Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 235 666 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Manicure Skorpiona, balejaż Byka

wtorek, 28 lutego 2012 11:33

Czekam na poważne badania naukowe analizujące literackie sposoby określenia wieku człowieka. Wcześniej nie czekałem, ale w „Dziennikach kołymskich” Jacka Hugo – Badera, trafiłem na zwrot: „Dama w wieku solidnie pobalzakowskim”, i teraz już czekam. Żeby mi ktoś wyjaśnił, ile to jest „solidnie pobalzakowski”. Domyślam się, że „dobrze po trzydziestce”. Ale ile? Czterdzieści po trzydziestce? To „solidnie” wprowadza element dużej dowolności w interpretacji. I, czy skoro jest wiek „solidnie pobalzakowski”, może też być „nieźle przedbalzakowski”? Czyli na przykład szesnaście?


Spopularyzowany przez Wiecha „wiek trolejbusowy” też należałoby wyjaśnić. Źródła (jak dzisiaj ktoś pisze „źródła” to wiadomo, że wie z Internetu) twierdzą, że wzięło się to stąd, że w Warszawie trolejbusy miały numery od 50 – 99 i to proste skojarzenie z liczbą lat, zwłaszcza kobiety, stało się podstawą do użycia tego określenia. Wynika z tego, że kobieta w „wieku trolejbusowym” była zarazem w „solidnie pobalzakowskim”, a ta w „balzakowskim” mogła być w „silnie przedtrolejbusowym”. Oczywiście te zasady mają sens, jeśli posłużymy się tylko odniesieniem do sieci trolejbusowej powojennej Warszawy. Bo już w Gdyni trolejbusy mają numery od 20 – 31, czyli kobieta w „wieku trolejbusowym” jest jedną z największych atrakcji trójmiejskich dyskotek, a określenie w założeniu pejoratywne staje się komplementem.


           Upływ czasu, starzenie się, przemijanie, są zjawiskami inspirującymi. Wiersze, piosenki, powieści, rozważania filozoficzne… Wszyscy próbują to zjawisko rozłożyć na czynniki pierwsze i opisać. A tu nie ma co filozofować – tak jest i koniec! Każdego w końcu dopadnie taki moment, że przyjdzie do fryzjera, żeby uczesać włosy albo do dentysty, żeby naprawić zęby, a ten powie: „Proszę zostawić, będą gotowe na środę”.


          A propos fryzjera – kiedyś jego zakład był równocześnie: centrum informacji, świątynią zadumy i salą relaksu. Najpierw pięć minut opowieści o najnowszych sensacjach, potem cisza, w czasie której można sobie wszystko poukładać i przemyśleć, a nawet się zdrzemnąć. To znaczy zdarzały się wyjątki – raz trafiłem w Warszawie do fryzjera, który uświadomił mi, że chcę żyć. Strzygł mnie, w ustach trzymając zapalonego papierosa. Patrzyłem w lustro czekając na moment,  w którym, wtedy jeszcze czupryna, zacznie płonąć jak pochodnia.


Dzisiejsze zakłady fryzjerskie bardzo się skomercjalizowały. Na przykład w tym, do którego chodzę, koło lustra powieszono małe ekrany, a na nich wyświetla się reklamy produktów do pielęgnacji człowieka, pokazuje się, jak człowiek ma się ubrać i na co iść do kina. Jest jeszcze jedna ważna część tej prezentacji – horoskop. Siedząc na fotelu fryzjerskim, można się dowiedzieć, co człowieka czeka, kiedy z niego zejdzie (człowiek z fotela). Nie bez znaczenia jest też element dowartościowujący oglądającego, polegający na tym, że pokazuje się jakąś znaną osobę, która jest spod omawianego znaku zodiaku. Troszkę na zasadzie: „Ty, patrz! Taka ładna, a też Koziorożec!”.


Podczas kilku wizyt uważnie przyjrzałem się tym horoskopom i zauważyłem pewną prawidłowość. Otóż zawsze pojawiają się wróżby typu: „Nareszcie przed tobą szansa na sukcesy w pracy. Ale musisz się do nich przygotować. Zadbaj o siebie, żeby wchodząc w nowy etap, olśnić wszystkich wokół”, albo „Być może po świątecznych zakupach masz mniej pieniędzy w portfelu. Nadchodzą trudne dni, ale na sobie nie możesz oszczędzać! Twoja uroda pozwoli ci ponownie złapać szczęście za nogi”. Jakoś nigdy w tych fryzjerskich horoskopach nie przeczytałem rady: „Olej to wszystko, zapuść sobie kudły i pazury! Po co ci krem na noc, jak i tak w nocy nikt na ciebie nie patrzy? Strzelec i tak kocha cię za coś innego, a twój szef – Bliźnięta – niedługo wyleci razem z Baranem z księgowości, to zaczniesz dbać o siebie w przyszłym roku. Inne znane Panny – panna Włościach.[*]



[*] Mało znane, pierwsze panieńskie nazwisko Oleńki Billewiczówny. W XVII wieku znane było w Polsce pojęcie „panny wielokrotnej”. Naukowcy stwierdzili, że porwanie przez Kmicica było drugim w życiu Billewiczówny. Kilka lat wcześniej, jeszcze jako panna Włościach, została uprowadzona przez niezidentyfikowanego Litwina, ten jednak, w związku z barierą językową, po dwóch tygodniach oddał porwaną przedstawicielom szlachty laudańskiej, a ta z kolei postanowiła nadać jej nowe panieńskie nazwisko, żeby nie zniechęcać ewentualnego przyszłego małżonka plotkami, które w tamtym czasie były plagą Rzeczypospolitej.

 


Podziel się
oceń
4
0

komentarze (25) | dodaj komentarz

Dwa, zupełnie ze sobą niezwiązane tematy w jednym tekście, bo kto mi zabroni?

wtorek, 21 lutego 2012 12:47

Pan rzecznik policji, kiedy informuje społeczeństwo o schwytaniu sprawców jakiegoś przestępstwa, często używa określenia: „Były to osoby dobrze znane policji”. Czyli jak?

- Cześć Policja!

- O, cześć „Zakapior”, co tam u siostry?

- Jutro wpadnie do ciebie na komendę, przyniesie trochę grzybów, bo nazbierała.

Bo jeżeli „Zakapior” jest dobrze znany policji, to i jego siostra chyba też? No dobrze, wiem, że „dobrze znany” to nie to samo, co „ dobry znajomy”, jak zwykle czepiam się słów.

Ale ciekawi mnie na przykład, czy jeżeli osoba „jest dobrze znana policji”, to również „policja jest dobrze znana” tej osobie? Bo może dlatego bywa tak, że mimo tej znajomości, przepraszam – „znaności”, osoba znana jest dość długo poszukiwana. A powinno to być dużo prostsze. Na pewno policja ma numer tej osoby w swojej książce telefonicznej.

- Cześć „Zakapior”, to ciebie szukam?

- Nie, no co ty, Policja? Pewnie jakiejś innej dobrze ci znanej osoby, ja w czwartek spędzałem wieczór w towarzystwie osób niedobrze ci znanych, ale jak chcesz, to was ze sobą poznam.

- To może innym razem, bo teraz jestem w toku przeprowadzanych czynności śledczych. A swoją drogą, skąd wiesz, że chodzi mi o czwartek?

- Już ja cię dobrze znam, Policja.

- No to na razie, będę jeszcze dzwoniła.


             Zmiana tematu. Myślałem, że już wyrosłem z zainteresowania takimi wydawnictwami, ale okazuje się, że nie całkiem. Zobaczyłem na stacji benzynowej. Na zdjęciu atrakcyjne ciało w stroju kąpielowym i napis: „Jędrne pośladki o jakich marzysz”. Stojąc obok regału z czasopismami, przeglądając na zmianę miesięcznik „Perły Muzyki Klasycznej” i kwartalnik „Zwycięskie Batalie”, odczekałem, aż ze stacji wyjdzie wycieczka szkolna. Przecież nie narażę się na szczeniackie komentarze typu:

- Patrzcie! Facet z telewizji kupuje „Jędrne pośladki o jakich marzysz”!

Wyszli. Odłożyłem „Perły” i „Batalie”, chwyciłem „Pośladki”, zgarnąłem z półki sześć batonów, żeby przed sprzedawcą zakryć nimi tytuł, uchylając tylko kod kreskowy, zapłaciłem gotówką, żeby nie zostawiać żadnych śladów tej transakcji, rozpakowałem batona, żeby nikt z obsługi nie pomyślał, że bardziej interesuje mnie ta gazetka, spokojnie wsiadłem do samochodu i z piskiem opon odjechałem ze stacji. Właściwie nie całkiem odjechałem. Schowałem się za myjnią. Zerwałem folię i… Baton ugrzązł mi w przełyku. To jest zestaw ćwiczeń! „Jędrne pośladki o jakich marzysz”? Czyli komuś wpadło do głowy, że mogę marzyć o swoich jędrnych pośladkach? Dewianci! Z tych nerwów, na następnej stacji dokupiłem batonów! Przepraszam, ktoś może dojść do wniosku, że to jest tekst o d… Maryni. No właśnie nie! Nie Maryni. Ta Maryni być może byłaby jędrna.


Podziel się
oceń
4
0

komentarze (38) | dodaj komentarz

POP – Poezja Opadających Powiek

środa, 15 lutego 2012 8:40

Określenie „zmęczenie twórcze” można rozumieć na różne sposoby. Może dotyczyć artysty, który pracuje w pośpiechu, pod presją, bez chwili odpoczynku, w związku z czym produkuje dzieła wątpliwej jakości. Ma w ciągu dwóch dni napisać dwanaście piosenek o miłości na nową płytę zespołu „Dalej Nie Idę”. Wiadomo, że refren dziesiątej będzie wyglądał mniej więcej tak:

To już, popatrz kochanie,

Nasza miłość dziesiąta,

Żyliśmy w bałaganie…

Ona posprząta.

                Ale „zmęczenie twórcze” może też oznaczać taki rodzaj zmęczenia, które jest twórcze, czyli jest zaczynem czegoś, co w stanie wypoczęcia by nie powstało. I właśnie niedawno byłem świadkiem takiego. Kolega próbował nakłonić do snu swoją małą córeczkę. Zaśpiewał kołysankę – nic. Przeczytał wszystkie drukowane bajki – nic. Sam zasypiał – córeczka budziła go słodkim:

- Tatusiu, wymyśl bajkę!

Nasza kilkuosobowa grupka, z żoną tego nieszczęśnika na czele, zbliżyła się do uchylonych drzwi dziecięcego pokoju. Usłyszeliśmy słaby głos, krańcowo wycieńczonego kolegi. Opowiadał wymyśloną przez siebie bajkę:

- Dawno, dawno temu, tu gdzie teraz jest Chomiczówka, mieszkała rodzina Chomiczków. Mama Chomiczka, tatuś Chomiczek i córeczka Chomiczka. Któregoś dnia, córeczka Chomiczka zapytała tatusia: „A dlaczego to, gdzie my mieszkamy, nazywa się Chomiczówka?”. Tatuś odpowiedział, że dawno, dawno temu, mieszkał tutaj pewien sprytny kogucik, który zbierał ziarenka i zakopywał je w ziemi, czyli je chomikował. Na pamiątkę tego chomikowania, ziemię, w której zakopywał ziarenka nazwano Chomiczówką. Małej Chomiczce spodobała się ta historia, postanowiła też zostawić po sobie jakąś pamiątkę. Zbierała ziarenka, zakopywała je w ziemi. I tam teraz jest Okęcie…”.

Po tych słowach rozległ się głośny chrap tatusia. Dziecko już nie prosiło o kolejną bajkę, ale nie zasnęło do rana, leżąc z szeroko otwartymi ustami . Następnego dnia, w przedszkolu, było osowiałe i z nikim nie chciało rozmawiać. My, dorośli świadkowie tego zdarzenia, też długo nie mogliśmy się otrząsnąć po tym, co usłyszeliśmy. „Zmęczenie twórcze”. Wypoczęty by tego nie wymyślił.

                Do niedawna byłem z siebie dumny. Doszedłem do wniosku, że udało mi się wspiąć na wyżyny planowanego kiczu w kolejnych odcinkach „Żałuj Marleno” – historii życia bawarskiej baronowej. Spokorniałem, kiedy w książce Magdaleny Samozwaniec „Z pamiętnika niemłodej już mężatki”, trafiłem na fragment opisu pewnego filmu, który autorka zobaczyła w Paryżu: „…była to historia chłopca, który kocha młodziutką dziewczynę, a nie mając pieniędzy, by się z nią ożenić, wyjeżdża do Paryża i tam podrywa… bogate staruszki. Historia kończy się tragicznie, bo kiedy młodzieniec zebrał już odpowiednią sumę pieniędzy i wraca, by ożenić się z ukochaną, to ta oznajmia mu, że są bardzo bogaci. Jej babcia wygrała na loterii i ofiarowała jej duży posag. Nie zostają oni bogaci ani małżeństwem, gdyż w babci ukochanej chłopiec rozpoznaje swoją ostatnią staruszkę, której notabene ukradł złoty medalion, by dać go dziewczynie. Chłopiec popełnia samobójstwo, zażywając proszki nasenne, a babcia, idąc za trumną, szepce rozpaczliwie:

- Dlaczego to zrobiłeś, przecież mogliśmy być tacy szczęśliwi!!”

No przepraszam, ale coś takiego musiał wymyślić ktoś, kto po trzech nieprzespanych osobiście nocach i czterogodzinnym treningu wioślarskim, próbował ułożyć do snu sześcioro wychowywanych bezstresowo dzieci, będących akurat w trakcie kinderbalu.


Podziel się
oceń
5
0

komentarze (22) | dodaj komentarz

poniedziałek, 27 marca 2017

Licznik odwiedzin:  5 579 039  

Polecamy



Tym razem do prześmiesznych rozmów na pełnych prawach włącza się trzecia wybitna postać - Wojciech Karolak. Słynny jazzman, podpytywany przez dociekliwego Andrusa, barwnie opowiada o małżeństwie z Czubaszek, a jest to związek nie zawsze zgodnych indywidualistów!

"Nowy album „Piłem w Spale... I co dalej?" to zapis koncertu, który odbył się rok temu w Warszawie, w Teatrze Syrena. Był to nie tylko wieczór koncertowy, ale również wydarzenie towarzyskie - Andrus zaprosił na scenę przyjaciół: Marię Czubaszek, Hannę Śleszyńską, Andrzeja Poniedzielskiego, Grupę MoCarta, Chór Collegium Musicum Uniwersytetu Warszawskiego i muzyków, z którymi stale współpracuje - Łukasza Borowieckiego, Wojciecha Steca i Pawła Żejmę.


"Książka zawiera osiem zabawnie ilustrowanych bajek o charakterze satyrycznym, przeznaczonych zarówno dla dzieci (5-7-letnich), jak i dla dorosłych. Bajki w satyryczny sposób przedstawiają cechy i przypadłości ludzkie, ujawniające się w wieku dziecięcym, z którymi borykamy się do późnej starości, np. brak tolerancji, brak życzliwości, egocentryzm, chciwość itp. Bajki zawierają przesłanie czytelne dla obu grup odbiorców. Do książki dołączona płyta z bajkami nagranymi częściowo przez autora."


"Blog osławiony między niewiastami" to nie tylko papierowy wybór najlepszych i najśmieszniejszych tekstów z jego bardzo popularnego bloga internetowego, ale także swoiste „Dzieła wybrane”.


"Myśliwiecka" zawiera piosenki Artura Andrusa zaśpiewane przez samego Autora. Są to głównie utwory kabaretowe, pisane do programów telewizyjnych i na potrzeby występów estradowych.


Rozmowa dwóch wybitnych osobowości polskiej sceny kabaretowej – Artur Andrus wnikliwie przepytuje Marię Czubaszek z jej twórczości oraz burzliwego życia towarzyskiego i rodzinnego.

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
272829    

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Bloog pod patronatem Nieformalnego Stowarzyszenia Umiarkowanego Ograniczania Nadmiaru Wolności w Internecie (NSUONWwI)

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl