Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 272 200 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Yeti, kot, moneta i kamizelka.

poniedziałek, 29 marca 2010 10:59

Sam tego nie słyszałem, ale ktoś mi doniósł, że kiedy Dalajlama odwiedzał Szczecin, jeden z dziennikarzy zadał mu pytanie: „Czy Yeti istnieje naprawdę?". Nie wiem jaka była reakcja pytanego, czy przypadkiem, ku zaskoczeniu dziennikarza nie okazało się, że Dalajlamowie nie bardzo znają się na Yetich, ale znam poprawną odpowiedź na to pytanie. Otóż Yeti istnieje. Widziałem go jakiś czas temu, jak wychodził ze sklepu nocnego na Czerniakowskiej w Warszawie i mówił do mnie „Kierowniku". Podejrzewam, że Dalajlama, chociaż pewnie nie dał tego po sobie poznać, mógł być pytaniem nieco zaskoczony. Mnie ostatnio próbowano zaskoczyć dwoma  pytaniami: „Dlaczego kot spada zawsze na cztery łapy?" i „Dlaczego monety zazwyczaj są okrągłe?". Jest taki cykl w radiu, w ramach którego słuchacze zadają pytania, na które sami nie mogą znaleźć odpowiedzi i oczekują, że radio poszuka kogoś, kto za nich znajdzie. Domyślam się, że po mnie poważnych odpowiedzi nikt się nie spodziewa, więc mącę ludziom w głowach jak się tylko da. Jeśli chodzi o tę krągłość monet, to na podstawie informacji, że monety „...zostały rozpowszechnione w Basenie Morza Śródziemnego przez Fenicjan i Greków..." stwierdziłem, że jak coś ma związek z basenem i morzem, to ma również związek z wodą, a woda potrafi zaokrąglić nawet kamień, więc co dopiero monetę. Krągłością monety wyjaśniłem również niepublikowany dotychczas, a odnaleziony niedawno w szufladzie mojego biurka, zapis rozmowy dwóch starożytnych Greków, w której pada sformułowanie „Pożycz mi cztery koła" (wtedy „koło" miało inną wartość niż dziś, dziś „koła" raczej odnoszą się do banknotów bądź przelewów bankowych).


Jeśli chodzi o kota - spada na cztery łapy ze względu na człowieka. Skoro człowiek wymyślił sobie takie powiedzenie i twierdzi, że jest słuszne, kot nie będzie mu robił przykrości. Innym wytłumaczeniem tego zjawiska może być anatomiczna budowa kota. Łapy są jedyną widoczną częścią kota, która występuje w liczbie czterech. Nie może spaść na cztery ogony, na cztery głowy, bo tylu nie ma. Chociaż... Zaraz... Może spaść na cztery litery... Nad tym zagadnieniem będę jeszcze musiał pomyśleć.


                Z krótkiego zagranicznego wyjazdu, z ziemi włoskiej do Polski, przywożę pewien pomysł na pobudzenie naszej gospodarki. Kamizelki odblaskowe! Można na  tym zarobić grube pieniądze! Wystarczy tylko wprowadzić odpowiedni przepis. Kilka lat temu, przekraczając granicę czesko - austriacką dowiedziałem się, że w Austrii muszę mieć w samochodzie kamizelkę odblaskową. Tym razem, na granicy austriacko - włoskiej poinformowano mnie, że we Włoszech muszę mieć tyle kamizelek, ile osób znajduje się w samochodzie. No i nie muszę chyba dodawać, że ta kupiona na granicy kosztuje 10 Euro i że jest identyczna (made in China) jak ta kupiona na Ursynowie za 3 złote. Wiem, że fachowcy od ruchu drogowego dokładnie zbadali tę kwestię (jeszcze lepiej zbadali ją na pewno producenci i importerzy kamizelek) i jest jakieś logiczne wytłumaczenie faktu, że każdy jadący w samochodzie, w przypadku wypadku powinien mieć swoją kamizelkę. Nie znając wyników tych badań od razu się z nimi zgadzam, ale też podpowiadam polskiemu prawodawcy, żeby nie przegapił okazji. Może na przykład w Polsce, zgodnie ze staropolskim obyczajem, powinno być w samochodzie tyle kamizelek, ile osób nim jedzie plus jedna dla zbłąkanego wędrowca? Jak jedno puste nakrycie przy wigilijnym stole? Proponowałbym, żeby to były kamizelki dwukolorowe, z przodu pomarańczowe, z tyłu żółte. Kierowcy nadjeżdżającemu w kierunku osoby w kamizelce będzie to od razu dawało wyraźny znak, czy ten ktoś stoi do niego przodem czy tyłem. Na pewno da się jakoś udowodnić, że to informacja ważna, i że ma ona wpływ na podniesienie bezpieczeństwa na drodze. Jeśli się dobrze wszystko wymyśli, policję zmobilizuje do kontrolowania kamizelek, wpływy do budżetu państwa z ich sprzedaży tylko w czasie trwania „Euro 2012" będą tak duże, że każdego obywatela Rzeczypospolitej będzie wreszcie na coś stać. Jeden sobie kupi zdjęcie  Rudej Mańki, drugi denaturat i postawi bańki.


Aha! Trzeba jeszcze przypilnować, żeby każdy Yeti miał specjalną kamizelkę odblaskową z dużymi kieszeniami  na zakupy w sklepie nocnym.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (81) | dodaj komentarz

"Król Karol kupił królowej Karolinie"

poniedziałek, 22 marca 2010 9:19

Ten językowy łamaniec, który zna każdy przedszkolak, przypomniałem sobie słuchając zmagań reporterów radiowych relacjonujących wizytę „księcia Karola i księżnej Kornwalii". Liczba językowych zasadzek czyhających na dziennikarzy była zatrważająca. „Książę Karol, pretendent do królewskiego tronu, reprezentant brytyjskiej korony, mąż księżnej Kornwalii, brnął przez przykryty szadzią i krą krajobraz krainy żubra w kierunku Kruszynian. Książę Karol kupił księżnej Kornwalii kryształową karafkę..." Jestem przekonany, że po tej wizycie paru dziennikarzy zrezygnowało z wykonywania zawodu „z powodów logopedycznych". To potworny stres dla kogoś, kto żyje z mówienia. Podobny przeżywała pewna pani zapowiadająca pociągi na Dworcu Centralnym w Warszawie. Stresowały ją żarty osób oczekujących na peronach. A ludzie sobie żartowali, bo z głośników wydobywał się następujący komunikat: „Pociąg Tanich Linii Kolejowych spółki Intersyty z Warszawy do Lublyna przez Dęblyn..."

„Katedra Wiersza Użytkowego" Zakładu Usług Satyrycznych (w skrócie ZUS) prowadzi aktualnie dwa projekty twórcze. Jeden polega na opisywaniu wierszem efektów różnych reform. Na przykład reformę służby zdrowia skomentowałem wierszem „Już niedługo":

Już niedługo mej niedoli,

Już niedługo ja pocierpię,

Marzec jest i ząb mnie boli,

A dentystę mam na sierpień.

Projekt drugi, to opis ciekawych zjawisk artystycznych. W przygotowaniu jest cykl wierszy o operze, o kabarecie, o filmie. A zacząłem od wierszy poświęconych pantomimie.

„Wiersz o tym, że są takie sytuacje, kiedy nie ma mima"

Wiosna, lato, jesień, zima,

Mima nie ma, nie ma mima,

Niedźwiedź w gawrze słodko kima,

Mima nie ma, nie ma mima,

W Tatrach, Alpach oraz Hima-

lajach również nie ma mima,

U Szekspira, u Tuwima,

Mima nie ma, nie ma mima,

A w Korei reżim Kima,

Mima nie ma, nie ma mima.

Pan Miedwiediew (dla przyjaciół Dima)

Wysłał list do ONZ,

Z pytaniem: „Dlaczego nie ma mima?"

Po rosyjsku: „Pacziemu mim niet?"

„Wiersz o tym, gdzie prawdziwi, albo nieprawdziwi sportowcy spotykają pantomimę"

Reprezentant Niemiec,

Panczenista Thuma Uwe,

Wracał na niemiecką ziemię

Z zawodów w Vancouver.

Wracał również Czech Hasiczka

(Srebrny medal w żarciu bobu),

Niemiecka celniczka

Zapytała obu:

- Panie Thuma, co pan tu ma?

Pan mi to pokaże lub...

Pan mitoman? Pana mina...

Pan mataczy! Pan żre bób!

Nagle zaszumiała klima,

Wyszedł zza niej Kamil Stoch

I powiedział :

- Pantomima!

Po niemiecku „Haende hoch!"

Oprócz niewątpliwej wartości artystycznej, te wiersze mogą być ćwiczeniem logopedycznym dla studentów dziennikarstwa, którzy kiedyś, relacjonując wizytę amerykańskiej aktorki Mimi Rogers, będą chcieli poinformować słuchaczy o elementach ubioru aktorki i o tym, że jej dzieci założyły szkolny teatr ruchu: „Mimi - mama milusińskich mimów, ma mimo omamów korale koloru koralowego".



Podziel się
oceń
2
0

komentarze (46) | dodaj komentarz

Hotel dla zakochanych

poniedziałek, 15 marca 2010 10:08

Zdaje się, że to Wojciech Młynarski powiedział kiedyś, że osoby publiczne, ludzie, którym inni ludzie biją brawo za to co robią, bardzo łatwo mogą „zakochać się w sobie z wzajemnością". Byłem pewien, że to tylko zgrabna figura stylistyczna, że takie zjawisko w przyrodzie nie występuje, a jeśli już, to może dotyczyć tylko (teraz posłużę się określeniami Jeremiego Przybory) pragnień „platonicznych", a nie „sypialnych". Czyli, że zakochanie się w sobie z wzajemnością realizuje się raczej w sferze emocjonalnej, a nie cielesnej. Tymczasem podobno (sam nie widziałem, ale osoba, która mi o tym mówiła, klęła się na wszystkie świętości świata, w tym zarząd i radę nadzorczą firmy, w której pracuje) na trasie z Warszawy do Białegostoku jest „Hotel dla zakochanych", który proponuje: „Pokoje jedno, dwu i trzyosobowe". Jeśli ktoś uważa, że ta trzyosobowa wersja to perwersja, to niech przez chwilę pomyśli o tej jednoosobowej. To jest dopiero ekstrawagancja! Przyjechać do hotelu, wynająć sobie pokój na kilka godzin i rzucić się w wir swojej własnej namiętności. Wyobrażam sobie, że cały proces poprzedzający te chwile miłosnych uniesień wygląda tak samo jak w przypadku klasycznych wersji dwuosobowych. Scenariusz sponiewierany we wszystkich możliwych serialach z wątkami romansowymi. Najpierw kodowane sms-y o treści:

„Tu szef. Nadzwyczajne posiedzenie grupy roboczej dziś o 17.00. Transport zamówiony na 16.30"

„Tu przewodnicząca sztabu antykryzysowego. Oczywiście będę. Jakie segregatory mam przygotować? Czarne koronkowe czy klasyczne białe?"


Tylko jedna drobna różnica - oba sms-y wysyła się do samego siebie. Potem w drodze do hotelu, szybki zakup szampana i jednej czerwonej róży, a kiedy wchodzi się samotnie do „jednoosobowego pokoju dla zakochanych", bezpośrednio przed rzuceniem się na łóżko (po co zaraz łóżko, tapczan wystarczy), mówi się szeptem do samego siebie:

- Niech piję, bo za chwilę ten szampan będzie gorący jak moje usta.

- A ta róża to ode mnie dla mnie?

- Tak, bo ona taka piękna jak ja.


Można też sobie wyobrazić, że ktoś osobiście w sobie zakochany wynajmuje na dwie, trzy godziny pokój dwuosobowy albo nawet trzyosobowy. Ale to  już nie jest perwersja. To po prostu smutek albo przejaw rozdwojenia, czy nawet roztrojenia jaźni.

A propos smutek. Trzeba zrewidować twierdzenie pewnej amerykańskiej aktorki, jakoby pieniądze szczęścia nie dawały, dopiero zakupy. Parę dni temu, w przypływie chandry, Małgosia postanowiła odnaleźć trochę radości w zakupach. Najpierw nie było „takich" butów, a potem, kiedy zdecydowała się na jeansy, okazało się, że wszystkie są za ciasne. Skończyło się kilkuminutowym głośnym szlochem w przymierzalni. Powiedziałbym, że po makijażu nie było śladu, gdyby nie fakt, że ślady po makijażu były wszędzie. To może poetycko ujmijmy to tak: „wszystek makijaż w niwecz się obrócił". W każdym razie należy stwierdzić, że pieniądze szczęścia nie dają, dopiero zakupy, ale pod warunkiem, że są „takie" buty i jeansy nie są za ciasne. A przynajmniej nie wszystkie.



Podziel się
oceń
1
0

komentarze (56) | dodaj komentarz

niedziela, 19 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  5 881 995  

Polecamy



Tym razem do prześmiesznych rozmów na pełnych prawach włącza się trzecia wybitna postać - Wojciech Karolak. Słynny jazzman, podpytywany przez dociekliwego Andrusa, barwnie opowiada o małżeństwie z Czubaszek, a jest to związek nie zawsze zgodnych indywidualistów!

"Nowy album „Piłem w Spale... I co dalej?" to zapis koncertu, który odbył się rok temu w Warszawie, w Teatrze Syrena. Był to nie tylko wieczór koncertowy, ale również wydarzenie towarzyskie - Andrus zaprosił na scenę przyjaciół: Marię Czubaszek, Hannę Śleszyńską, Andrzeja Poniedzielskiego, Grupę MoCarta, Chór Collegium Musicum Uniwersytetu Warszawskiego i muzyków, z którymi stale współpracuje - Łukasza Borowieckiego, Wojciecha Steca i Pawła Żejmę.


"Książka zawiera osiem zabawnie ilustrowanych bajek o charakterze satyrycznym, przeznaczonych zarówno dla dzieci (5-7-letnich), jak i dla dorosłych. Bajki w satyryczny sposób przedstawiają cechy i przypadłości ludzkie, ujawniające się w wieku dziecięcym, z którymi borykamy się do późnej starości, np. brak tolerancji, brak życzliwości, egocentryzm, chciwość itp. Bajki zawierają przesłanie czytelne dla obu grup odbiorców. Do książki dołączona płyta z bajkami nagranymi częściowo przez autora."


"Blog osławiony między niewiastami" to nie tylko papierowy wybór najlepszych i najśmieszniejszych tekstów z jego bardzo popularnego bloga internetowego, ale także swoiste „Dzieła wybrane”.


"Myśliwiecka" zawiera piosenki Artura Andrusa zaśpiewane przez samego Autora. Są to głównie utwory kabaretowe, pisane do programów telewizyjnych i na potrzeby występów estradowych.


Rozmowa dwóch wybitnych osobowości polskiej sceny kabaretowej – Artur Andrus wnikliwie przepytuje Marię Czubaszek z jej twórczości oraz burzliwego życia towarzyskiego i rodzinnego.

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Bloog pod patronatem Nieformalnego Stowarzyszenia Umiarkowanego Ograniczania Nadmiaru Wolności w Internecie (NSUONWwI)

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Pytamy.pl