia towarzyskiego i rodzinnego.

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Bloog pod patronatem Nieformalnego Stowarzyszenia Umiarkowanego Ograniczania Nadmiaru Wolności w Internecie (NSUONWwI)

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl