Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 536 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

"Podpieranie się"

piątek, 27 marca 2009 12:20

- Jesteś czerwony jak... Wokulski - usłyszałem na powitanie. Rzeczywiście, na zewnątrz było chłodno, więc wchodząc do kawiarni, mogłem być czerwony. Zdziwiło mnie to porównanie, a kiedy już skojarzyłem dlaczego coś takiego mogło wpaść do głowy mojemu rozmówcy (czerwone dłonie Wokulskiego), zdziwiło mnie rozszerzenie tego skojarzenia (mówiąc to rozmówca patrzył na moją twarz, nie na ręce).


Skoro mnie tak zaintrygowało „podparcie się" jakąś postacią w opisie mojego wyglądu, może też intrygować innych. Nie zależy mi specjalnie na intrygowaniu innych, ale postanowiłem sprawdzić czy to działa i metodę „podparcia się" zacząłem stosować bez opamiętania. „Jesteś blady jak Szwejk", „Marszczysz brwi jak Boryna", „Łysiejesz jak Achilles". I nieważne, że być może Szwejk był rumiany (na pewno miał jakiś blady fragment ciała, na przykład łokieć), Boryna nie marszczył publicznie i nikt go zmarszczonym nie pamięta, Achilles nie łysiał w miejscach widocznych. Ważne, że zaintryguje.


Na ulicy Nehru w Warszawie jest mały bazarek, który ktoś chciał zlikwidować. Zaczęła się akcja protestacyjna, która polegała między innymi na oflagowaniu i otransparentowaniu bazarowych budek. Na jednym z transparentów zobaczyłem napis: „W obronie Nehru polskiego bazarku". Zachowałem oryginalną pisownię. Nie było przecinka, myślnika, cudzysłowu, więc wychodzi na to, że ten transparent miał na celu zwrócenie uwagi na kogoś, kto został nazwany „Jawaharlalem Nehru polskiego bazarku". Ciekawe, co spowodowało skojarzenie tego kogoś z pierwszym premierem Indii, ojcem Indiry Gandhi? Może ten ktoś - przyjmijmy, że ma na imię Bronisław - też jest potomkiem kaszmirskich braminów? Tyle, że z tej linii, która osiedliła się w okolicach skrzyżowania Czerniakowskiej i Gagarina? Może pan Bronisław też jest przeciwnikiem stosowania przemocy w walce z niesprawiedliwością? A być może jedynym elementem łączącym pana Bronisława z Jawaharlalem Nehru jest fakt pobytu w Anglii? Co prawda pan Bronisław przybył tutaj sto lat później, nie do Cambridge i w zupełnie innym celu niż studiowanie nauk przyrodniczych, ale komuś się to skojarzyło. Tutaj też mamy do czynienia z „podparciem się" i to jakże skutecznym.  O obronie „Nehru polskiego bazarku" piszą w Internecie. Dokładniej - na blogach. Precyzyjnie - na jednym blogu. Dokładnie - niewielu pisze. Precyzyjniej - tylko ja. Ale zawsze to coś.


Mam nadzieję, że metoda niebanalnego „podpierania się" postacią, którą trudno skojarzyć z opisywanym zdarzeniem, miejscem, czy zjawiskiem, przyjmie się i będzie szeroko stosowana. Że już wkrótce usłyszymy o pani Joli - „Wandzie Wasilewskiej sklepu rybnego" (donośny głos i podobne uczesanie obu pań), panu Marku - „Margaret Thatcher Akademii Muzycznej" (bo czasem nosi taki okrągły kapelusz), czy panu Konradzie - „Konradzie Mazowieckim  hurtowni z narzędziami". Akurat ostatnie skojarzenie może jest zbyt banalne, bo pan Konrad ma na nazwisko Mazowiecki i sprowadza krzyżaki (takie wkrętaki) na ziemię chełmińską.


No dobrze, kończę, bo „ślęczę nad tym tekstem jak Winicjusz nad Ligią", a i tak nikomu nie wpadnie do głowy, żeby powiedzieć, że to napisał „Generał Andersen polskiego dziennikarstwa".




Podziel się
oceń
0
0

komentarze (30) | dodaj komentarz

Nieposłuszny lok ciemnych włosów

piątek, 20 marca 2009 17:35

         Właśnie opublikowano wyniki badań, z których wynika, że coraz mniej czytamy. Podobno tylko 38% Polaków zadeklarowało, że w 2008 roku „sięgnęło po choć jedną książkę". W dodatku nigdzie nie było napisane, że po to, żeby ją czytać. Może sięgnęło po to, żeby ją komuś podać, odkurzyć, przesunąć, bo leżała w przejściu. Zdaje mi się, że w ostatnich dniach spotkałem osobiście dużą część z tych 38% Polaków. I to tych, którzy poprawiają statystyki, bo sięgają po wiele książek. Stali w kolejce pod „Czytelnikiem" w Warszawie. To wydawnictwo otworzyło swoje archiwa i za drobne pieniądze wyprzedawało książki drukowane od lat czterdziestych do dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Kolejka do księgarni wiła się godzinami i setkami metrów. Podobne zjawisko (ogonek po książki) znam tylko z literatury. Jan Kaczmarek opisał kiedyś w piosence kolejkę po wiersze Czesława Miłosza:

„Stoję w kolejce panie Czesławie,

Bo pańskie wiersze dowieźli,

I się luźnymi bawię myślami,

By całkiem się nie rozeźlić!

Kolejka wije się i zakręca

I każdy na ladę zerka,

Bo każdy myśli o pana wierszach

Jak o świeżutkich żeberkach!...

Dali za mało, pewnie nie starczy,

Stąd nerwy i panika,

Ktoś proponuje, żeby sprzedawać

Na głowę po pół tomika!..."


       Ja do „Czytelnika" dotarłem dość późno. Miłosza już nie znalazłem, ale można było bez problemu brać po kilka kilogramów Putramenta i Przymanowskiego. Reglamentacji nie było i może dlatego wybór się kończył. Wziąłem na próbę „Bagnet z uralskiej stali" Przymanowskiego, bo może to tylko uprzedzenia i krzywdzące opinie. Pierwsza scena erotyczna tytułowego opowiadania, spotkanie traktorzysty Janka z kołchoźnicą Lubą, powala na kolana: „Witają się jak dwaj koledzy - szerokim, mocnym uściskiem dłoni. Dziewczyna unosi głowę, wsuwa pod chustkę nieposłuszny lok ciemnych włosów...


- Wiesz, Wania, u nas na fermie przyszły tej nocy na świat cztery jagniątka. A jedno calutkie czarne i kędzierzawe. Śmieszne takie, kochane... Lubisz jagnięta?

- Lubię - odpowiada Janek - bardzo lubię... - nie spuszcza oczu z jej twarzy. Jak bliskie i drogie są mu te małe rozchylone wargi, nosek, z którego skóra schodzi od słońca, i oczy jak złoty brąz sosnowej kory tknięty po krawędziach kroplami zielonkawego mchu. Nigdzie tu w stepie sosen nie ma, ale może właśnie dlatego oczy Luby przynoszą wspomnienie Mazowsza. Z samego dna duszy wydobyte wspomnienie". No i proszę, gdzie i kiedy narodziła się wenezuelska telenowela? W Warszawie w roku 1953! Ileż tu uczucia, ileż emocji, ile cierpienia (znajoma okulistka stwierdziła, że „...oczy jak złoty brąz sosnowej kory tknięty po krawędziach kroplami zielonkawego mchu..." to może być  zapalenie tęczówki i ciała rzęskowego). Miałem na potrzeby tego tekstu wymyśloną następującą sentencję: „Lepsza zła książka niż dobry granat". Ale coraz mniej jestem pewien słuszności tego twierdzenia.


       Trudno, sam sobie jestem winien. Ci, którzy przyszli wcześniej na pewno znaleźli tam wydawnicze perełki. W każdym razie powodzenie akcji „Czytelnika" przeczy zatrważającym danym statystycznym dotyczącym „sięgania po choć jedną książkę" w Polsce.  Może wcale nie jest tak tragicznie? Może statystyka trochę wypacza obraz rzeczywistości? A na pewno upraszcza.


        W przeddzień trzydziestej rocznicy ślubu, przy śniadaniu Ona i On czytają gazety:

Ona : „Wiesz, że w Estonii jest największy wskaźnik rozwodów? Rocznie 3,2 rozwodu na 1000         

         mieszkańców. Do większości z nich dochodzi po 3 latach związku.

On:  „A jak się w Polsce jest policjantem to można być na emeryturze mając 40 lat..."

Ona: „Czyli, gdybyśmy na przykład byli estońskim małżeństwem pracującym w polskiej policji, to    

            statystycznie rzecz biorąc..."

On: „Bylibyśmy od  18 lat na emeryturze i 27 lat po rozwodzie".



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (31) | dodaj komentarz

"Rola kina w intymnych kontaktach międzyludzkich - wstęp do badań"

niedziela, 15 marca 2009 14:07

Taki tytuł nadał Janusz swojemu najnowszemu artykułowi naukowemu. Doszedł do wniosku, że w jego życiu erotycznym kino odegrało ważną rolę, może więc mieć podobne znaczenie dla innych ludzi. Kino jako budynek, nie jako gatunek sztuki. Nigdy nie zwracał uwagi na repertuar. Spośród kilkuset filmów, które widział w życiu, jest w stanie wymienić tytuły tylko kilku. Są to głównie kreskówki i ekranizacje lektur, do „Krzyżaków" włącznie. Potem, mimo, że do kina chodził regularnie, zaczyna się luka w pamięci. Nie koncentrował się ani na tytule, ani na fabule. Były dwa wyjątki. Pierwszy to „Ojciec chrzestny" z 1972 roku. Przeziębiła się i nie przyszła, więc obejrzał sam. Dzięki temu wielokrotnie podczas spotkań towarzyskich zaskakiwał rozmówców twierdzeniem, że kino bardzo się rozwinęło i „...Coppola wyciągnął wnioski z wielu formalnych błędów, których nie udało się uniknąć Fordowi, co najlepiej widać na przykładzie prowadzenia postaci Vito Corleone i Zbyszka z Bogdańca". Drugi wyjątek zdarzył się w roku 1998. Nie przyszła, bo musiała zostać z wnukami.  

Zauważył, że jeśli chodzi o „te" sprawy, to w ciągu kilkudziesięciu lat, rola kina zmieniła się diametralnie. Kiedyś do kina szło się przed „tym". Później, w przypływie odwagi i w sprzyjających okolicznościach, zdarzało się iść do kina, żeby „to" zdarzyło się w trakcie. Przyszedł moment, że szło się do kina po „tym", a ostatnio coraz częściej chodzi się zamiast „tego".


W swoim artykule chciał się również zastanowić nad związkiem życia intymnego człowieka z nazwą kina, wokół którego to życie się rozwija. Akurat w jego przypadku okres największej aktywności wiązał się z „Pokojem" i „Moskwą", erotyczną część swojej młodości mógł teraz przedstawiać jako przykład zakłamania tamtego systemu. Bo przecież każdy wie, że prawdziwemu polskiemu patriocie „Moskwa" nigdy się z „Pokojem" nie kojarzyła. Nie miał wyboru, więc zaciskał zęby i z pełną świadomością uczestniczył w tej farsie, walcząc o zmianę. Kiedy tylko zdarzyło się wyjechać do innego miasta najchętniej umawiał się w kinach „Wolność" albo „Wyzwolenie", odważnie manifestując swoje poglądy.


Przygotowując materiały do artykułu, przestudiował Janusz nazwy współczesnych kin i próbował odpowiedzieć na pytanie, czy w opisywanym kontekście mogą one mieć jakieś znaczenie. Wyszło mu, że mogą. Da się z nich tworzyć różne układy skojarzeń. Na przykład: „Marzenie - Zacisze - Romantica - Jedność - Trans - Jutrzenka", albo: „Grażyna - Bajka - Ochota - Chemik - Iskra - Czyn - Amok - Lot - Relaks - Świt". Nie wiedzieć czemu, kiedy poprosił żonę o stworzenie jakiegoś układu z listy nazw kin polskich, ta zaproponowała od razu: „Metalowiec - Lalka - Rybak".


W podsumowaniu autor zwrócił uwagę na zauważalną przewagę kina nad teatrem.  Chociażby sprawa nazw. Wprawdzie jest „Teatr Ochoty", ale jak to pozytywnie skojarzyć z „Groteską", „Komedią" czy „Laboratorium Dramatu"?

 

Praca naukowa Janusza przynajmniej na razie nie odbije się żadnym echem w jakimkolwiek środowisku. Redakcja odmówiła druku, twierdząc, że treść artykułu nie pasuje do linii programowej „Roczników Gleboznawczych".



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (28) | dodaj komentarz

sobota, 19 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  5 721 765  

Polecamy



Tym razem do prześmiesznych rozmów na pełnych prawach włącza się trzecia wybitna postać - Wojciech Karolak. Słynny jazzman, podpytywany przez dociekliwego Andrusa, barwnie opowiada o małżeństwie z Czubaszek, a jest to związek nie zawsze zgodnych indywidualistów!

"Nowy album „Piłem w Spale... I co dalej?" to zapis koncertu, który odbył się rok temu w Warszawie, w Teatrze Syrena. Był to nie tylko wieczór koncertowy, ale również wydarzenie towarzyskie - Andrus zaprosił na scenę przyjaciół: Marię Czubaszek, Hannę Śleszyńską, Andrzeja Poniedzielskiego, Grupę MoCarta, Chór Collegium Musicum Uniwersytetu Warszawskiego i muzyków, z którymi stale współpracuje - Łukasza Borowieckiego, Wojciecha Steca i Pawła Żejmę.


"Książka zawiera osiem zabawnie ilustrowanych bajek o charakterze satyrycznym, przeznaczonych zarówno dla dzieci (5-7-letnich), jak i dla dorosłych. Bajki w satyryczny sposób przedstawiają cechy i przypadłości ludzkie, ujawniające się w wieku dziecięcym, z którymi borykamy się do późnej starości, np. brak tolerancji, brak życzliwości, egocentryzm, chciwość itp. Bajki zawierają przesłanie czytelne dla obu grup odbiorców. Do książki dołączona płyta z bajkami nagranymi częściowo przez autora."


"Blog osławiony między niewiastami" to nie tylko papierowy wybór najlepszych i najśmieszniejszych tekstów z jego bardzo popularnego bloga internetowego, ale także swoiste „Dzieła wybrane”.


"Myśliwiecka" zawiera piosenki Artura Andrusa zaśpiewane przez samego Autora. Są to głównie utwory kabaretowe, pisane do programów telewizyjnych i na potrzeby występów estradowych.


Rozmowa dwóch wybitnych osobowości polskiej sceny kabaretowej – Artur Andrus wnikliwie przepytuje Marię Czubaszek z jej twórczości oraz burzliwego życia towarzyskiego i rodzinnego.

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Bloog pod patronatem Nieformalnego Stowarzyszenia Umiarkowanego Ograniczania Nadmiaru Wolności w Internecie (NSUONWwI)

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl