Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 243 445 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Najstarsi górale i lot do bratanicy

wtorek, 29 marca 2011 8:35

Kiedy słyszę, że „najstarsi górale nie pamiętają takich tłumów w Zakopanem”, a w związku z zakończeniem sportowej kariery Adama Małysza słyszałem to kilka razy dziennie w każdym programie radiowym i telewizyjnym, scyzoryk by mi się w kieszeni otwierał, gdybym go tam nosił. Po pierwsze nikt nie powie, którzy to konkretnie najstarsi górale nie pamiętają, bo tak naprawdę nikt ich o to nie spytał. Gdyby któryś z dziennikarzy zadał sobie trud zdobycia listy najstarszych mieszkańców Podhala i porozmawiał z nimi, może by się okazało, że na przykład dziewięćdziesięciosześcioletni Jędrek Gąsienica i Józek Byrcyn rzeczywiście nie pamiętają, ale Jasiek Trebunia, który w tym roku kończy dziewięćdziesiąt osiem, pamięta. Takie uogólnianie powoduje, że najstarszych górali postrzega się w innych regionach kraju jako ludzi, którzy maja problemy z pamięcią. A tymczasem „takich tłumów w Zakopanem” nie pamiętają też najstarsi Kurpie, Kaszubi czy Ślązacy. Z pamięcią najstarszych górali natomiast wcale nie jest tak źle. Ja co prawda mogę uchodzić co najwyżej za górala niskopiennego, bo wychowałem się w Bieszczadach, ale przypominam sobie, że dziadek – bieszczadzki góral, leżąc na łożu śmierci pamiętał jeszcze i przekazał nam to jako swoją ostatnią wolę, żeby od sąsiadów odebrać kosę, którą pożyczył im zaraz po wojnie.


A jeżeli już ktoś chce trzymać się mieszkańców Podhala, pomijając zamieszkujących inne rejony kraju, to dlaczego odwoływać się tylko do pamięci najstarszych górali? Przecież można powiedzieć, że „takich tłumów w Zakopanem nie słyszeli pięćdziesięcioletni górale”. Czyli odwołać się do słuchu mężczyzn w średnim wieku. Albo: „takich tłumów w Zakopanem nie wyobrażały sobie najmłodsze góralki”. No to akurat jest niemożliwe, bo młode góralki mają nieograniczoną wyobraźnię, o czym opowiadał mi jeden z kolegów, który podróżuje po kraju w celach badawczych, teoretycznie jako przedstawiciel handlowy producenta napojów orzeźwiających.


                A propos podróży. W jednym z dzienników znalazłem relację z uruchomienia bezpośredniego połączenia lotniczego na trasie Kraków – Kijów. Z tekstu wynika, że będą z niego korzystali głównie podróżujący w celach biznesowych, ale (cytuję słowo w słowo): „…Wśród pasażerów pierwszego lotu był również pan Roman, który wcześniej do Kijowa podróżował droga lądową. – 800 kilometrów w autobusie sprawiało, że jak dojeżdżałem do miasta, to byłem wykończony. Teraz mam zamiar tryskać energią, bo w końcu lecę do mojej bratanicy – mówi…”. Uważam, że dział marketingu ukraińskiego przewoźnika powinien się porozumieć z panem Romanem i wykupić od niego prawa do tej wypowiedzi, wykorzystując ją jako hasło reklamowe: „AeroSvit – będziesz tryskał energią, bo w końcu lecisz do bratanicy”.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (37) | dodaj komentarz

Inteligenckie zabawy podróżnicze

środa, 23 marca 2011 8:36

To może być przełom. W antropologii kulturowej. A zwłaszcza w folklorystyce. Odkryłem mechanizm powstawania przyśpiewek ludowych. Otóż większość tych, niejednokrotnie nieprzyzwoitych, piosenek wzięło się z równocześnie występujących: niechęci do pracy i chęci utrzymania kontaktu ze światem. Skąd wiem? Bo mam to samo. Nazbierało mi się od groma zaległości. Postanowiłem więc, że w najbliższym czasie będę podróżował wyłącznie pociągami. Bo nie traci się czasu, bo można popracować. Rytuał wygląda zawsze tak samo: wchodzę do przedziału, uruchamiam komputer i… po robocie. Bo najpierw trzeba poczekać aż pani z kawą przyjdzie, potem wypić kawę, przeczytać gazetę…A po gazecie się zaczyna. Biorę telefon komórkowy i z tęsknoty za światem, zaczynam znajomym rozsyłać wierszyki:

 

W fabryce maszyn,

Późnym wieczorem,

Stara baba ludzi straszy

Karburatorem.

Karburator ma na drągu

I spojrzenie ma krowie,

Pozdrowienia z pociągu,

Jestem już w Tarnowie.

            To z ostatniej podróży. A w czasie poprzednich, w inne rejony kraju, powstały:

 

A w Jeleniej Górze

Tańczyła przy rurze

Piękna Manuela

Pseudonim „Gazela”.

Strasznie się męczyła

Nieboga dziewczyna,

Bo to był gazociąg

Z Cieplic do Berlina.

 

Mały kundelek z Wronek

Ma taki dziwny ogonek,

W miejscu, gdzie psy z kieleckiego,

Mają coś całkiem innego.

 

Jak się zwiedza miasto Krzyż,

Trzeba być ostrożnym, gdyż,

W maju było takie słońce,

Że poparzyło jednego obrońcę,

A w październiku

Dwóch przeciwników.

 

            Nie będę ukrywał, że publikuję tylko te przyzwoitsze przyśpiewki podróżnicze. Większość nadaje się do prezentacji wyłącznie w bardzo zaprzyjaźnionym i wyrozumiałym gronie.

Znajomi próbują się jakoś bronić. Wysyłają zamówienia na wiersze z użyciem słów, które teoretycznie mogą mnie na jakiś czas wykluczyć z tej zabawy. Dostałem na przykład wiadomość o treści: „Cwaniaczku, napisz coś z rymem do Zimbabwe!”. Moje tłumaczenia, że przecież do Rzeszowa nie jedzie się przez Zimbabwe (chociaż widoki na Podkarpaciu momentami podobne) kończyły się wyzwiskami typu: „Cienias!”. No to proszę:

 

Mężczyźni w Zimbabwe

Niedawno spostrzegli,

Że brakuje im bab we

Władzach różnych szczebli.

Parlament zatrzymał,

A prezydent schował,

Dosyć tych dyrdymał,

Wjeżdżam do Rzeszowa.

 

            I tak mija szósta godzina podróży. A robota czeka. Na szczęście w przyszłym tygodniu trochę nadrobię, bo czeka mnie długa jazda pociągiem do Gdańska…. Kapela cygańska jechała do Gdańska…Kurczę, tak się nie da żyć!


Podziel się
oceń
4
0

komentarze (52) | dodaj komentarz

Żałuj Marleno – odc.2

poniedziałek, 14 marca 2011 11:35

Zachęcony olbrzymim zainteresowaniem czytelników (pięć osób, w tym brat i matka), postanowiłem pisać dalszy ciąg powieści „Żałuj Marleno”.

Promienie wiosennego słońca, których tak tęsknie, zza doświadczonych powiek, wypatrywała baronowa Marlene von Kopf bis Fuss, nie docierały również do pokoju służby. Johann, stary kamerdyner, który gdyby urodził się dwieście lat później, na pewno byłby kimś wyjątkowo wrednym, bo i teraz był, oddawał się swojej ulubionej rozrywce. Lewą ręką rył nożem wyżłobienie w stole, prawą bazgrał coś w grubej książce.

- Johann! – coraz słabszy głos barona niósł się po pałacu od blisko czterdziestu minut.

- Goń się leszczu! – regularnie odpowiadał Johann, nie przerywając żłobienia i bazgrania. Nie okazywał takim zachowaniem szacunku należnego swojemu pracodawcy, co bolało tym bardziej, że istniało podejrzenie, iż baron może być ojcem Johanna. Podobnie zresztą, jak wszystkich innych kamerdynerów w promieniu trzydziestu mil pruskich od pałacu, w którym zamieszkiwał.

- Johann!

Baron von Kopf bis Fuss uważany był za biologicznego twórcę kadry pracującej współcześnie  w bawarskich dworach, dzięki czemu ta część Bawarii nigdy nie musiała się uciekać do kolonizowania dalekich krajów i wykorzystywania siły niewolniczej. Po prostu przyjeżdżało się do barona i informowało, że za piętnaście, szesnaście lat będzie się potrzebowało tylu to a tylu osób służby. Jedyne, czego baron nie mógł zaplanować, to płeć dziecka, dlatego też w bawarskich dworach tak dużo było kobiet kamerdynerek i koniuszek, czy mężczyzn  praczy.

- Johann!

- Goń się leszczu! – Johann po raz pierwszy zastanowił się nad tym, co przed chwilą powiedział i uśmiechnął się szeroko. Po pierwsze, nie miał pojęcia skąd zna takie określenia, po drugie, wyobraził sobie barona von Kopf bis Fuss biegającego po pałacu w przebraniu słodkowodnej ryby z rodziny karpiowatych, która dojrzewa płciowo w wieku od czterech do siedmiu lat i trze się na płyciznach w maju i czerwcu. Nie zaskoczyło go, że tyle wie o leszczu. Korzystając z postępującej bezradności dziwaczejącej na starość bawarskiej arystokracji, Johann wykradał z pałacowej biblioteki dziesiątki książek i wprost pochłaniał je, zdobywając coraz to nowe wiadomości o świecie. Musiał to robić w tajemnicy, gdyż baron dbał o jak najniższy poziom wykształcenia swojej służby, bojąc się wybuchu rewolucji. Kiedy Johann był jeszcze małym chłopcem, kiedy okazało się, że ma talent do muzyki, baron odebrał mu własnoręcznie wystrugane skrzypce i sam zaczął na nich grać ulubione bawarskie piosenki, na przykład: „Przy bawarskim winie troski nikną z głowy, niech nam się rozwinie przemysł motorowy”.

- Johann!

Talentu literackiego nie dało się Johanna pozbawić. Chłonie i oddaje. Czyta i pisze. Chce, żeby jego słowa dotarły do ludzi. Ale, że na razie nie może liczyć na życzliwość żadnego wydawcy (bo kto wydrukuje coś, co napisał kamerdyner?) wpadł na inny oryginalny pomysł. Otóż do książek z biblioteki barona dopisuje własne fragmenty. Teraz właśnie do „Kapitału” Marksa dodaje opisy przyrody:

„Skąd bowiem płyną złudzenia systemu monetarnego? Bo przecież nie z tych pszenicznych łanów kłaniających się nisko surowemu kamiennemu obliczu protestanckiej świątyni! Z tego, że nie dostrzegał on, że złoto i srebro wyobrażają, jako pieniądz, pewien społeczny stosunek produkcji, ale w formie rzeczy naturalnych, o osobliwych własnościach społecznych. Tak jak własnością wron jest brunatność zbliżającej się burzy przerywana jasnością gromu poszukującego dostępu do krystalicznej wody górskiego potoku, szemrzącego ledwo słyszalne…”

- Johann!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (38) | dodaj komentarz

sobota, 27 maja 2017

Licznik odwiedzin:  5 613 331  

Polecamy



Tym razem do prześmiesznych rozmów na pełnych prawach włącza się trzecia wybitna postać - Wojciech Karolak. Słynny jazzman, podpytywany przez dociekliwego Andrusa, barwnie opowiada o małżeństwie z Czubaszek, a jest to związek nie zawsze zgodnych indywidualistów!

"Nowy album „Piłem w Spale... I co dalej?" to zapis koncertu, który odbył się rok temu w Warszawie, w Teatrze Syrena. Był to nie tylko wieczór koncertowy, ale również wydarzenie towarzyskie - Andrus zaprosił na scenę przyjaciół: Marię Czubaszek, Hannę Śleszyńską, Andrzeja Poniedzielskiego, Grupę MoCarta, Chór Collegium Musicum Uniwersytetu Warszawskiego i muzyków, z którymi stale współpracuje - Łukasza Borowieckiego, Wojciecha Steca i Pawła Żejmę.


"Książka zawiera osiem zabawnie ilustrowanych bajek o charakterze satyrycznym, przeznaczonych zarówno dla dzieci (5-7-letnich), jak i dla dorosłych. Bajki w satyryczny sposób przedstawiają cechy i przypadłości ludzkie, ujawniające się w wieku dziecięcym, z którymi borykamy się do późnej starości, np. brak tolerancji, brak życzliwości, egocentryzm, chciwość itp. Bajki zawierają przesłanie czytelne dla obu grup odbiorców. Do książki dołączona płyta z bajkami nagranymi częściowo przez autora."


"Blog osławiony między niewiastami" to nie tylko papierowy wybór najlepszych i najśmieszniejszych tekstów z jego bardzo popularnego bloga internetowego, ale także swoiste „Dzieła wybrane”.


"Myśliwiecka" zawiera piosenki Artura Andrusa zaśpiewane przez samego Autora. Są to głównie utwory kabaretowe, pisane do programów telewizyjnych i na potrzeby występów estradowych.


Rozmowa dwóch wybitnych osobowości polskiej sceny kabaretowej – Artur Andrus wnikliwie przepytuje Marię Czubaszek z jej twórczości oraz burzliwego życia towarzyskiego i rodzinnego.

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Bloog pod patronatem Nieformalnego Stowarzyszenia Umiarkowanego Ograniczania Nadmiaru Wolności w Internecie (NSUONWwI)

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl