Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 243 445 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

NA CZAS. NA PEWNO. NA CHOLERĘ.

środa, 21 marca 2007 11:14

Pan kurier miał mi przywieźć przesyłkę. W firmie, z której ją wysyłano ktoś omyłkowo wpisał stary adres. Pan kurier zadzwonił:

- Dzień dobry, mam dla pana przesyłkę, ale tu nikogo nie ma.

- Przecież ja tu jestem – odpowiedziałem ostrożnie, na wszelki wypadek rozglądając się, czy aby na pewno jestem, a jeśli jestem, to czy na pewno tu.

- Mickiewicza 12 mieszkania 245, przecież dzwonię.

- A to możliwe, że mnie tam nie ma – na razie pozwalałem sobie na żarty - Od pół roku mieszkam na Słowackiego 14 mieszkania 9.

- To co teraz? – zatroskał się pan kurier.

- A nie może mi pan podrzucić na Słowackiego? – zatroskałem się ja.

- Nie, bo ja jeżdżę tylko do Reymonta, a dalej kolega. To ja może przekażę w biurze, żeby jutro panu przywieźli na Słowackiego. O której pan będzie w domu?

- Rano do dziewiątej i po osiemnastej.

- Zapisałem. Do widzenia.

- Do widzenia.

            Minęło jutro, minęło pojutrze. Trzy dni później. Godzina 9.30. Telefon.

- Halo. Ja mam dla pana przesyłkę. Kolega zaznaczył, żeby dowieźć na Słowackiego do dziewiątej.

- Tak, ale dwa dni temu. Teraz jestem we Wrocławiu.

- Aha. A jutro rano będzie pan w domu?

- Będę.

- Do której?

- Do dziewiątej.

- To nie zdążę. Tak do jedenastej to bym przywiózł – pan kurier świetnie zagrał zakłopotanie.

- Dobrze, poczekam do jedenastej. Tylko, żeby na pewno – nieźle zagrałem lekkie poirytowanie.

            Nazajutrz. Godzina 10.50. Telefon.

- Dzień dobry. Tu jest przesyłka dla pana – nie znałem wcześniej tego głosu. To musi być jakaś  potężna firma. Mają co najmniej trzech kurierów.

- Wiem, bo czekam na nią.

- Ale ja dzwonię i nikogo nie ma. Mickiewicza 12 mieszkania 245...

            I mógłbym Państwu dalej opowiadać, ale mnie to nie bawi. Zwłaszcza, że zdarzyło się naprawdę. Mógłbym pisać jak dzwoniłem do Działu Obsługi Klienta i nikt tam nie odbierał telefonu, ale po co? Skończyło się tak, że wsiadłem w samochód i ruszyłem w miasto w poszukiwaniu kuriera. Powiedział mi gdzie stoi, podszedłem do oznakowanego samochodu, pokwitowałem i odebrałem. Że też ja nie wpadłem na pomysł uruchomienia firmy kurierskiej, do której adresaci muszą sami zgłaszać się po przesyłki! Ktoś z moich znajomych, którym opowiedziałem tę historię wymyślił co innego – firma kurierska odbierająca przesyłki od firm kurierskich, które nie mają czasu ich doręczyć. Duże pieniądze do zarobienia. A może tak właśnie można usprawnić działanie wielu służb? Straż pożarna, która zamiast ruszać do akcji, prowadzi „Wypożyczalnie sprzętu gaśniczego”. Rozdawanie wiader, gaśnic, drabin odbywałoby się na podstawie aktualnego zaświadczenia z administracji, że się pali. Policja wyjeżdżająca do włamań tylko w poniedziałki i środy, a napadów  z bronią w ręku tylko wtedy jeśli między napadającym a napadanym jest co najmniej 10 cm różnicy (chodzi o wzrost). Karetki pogotowia dojeżdżające tylko w wyznaczone miejsca - tak zwane punkty reanimacyjne, do których potrzebujący pomocy musi sam dojść, albo muszą go dostarczyć bliscy. Albo lepiej. Niech Narodowy Fundusz Zdrowia podpisze umowę na dostarczanie pacjentów z tą opisaną firmą kurierską. Problem zbyt dużej liczby chorych sam się rozwiąże. Drastycznie, ale skutecznie.  
Podziel się
oceń
5
0

komentarze (197) | dodaj komentarz

„A W STRAŻNICY, DO SWEJ MIŁEJ ŻOŁNIERZ PISAŁ LIST...”

czwartek, 15 marca 2007 11:59

 

Przekraczałem granicę. Nawet kilka granic. Mój Boże... Jak w ciągu kilku lat posmutniały te, niegdyś tak radosne, miejsca. Wracało się z Czechosłowacji[1], przewoziło w ukryciu trzy woreczki orzeszków ziemnych i słynne lentilki, a emocje takie, jakby się wiozło w plecaku co najmniej mały reaktor jądrowy. Pamiętam taką rodzinną wycieczkę na Węgry, kiedy to zdemaskowani przez celnika, musieliśmy wrócić do strefy nadgranicznej, zjeść trzy kilo salami, popić pięcioma litrami soku ananasowego i pożuć kartonikiem gum balonowych z kaczorem Donaldem. Przecież nie wyrzucimy, a przewieźć nie pozwolili. Zabawy było co nie miara. To znaczy przynajmniej do pewnego momentu , bo tego, co się działo z nami później, zabawą nie nazywałbym.

Andrzej Waligórski pisał w „Krtkej opowesti o pripadkowe demokrace w Czechosłowace”, że „Kraj bił sympaticzen ako czeski celnik”. I rzeczywiście, usłyszeć taki komplement - że jest się sympatycznym jak czeski celnik, to prawie tak, jakby po wizycie w perfumerii dowiedzieć się, że się było w szambie (o. ks. dyr. T. Rydzyk „Myśli zebrane” tom XIV, rozdział „O kobietach” str.987, wiersz 12)[2]

            A teraz? Cisza, spokój. Nikt nikogo nie niepokoi (dygresja - jakie piękne zdanie! -cztery słowa i wszystkie zaczynają się na „ni”). Ale wróćmy do granicy. Podjeżdżam, siedzi pan żołnierz i coś pisze. Pewnie do swej miłej list. Pamiętam taką piosenkę sprzed lat:

„Tam za lasem jest granica,

Na granicy jest strażnica,

A w strażnicy, do swej miłej

Żołnierz pisze list”.

Tak brzmiała w oryginale, ale na imieninowych imprezach, po odpowiedniej dawce imieninowych napojów, wujek Władek, który sam kiedyś służył w takich wojskach, pięknie mieszał dwie piosenki:

„Tam za lasem jest granica,

Na granicy jest strażnica,

Na strażnicy siedział zając i nogami wywijając śpiewał tak:

Tam za lasem jest granica…” i tak dalej.

Pan żołnierz spojrzał w paszport… Zadrżałem – mam zdjęcie sprzed kilkunastu lat, bez okularów, bez zarostu. Kiedyś kazałby mi zdjąć okulary, ogolić się. A teraz - grzecznie powiedział „dziękuję” i życzył miłej podróży. Kiedyś te życzenia brzmiałyby jak dobry żart, bo znaczyłyby tyle, co: „Nie ciesz się, nas masz z głowy ale tam, za szlabanem czeka celnik enerdowski[3] i dopiero zobaczysz jak niebezpiecznym towarem mogą być „trampki męskie chińskie” numer 43”. Teraz nic, żadnych dreszczy. Podejrzewam, że nawet gdybym wyglądał na tym zdjęciu na dwudziestoletnią śliczną blondynkę, a w rubryce „Imię” miał wpisane Aldona zamiast Artur – pan żołnierz nie odezwałby się słowem – przecież nie będzie ingerował w moje intymne sprawy, nie będzie się mieszał do mojego prywatnego życia. Mógłbym ostentacyjnie paradować przed nim w „trampkach męskich chińskich” numer 43 z widoczną metką sklepu przy Pragauer Strasse w Dreźnie – najwyżej zapytałby ile kosztowały, bo też by sobie takie kupił.

No oczywiście można jeszcze zdecydować się na przekraczanie granicy na Wschodzie, ale o sportach ekstremalnych opowiem Państwu innym razem.

 

Mimo niewielkich wrażeń z przejść, z wyjazdu jestem zadowolony. Na granicy czesko – austriackiej kupiłem czekoladowego wielkanocnego zająca. Wygląda identycznie jak renifer, którego kupiłem na Boże Narodzenie, tylko na złotku ma rogi przemalowane na uszy.

 

 

[1] Jeden kraj złożony z Czech i Słowacji, który potem podzielił się na dwa, żeby później oddzielnie wstąpić do zjednoczonej Europy.

[2] Książka tak bardzo science fiction, że w ogóle jej nie ma.

[3] Niemiecka Republika Demokratyczna – państwo, w którego nazwie tylko „niemiecka” mniej więcej się zgadzało. Bo ani to republika nie była, a już na pewno nie demokratyczna. Więcej informacji w podręcznikach historii.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (125) | dodaj komentarz

CHROŃMY DZIECI

środa, 07 marca 2007 12:13

 

Są ludzie, którym w dowodzie osobistym, w rubryce „znaki szczególne”, powinno się wpisywać „przechlapane”. Może to objaw starzenia się albo genetycznych uszkodzeń w systemie mojej wrażliwości, ale ja im współczuję. Przytuliłbym, pogłaskał, ucałował czółko. Są całe grupy zawodowe takich, którzy mają przechlapane. I nie chodzi tu o ratowników na basenach, rybaków, marynarzy, nie mam na myśli wielkanocnego zwyczaju polewania się wodą.  Chodzi o to „przechlapanie”, które według „Słownika polszczyzny potocznej” oznacza: „narazić się komuś, mieć u kogoś złą opinię. Musiałaś mu tak naubliżać? Masz teraz u niego przechlapane”.

Będzie banalnie – politycy. Mam kilka dowodów. Pierwszy ktoś mi przysłał do radia pocztą mailową. Zdjęcie wykonane podczas zawodów w skokach narciarskich w Zakopanem. Pod skocznią tłumy kibiców. Trzymają transparenty. Większość z typowymi hasłami: „Leć Adam, leć!”, „Polska! Polska!”. Ale można też zauważyć dwóch z hasłem: „Andrzej Lepper na przedskoczka”. Na drugi sam trafiłem kilka dni temu. Jeden z portali internetowych informuje o konflikcie gazety „Fakt” z ministrem edukacji. Otóż napisano w tym dzienniku, że mama pana ministra Giertycha jest wożona do odległego o 200 metrów sklepu rządowym samochodem, że państwowy oficer BOR-u nosi prywatne siatki z zakupami. Do artykułu dołączono kilka zdjęć. Portal informuje, że pan minister zareagował natychmiast oświadczeniem, w którym czytamy, że to kłamstwa, bo: „...po pierwsze, kobieta przedstawiona na zdjęciu nie jest moja mamą. Po drugie, mężczyzna przedstawiony na zdjęciu nie jest moim tatą. Nie są to osoby ze mną spokrewnione ani spowinowacone.
Po trzecie, samochód przedstawiony na zdjęciu nie jest samochodem Biura Ochrony Rządu ani Ministerstwa Edukacji Narodowej”
. Na koniec ostrzega pan Giertych, że jeżeli „Fakt” nie przeprosi Jego i Jego rodziny za ten atak, pozwie redakcję do sądu. I co? Niby wszystko jasne, kolejna dziennikarska manipulacja. Ale mnie najbardziej zainteresowały komentarze internautów zamieszczone pod tym tekstem. Wystarczył mi jeden – ten, który pojawił się pierwszy: „Własnych rodziców się wyparł, byle tylko wyciągnąć kasę od Springera. Pawka Morozow nowej ery”. No jak nic, ma pan Giertych przechlapane.
Teraz już Państwo wiecie, że należy bezwzględnie reagować, kiedy na pytanie „kim chciałbyś zostać?” Wasza pociecha, zamiast: „stlażakiem” czy „kielowcą ciężalówki”, odpowie: „lidelem uglupowania koalicyjnego” albo ”szefem klubu pallamentalnego paltii opozycyjnej”. Nie wahajcie się przed użyciem przemocy (ale niewielkiej – jeżeli ściera, to delikatna, bawełniana, wyprana, pachnąca, wielokolorowa, żeby przy okazji lania rozwijać zmysł estetyczny i zdolności artystyczne; jeżeli pas, to ten, który pradziadek miał jeszcze w czasach służby pod Piłsudskim, żeby kształtować patriotyzm dziecka. Pasem tylko grozimy). To dla ich dobra. Inaczej będą miały przechlapane.

I jeszcze jedno. Biorąc pod uwagę bohaterów tego tekstu, muszę przyznać, że trochę przesadziłem z tą moją wrażliwością. Chwilowo wycofuję się z tulenia, głaskania i całowania. 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (113) | dodaj komentarz

sobota, 27 maja 2017

Licznik odwiedzin:  5 613 297  

Polecamy



Tym razem do prześmiesznych rozmów na pełnych prawach włącza się trzecia wybitna postać - Wojciech Karolak. Słynny jazzman, podpytywany przez dociekliwego Andrusa, barwnie opowiada o małżeństwie z Czubaszek, a jest to związek nie zawsze zgodnych indywidualistów!

"Nowy album „Piłem w Spale... I co dalej?" to zapis koncertu, który odbył się rok temu w Warszawie, w Teatrze Syrena. Był to nie tylko wieczór koncertowy, ale również wydarzenie towarzyskie - Andrus zaprosił na scenę przyjaciół: Marię Czubaszek, Hannę Śleszyńską, Andrzeja Poniedzielskiego, Grupę MoCarta, Chór Collegium Musicum Uniwersytetu Warszawskiego i muzyków, z którymi stale współpracuje - Łukasza Borowieckiego, Wojciecha Steca i Pawła Żejmę.


"Książka zawiera osiem zabawnie ilustrowanych bajek o charakterze satyrycznym, przeznaczonych zarówno dla dzieci (5-7-letnich), jak i dla dorosłych. Bajki w satyryczny sposób przedstawiają cechy i przypadłości ludzkie, ujawniające się w wieku dziecięcym, z którymi borykamy się do późnej starości, np. brak tolerancji, brak życzliwości, egocentryzm, chciwość itp. Bajki zawierają przesłanie czytelne dla obu grup odbiorców. Do książki dołączona płyta z bajkami nagranymi częściowo przez autora."


"Blog osławiony między niewiastami" to nie tylko papierowy wybór najlepszych i najśmieszniejszych tekstów z jego bardzo popularnego bloga internetowego, ale także swoiste „Dzieła wybrane”.


"Myśliwiecka" zawiera piosenki Artura Andrusa zaśpiewane przez samego Autora. Są to głównie utwory kabaretowe, pisane do programów telewizyjnych i na potrzeby występów estradowych.


Rozmowa dwóch wybitnych osobowości polskiej sceny kabaretowej – Artur Andrus wnikliwie przepytuje Marię Czubaszek z jej twórczości oraz burzliwego życia towarzyskiego i rodzinnego.

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Bloog pod patronatem Nieformalnego Stowarzyszenia Umiarkowanego Ograniczania Nadmiaru Wolności w Internecie (NSUONWwI)

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl