Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 272 200 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

O klimacie, o krawacie i o Sylwestrze

środa, 30 grudnia 2009 10:08

Mam zamiar namówić Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej do patronowania konkursowi literackiemu, który będzie miał na celu dopasowanie starych piosenek do zmieniających się warunków klimatycznych. Konkurs oczywiście organizuje powołane przeze mnie kilka lat temu „SPIPIDiDAT", czyli Studium Przeróbek Istniejących Piosenek i Dostosowywania Ich Do Aktualnych Trendów. Na ten pomysł wpadłem w czasie świąt, kiedy radio po raz setny nadawało „Czerwone Gitary" śpiewające o tym, że „Niebo Ziemi, Niebu Ziemia, wszyscy wszystkim ślą życzenia". Przypomnę, że ten przebój, napisany kilkadziesiąt lat temu, zaczynał się od słów: „Jest taki dzień, bardzo ciepły, choć grudniowy..." Moim zdaniem, w związku z zimami, jakie ostatnio miewamy, należałoby przesunąć ten utwór na inną część roku. Oczywiście z drobną przeróbką: „Jest taki dzień, bardzo ciepły choć lipcowy/ Dzień, zwykły dzień, w którym gasną wszystkie spory/ Jest taki dzień, w którym radość gra na skrzypcach/ Jest taki dzień - to dwudziesty drugi lipca". Oczywiście ktoś zarzuci mi zaraz chęć promowania dnia ogłoszenia „Manifestu PKWN". Ale ten ktoś się myli. To ma być piosenka na przypadające w tym dniu Święto Rewolucji Gambii i zarazem upamiętniająca nagranie przez Adama Michnika korupcyjnej propozycji złożonej mu przez Lwa Rywina w dniu 22 lipca 2002 roku.


Na kilka dni przed Bożym Narodzeniem w ekskluzywnych sklepach w Warszawie, Częstochowie i Szczecinie policja zarekwirowała 17 tysięcy rzekomo podrabianych hiszpańskich krawatów. Ciekawe, że ta akcja miała miejsce na chwilę przed Gwiazdką, ciekawe czy ktoś sprawdził jak w Sylwestra ubrane były załogi radiowozów w tych trzech miastach? I czy to przypadek, że ostatnio zauważono grupki policjantek kręcących się wokół sklepów z markową bielizną? Że też na takie akty agresji ze strony władz nie reagują organizacje patriotyczne. Przecież to nieważne, że krawat fałszywy. Ważne, żeby go sprzedawał i nosił Prawdziwy Polak. Zresztą można się było spodziewać natychmiastowej reakcji podziemia handlowego. Podobno na kilka dni przed Sylwestrem, na dworcach kolejowych zauważono obnośnych handlarzy, którzy zamiast słynnego „Piwo jasne", wykrzykiwali „Krawaty prawie hiszpańskie" i „Poproś mamę niech ci kupi krawacik hiszpański, takie same mają Putin i Roman Polański".


W radiu usłyszałem konkurs, w którym trzeba było odpowiedzieć na pytanie „Gdzie Polacy spędziliby Sylwestra, gdyby nie musieli się liczyć z kosztami?" Została przeprowadzona taka ankieta i słuchacze mieli za zadanie odgadnąć, który kraj jest na którym miejscu w rankingu sylwestrowych marzeń Polaków. Przywołuję z pamięci, więc mogę przekręcić wyniki, ale było to mniej więcej tak: pierwsze miejsce: Brazylia - 42%, drugie miejsce: Karaiby - 28%, trzecie - Egipt - 17%, czwarte: Tunezja - 13%. W każdym razie można było z tej zabawy wyciągnąć wniosek, że gdybyśmy mieli pieniądze, to nikt by w kraju nie spędzał Sylwestra. Niestety pan prezenter zadał panu prezentującemu wyniki ankiety nieostrożne pytanie, czy wielu obcokrajowców chciałoby przyjechać do Polski na uroczyste witanie Nowego Roku? Nie chciałoby. Trzeba natychmiast coś robić, bo jak nie daj Boże zaczniemy wreszcie dobrze zarabiać, to za kilka lat Sylwestra będą spędzać w Polsce tylko niektórzy policjanci, strażacy, wojsko, lekarze na pogotowiu i w szpitalach, palacze centralnego ogrzewania, bo muszą, oraz Edyta Górniak, Maryla Rodowicz, Doda, Budka Suflera, Piasek, Maleńczuk i Urszula, bo się przyzwyczaili. Trzeba zachęcać obcokrajowców do witania Nowego Roku właśnie u nas. Wykorzystywać każdą możliwość do promocji Polski. Na początek tej akcji wymyśliłem hasło: „Polska! Przyjedź i sprawdź na własnej skórze, jak pierwszego stycznia mógł się czuć Fryderyk Chopin!"


                No to jeszcze życzenia, które mogą być zarazem dyktandem:

Niech się złodziej nie odważy

Zbliżać do Waszych garaży,

Niech się Państwu przydarzy,

Co się Państwu zamarzy,

Uśmiechu na twarzy,

Intratnych angaży,

Wysokich gaży i apanaży,

I niech będzie pełno w dzieży

Proszę starszych i młodzieży,

Niechże Państwu dobrze idzie

Bez kłopotów i bez bied...

Życzą: Kościół, Rząd, Prezydent,

NATO, Rosja, ONZ

I Artur Andrus.   



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (32) | dodaj komentarz

Narada

poniedziałek, 21 grudnia 2009 12:20

Śledzia nie będzie, bo słowo „śledź" Jurkowi kojarzy się z pracą. A święta mają być chwilą wytchnienia i oderwania od codziennych obowiązków. Również dla funkcjonariusza.

- To może okoń? Albo karaś? - zaproponowałem nieśmiało.

Okonia oprotestowała Marta - żona lekarza, którego tak nazwali koledzy ze szpitala, kiedy zrezygnował z ginekologii i zrobił specjalizację z okulistyki. Karasia zablokował Edek:

- Przecież to się od razu samo nasuwa: karaś dwóch lat pozbawienia wolności - skrzywił się wymownie i otarł pot z czoła, zdejmując z głowy czapkę Służby Więziennej - Ale może być flądra - Edek czuł się w obowiązku zaproponowania czegoś w zamian.

- O, wypraszam sobie - ostro zareagowała ciocia Basia. Ostatnio jest przewrażliwiona na swoim punkcie. Wpływ na jej stan emocjonalny miały wydarzenia w hurtowni budowlanej i na wycieczce do ciepłego kraju. W Egipcie, ciocię Basię, która troszkę się zamyśliła, przewodnik zostawił na noc w grobowcu faraona, głupio tłumacząc na drugi dzień, że nie zauważył. A podczas wybierania płytek do łazienki, ze względu na obfitość makijażu i brak obfitości kształtów ciała, któryś z klientów wziął ciocię za ekstrawagancki model płyty kartonowo - gipsowej i bezczelnie szukał na niej kodu kreskowego.

- To może po prostu karp? - dorzuciłem szybko, licząc, że karp już nikomu z jego pracą kojarzył się nie będzie. I wtedy wszyscy spojrzeliśmy na Pawła. Paweł pracuje w sklepie rybnym. Gdybyśmy od niego zaczęli, nie tracilibyśmy czasu na bezsensowną dyskusję. Ryby w Wigilię nie będzie. Ciocia Basia wykluczyła jeszcze grzyby i piernik, Karol, który ostatnio zatrudnia się w sądach jako świadek koronny, poprosił, żeby nie było kapusty.


W pierwszy dzień świąt będzie jak zwykle kolejna odsłona gry towarzyskiej „Poznajemy dziadka Władka". Zasada jest prosta - z albumu rodzinnego wybiera się dwa zdjęcia z różnych lat, i ci, którzy po raz pierwszy spędzają z nami święta (nowe narzeczone, żony, nowi narzeczeni, mężowie) mają wskazać dziesięć szczegółów różniących te dwa obrazki. Na ten rok wybraliśmy z bratem fotografię sprzed lat kilkudziesięciu, na której dziadek trzyma w ręku transparent z napisem: „Socjalizm- tak, wypaczenia - nie!" oraz fragment reklamy prasowej, zamieszczonej w lokalnej gazecie w roku 1991. Na tym obrazku dziadek, już jako prezes spółki stolarskiej „WładDrew", stoi z transparentem: „Parkiet - tak, wypuczenia - nie!"

- Przy okazji chciałabym poruszyć sprawę prezentów - odezwała się mama. - Żeby były skromne, ale trwałe i niezłośliwe. Moje słowa kieruję szczególnie do Arka, który w ubiegłym roku dziadkowi Henrykowi podarował „pamięć USB". Po pierwsze - to nic nie pomoże, bo dziadek i tak notorycznie zapomina, gdzie ją ma, po drugie - po roku używania wytarła się część napisu, podczas zajęć Uniwersytetu Trzeciego Wieku ktoś zauważył, że dziadek nosi jakiś przedmiot z napisem „Pamięć SB" i doniósł do IPN-u. Pamięć zarekwirowano, po jakimś czasie wprawdzie oddano, ale o jej zawartości poinformowano władze uniwersytetu i dziadka wyrzucono z pracowni komputerowej z komentarzem „Wstydziłby się pan, panie Henryku, to to są te ćwiczenia rehabilitacyjne, których szukał pan w Internecie?"


Oprawą muzyczną, czyli kolędami, zajmuje się syn Marty i Janusza (to ten okulista „Okoń"). Mateusz (ksywa Mateo KP 14,1) jest didżejem w „Światowidzie" - klubie dla młodzieży oazowej, kleryków, sióstr w nowicjacie i ministrantów. W ubiegłym roku znalazł bardzo oryginalne wersje kolęd w wykonaniu „The Habiters" - zespołu założonego przez braci zakonu klauzurowego. Jako dodatek zamieszczono na tej płycie kilka przeróbek piosenek „The Beatles". Moją ulubioną jest „Silentium, yeah, yeah, yeah".



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (23) | dodaj komentarz

Piec klaczy, czyli pięć kłączy.

poniedziałek, 14 grudnia 2009 11:26

Informuję, że w grudniu 2009 roku powstał ROPIEL. Wiem, że co wrażliwsi mogli po pierwszym zdaniu zakończyć czytanie tego tekstu, ale mam nadzieję, że ci, którzy jeszcze czytają przekażą tamtym o co chodzi. Otóż to, co powstało nie ma żadnego związku z medycyną, nie jest następstwem jakiejś przykrej zdrowotnej przypadłości. Nie jest to też nazwa spółki, która handluje ropą naftową i elektrycznością. To jest skrót od: Ruch Obrony Polskich Intensywnie Eliminowanych Liter. Chcemy się przeciwstawić, powszechnej w Internecie i komunikacji SMSowej, manierze wycinania ogonków, kresek i kropek, charakterystycznych dla naszego języka. Może Koziolek - Matolek to dobre dwuczłonowe nazwisko dla niemieckiej eurodeputowanej, ale ten nasz to jest Koziołek Matołek! Tak jak Bołek i Łołek. W porządku, z tym przykładem może przesadziłem, ale ogólnie nie przesadzam - trzeba podjąć natychmiastowe działania.  Powinniśmy, umieszczając jakiś złośliwy komentarz, odesłać do nadawcy list mailowy, w którym jest napisane: „Wesolych Swiat zycza Los i Gaska ze Slaska. PS Maz Manki Maki wzial dla Baka paczki i drazek do kata" („Wesołych Świąt życzą Łoś i Gąska ze Śląska. PS Mąż Mańki Mąki wziął dla Bąka pączki i drążek do kąta). Powinniśmy tępić SMSy, których nadawca nie używa „ą", „ę" „ł", „ń", itd. Na przykład, kiedy ktoś wysyła nam wiadomość, w której treść wpisuje staropolskie powiedzenie: „Nadal kakol w roze blada, zona krazy z wezem w ciazy" („Nadął kąkol w różę bladą, żona krąży z wężem w ciąży") - reagujemy stanowczo, nawet wulgarnie, odpowiadając krótko, z wyraźnym „ę" na końcu wyrazu określającego to, w co nas może nadawca pocałować. Nie może być żadnym usprawiedliwieniem fakt, że ktoś ma komputer lub telefon, który nie ma polskich liter. To należy takiego żądać (nie: zadac) od operatorów sieci i producentów programów komputerowych.


Pierwsza akcja, którą ROPIEL będzie się starał spopularyzować nosi nazwę „Cała Polska czyta: Dzięcioł". Chodzi o powtarzanie nazwy polskiego ptaka przy każdej okazji i zwracanie uwagi na to, jak pięknie brzmią nasze „ę" i „ł". Można słowa „Dzięcioł" używać zamiast powitania czy pożegnania, wtrącać w każdym momencie rozmowy (przykład: „Poproszę dwie, Dzięcioł, kawy i sernik", „W pracach sejmowej komisji, Dzięcioł, hazardowej..."). Będziemy się starali o włączenie do akcji różnych organów państwa. Co niby stoi na przeszkodzie, żeby to słowo pojawiło się na którymś z powszechnie używanych dokumentów (PIT 8B Dzięcioł)? Dlaczego podczas oficjalnych uroczystości, zaraz po odegraniu hymnu państwowego, nie można zaintonować „Dzięcioł w drzewo stukał, dziewczę płakało"?


Spodziewamy się, że nazwa naszej akcji „Cała Polska czyta: Dzięcioł" może być przez niektórych kojarzona z  nazwą innego przedsięwzięcia, którego celem jest popularyzowanie czytelnictwa wśród najmłodszych Polaków. Podobieństwo jest zupełnie przypadkowe i niezamierzone, ale całym sercem włączymy się w każdą szlachetną inicjatywę, która może ratować język polski przed bestialskim niszczeniem. Zaraz po zakończeniu akcji „Cała Polska czyta: Dzięcioł" ruszamy z projektem: „Nie ma spania bez czytania". Mamy zamiar rozdać kilka milionów drewnianych drążków o długości od metra do trzech metrów, które będą służyły do trącania w dowolną część ciała osób, które układając się do snu nie przeczytają przynajmniej pięciu stron książki.


W imieniu Grupy Inicjatywnej ROPIEL

mgr Artur Andrus



Podziel się
oceń
2
0

komentarze (40) | dodaj komentarz

niedziela, 19 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  5 882 088  

Polecamy



Tym razem do prześmiesznych rozmów na pełnych prawach włącza się trzecia wybitna postać - Wojciech Karolak. Słynny jazzman, podpytywany przez dociekliwego Andrusa, barwnie opowiada o małżeństwie z Czubaszek, a jest to związek nie zawsze zgodnych indywidualistów!

"Nowy album „Piłem w Spale... I co dalej?" to zapis koncertu, który odbył się rok temu w Warszawie, w Teatrze Syrena. Był to nie tylko wieczór koncertowy, ale również wydarzenie towarzyskie - Andrus zaprosił na scenę przyjaciół: Marię Czubaszek, Hannę Śleszyńską, Andrzeja Poniedzielskiego, Grupę MoCarta, Chór Collegium Musicum Uniwersytetu Warszawskiego i muzyków, z którymi stale współpracuje - Łukasza Borowieckiego, Wojciecha Steca i Pawła Żejmę.


"Książka zawiera osiem zabawnie ilustrowanych bajek o charakterze satyrycznym, przeznaczonych zarówno dla dzieci (5-7-letnich), jak i dla dorosłych. Bajki w satyryczny sposób przedstawiają cechy i przypadłości ludzkie, ujawniające się w wieku dziecięcym, z którymi borykamy się do późnej starości, np. brak tolerancji, brak życzliwości, egocentryzm, chciwość itp. Bajki zawierają przesłanie czytelne dla obu grup odbiorców. Do książki dołączona płyta z bajkami nagranymi częściowo przez autora."


"Blog osławiony między niewiastami" to nie tylko papierowy wybór najlepszych i najśmieszniejszych tekstów z jego bardzo popularnego bloga internetowego, ale także swoiste „Dzieła wybrane”.


"Myśliwiecka" zawiera piosenki Artura Andrusa zaśpiewane przez samego Autora. Są to głównie utwory kabaretowe, pisane do programów telewizyjnych i na potrzeby występów estradowych.


Rozmowa dwóch wybitnych osobowości polskiej sceny kabaretowej – Artur Andrus wnikliwie przepytuje Marię Czubaszek z jej twórczości oraz burzliwego życia towarzyskiego i rodzinnego.

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Bloog pod patronatem Nieformalnego Stowarzyszenia Umiarkowanego Ograniczania Nadmiaru Wolności w Internecie (NSUONWwI)

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Pytamy.pl