Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 235 669 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

CIOCIOBABCIA

piątek, 27 kwietnia 2007 11:45

W maju ciocia Ela kończy 87 lat. Jest uroczą dziwaczką uwielbianą przez całą rodzinę. Nazywamy ją Ciociobabcią.

- Ciociobabciu pobawimy się w ciuciubabkę? – od tego pytania zaczyna się każda niedzielna wizyta u cioci Eli.

Ma problemy z pamięcią i orientacją. Najgorsze, że nigdy nie pamięta, czy dzisiaj wzięła już tabletki na poprawę pamięci. Do niedawna nie pamiętała też, gdzie je położyła. Teraz jakoś sobie radzi. Wymyśliła ćwiczenie: na szuflady, komody, szafy i szafki nakleja kartki z krótkimi opisami. Ale nie są to informacje typu „Sztućce”, „Naczynia”, „Dokumenty”. To byłoby za proste. Ciocia Ela wymyśliła „orientację przez negację”. Podchodzisz do regału, a tam kartka „Tu nie ma tabletek”. I tylko ona wie, że teraz trzeba się odwrócić, przejść przez pokój po przekątnej i tam są tabletki. System rozwija się w zastraszającym tempie i niebezpiecznym kierunku. Na drzwiach wejściowych do mieszkania zobaczyliśmy niedawno wywieszkę „Tu nie ma pieniędzy” (złodziej, który poznałby tajniki kodu cioci Eli, od razu wiedziałby, że są u Nowaków pod siódemką), a na drzewie obok bloku wisi kartka „Do sklepu to nie tędy”. Ostatniego narzeczonego miała w 1955 roku. Był młodym, świetnie zapowiadającym się tapicerem. To był jej ulubiony narzeczony. Dlatego jego zdjęcie wisi po przekątnej fotografii, na której ciocia Ela głowę ustrojoną welonem lekko pochyla w stronę twarzy posępnego wujka Władysława. Pod ślubnym portretem - kartka z napisem „To nie jest Stefan”. Tu ciekawostka – zmarłego dziesięć lat temu wujka Władysława nikt w rodzinie nie nazywał Wujkodziadkiem i nigdy nie proponowaliśmy mu zabawy w ciuciubabkę. Był świetnym tapicerem. Ciocia Ela jakoś zawsze wiązała się z tapicerami. Twierdziła, że każdy powinien trzymać się jakichś – nawet dziwacznych – zasad, i że jeśli to prawda, że „za mundurem panny sznurem”, to „za tapicerem panny szpalerem”. W tym, że to był trafny wybór, utwierdziła ciocię Elę jej najlepsza przyjaciółka, Basia – obecnie szefowa fundacji „Moralność Przyzwoitość Odnowa” (MPO), a w latach pięćdziesiątych jedna z najpopularniejszych fetyszystek i nimfomanek Mazowsza. Basia twierdzi, że poznała cały Cech Rzemiosł Różnych i że tapicer jest najlepszy.

Telewizję ciocia Ela ogląda rzadko. Tylko reklamy i programy, w których śpiewają piosenki. Czasem coś komentuje. Parę dni temu reklamę jakiegoś kremu czy podkładu, który

„…sprawia, że wyglądasz o pięć lat młodziej!” skwitowała krótkim:

- No, już lecę! Wydać 60 złotych, żeby wyglądać na 82 lata!

A słuchając wycia pewnej popularnej piosenkarki, podeszła do ekranu i nakleiła kartkę „To nie jest Ordonka”.

            Po co ja to piszę? Tylko po to, żeby przypomnieć „zasobom ludzkim w wieku produkcyjnym”, żeby od czasu do czasu z sympatią spojrzały na tych dużo od siebie starszych. A jedni i drudzy niech wiedzą, że to nieprawda, że „starość nie radość, młodość nie wieczność”. Ten slogan można przetwarzać w różnych kombinacjach – „starość nie młodość, radość nie wieczność”, „wieczność nie starość, radość nie młodość”… I co? Nic. Namawiam Państwa do niezbyt poważnego traktowania słów „starość”, „młodość”, „wieczność” i życzę możliwie częstego odczuwania zjawiska „radość”.
Podziel się
oceń
2
0

komentarze (41) | dodaj komentarz

JUŻ ZA PARĘ DNI, ZA DNI PARĘ...

czwartek, 19 kwietnia 2007 11:35

Nie chce mi się. Nie opłaca się rozpędzać w pracy. Jeszcze po mieszkaniu kręcą się baranki, kurczaczki i zajączki, jeszcze rzeżucha do końca nie zżęta, a już wkrótce trzeba będzie z szafy wyjmować walizkę i ruszać na potwornie długi weekend. Na przykład do gospodarstwa agroturystycznego „Pod bocianim dziobem”. Trzeba się fizycznie i psychicznie przygotować na folklorystyczne kuligi rowerowe, wieczorne zajęcia kulturalne z quizami w stylu „Jak robi krowa?”, konkursami na najszybsze oddzielanie jaj kaczych od kurzych z równoczesnym rozpoznawaniem i podziałem na jaja od Krawczyków i Biernackich.  

            Jeszcze o świętach. Kiedyś były dwa wielkanocne zwyczaje, które mnie irytowały. Pierwszym był śmigus - dyngus. Mimo, że we wszystkich opracowaniach naukowych można było przeczytać, że ten zwyczaj polega na „zalotnym polewaniu zimną wodą młodych dziewcząt przez wiejskich kawalerów” - zawsze i ja się załapałem na jakiś kubełek. Zdaje się to potwierdzać teorię, że jest taki wiek w życiu człowieka, są takie style ubierania i takie typy urody, że trudno stwierdzić czy to, co wraca z rezurekcji to chłopiec, którym jeszcze się nie interesuje nawet Wojskowa Komenda Uzupełnień, czy panna na wydaniu. Ale to już minęło. Od kilku lat nie jestem polewany wodą w śmigus - dyngus. I teraz trochę mi żal. W przyszłe święta, chodząc po wsi, będę musiał chyba bardziej eksponować mój płowolniany warkocz. A ten drugi, ciągle denerwujący zwyczaj, to żartobliwe przekręcanie życzeń świątecznych. Niby można zwyczajnie: „Wesołych Świąt, smacznego jajka, mokrego dyngusa”. Ale nie, zawsze znajdzie się ktoś, kto woli życzyć: „Wesołego jajka, mokrego baranka”. Zresztą ta zabawa przeniosła się również na inne święta. Wiele lat temu, w Święto Pracy, zobaczyłem na murze hasło: „Niech się święcą Piersi Mai”.

Jeśli ktoś nie ma jeszcze planów na weekend majowy – polecam Bieszczady. Pięknie, wesoło, niebanalnie. Przy drodze z Sanoka do Leska zauważyłem ciekawy znak drogowy. Żółty, ostrzegawczy trójkąt - „uwaga inne niebezpieczeństwa”. Ale ciekawszy był napis umieszczony pod nim: „Kierowco, jedź ostrożnie! Podkarpacka Fabryka Okien”. Trochę nie rozumiem związku, ale... Znaków mamy w Polsce mnóstwo, gdyby tak pod każdym umieścić jakąś informację? Kierowca jest zobowiązany do zwracania uwagi na znaki, to co mu szkodzi jeszcze coś przeczytać? A im bardziej abstrakcyjnie, tym lepiej:

- pod zakazem skrętu w lewo: „Kierowco, zapiąłeś pasy? Cukrownie Wielkopolskie”,

- pod ograniczeniem prędkości do 40 km/h: „Kierowco, nie gadaj przez telefon!

  Kamieniołomy Zachodniopomorskie”,

- pod oznaczeniem przejazdu kolejowego z zaporami: „Kierowco, która godzina?  

  Nadleśnictwo Olsztyn”,

- pod znakiem pierwszeństwa przejazdu dla nadjeżdżających z przeciwka: „Kierowco, wysiądź i zrób trzy przysiady. A teraz już wiesz, że nie powinieneś czytać głupot wypisanych pod znakami, tylko uważać na drodze. Polska Wytwórnia Gwintów do Żarówek Holenderskich Produkowanych w Chinach”.

            Wiele lat temu, w jednym z pism satyrycznych, ukazał się taki oto rysunek: pod znakiem „obustronne zwężenie jezdni” tabliczka z napisem: „Życzymy szerokiej drogi”. No i proszę, życie dopisuje dalszy ciąg do satyrycznych rysunków. 

            Już odliczam dni. Nie mogę się doczekać tych cowieczornych spotkań edukacyjnych przy potrawach regionalnych w gospodarstwie agroturystycznym „Nad zieloną, kumkającą żabką”. A może ktoś z Państwa wie, czy góralska maślanka może być przezroczysta? I czy zawsze po niej tak głowa boli? Bo odnoszę wrażenie, że prowadzący te zajęcia przedstawiciel Koła Gospodarzy Wiejskich im. Osiągnięć Siedemnastohektarowego Gospodarstwa Prezesa PSL, czasem sobie z nas żartuje. I czy aby nie obraża nas organizując mecze „Normalni Stąd” kontra „Miastowe Ćwoki”?    
Podziel się
oceń
1
0

komentarze (30) | dodaj komentarz

Tekst bezpieczny dla żołądka. Nie wywołuje dolegliwości układu pokarmowego.

czwartek, 12 kwietnia 2007 10:38
W drugi dzień Wielkanocy, w telewizyjnej relacji z jakiejś kaszubskiej wsi, usłyszałem taką oto wypowiedź pani znającej się na kultywowaniu tradycji: „Dawniej wszystkie dziewczęta chciały być jak najbardziej zdyngowane”. Dla jasności – chodzi o śmigus – dyngus. Nie znałem wcześniej tej formy językowej. Od razu przypadła mi do gustu. Podejrzewam, że do dziś wszystkie dziewczęta chcą być zdyngowane, a niektóre nawet śmigane. Na początku grudnia widziałem kilku obarbórkowionych górników, a kilka tygodni później grupki usylwestrzonej młodzieży, która już pierwszego stycznia tak się znoworoczniła, że kilku trzeba było w czwartek stłuścić a w środę opopielić.

Zabawne zjawiska można zaobserwować w farmacji. Jedno z nich jest trudne do zaobserwowania, bo zostało małymi literkami wypisane na niewielkiej butelce kropli do oczu. Cytuję: „Sposób użycia: W celu uzyskania pełnych instrukcji proszę zapoznać się z ulotką”. A na ulotce jest napisane: „Przed użyciem skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą”. Ale fajna zabawa! Teraz tylko wystarczy umieścić następujące napisy:

- na drzwiach gabinetu lekarskiego w przychodni rejonowej: „Przed użyciem kropli należy się skontaktować z lekarzem okulistą o drugim stopniu specjalizacji”,

- na drzwiach kliniki okulistycznej: „Informacji o sposobie użycia kropli udziela krajowy konsultant ds. okulistyki”,

- na drzwiach biura krajowego konsultanta: „Sposób użycia: prosimy o kontakt z Biurem Regionalnym Światowej Organizacji Zdrowia dla Europy z siedzibą w Kopenhadze”... I tak dalej. A jak ktoś już dotrze do Kopenhagi, to znaczy, że kropli nie potrzebuje, bo jakoś te wszystkie napisy przeczytał. Dygresja. Jeden z moich kolegów natychmiast zwróciłby uwagę na nielogiczność tego wywodu, bo „...przecież ktoś inny mógł im te napisy czytać”. Mam wypróbowany sposób na wybrnięcie z twarzą z takiej sytuacji. Cytuję mu dwa słowa, które można znaleźć na 1161 stronie drugiego tomu” Uniwersalnego słownika języka polskiego” (PWN 2006), pomiędzy hasłami „odpierać się” a „odpierwiastkować się”. Koniec dygresji.

            W aptece, do której przed użyciem poszedłem skonsultować się z farmaceutą, zobaczyłem pewną nowinkę techniczną. Monitor z napisem „Telewizja Apteczna”. Co kilkanaście sekund na ekranie pojawiają się reklamy różnych leków, a u dołu, na wąskim pasku - najświeższe wiadomości z kraju i ze świata. Cenna inicjatywa. Stojąc w kolejce dowie się człowiek, co mu może pomóc i kto mu może zaszkodzić. Tylko czasem niezręczne bywa skojarzenie haseł reklamowych z wiadomościami. Oto kilka z wtorku, 10 kwietnia:

„W trosce o zdrowie...”, „Minister spraw wewnętrznych odwołał szefa stołecznej policji...”,

Dobre Wieści - dla cierpiących na ból stawów...”, „Aleksander Kwaśniewski jedzie na Ukrainę...”,

„Również Lech Kaczyński złożył deklarację mediacji...”, „Już w porządku mój żołądku”,

„Manchester United pokonał AS Roma 7:1”, „I po bólu”,„Platforma Obywatelska odwołuje konferencję...”, „...z powodu niedoboru żelaza, kwasu foliowego i witaminy B12...”

            I jeszcze jedno. Za zakupy w tej aptece otrzymuje się punkty. Kupony wkleja się do specjalnej książeczki. Jak mi się uda dobrze przeziębić, to wystarczy na czajnik bezprzewodowy i smycz do telefonu komórkowego z logo producenta leku na kłopoty z pamięcią i brak koncentracji.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (23) | dodaj komentarz

poniedziałek, 27 marca 2017

Licznik odwiedzin:  5 579 086  

Polecamy



Tym razem do prześmiesznych rozmów na pełnych prawach włącza się trzecia wybitna postać - Wojciech Karolak. Słynny jazzman, podpytywany przez dociekliwego Andrusa, barwnie opowiada o małżeństwie z Czubaszek, a jest to związek nie zawsze zgodnych indywidualistów!

"Nowy album „Piłem w Spale... I co dalej?" to zapis koncertu, który odbył się rok temu w Warszawie, w Teatrze Syrena. Był to nie tylko wieczór koncertowy, ale również wydarzenie towarzyskie - Andrus zaprosił na scenę przyjaciół: Marię Czubaszek, Hannę Śleszyńską, Andrzeja Poniedzielskiego, Grupę MoCarta, Chór Collegium Musicum Uniwersytetu Warszawskiego i muzyków, z którymi stale współpracuje - Łukasza Borowieckiego, Wojciecha Steca i Pawła Żejmę.


"Książka zawiera osiem zabawnie ilustrowanych bajek o charakterze satyrycznym, przeznaczonych zarówno dla dzieci (5-7-letnich), jak i dla dorosłych. Bajki w satyryczny sposób przedstawiają cechy i przypadłości ludzkie, ujawniające się w wieku dziecięcym, z którymi borykamy się do późnej starości, np. brak tolerancji, brak życzliwości, egocentryzm, chciwość itp. Bajki zawierają przesłanie czytelne dla obu grup odbiorców. Do książki dołączona płyta z bajkami nagranymi częściowo przez autora."


"Blog osławiony między niewiastami" to nie tylko papierowy wybór najlepszych i najśmieszniejszych tekstów z jego bardzo popularnego bloga internetowego, ale także swoiste „Dzieła wybrane”.


"Myśliwiecka" zawiera piosenki Artura Andrusa zaśpiewane przez samego Autora. Są to głównie utwory kabaretowe, pisane do programów telewizyjnych i na potrzeby występów estradowych.


Rozmowa dwóch wybitnych osobowości polskiej sceny kabaretowej – Artur Andrus wnikliwie przepytuje Marię Czubaszek z jej twórczości oraz burzliwego życia towarzyskiego i rodzinnego.

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Bloog pod patronatem Nieformalnego Stowarzyszenia Umiarkowanego Ograniczania Nadmiaru Wolności w Internecie (NSUONWwI)

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl