Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 272 200 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Oby nam się!

piątek, 24 grudnia 2010 20:15

Z życzeniami kłopot. Jedne zbyt banalne, inne za bardzo nachalne. Dochodzi jeszcze problem szczerości. Bo jeśli ludzie, którzy za sobą przez cały rok nie przepadają, życzą sobie szczęścia, zdrowia, wszelkiej pomyślności, tylko dlatego, że znaleźli się nagle przy jednym wigilijnym stole, to ja za takie życzenia serdecznie dziękuję. W takiej sytuacji lepiej nie życzyć żadnego konkretu, pozostać przy starym, wypróbowanym „Oby nam się”. Po pierwsze - każdy może sobie sam „dożyczyć” co by mu się, po drugie, słowo „nam” sugeruje, że nie mamy na myśli niczego złego, bo życzymy temu komuś tego samego, czego życzymy sobie. Chociaż nie do końca. Bo jeśli po „Oby nam się” w  domyśle pozostaje „ciśnienie podniosło”, to dla nadciśnieniowca nienajlepsze życzenia.

            Z pytaniami nie łatwiej. O coś przy wigilijnej kolacji pytać trzeba, ale zestaw pytań najczęściej zadawanych, też nie należy do zbyt imponujących. Wszystkie typu: „Ależ ty wyrosłaś, no co tam?”, „Kiedy ty nam Haniu narzeczonego jakiegoś przedstawisz?”… Zresztą Kiedy Hania przedstawi jakiegoś narzeczonego, niczego to nie załatwia, bo wtedy zaczyna się „A ślub kiedy?”. A kiedy ten jakiś narzeczony zostanie już jakimś mężem: „A dzidziusia kiedy będziecie mieli?”.

 Jak reagować? Można agresywnie. Na przykład na denerwujące pytanie „Kiedy ślub?” odpowiedzieć pytaniem: „A kiedy nam ciocia narzeczonego przedstawi?”. Niektórzy potraktują to jako żart, ale wujek Marek zastanowi się, czy przypadkiem czegoś nie wiemy i czy aby jego żona przy okazji inauguracji szóstego krzyżyka, nie zaczyna przeżywać drugiej młodości. I święta z głowy.

Żeby nie zaogniać, ale urozmaicić, należałoby w takich sytuacjach posługiwać się pytaniami zaczerpniętymi. Z literatury, filmu. Uniwersalne i bezpieczne pytanie pojawia się w „Misiu” Stanisławów: Barei i Tyma. W scenie zebrania potępiającego kradzież parówek na planie filmowym, ona – Aleksandra Kozeł, dowiedziawszy się, że on – Stanisław Paluch, zajmuje się zawodowo rozwożeniem węgla, pyta:

- A nie boi się pan tak węgla wozić?

Przetestuję w czasie tegorocznych świąt. Ciekaw jestem reakcji cioci Maryni, kiedy podczas łamania się opłatkiem powiem:

- Ciociu, dużo zdrowia, szczęścia i pomyślności. A nie boi się pan tak węgla wozić?

            Na pulpicie komputera zostawiam sobie czasem zapis jakiejś znalezionej w internecie  wiadomości, której nie chce mi się czytać w danej chwili, ale być może będzie mi się chciało kiedy indziej. Dzisiaj zachciało mi się otworzyć jedną z nich. Wiadomość sprzed kilku miesięcy, opatrzona dramatycznym tytułem: „Książę Filip ma problem - nie rosną mu trufle”, brzmi tak: „Mąż królowej brytyjskiej, Elżbiety II, książę Filip, poprosił włoskich ekspertów, by pomogli mu uratować poletko w rezydencji Sandringham, na którym chciał uprawiać czarne trufle. Od trzech lat na działce księcia nie wyrosła żadna trufla. W 2007 roku książę Filip posadził w królewskiej posiadłości w hrabstwie Norfolk drzewa, a wokół ich korzeni - sadzonki trufli. Gdy jednak oczekiwane od dawna grzyby nie pojawiły się, zaprosił do Sandringham włoskich specjalistów na czele z burmistrzem miejscowości Acqualagna w regionie Marche, słynącym z trufli.
Eksperci zbadali teren i sprawdzili sadzonki, a teraz pracują nad raportem dla księcia Filipa. - Wyślemy raport za kilka tygodni. Książę poprosił nas, byśmy pomogli mu w tym przedsięwzięciu.

- Ufa nam i powierzył nam sukces swej uprawy - powiedział burmistrz z włoskiego "zagłębia" trufli, Andrea Pierotti”. 


            Życzenie komuś szczęścia, zdrowia, pomyślności, miłości, może być odebrane jako ingerencja w zbyt intymne sprawy. Tym najbliższym mogę, ale tym dalszym? Trochę się krępuję. Wiem! Wypróbuję w tym roku metodę życzenia nie wprost. Czyli tak „opłotkami z opłatkiem”. Cioci Irenie, żeby wujka Kazika biodro nie bolało, kuzynowi Grześkowi, żeby jego żona Marta szczęśliwie doktorat zrobiła, jego żonie Marcie, żeby Bartkowi, koledze jej męża Grześka, dzieci zdrowo rosły i pociechę przynosiły jemu i jego żonie Ewie, której rodzice niech w szczęściu doczekają prawnuków… A Państwu życzę, żeby księciu Filipowi trufle wyrosły. Albo lepiej, żeby Państwu wyrosły trufle księcia Filipa. I niech każdemu trufle wyrosną w jego ulubionym miejscu!


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (50) | dodaj komentarz

Od kręgosłupa

wtorek, 21 grudnia 2010 11:42

Człowiek chciałby po prostu pojeździć na nartach. Pozachwycać się widokami, powdychać świeże górskie powietrze. I nic więcej. Nie da się. Jestem pewien, że polski dentysta, zjeżdżając ze stoku we włoskich Dolomitach, przez chwilę zastanowi się, czy tutaj więcej roboty niż u nas w sezonie zimowym i jak tu jest z refundacją wyrywania górnych jedynek z NFZ-u. Może wyjaśnię poprzednie zdanie – nie chodzi o to, czy da się górne jedynki wyrwać z NFZ-u, tylko czy NFZ zapłaci, jak się je komuś wyrwie?


Polski piekarz przyjrzy się uważnie bułce podawanej w górskiej restauracji, policjant pomyśli, czy ta włoska policja narciarska wcześniej idzie na emeryturę, bo przecież po piętnastu latach ścigania przestępców na stoku na pewno wysiadają im kolana. Nauczycielka języka obcego, która miała nadzieję na chwilowe oderwanie od szarej codzienności, wróci do niej natychmiast za sprawą usłyszanego nagle:

- Sorry, this leżak is frei? Mogę?

Mam taką nadzieję, że ludzie nawet w czasie narciarskich urlopów nie mogą się tak całkiem oderwać od swoich codziennych zajęć. Mam nadzieję, bo nie wierzę, że tylko ze mną jest coś nie tak. Bo ze mną jest tak - ktoś mówi:

- Słuchajcie, może dzisiaj pojeździmy na Pradalago?

A ja już mam:

„A na Pradalago, a na Pradalago,

 Jakaś ładna panna

 Wyjechała nago.

 Ratownicy górscy

 Narobili wrzasku:

 - Żeby chociaż, żeby chociaż,

   Wyjechała w kasku!”

Albo ktoś mówi:

- Słuchajcie, którą trasą jedzie się do Folgaridy?

A ja:

„A pod Folgaridą,

 Na prośbę Knesetu,

 Zabroniono Żydom,

 Budowy meczetu.

 Najtrafniej to ujął

 Mario Franco Brodzo:

- Bo najpierw budują,

 A potem nie chodzą”.

Albo ktoś:

- Podobno świetnie są przygotowane stoki w Pinzolo. I mało ludzi.

A ja natychmiast:

„Fryzjerzy w Pinzolo

  Nienajlepiej golą,

- Ale – stwierdził Mario Brodzo,

- Są niepowtarzalni całkiem,

  Otóż dzieci im się rodzą

  Od razu z przedziałkiem”.

                Pomyślałem, że po powrocie do domu powinienem z tym pójść do jakiegoś lekarza. Ale już ja ich znam! Oni się nie znają. Jak nie wiedzą co to jest, to jak zwykle powiedzą, że to na tle nerwowym albo od kręgosłupa.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (33) | dodaj komentarz

I co, panie ministrze? Powietrze, kurna, czystsze?

poniedziałek, 13 grudnia 2010 8:51

Żeby władza miała świadomość, że lud patrzy jej na ręce, od kilku tygodni wysyłam najważniejszym osobom w państwie pocztówki z dwoma krótkimi pytaniami. Na przykład: „I co, panie premierze? Pada, kurna, śnieżek?”. Do prezesa największej partii opozycyjnej, w dniu kiedy nas zasypało, a teoretycznie była jeszcze jesień, napisałem: „I co, panie prezesie? Złota, kurna, ta jesień?”.

Z treści pierwszego pytania jasno wynika, że jest retoryczne, że nie oczekuję żadnej odpowiedzi, drugie ma sugerować, że my, społeczeństwo, winą za złą pogodę obarczamy adresata listu. Słowo „kurna” ma podnosić emocjonalną wartość przekazu, ma sugerować, że społeczeństwo jest zdenerwowane.

Taką sobie wymyśliłem akcję protestacyjną. Uważam, że każdy obywatel powinien swojej władzy prosto w oczy mówić, co mu się nie podoba. I ja odważnie mówię, wysyłając pocztówki. Nie ukrywam, że trochę się przy tym napracuję, bo strasznie niewygodnie w gumowych rękawicach nakleja się na taką małą kartkę literki wycięte z gazet, jest trochę zachodu z tym, żeby każdą taką kartkę wysłać z innego miasta w Polsce, ale niech wiedzą co ja o nich wszystkich myślę. Ja, Kazimiera Wypierz – Spódnicka, bo przecież każdą taką wyklejankę odważnie podpisuję.

                Kiedy oglądam relacje z uroczystości powitania jakiejś ważnej osoby przyjeżdżającej do nas, albo naszej witanej gdzieś, najbardziej intryguje mnie sam początek takiej wizyty. O czym te ważne osoby rozmawiają „w pierwszych słowach”? Bo zaraz później, już w oficjalnych wystąpieniach, to wiadomo – o „dobrych wzajemnych kontaktach i nadziejach na ich rozwój”, o „trudnej przeszłości, która powinna być punktem wyjścia do dobrej przyszłości” itp. Ale o czym w tym pierwszym momencie? Zaraz po wyjściu z samochodu i uściśnięciu sobie rąk? Bo chyba tylko tak:

- No co tam? Co tam? Jak się leciało?

- Najważniejsze, że szybko. Zresztą z lotniska tutaj, do pałacu, też jakoś śmignęliśmy. Ktoś mi kiedyś mówił, że Warszawa zakorkowana, a tu po drodze nigdzie nie staliśmy.

- Taaa… Jakoś tak chłodno… Coś tak zawieje czasem… Chociaż w sumie jeszcze ciepło jak na grudzień.

- No, no, no… A jak wy sobie z gołębiami radzicie? Bo tu u was, widzę, nie brudzą, a u mnie przed pałacem brudzą…

- To zapraszam do środka…

Chciałbym przeczytać kiedyś książkę, w której ktoś ze świadków spisałby te pierwsze zdania z powitań najważniejszych tego świata. Bo może się mylę? Może to wcale nie są takie rozmowy o niczym? Może prezydenci, odgrywając scenkę rytualnego powitania, od razu przystępują do załatwiania najistotniejszych spraw? I na przykład patrząc z uśmiechem na gołębie, mówią:

- No dzień dobry, to po ile gaz?

- Trzysta pięćdziesiąt dolarów za tysiąc metrów sześciennych.

- Trzysta dwadzieścia.

- Dobra.

- To zapraszam do środka…


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (47) | dodaj komentarz

niedziela, 19 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  5 882 046  

Polecamy



Tym razem do prześmiesznych rozmów na pełnych prawach włącza się trzecia wybitna postać - Wojciech Karolak. Słynny jazzman, podpytywany przez dociekliwego Andrusa, barwnie opowiada o małżeństwie z Czubaszek, a jest to związek nie zawsze zgodnych indywidualistów!

"Nowy album „Piłem w Spale... I co dalej?" to zapis koncertu, który odbył się rok temu w Warszawie, w Teatrze Syrena. Był to nie tylko wieczór koncertowy, ale również wydarzenie towarzyskie - Andrus zaprosił na scenę przyjaciół: Marię Czubaszek, Hannę Śleszyńską, Andrzeja Poniedzielskiego, Grupę MoCarta, Chór Collegium Musicum Uniwersytetu Warszawskiego i muzyków, z którymi stale współpracuje - Łukasza Borowieckiego, Wojciecha Steca i Pawła Żejmę.


"Książka zawiera osiem zabawnie ilustrowanych bajek o charakterze satyrycznym, przeznaczonych zarówno dla dzieci (5-7-letnich), jak i dla dorosłych. Bajki w satyryczny sposób przedstawiają cechy i przypadłości ludzkie, ujawniające się w wieku dziecięcym, z którymi borykamy się do późnej starości, np. brak tolerancji, brak życzliwości, egocentryzm, chciwość itp. Bajki zawierają przesłanie czytelne dla obu grup odbiorców. Do książki dołączona płyta z bajkami nagranymi częściowo przez autora."


"Blog osławiony między niewiastami" to nie tylko papierowy wybór najlepszych i najśmieszniejszych tekstów z jego bardzo popularnego bloga internetowego, ale także swoiste „Dzieła wybrane”.


"Myśliwiecka" zawiera piosenki Artura Andrusa zaśpiewane przez samego Autora. Są to głównie utwory kabaretowe, pisane do programów telewizyjnych i na potrzeby występów estradowych.


Rozmowa dwóch wybitnych osobowości polskiej sceny kabaretowej – Artur Andrus wnikliwie przepytuje Marię Czubaszek z jej twórczości oraz burzliwego życia towarzyskiego i rodzinnego.

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Bloog pod patronatem Nieformalnego Stowarzyszenia Umiarkowanego Ograniczania Nadmiaru Wolności w Internecie (NSUONWwI)

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Pytamy.pl