Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 243 445 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Pszenica w bajmie

sobota, 24 grudnia 2011 13:57

Jeden stwierdził, że „Wszystko jest poezją”, drugi dorzucił, że „Śpiewać każdy może” i teraz ponosimy tego konsekwencje. Jeśli jeszcze mogę się zgodzić, żeby w święta każdy mógł sobie do woli pośpiewać, o tyle twórczość poetycka pod hasłem „Wszystko jest kolędą” czy „Szansa na pastorałkę” budzi mój zdecydowany sprzeciw.

 

„Hej, hej, hej sokoły,

 Do stajenki, pod choinki, pod jemioły,

 Hej sokole! Opuść gniazdko!

 Prowadź betlejemska gwiazdko”

„Z młodej piersi się wyrwało,

 W wielkim bólu i rozterce,

 I kolędę zaśpiewało

 U wizytek na pasterce”


Tego typu repertuar to stały element spotkań świąteczno - imieninowych z wujkiem Adamem i ciocią Ewą.

 

W pewnym momencie zaczynają się ogólnorodzinne dyskusje. Dlaczego to niby Bajm śpiewa w telewizji „Gdy śliczna panna”? Co to, nie ma zespołów o bardziej kojarzących się ze świętami nazwach i podkreślających rodzinny charakter Bożego Narodzenia? A Bracia? A Sistars? A Brathanki? A Stare Dobre Małżeństwo?... Lekko przebudzony dziadek Michał dorzuca: A Andrzej i Eliza? A Romuald i Roman? W obronie Bajmu staje ciotka Marta, która przypomina, że na Lubelszczyźnie „bajm” to tradycyjne naczynie do przyrządzania kutii. Jest nawet taka ludowa piosenka:

 

„Idzie Jasiek od dzwonnicy,

 Ty Marysiu buzi daj mu,

 A potem pszenicy

 Dosypże do bajmu”.


Marek, który właśnie habilituje się na uniwersytecie i rehabilituje po powrocie z nart, stara się podnieść wartość intelektualną życzeń, katując babcię sformułowaniami typu: „Zdrowia, szczęścia, pomyślności i mniej synkretyzmu w przyszłym roku”. Marek walczy o wzrost czytelnictwa w rodzinie i dlatego od lat każdemu wręcza książkę. Każdego roku inną, ale wszystkim tę samą. W tym roku pod choinką położył czternaście egzemplarzy historii miłości pięknej aktorki filmowej i wybitnego reżysera, pod jakże wymownym tytułem „Połączył ich pierwszy klaps”.

 

No dobrze, to teraz życzenia. Do tych moich zainspirował mnie napis, który zobaczyłem w osiedlowej aptece: „Superokazja świąteczna: Plastry dla całej rodziny!”. Życzę Państwu, żeby się nie przydały. Ani w święta, ani w całym nowym roku.


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (27) | dodaj komentarz

Jarzębino czerwona

poniedziałek, 19 grudnia 2011 10:33

Dopadła mnie przykra myśl, że chyba na niczym się nie znam. Mimo, że należę do grupy słabych narciarzy, a słabi narciarze znają się na wszystkim. Wystarczy posłuchać - w kolejce do wyciągu, na krzesełku, w restauracji na stoku:

 

- Wcale nie ratrakowali.

- Ratrakowali, ale wieczorem, a w nocy jeszcze śnieg padał, to tak jakby nie ratrakowali.

- Ale już nie będzie padało, bo wiatr jest i przepędzi te chmury. Słońce będzie. Tylko jak będzie nad chmurą, to może go nie być widać, ale jak chmura będzie nad słońcem, to będzie słońce.

- A w Austrii to i wiatr był, i słońca nie było, i cztery dni taka chmura była, ale tam ratrakowali.

- Teraz tutaj sami Polacy, to dlatego nie ratrakują. Jak na święta przyjadą Włosi, to na pewno będą ratrakowali.


Dla mniej zorientowanych – „ratrakowanie” to przygotowanie stoku, wygładzenie, wyrównanie powierzchni, równomierne rozprowadzenie śniegu… To znaczy tak mi się wydaje, bo chyba się nie znam. Na pewno „ratrakuje się” używając ratraków. A co to są ratraki? Proszę sobie sprawdzić w  Internecie. Teraz pomyślałem, że mogłoby to być słowo przydatne w ćwiczeniach logopedycznych dla osób nie wymawiających „r”:

 

Po powrocie do rezerwy,

Po rozruchach w Iraku,

Sierżant Ryszard, brat Minerwy,

Robił na ratraku.

Ryszard ryczał: „Z  drogi durnie!

Zaraz porozrywam garba!”

Ruszał, rył tyrolskie turnie,

W przerwie gryzł rabarbar.

Raz rabarbar, a raz ser,

Ratrak tak mu zszargał nerwy,

Że już teraz głoskę „r”

Wymawia bez przerwy:

„Krór Karor kupił krórowej Karorinie korare kororu korarowego”


Ale wróćmy do słabych narciarzy. Uważam, że ich wszechstronną wiedzę powinno się wykorzystać. Na pewno podpowiedzieliby, jak sobie poradzić z kryzysem w Europie. Być może ta odpowiedź ograniczałaby się do krótkiego: „Ratrakować!”, ale to i tak konkretniejsze od wszystkiego, co dotychczas ustalili liderzy krajów Unii Europejskiej. Dlaczego nikt nie wpadł na pomysł zaproszenia grupy słabych narciarzy na szczyt Merkel – Sarkozy? O! Na szczytach znają się jak mało kto! Słyszałem w telewizji, że dla ratowania europejskiej gospodarki, wprowadzono „sześciopak”. Sądząc po oddechach wyczuwalnych w kabinie kolejki, słabi narciarze niejeden sześciopak mają już za sobą.

 

A jeśli chodzi o smutny wniosek, że chyba na niczym się nie znam – całe szczęście, że doszedłem do niego właśnie teraz. Jeszcze jest czas, żeby się na czymś poznać, żeby to nadrobić. Zaczynam od spraw najistotniejszych.

 

W biografii księdza Jana Twardowskiego - „Ksiądz Paradoks”, jest fragment, w którym autorka opisuje przyjaźnie poety.  Profesor Gustaw Wuttke, wybitny geograf i przyrodnik, chadzał z księdzem na spacery po lesie, uczył go nazw roślin i zwierząt… „Czasem profesor zadawał księdzu pytania. Na przykład o rolę jarzębiny w życiu ptaków. Jeśli nie było odpowiedzi, martwił się:

 

- Jak ty sobie dasz radę w życiu? Przecież nawet na jarzębinie się nie znasz”.

 

Wziąłem sobie do serca przestrogę profesora Wuttke i już trzeci dzień siedzę w bibliotece. No i na przykład informacja, że to, co wszyscy popularnie nazywamy „jarzębiną” to tylko „owoce pozorne” jarzębu pospolitego, pchnęła mnie do dopisania czwartej zwrotki popularnej piosenki o dziewczynie, która nie wie, czy ma wybrać dzielnego tokarza, czy kowala – zucha i o radę prosi jarzębinę czerwoną:

 

Jeden kusi władzą

Drugi ma grunty orne,

Cóż mi więc poradzą

Owoce twe pozorne?

Jarzębino czerwona, gałązki pochyl swe,

Jarzębino czerwona, niech tokarz ciebie zje.


Bo jarzębina zawiera dużo witaminy P, a ta ma działanie przeciwobrzękowe.

 


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (63) | dodaj komentarz

Dusza Kobusza

poniedziałek, 12 grudnia 2011 9:09

Największą zaletą mojego zawodu, jest możliwość poznania ludzi, których raczej krępowałbym się zaczepić na ulicy, mówiąc: „Bardzo panią/pana lubię, możemy godzinkę porozmawiać?”. Natomiast to, że przychodzę do nich z mikrofonem, w sprawach zawodowych, powoduje, że kontaktem z nimi mogę „się napawać” również prywatnie. Jedną z takich osób, których znajomością „napawam się” od lat, jest Jan Kobuszewski. Gdybym powiedział, że z panem Jankiem byliśmy kiedyś razem na dyskotece w namiocie na plaży w Kołobrzegu, nikt mi nie uwierzy, ale tak było naprawdę. Kiedyś to opiszę dokładniej, na razie widok Jana Kobuszewskiego w miejscu, w którym wszyscy pląsają w rytm „Angel In The Night”, niech rozpala wyobraźnię tych, którzy takich podniet potrzebują.

Kilka dni temu, w warszawskim teatrze Kwadrat, odbył się benefis „Dusza Kobusza”. Świętowaliśmy 55 lat zawodowej kariery pana Janka. Znalazłem się w gronie osób, które wychodząc na scenę w togach, stając przy mównicy, miały poważnie przeanalizować wybrany fragment życia zawodowego Szanownego Jubilata. Oto fragmenty mojego wykładu:

 

JAN KOBUSZEWSKI – „TEATR MÓJ WIDZĘ WYSOKI”

Kolorowych jarmarków,
Blaszanych zegarków,
Pierzastych kogucików,
Baloników na druciku.
Motyli drewnianych,
Koników bujanych…


Któż z nas, przynajmniej raz w życiu nie zanucił tej piosenki? A z drugiej strony któż zastanowił się nad jej sensem, i komu wpadło do głowy, że przynajmniej niektóre z tych pobudzających wyobraźnię zwrotów, to opowieść o talencie aktorskim Jana Kobuszewskiego? Bo ileż to razy był dla nas, swojej ukochanej publiczności, pierzastym kogucikiem, motylem drewnianym czy konikiem bujanym? Człowiek, którego za pierwszym razem nie przyjęto do szkoły teatralnej z powodu zbyt okazałego wzrostu, od pięćdziesięciu pięciu lat udowadnia, że teatr swój widzi wysoki.


A kogóż mógł mieć na myśli Jan Chęciński, pisząc libretto do opery komicznej Stanisława Moniuszki „Verbum Nobile”, w arii Marcina umieszczając takie oto słowa:


„Dam ci ptaszka, jakich mało, ziemski glob, ci panie, zna,

Ma on postać okazałą i wąsiki piękne ma”?


Potwierdzeń wielkości talentu szanownego jubilata, jest mnóstwo. Może być nim na przykład uwielbienie ludu, wyrażone w wierszu nieznanego autora, na który niedawno, zupełnie przypadkowo, trafiłem:


„Ballada o szewcu z ronda Waszyngtona”:

Jest szewc przy rondzie Waszyngtona,

Zabawny, panie, niech ja skonam!

Klienci, panie, powiadają,

Wesoły, że buty spadają!

Zaśpiewa coś z „Wesołej Wdówki”,

To odklejają się zelówki.

I mówią, że ten zakład szewski

Prowadzi drugi Kobuszewski…”


Puenta tego prostego wiersza podsunęła mi pewną myśl. Dlaczego tak duży, dumny europejski naród, ma mieć tylko jednego Jana Kobuszewskiego? Dlaczego nie wprowadzić funkcji Jana Kobuszewskiego w co poważniejszych instytucjach? Zacznijmy od Warszawy, ukochanego miasta Szanownego Jubilata: Jan Kobuszewski Uniwersytetu Warszawskiego, Jan Kobuszewski Centrum Nauki Kopernik, Jan Kobuszewski Stadionu Narodowego, Jan Kobuszewski Archidiecezji Warszawskiej…


A może tak na przykład… Za sto pięćdziesiąt lat…


„Oczy zwrócone na Warszawę,

Warszawa w świetle reflektorów,

W Teatrze Kwadrat trwa konklawe,

Konklawe warszawskich aktorów…

Warszawa dziś podszyta wiatrem,

Balkon teatru już otwarty,

I biały dym nad tym teatrem,

Wychodzi Jan XXIV…

I śpiewa:

Gdy kina „Przyszłość” neon z trudem się zapala

I na portierni spać się kładzie nocny stróż…



Podziel się
oceń
4
0

komentarze (47) | dodaj komentarz

sobota, 27 maja 2017

Licznik odwiedzin:  5 613 278  

Polecamy



Tym razem do prześmiesznych rozmów na pełnych prawach włącza się trzecia wybitna postać - Wojciech Karolak. Słynny jazzman, podpytywany przez dociekliwego Andrusa, barwnie opowiada o małżeństwie z Czubaszek, a jest to związek nie zawsze zgodnych indywidualistów!

"Nowy album „Piłem w Spale... I co dalej?" to zapis koncertu, który odbył się rok temu w Warszawie, w Teatrze Syrena. Był to nie tylko wieczór koncertowy, ale również wydarzenie towarzyskie - Andrus zaprosił na scenę przyjaciół: Marię Czubaszek, Hannę Śleszyńską, Andrzeja Poniedzielskiego, Grupę MoCarta, Chór Collegium Musicum Uniwersytetu Warszawskiego i muzyków, z którymi stale współpracuje - Łukasza Borowieckiego, Wojciecha Steca i Pawła Żejmę.


"Książka zawiera osiem zabawnie ilustrowanych bajek o charakterze satyrycznym, przeznaczonych zarówno dla dzieci (5-7-letnich), jak i dla dorosłych. Bajki w satyryczny sposób przedstawiają cechy i przypadłości ludzkie, ujawniające się w wieku dziecięcym, z którymi borykamy się do późnej starości, np. brak tolerancji, brak życzliwości, egocentryzm, chciwość itp. Bajki zawierają przesłanie czytelne dla obu grup odbiorców. Do książki dołączona płyta z bajkami nagranymi częściowo przez autora."


"Blog osławiony między niewiastami" to nie tylko papierowy wybór najlepszych i najśmieszniejszych tekstów z jego bardzo popularnego bloga internetowego, ale także swoiste „Dzieła wybrane”.


"Myśliwiecka" zawiera piosenki Artura Andrusa zaśpiewane przez samego Autora. Są to głównie utwory kabaretowe, pisane do programów telewizyjnych i na potrzeby występów estradowych.


Rozmowa dwóch wybitnych osobowości polskiej sceny kabaretowej – Artur Andrus wnikliwie przepytuje Marię Czubaszek z jej twórczości oraz burzliwego życia towarzyskiego i rodzinnego.

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Bloog pod patronatem Nieformalnego Stowarzyszenia Umiarkowanego Ograniczania Nadmiaru Wolności w Internecie (NSUONWwI)

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl