Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 272 200 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Matki inne niż lekkoatletka

wtorek, 20 marca 2012 8:48

Znowu mnie fotografowano. Grzecznie wykonywałem polecenia pań: stylistki i fotografki. Kazały się przebrać, to się przebierałem, kazały usiąść – siadałem, krzyczeć – milczałem, bo nie umiem krzyczeć na zawołanie. W przerwach pomiędzy poszczególnymi ujęciami konsultowały się ze sobą. Oto zapis jednej z takich konsultacji:

Pani stylistka: - Ta szara koszula i te ciemne spodnie będą dobre?

Pani fotografka: - Ale nie chciałabym, żeby to była taka szara masa.

Pani stylistka: - Ale ładna szara masa!

Mam! Kolejny komplement do zbioru tych niebanalnych! „Ale ładna szara masa”! Nie każdy może coś takiego usłyszeć. Po pierwsze trzeba mieć trochę tej masy, żeby nawet w szarości rzucała się w oczy, po drugie – nie każda „szara masa” musi być ładna. Może to nadinterpretacja, może na ulicy za taką „ale ładną szarą masą” nawet by się nie obejrzała, ale tym zdaniem poprawiła mi humor na kilka najbliższych dni.

                Gdybym traktował to instrumentalnie, chciał na tym zarobić, prowadziłbym tę akcję tylko w okolicy „Dnia Matki”. Sypałyby się zamówienia, mógłbym wprowadzić jakieś stawki i od razu zacząć je podnosić. A ja robię to za darmo i przez cały rok. Piszę wiersze o matkach wykonujących różne zawody. Pierwszy był ten o matce lekkoatletce:

Bije, bije dzwon na wieży,

W święto świętej Kunegundy,

Do chałupy matka bieży…

Dwie minuty, trzy sekundy.

I teraz przy okazji każdego spotkania z publicznością, przyjmuję zamówienia na kolejne utwory. Proszę o podanie jakichś zawodów, które mogłaby wykonywać matka, a byłyby warte uwiecznienia w wierszu. Zaczęło się łagodnie – publiczność zazwyczaj prosiła o wiersze wychwalające matkę nauczycielkę, matkę pielęgniarkę itp. Z czasem zaczęły się pojawiać coraz bardziej skomplikowane zamówienia, coraz trudniej też było sprostać ich liczbie. Okazuje się, że społeczeństwo odczuwa potrzebę literackiego uwiecznienia wielu matek różnych profesji. Musiałem przyjąć jakieś zasady. Po pierwsze skrótowość – takie wiersze nie mogą być zbyt rozwlekłe, bo to obniża ich poziom. Po drugie – szybkość. Jeśli wiersz nie napisze mi się w ciągu kilku minut, to znaczy, że w ogóle nie był wart pisania. Zauważyłem pewne zjawisko. Otóż na występy kabaretowe, zwłaszcza te moje, lub te, które ja prowadzę, przychodzi coraz więcej osób o skłonnościach sadystycznych. Wymyślają takie zawody dla matek, że od razu widać, że chodzi tylko o sprawienie jak największego kłopotu wykonującemu zamówienie. Oto przykłady sprzed kilku dni. We Wrocławiu zobowiązano mnie, żebym napisał o matkach: grabarzu, stolarzu i żigolaku, a w Poznaniu o:  księdzu, hyclu, nauczycielce i górniku (przepraszam, nie będę tworzył żeńskich odmian wszystkich nazw zawodów, bo się pogubimy). Łatwo nie było, ale dałem radę. Stosując zasadę skrótowości, każdy przybrał formę czterowiersza. Ten wrocławski wyszedł tak:

Matka ma zdolności takie:

Z drewna zrobi drzwi garażu,

Bywa także żigolakiem,

Zwłaszcza na cmentarzu.

 A ten poznański tak:

Wiatr po świecie goni matkę,

Matka biegnie i nie zwalnia,

Matka nosi koloratkę

I uczy łapać psy w kopalniach.

                Działanie z potrzeby serca nie musi wykluczać działania komercyjnego. Zbiorę wszystkie w jeden tomik i wydam na „Dzień Matki”. Dedykację dla mojej mamy podpisałbym słowami: „Twoja ale ładna szara masa”, tylko boję się, że mama mogłaby się obrazić. Bo jak jej, to wiadomo, że ładna. Po co to „ale”?



Podziel się
oceń
8
0

komentarze (54) | dodaj komentarz

Przychodzi Maria Skłodowska – Curie do lekarza,

czwartek, 15 marca 2012 8:57

               

                           a lekarz mówi: - Miło, że pani przyszła, jestem bardzo rad.

 

Teraz powinienem zrobić długą przerwę na reakcję. I raczej nie spodziewam się wybuchu śmiechu, tylko serii pytań, od krótkich: „Co?” po bardziej rozbudowane: „Czego on się najadł?”. Przyznaję, to ja wymyśliłem ten „żart”, chciałbym się z niego wyspowiadać i obiecać poprawę. Ale mam coś na swoje usprawiedliwienie. Otóż na chwilę przed wyjściem na scenę zorientowałem się, że to akademia ku czci, że wszyscy mówią wyłącznie o Marii Skłodowskiej – Curie. A ja co? Wyjdę i zaśpiewam „Piłem w Spale, spałem w Pile”? I wmówię ludziom, że bohaterem tej piosenki jest daleki krewny Piotra Curie?


Wymóg aktualności, bycia a’propos, „podwiązania się” pod jakiś temat prowadzi człowieka na manowce.  Że też spóźniłem się z tym żartem o Skłodowskiej u lekarza! Przecież gdybym wymyślił to rok wcześniej, objeździłbym wszystkie wsie i miasteczka z programem „Rad nierad, czyli wieczór żartów na rok Marii Skłodowskiej – Curie”. Zresztą ten jeden „a’propos” wystarczyłby na całość programu – reszta mogłaby dotyczyć dowolnych tematów. Wystarczyłoby powiedzieć, że „Wszyscy przecież wiemy, że nasza wielka noblistka była kobietą z dużym poczuciem humoru i na pewno rozbawiłby ją dowcip o tym, jak facet łowi ryby i nagle wychyla się żabka…”. Jeśli jeszcze na finał zaśpiewałoby się jakąś piosenkę, w której pojawia się imię Maria (choćby przedwojenny przebój: „Z tą Marysią to pociecha, zawsze do mnie się uśmiecha, zawsze mignie oczkiem, zawsze kręci boczkiem, że aż hej!”) to już można liczyć na międzynarodowe dotacje. Piosenka zresztą jest do wykorzystania jako finał w czasie programu na rok: Dąbrowskiej, Pawlikowskiej – Jasnorzewskiej, Konopnickiej. Na rok Szymborskiej wystarczy lekka przeróbka („Z tą Wisławką to pociecha…”) i też zadziała.


Że sobie zmyślam? Tylko trochę. Na przykład w roku Miłosza odbył się wieczór kabaretowy pod tytułem „Miłosz ci wszystko wybaczy”. To może jakieś pomysły na ten rok? Rok Kraszewskiego? Ot na przykład „I Ogólnopolski Festiwal Kra Szewski”, czyli zawody rzemieślników naprawiających obuwie w naśladowaniu dźwięków wydawanych przez ptaki. Albo wyścigi „Starych Baś”, czyli oswojonych wiewiórek w podeszłym wieku.


Jeszcze pomysł na scenografię: centralnie powinien wisieć portret patrona roku, jeśli to program rozrywkowy, to na portrecie musi się znajdować jakiś żartobliwy element. Na przykład Kraszewski ze starą wiewiórką, stylizowany na „Damę z łasiczką”, albo Miłosz grający na trąbce. Proszę nie pytać dlaczego. Bo tak samo nie potrafię odpowiedzieć na pytanie skąd mi się wziął pomysł na dowcip o Skłodowskiej u lekarza, który był bardzo rad.


Pod portretem motto. To może być cytat z bohatera widowiska. Ale najlepiej taki, którym można obskoczyć parę lat. Weźmy z Kraszewskiego: „Nie ma miłości, gdzie są tajemnice” – jak ulał pasuje do roku Miłosza, Konopnickiej i wielu innych. Gdyby ktoś chciał bardzo oryginalnie – proponuję swoje. Kiedyś, w jakimś wywiadzie, powiedziałem mniej więcej coś takiego: „Jak się człowiek za bardzo szczerzy do życia, to w końcu od tego życia może dostać w zęby”. Wiem, że zaczęło to funkcjonować w obiegu publicznym, a niedawno do mnie wróciło. Pan dziennikarz przeprowadzając ze mną wywiad do gazety, powiedział (naprawdę tego nie zmyśliłem):  „Czytałem kiedyś cytowane pańskie słowa, że: >Żyje się tak, jak się szczerzy do życia zęby<”. Uważam, że to bardziej intrygujące od mojego oryginału i idealnie pasuje jako motto roku Prusa, Żeromskiego, Sienkiewicza…



Podziel się
oceń
8
0

komentarze (46) | dodaj komentarz

Złota Blaga 2012

środa, 07 marca 2012 9:29

Wśród tysięcy rankingów ogłaszanych przez setki gazet, portali, stacji radiowych i telewizyjnych, brakuje mi jednego. Na najbardziej fałszywy zawód świata. Gala „Złota Blaga 2012”, wręczanie statuetek (złota laga w kształcie litery B), transmisja w telewizji, łzy wzruszenia laureata i podziękowania dla rodziny, która zawsze wspierała go i mobilizowała do rozwijania swojego talentu. W części artystycznej, piosenkarz, który otrzymał „Diamentową Blagę” za całokształt twórczości, a zwłaszcza za wmówienie swoim dotychczasowym pięciu żonom, że ślubuje im wierność, i że ich nie opuści aż do śmierci, odśpiewa „Czy te oczy mogą kłamać?”, szczególnie mocno akcentując wyraz „chyba” we fragmencie tekstu „chyba nie”.


Domyślam się, jakie mogłyby być nominacje. Na pewno wielu, za najbardziej fałszywy zawód świata uznałoby politykę. A ja mam inną propozycję. Poeta. Potrafi kłamać jak nikt.


W książce „Broniewski – miłość, wódka, polityka” często pojawiają się opisy sercowych zawirowań tego wybitnego poety. Jest na przykład opowieść o tym, jak odrzucony przez swoją kuzynkę Halszkę, zraniony nieodwzajemnieniem uczuć, ruszył odreagować „w miasto”:


„…poszedł na wódkę i dziwki. Kupił spotkanym na ulicy dziewczynom bukiet róż, potem pili wódkę w jakiejś dorożkarskiej knajpie i tańczyli na ulicy. „Wreszcie z jedną z nich popełniłem pospieszne cudzołóstwo na ławce w Alejach Ujazdowskich” – zanotował.


W liście wysłanym następnego dnia do Halszki przedstawił wszystko zdecydowanie bardziej romantycznie. Pisał o samotnej włóczędze bez świadomości, jękliwym dźwięku skrzypiec, który mu towarzyszył, morfinie, którą zażył, by zapomnieć… „Sekunda bezmiernego żalu i głupia, ciężka, męska, łza. Skrzypce załkały i zamilkły…” – pisał, dziękując za pocałunki („które mi się należały”) i dobroć („której nie jestem wart”)”.


No, to już ja sobie wyobrażam, co wcześniej robił taki Juliusz Słowacki, jeśli następnego dnia rano napisał:


Dzisiaj samotny - dzisiaj bez nadziei
Błądząc po skałach... wszystkie moje smutki
Zbiegły się razem do białej stokrotki,
Co była siostrą stokrotek w alei.
 Rwałem ją... listki leciały w błękicie
Aż na jezioro, ze skały, gdziem siedział,
I wiesz, co listek ostatni powiedział?
Luba, że jeszcze kochasz mnie nad życie.


Taaa… Rwał stokrotki… Listki leciały w błękicie… Zaraz!  A może to nie jest kwestia wykonywanego zawodu, tylko płci? Zajrzałem do tomiku Pawlikowskiej – Jasnorzewskiej:

Gąsienica
zwija się i klęczy
na dzikim winem obrosłej poręczy.
Przez twardym włosem zjeżone obręcze
własnego ciała
przepycha się, przemyca
z trudu zzieleniała...


 Że co? Że w chwili rozpaczy poszła oglądać gąsienice? Sprawdziłem u Konopnickiej. Jeszcze ostrzej:

Wyszedł żuczek na słoneczko
W zielonym płaszczyku.
— Nie bierzże mnie za skrzydełka,
Miły mój chłopczyku.


Jękliwe skrzypce, stokrotki, gąsienice, żuczki w zielonych płaszczykach. Fałsz! Obłuda! Blaga!
Z drugiej jednak strony, poeci powinni wygrywać w plebiscycie na najszczerszy zawód świata. Przecież Broniewski mógł nie notować tego, jak spędził noc po odrzuceniu przez Halszkę. Większość znanych mi lekarzy, nauczycieli, ślusarzy, deweloperów, nie zapisuje takich wyznań.  Nawet w telefonie komórkowym, imienia poznanej właśnie dziewczyny nie wpiszą wprost, tylko ukryją pod kryptonimem „Serwis pralek Magdalenka”. Broniewski, gdyby wtedy miał telefon komórkowy, na pewno pod numerem wpisałby coś w stylu: „Ziuta – wódka w knajpie dorożkarskiej i szybka ławka w Alejach”. Tylko poeci naprawdę szczerze potrafią napisać o sobie. Ot na przykład Gałczyński w „Śmierci poety”:

Po co dziewki uwodził,
nocą domy nachodził,
sen rwąc dzieciątek;
i po co “Pod Zegarem”
lał w brzucho wino stare
świątek i piątek?


Czyli, że jakie wnioski? Żadnych. Niech piszą jak chcą. Szczerze, nieszczerze ale jak najpiękniej. A odbiorca niech sobie interpretuje jak chce, ale niech nie przesadza z czytaniem między wierszami, bo w końcu każdy poemat będzie wyglądał mniej więcej tak:

Szloch mego smutku i żalu ułuda
(No to wiadomo, że po prostu wóda)
Ja tu nad Wisłą, ty gdzieś tam, nad Wołgą
(Czyli, że poszedł do salonu GoGo)
Koncert tęsknoty na skrzypce i fagot
(Czyli dwie rude tańczą przed nim nago)
Błękitu listek o mnie ci opowie
(Bił się z ochroniarzem, obudził się w rowie).


Podziel się
oceń
8
0

komentarze (54) | dodaj komentarz

niedziela, 19 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  5 882 065  

Polecamy



Tym razem do prześmiesznych rozmów na pełnych prawach włącza się trzecia wybitna postać - Wojciech Karolak. Słynny jazzman, podpytywany przez dociekliwego Andrusa, barwnie opowiada o małżeństwie z Czubaszek, a jest to związek nie zawsze zgodnych indywidualistów!

"Nowy album „Piłem w Spale... I co dalej?" to zapis koncertu, który odbył się rok temu w Warszawie, w Teatrze Syrena. Był to nie tylko wieczór koncertowy, ale również wydarzenie towarzyskie - Andrus zaprosił na scenę przyjaciół: Marię Czubaszek, Hannę Śleszyńską, Andrzeja Poniedzielskiego, Grupę MoCarta, Chór Collegium Musicum Uniwersytetu Warszawskiego i muzyków, z którymi stale współpracuje - Łukasza Borowieckiego, Wojciecha Steca i Pawła Żejmę.


"Książka zawiera osiem zabawnie ilustrowanych bajek o charakterze satyrycznym, przeznaczonych zarówno dla dzieci (5-7-letnich), jak i dla dorosłych. Bajki w satyryczny sposób przedstawiają cechy i przypadłości ludzkie, ujawniające się w wieku dziecięcym, z którymi borykamy się do późnej starości, np. brak tolerancji, brak życzliwości, egocentryzm, chciwość itp. Bajki zawierają przesłanie czytelne dla obu grup odbiorców. Do książki dołączona płyta z bajkami nagranymi częściowo przez autora."


"Blog osławiony między niewiastami" to nie tylko papierowy wybór najlepszych i najśmieszniejszych tekstów z jego bardzo popularnego bloga internetowego, ale także swoiste „Dzieła wybrane”.


"Myśliwiecka" zawiera piosenki Artura Andrusa zaśpiewane przez samego Autora. Są to głównie utwory kabaretowe, pisane do programów telewizyjnych i na potrzeby występów estradowych.


Rozmowa dwóch wybitnych osobowości polskiej sceny kabaretowej – Artur Andrus wnikliwie przepytuje Marię Czubaszek z jej twórczości oraz burzliwego życia towarzyskiego i rodzinnego.

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Bloog pod patronatem Nieformalnego Stowarzyszenia Umiarkowanego Ograniczania Nadmiaru Wolności w Internecie (NSUONWwI)

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Pytamy.pl