Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 235 669 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Gdzie ten orczyk, przy nim ten jacht?

piątek, 29 marca 2013 9:20

Zauważyłem pewną niesprawiedliwość. Żeglarze mają mnóstwo piosenek. Narciarze prawie w ogóle. Wiem, że łatwiej śpiewać siedząc z gitarą w ręku na kołyszącej się łajbie, kiedy wokół ciepło i miło. Trudniej chwytać struny zmarzniętymi palcami, kiedy do pudła sypie się śnieg. Rozumiem, że pieśni narciarskich nigdy nie powstanie aż tyle, ale może chociaż kilka? Albo może łączyć? Dlaczego nie mogą powstawać szanty narciarskie? Poziom emocji jest moim zdaniem podobny. Tyle, że oni tęsknią za keją, my za orczykiem. Kiedy nasze (narciarzy) szczęście zanika na kilka miesięcy, ich (żeglarzy) nagle się pojawia. Ale przecież jest wielu takich, którzy łączą te pasje. Jedną komorę serca wypełnia im szum mazurskich jezior, a drugą chrzęst karkonoskiego śniegu rozbijanego nartą wchodzącą w skręt. W jednej półkuli mózgowej mają miejsce na morskie opowieści, w drugiej… A właśnie! Narciarskich opowieści brakuje!

 

Niniejszym inauguruję działalność Zespołu Pieśni Żeglarsko – Narciarskich „Wrak Człowieka”. Razem z moimi kolegami muzykami będę promował ideę łączenia pasji i wzajemnej wymiany pozytywnych emocji. Zabrałem się za tworzenie repertuaru. Oto fragment pierwszej pieśni. Jest to zimowa odpowiedź na napisaną kiedyś przeze mnie piosenkę „Królowa nadbałtyckich raf”:

Nazywają go Marynarz,

Bo opaskę ma na oku,

Na każdym stoku dziewczyna,

Dziewczyna na każdym stoku.

Pochodzi spod Poznania,

Podobno umie wróżyć z kart,

Panny podrywa na wiązania,

Mężatki na długość nart.

Ref:

Caryco mokrego śniegu,

Ratrakiem płynę do ciebie pod prąd,

Dobrze, że stoisz na brzegu,

Bo ja właśnie schodzę na ląd…

 

Ma na szyi rany kłute,

Bo szaleje, jak wypije,

Narciarza uderzył butem,

Narciarz odwinął mu kijem.

Zaciąga każdą dziewczynę

Do knajpy, gdzie potworny tłum,

Szasta frytkami i winem,

Do wina dolewa rum…

Ref… Caryco mokrego śniegu…

Nigdy się nie lękał biedy

I się nie przejmował jutrem,

A jego ratrak był kiedyś

Zwyczajnym rybackim kutrem.

I woził dorsze, i śledzie,

Latem, i zimą, przez cały rok,

Teraz, jak nie raz przejedzie

Rybami czuć cały stok.

Ref… Caryco mokrego śniegu…

                Wiem, że to dopiero początek. Muszę się jeszcze osłuchać, poszukać inspiracji. Ale jak się rozwiniemy z „Wrakiem Człowieka”, to już niedługo, tak jak kiedyś Liverpool, będzie się pieśniami żegnało Białkę Tatrzańską.

 


Podziel się
oceń
165
10

komentarze (157) | dodaj komentarz

Przy okazji o „Cacku”

wtorek, 19 marca 2013 9:10

Każdy publicysta, poeta, pisarz, polityk… Ciekawe, że wszyscy zaczynają się na „p”… Chociaż - co w tym ciekawego? Zniweczę tę ciekawostkę. Każdy publicysta, poeta, pisarz, polityk, kabareciarz, kaznodzieja, dziennikarz, filozof, socjolog… O, teraz ciekawiej, bo można powiedzieć: każdy zaczynający się na „p”, „k”, „d”, „f”, „s”, stara się znaleźć możliwie celne i krótkie określenia czasów, w których żyje. Komuś zaczynającemu się na „j”, czyli mnie… Wiem, że to skomplikowane – zaczynam się na „j”, bo „ja”. Komuś zaczynającemu się na „j”, czyli mnie, wpadły ostatnio do głowy następujące określenia:

 

„Przy okazji”. Niewiele zostało już takich zajęć, które są głównymi i wykonuje się je „przede wszystkim”. Większość robimy „przy okazji” innego działania. Widziałem w telewizji piosenkarkę, która przyprowadziła do studia kilka psów ze schroniska, a „przy okazji” mówiła o swojej nowej płycie. Pewnie to nie był jej pomysł, ale pokazuje pewien mechanizm. Słuchałem uważnie – jedno z drugim nie miało żadnego związku, to nie była płyta o psim życiu, piosenkarka nie prowadzi schroniska, z rozmowy nie wynikało, żeby zbyt często w tym schronisku bywała. Ot, konwencja programu telewizyjnego. Właściwie nie ma już takiej prostej możliwości, żeby zaprosić piosenkarkę na rozmowę o jej płycie, a oddzielnie zrobić materiał zachęcający do adopcji psów ze schronisk. Trzeba „przy okazji”. Jeśli ktoś odniósł wrażenie, że piszę to tonem pretensji, to się myli. Sam tak żyję. „Przy okazji” coś napiszę, zaśpiewam, powiem.

 

„Efekt naturalnego podtrzymywania biustu”. Podobno taki zapewnia reklamowany w telewizji stanik. Wydawało mi się, że „naturalnie” biust podtrzymuje się sam. I każdy inaczej. I to jest naturalne. Ze sformułowania użytego w reklamie wynika, że może istnieć również „Efekt nienaturalnego podtrzymywania biustu”. Trzeba będzie to sprawdzić przy okazji.

 

„Działa nawet wtedy, kiedy oglądasz telewizję”. To też z reklamy. Jakiegoś przyrządu do odchudzania. W domyśle – „Ty sobie oglądasz telewizję, a to sobie działa”. Czyli nie przeszkadza w oglądaniu. Ale można to również rozumieć inaczej: „Nawet telewizja nie jest ci w stanie zaszkodzić, bo to i tak działa”. W ten sposób powinny się reklamować niektóre kierunki na wyższych uczelniach: „Filologia klasyczna – działa nawet wtedy, kiedy oglądasz telewizję”.

 

A teraz chwila na reklamę. Ukazała się książka jednej z najbarwniejszych postaci naszego życia artystycznego, Krystyny Sienkiewicz. Nosi tytuł „Cacko” i, jak mówi sama autorka, nie jest biografią, jest sztambuchem. Ale pełnym różnych „cacek”. Fotograficznych, rysowanych, słownych. Na przykład opowieść o babci Kwiatkowskiej, gospodyni domu na Mazurach, w którym artyści spędzali wakacje: „Babcia Kwiatkowska była mniejsza ode mnie, ale miała wielką stopę. Kiedyś zapytałam jej córkę: jak to możliwe, że babcia jest taka mała, a ma taką wielką stopę? Nie zastanawiając się, odparła: kiedyś była duża, ale się zdeptała”.

 

Ktoś na „p”, „k”, „d”, „f”, „s” wykorzystałby okazję i stwierdził, że współczesne czasy też są jakieś takie „zdeptane”. Otóż nie. Właśnie dzięki takim osobom, jak Krystyna Sienkiewicz jeszcze nie są. Mam wrażenie, że ona niczego nie robi „przy okazji”. Wszystkie z jej wielu zajęć są głównymi: teatr, estrada, malowanie, dom… Nie zdziwiłoby mnie, gdyby pojawiła się w studiu z psami ze schroniska, bo zwierzęta u niej też są przede wszystkim. Jak się na nią patrzy, jak się jej słucha, to się od razu rzuca w oczy i uszy, że nie ma w niej żadnego „efektu” - wszystko jest naturalne. Naszym czasom przydałoby się jak najwięcej Krystyn Sienkiewicz. Każda polska matka powinna urodzić przynajmniej jedną. Może to być dziewczynka Krystyna Sienkiewicz, albo chłopczyk Krystyna Sienkiewicz. Nie chodzi o płeć, chodzi o to, żeby było bardziej kolorowo. A książkę polecam, bo działa nawet wtedy, kiedy oglądasz telewizję.


Podziel się
oceń
143
4

komentarze (49) | dodaj komentarz

W czasie ciszy…

poniedziałek, 11 marca 2013 11:13

 

…szosa sucha? Nie, nie chodzi o ćwiczenia logopedyczne. Chociaż w sumie można przy tej okazji popracować nad dykcją. Proszę teraz szybko kilka razy powtórzyć zdanie: „Czemu czasem w czasie ciszy Czesio czosnkiem czesze czaszkę?”. Ale do rzeczy.

 

Ze słuchaczami mojej audycji rozmawiałem na temat krępującej ciszy. Każdy kiedyś znalazł się w takiej sytuacji, ciekaw byłem, jak sobie ludzie z nią radzą. Trwają? Poeta kiedyś powiedział, że „…gdy się milczy, milczy, milczy to apetyt rośnie wilczy na poezję, co – być może – drzemie w nas”. Ale przecież są też jakieś granice apetytu na poezję. Jak taką ciszę przerwać? Oto wyniki badań, prawdziwe przeżycia ludzi:

Shaq: „Znajomy moich rodziców, kiedy zapada krępująca cisza, mówi: „No i tak to jest...” z głębokim westchnieniem na końcu. Swego czasu mieliśmy z ojcem niezły ubaw z tego i wyczekiwaliśmy krępującej ciszy w czasie spotkań…”

 

Maciek: „W takiej chwili zwykłem mówić: "Tak więc tego". To nie na długo pomagało, wtedy krótkie pytanie: "Pywko?" nigdy mnie nie zawiodło…”

 

XXX: „Ja zawsze mówię : - Porozmawiajmy o rewaloryzacji rent i emerytur”.

 

Kasia: „Moja przyjaciółka, będąc w sytuacji „sam na sam” z kolegą, który wyraźnie był nią zainteresowany i właśnie w chwili krępującej dla niej ciszy zaczął to niewerbalnie okazywać, zapytała: „Chcesz parówkę?” Spopularyzowałyśmy tę kwestię i stosujemy w sytuacji, gdy brakuje nam przez chwilę tematu do rozmowy (tak, kobietom też się to zdarza [sic!])”.

 

Bartek: „Po dłuższej ciszy ,należy to  przerwać i powiedzieć: -A teraz ty coś powiedz”.

 

Zdarza się, że krępującą ciszę załatwi nam ktoś, kto pozornie nas kocha:

 

Marcin: „Żona umówiła się z koleżanką. Z jakiegoś powodu, nie pamiętam już jakiego, ale ma to w sumie drugorzędne znaczenie, mnie umówiła z mężem tejże koleżanki. Miał on wpaść do nas, czyli do mnie i poczekać na swoją drugą połowę. Tymczasem ta jego połowa plotkowała z moją, a obie panie do plotkowania mają dar niebywały, nie wiem, czy wrodzony, czy studiowały techniki. W każdym razie przyszło mi siedzieć długo, bardzo długo z gościem, o którym po chwili wiedziałem przede wszystkim to, że w ogóle nie mam z nim o czym rozmawiać (a ja, w przeciwieństwie do żony, nie mam daru do mówienia o niczym konkretnym). Siedzieliśmy tak, siedzieliśmy, każdy z nas od czasu do czasu próbował jakiś temat wynaleźć, ale żaden się nie przyjął. Jedynym szczęściem w tej sytuacji był fakt, że w czasie, kiedy nasze panie udały się na swoje spotkanie, nam przypadło opiekować się dziećmi. Mieliśmy maluchy w tym samym wieku; w owym czasie jeszcze niemowlęcym. Nigdy wcześniej ani nigdy później nie reagowałem tak ochoczo na każdy dźwięk wydany przez synka, nigdy z takim zaangażowaniem go nie bujałem w wózku, nie machałem mu przed nosem grzechotką.
Bo przecież jakoś tak zręczniej było milczeć dlatego, że się jest czymś zajętym, niż milczeć po prostu niezręcznie…”

 

Oczywiście zawsze można poruszyć temat pogody, można też zagaić metodą mojego ulubionego prowadzącego pewien teleturniej. Widziałem taki odcinek, w którym gościł znanych polskich sportowców. Najpierw podszedł do Otylii Jędrzejczak i zapytał: „Otylia, jak to z tobą jest? Pływasz? Nie pływasz?”, w następnej rundzie stanął przed młodym narciarzem i zaskoczył go pytaniem: „Jak to z tobą jest? Jeździsz? Nie jeździsz?”. Można więc przerwać niezręczną ciszę jakimś: „Jak to z tą windą jest? Jeździ? Nie jeździ?”. A właśnie! Winda! To jest naturalne środowisko krępującej ciszy.

 

Bogumił: „Ja w windzie nauczyłem się „Zasad użytkowania dźwigu osobowego”. „Pkt. 1 - dopuszczalna ładowność 6 osób, lub 500kg”. Wynika z tego, ze średnia masa podróżującego windą wynosi 83.3333kg”.

 

Darek: „Kiedyś z kolegami ulepiliśmy bałwana przed blokiem, ale w obawie przed zniszczeniem postanowiliśmy, że zabierzemy go ze sobą na 10 piętro i postawimy na balkonie. Jadąc windą każdy z nas trzymał wielką kulę śnieżną. Kiedy do windy wszedł jakiś mężczyzna, to mimo, że mieliśmy atrybuty, które mogły pomóc nawiązać rozmowę miałem wrażenie, że atmosfera zagęszcza się z każdą chwilą a cisza znacznie się pogłębia…”

 

                Słuchacze zwrócili uwagę na fakt wierzeń związanych z krępującą ciszą:

Agata: ”Moja śp. ciocia, która przeżyła 101 lat, jak zapadała krępująca cisza mawiała: "Głupi się rodzi”.

 

Piotr: „…Na obszarze byłego ZSRR, w momencie, gdy nagle zapadanie cisza mówi się: "ment rodiłsja", czyli "gliniarz (milicjant) się urodził". Wiara w to że przy każdej krępującej ciszy gdzieś rodzi sie milicjant skutecznie zwalcza to zjawisko”.

 

                Gdyby wszystkie z podanych wcześniej metod zawiodły, można spróbować jeszcze jednej, zaproponowanej przez Kaśkę:

„Przedmiot przydatny do przerywania ciszy: słoik po majonezie, wypełniony budyniem, który następnie wyjadamy łyżeczką. Chociaż nie, częściej powoduje niezręczną ciszę, ale przynajmniej się mieści w kieszeni”.

 

                Jeremi Przybora w jednej z piosenek zalecał „…w czasie deszczu nie mieć dzieci”. W ramach podsumowania rozważań pozwolę sobie na parafrazę tego tekstu:

Więc tu trzeba by zalecić:
W czasie ciszy bawić dzieci,
I, broń Boże, proszę pana,
Windą w górę wieźć bałwana.

 


Podziel się
oceń
157
8

komentarze (171) | dodaj komentarz

poniedziałek, 27 marca 2017

Licznik odwiedzin:  5 579 092  

Polecamy



Tym razem do prześmiesznych rozmów na pełnych prawach włącza się trzecia wybitna postać - Wojciech Karolak. Słynny jazzman, podpytywany przez dociekliwego Andrusa, barwnie opowiada o małżeństwie z Czubaszek, a jest to związek nie zawsze zgodnych indywidualistów!

"Nowy album „Piłem w Spale... I co dalej?" to zapis koncertu, który odbył się rok temu w Warszawie, w Teatrze Syrena. Był to nie tylko wieczór koncertowy, ale również wydarzenie towarzyskie - Andrus zaprosił na scenę przyjaciół: Marię Czubaszek, Hannę Śleszyńską, Andrzeja Poniedzielskiego, Grupę MoCarta, Chór Collegium Musicum Uniwersytetu Warszawskiego i muzyków, z którymi stale współpracuje - Łukasza Borowieckiego, Wojciecha Steca i Pawła Żejmę.


"Książka zawiera osiem zabawnie ilustrowanych bajek o charakterze satyrycznym, przeznaczonych zarówno dla dzieci (5-7-letnich), jak i dla dorosłych. Bajki w satyryczny sposób przedstawiają cechy i przypadłości ludzkie, ujawniające się w wieku dziecięcym, z którymi borykamy się do późnej starości, np. brak tolerancji, brak życzliwości, egocentryzm, chciwość itp. Bajki zawierają przesłanie czytelne dla obu grup odbiorców. Do książki dołączona płyta z bajkami nagranymi częściowo przez autora."


"Blog osławiony między niewiastami" to nie tylko papierowy wybór najlepszych i najśmieszniejszych tekstów z jego bardzo popularnego bloga internetowego, ale także swoiste „Dzieła wybrane”.


"Myśliwiecka" zawiera piosenki Artura Andrusa zaśpiewane przez samego Autora. Są to głównie utwory kabaretowe, pisane do programów telewizyjnych i na potrzeby występów estradowych.


Rozmowa dwóch wybitnych osobowości polskiej sceny kabaretowej – Artur Andrus wnikliwie przepytuje Marię Czubaszek z jej twórczości oraz burzliwego życia towarzyskiego i rodzinnego.

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Bloog pod patronatem Nieformalnego Stowarzyszenia Umiarkowanego Ograniczania Nadmiaru Wolności w Internecie (NSUONWwI)

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl