Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 235 666 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

"OK" czy "Drzemka"?

czwartek, 30 kwietnia 2009 9:59

           „Nie pytaj, co Ameryka zrobiła dla Ciebie, zapytaj, co Azja zrobiła dla Europy!" Coś takiego mógłby powiedzieć dowolny amerykański prezydent, ale w związku z tym, że żaden nie powiedział, ja to napisałem. Otóż dużo zrobiła. Na przykład dla mnie. A ja jestem częścią Europy. Na przykład od niedawna mam azjatycki telefon komórkowy. I przyznam się, że nie miałem pojęcia, jak bardzo taki przedmiot może zmienić życie człowieka.


            Telefonu komórkowego używam jako budzika. Poprzedni, europejski model, był dość prosty, by nie powiedzieć prostacki w obsłudze. Nastawiałem godzinę budzenia, o tej godzinie dzwonił, naciskałem dowolny klawisz i się uspokajał. Z tym jest inaczej. Kiedy uruchamia się o nastawionej godzinie, na wyświetlaczu pojawiają się dwa komunikaty: po lewej „OK", po prawej „Drzemka". I teraz w zależności od tego czy nacisnę klawisz po lewej, czy prawej stronie klawiatury, to on albo przestanie dzwonić („OK"), albo odezwie się za kilka minut („Drzemka"). Ten poprzedni, europejski, dzwonił do skutku. Ten wymaga ode mnie samodyscypliny. Sen snem, ale powinienem dokonać świadomego wyboru. I to działa. Bojąc się, że nacisnę przez przypadek nie tę stronę klawiatury, którą powinienem i się spóźnię do pracy, budzę się sam na 15 minut przed ustawioną godziną, po to, żeby już w pełni świadomości nacisnąć „OK". To jest na razie tylko 15 minut, ale kto wie czy azjatycki telefon komórkowy nie wyeliminuje ze mnie resztek lenistwa, tak, że już niedługo będę bez żadnego sygnału wstawał dwie godziny wcześniej, wykonywał ćwiczenia fizyczne, zbierał chrust na opał, przynosił wodę ze strumyka, mył się, ubierał i z gałązką kwitnącej jabłoni w ręku grzecznie czekał na pierwszy dzwonek budzika. A tak w ogóle to przeciwstawianie sobie „OK" i „Drzemki" jest nieporozumieniem. Dla mnie „Drzemka" jest „OK".


            Kiedyś to były budziki! Najpopularniejsze były radzieckie. Dzwoniły tak głośno, że jeden wystarczał na całą klatkę schodową. Oczywiście wszyscy mieli swoje, ale i tak się wstawało wtedy, kiedy zadzwonił pierwszy. Co z tego, że do szkoły miałem na dziewiątą, jak sąsiad z trzeciego piętra wstawał o 3.00, bo dojeżdżał? Tamte budziki nie miały żadnego „OK" ani „Drzemka", miały takie coś, co trzeba było nacisnąć żeby się uciszył, ale to zazwyczaj nie działało. Nie działało też rzucanie budzikiem o ścianę. Można było co najwyżej naruszyć żelbetową konstrukcję domu, bo radzieckie zegarki były robione ze złomowanych czołgów, a zepsute zegarki przetapiało się na czołgi. Taki sowiecki prototyp perpetuum mobile.


Słyszałem, że wiele lat temu, już po „zimnej wojnie", w czasach „pieriestrojki", kiedy w Ameryce zaczęła się moda na wszystko, co było „Made in USSR", ktoś chciał zarobić właśnie na radzieckich budzikach. Sprowadził ich kilka wagonów, ale prawie wszystkie wróciły do producenta, bo Amerykanie nie mogli przy nich zasnąć. Tak głośno „tykały". Gdyby te budziki sprowadził do USA polski biznesmen, na pewno nie skończyłoby się na odsyłaniu do producenta. Wpadłby na jakiś pomysł wyciszenia tego uporczywego „tykania". Na przykład każdy budzik byłby obudowany styropianową figurką w kształcie Michaiła Gorbaczowa. I cena natychmiast by wzrosła. A w wyciszaniu jesteśmy nieźli. Wczoraj na ulicy zobaczyłem reklamę firmy budowlanej, która poleca: „Styropian akustyczny *Cicha Noc*". Najpierw pomyślałem, że to jakieś omamy wzrokowe, że źle widzę i w związku z tym będę musiał się udać do Przychodni Okulistycznej „Bracia, patrzcie jeno". Podszedłem, przyjrzałem się z bliska, po powrocie do domu sprawdziłem w internecie - naprawdę w hurtowniach budowlanych można kupić „Styropian akustyczny *Cicha Noc*"! I co wy na to mędrcy świata, monarchowie?  

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (45) | dodaj komentarz

Zasada Czytelnego Przekazu

piątek, 24 kwietnia 2009 10:17

Kryzys światowy zaczyna przynosić pozytywne efekty. Na przykład poprawę jakości usług i to w tych obszarach, po których niekoniecznie byśmy się tego spodziewali. Pan Marek, którego od kilku lat sponsoruję codziennym datkiem za rzekome pilnowanie samochodu i łechtanie mojej próżności zwrotami typu: „Kierowniku" (to jeśli poprzedniego dnia dostał 1 zł.), „Prezesie" (2 zł.), „Królu" (5 zł.) i jednorazowo (nie miałem drobnych i dałem 10 zł.) „Ojcze Święty", zaskoczył mnie pewną nowością. Otóż po kilku latach współpracy, wczoraj po raz pierwszy zapytał:

-Ulotki zza wycieraczki wyjmować czy mają zostawać?


Po krótkim postoju w rejonie pana Marka, zawsze znajdowałem kilka kolorowych kartek ze zdjęciami odważnie rozebranych dziewcząt z przedsiębiorstwa „Diabełki Czarnego" czy prywatnych propozycji „Miriam na wszystko gotowa, biust jak stąd do Żyrardowa", ale zawsze sam musiałem sobie radzić z usuwaniem ich zza wycieraczek. A tu pan Marek podnosi poziom usług i sam będzie wyjmował!


W związku z ustną umową na czas nieokreślony, która wiąże mnie z panem Markiem, rzadko reaguję na zaczepki jego konkurencji rozsianej po innych punktach miasta. Miałem wrażenie, że znam już wszystkie chwyty: na litość, na szczerość („No co ja będę Mistrzowi ściemniał..."), na poczucie solidarności („Sam Kierownik wie jak jest..."), na poczucie humoru („Dwa złote na dewolaja potrzebujemy, bo na szampana już mamy"). Myliłem się. Oto scenka, która miała miejsce kilka dni temu w pobliżu Uniwersytetu Warszawskiego:

On: - Czy może Pan wpłynąć na zmianę pogody dnia?

Ja: - ?

On: -  Chodzi o to, że tak jak u Jerofiejewa: stoi Pan na jakiejś stacji metra i marzy tylko o jednym, żeby jakimś cudem znalazły się dwa złote...


Byłem bezradny. Czułem, że może i jakieś lekkie przekłamanie tutaj nastąpiło (chociażby w przypadku waluty tego cudu), ale nie mogłem odmówić. Chociażby ze względu na profesjonalne dostosowanie metody zbierania do miejsca, w którym się odbywa. Przy uniwersytecie nie na litość, nie na poczucie humoru (kto kiedykolwiek próbował cos załatwić w dziekanacie wie, że takie zjawiska w tym miejscu nie występują), ale na literaturę.  Nieważna metoda, ważne, żeby przekaz był czytelny, żeby wiadomo było o co chodzi.


A' propos czytelnych komunikatów. Pochwalę się, bo jestem autorem wypowiedzi, która może trafić do podręczników dziennikarstwa i znaleźć się w dziale „Dziura w mózgu, czyli co redaktor miał na myśli i czy na pewno myśli?" Kilka tygodni temu prowadziłem audycję, której gościem był piosenkarz i poeta Piotr Bukartyk. Biorąc pod uwagę porę nadawania (od północy do 2.00) zaplanowałem na zakończenie naszej rozmowy utwór z przesłaniem na dalszą część nocy, piosenkę „Każdy ma prawo do orgazmu". Zapowiadając ją, chciałem dowiedzieć się od Piotra czy publiczność się nie obraża, czy nie zdarzało mu się wywołać oburzenia tak odważnym postulatem. I wyszło mi tak:

- Na koniec naszego spotkania coś, co może być traktowane jako postulat, życzenie, apel: „Każdy ma prawo do orgazmu". Nie miałeś z tym nigdy problemu?

Na twarzy Bukartyka pojawił się złośliwy uśmiech (bo jak tu się nie cieszyć z tak głupiej zapowiedzi radiowego prezentera) a w eterze zabrzmiała odpowiedź:

- Na szczęście nie, nawet niedługo ojcem zostanę.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (30) | dodaj komentarz

Byli "byli"

piątek, 17 kwietnia 2009 10:56

To wszystko wiadomości z jednego dnia, z jednej godziny: „Leszek Balcerowicz, były prezes Narodowego Banku Polskiego odebrał nagrodę...", „W procesie wytoczonym Jarosławowi Kaczyńskiemu przez Ludwika Dorna, była żona byłego wicepremiera...", „O szansach innych miast w wyścigu do Euro 2012, były prezes PZPN-u powiedział..." Ani słowa o tym, że były prezes banku jest aktualnym Przewodniczącym Rady Forum Obywatelskiego Rozwoju, a były prezes PZPN-u aktualnym doradcą aktualnego prezesa PZPN-u, była żona też jest kimś aktualnym, a jej były mąż - mężem aktualnym, tyle, że nie jej, tylko innej.


Być może takie nagromadzenie informacji o „byłych" w jednym wydaniu serwisu to przypadek, ale moim zdaniem ta zasada powinna się upowszechnić. O ile więcej od tego, kim jesteśmy teraz, mówi o nas to, kim byliśmy kiedyś. A jaka skuteczna lekcja pokory! Patrząc na wizytówkę, na której pod imieniem i nazwiskiem, zamiast: „v-ce prezes ds. zakupu szmat i innych środków czystości" mamy napisane: „były Sekretarz Generalny Organizacji Narodów Zjednoczonych", uświadamiamy sobie jakie to wszystko jest ulotne, jakie kruche, jak nie warto przywiązywać się do żadnych stanowisk. O ile mniejszy byłby pęd do władzy, zaszczytów, gdyby było wiadomo, że przez całą kadencję nasze publiczne wystąpienia będą zapowiadane nie tak: „A teraz wykład o roli miłości i uczciwości w biznesie wygłosi Przewodniczący Chrześcijańskiej Rady Miłości i Uczciwości w Biznesie...", tylko tak: „...wygłosi były agent sowieckiego wywiadu..." Z drugiej strony to niczego nie przekreśla. Może się nawrócił? Może wyszlachetniał? W niektórych sytuacjach odważne przyznanie się do swojej przeszłości może być odbierane pozytywnie. Gdyby na przykład szef angielskiej firmy „LOM" ( „Land of Mildness)" wynajętej do zapewnienia porządku podczas rozgrywek polskiej ekstraklasy był „byłym chuliganem stadionowym", może to być postrzegane jako przejaw kompetencji.


Posługiwania się formą „były" / „była" nie należy ograniczać wyłącznie do spraw zawodowych. Takie przedstawienie kogoś podczas spotkania towarzyskiego pozwala na zachowanie odrobiny tajemnicy, nie wywlekanie wszystkich prywatnych spraw. Kiedy kobieta mówi do dawno niewidzianej przyjaciółki: „Zosiu, pozwól, że ci przedstawię, to mój były narzeczony", nie pozostawia wątpliwości, że jest to ktoś bliski, ale pozostawia cień niepewności co do aktualnego statusu „byłego narzeczonego" (bo to może być po prostu już tylko znajomy, albo aktualny mąż, albo były mąż, który dwa etapy wcześniej był narzeczonym). Używanie takiego sposobu przedstawiania może również posłużyć do wyrażania swojej opinii o przedstawianym. Zamiast: „Zosiu, pozwól, że ci przedstawię, to mój mąż Kazimierz" używamy formy: „ to były przystojny", „były szczupły", „były owłosiony". Oczywiście po takim przedstawieniu można się zrewanżować podchodząc do grona kolegów i zastępując słynną, uwiecznioną w filmie „Miś" formułkę: „Panowie pozwolą, moja żona - Zofia", krótkim: „Była miła".


Oczywiście ideałem byłaby możliwość używania obok „były" / „była", zwrotu „przyszły" / „przyszła". No ale do tego potrzeba daru jasnowidzenia: „były taksówkarz, przyszły mistrz olimpijski", „były łapówkarz, przyszły też", „były stolarz, przyszły biskup", „były wojewoda, przyszły córka i żona z paczką na święta, pół godziny widzenia!"   

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (23) | dodaj komentarz

poniedziałek, 27 marca 2017

Licznik odwiedzin:  5 579 045  

Polecamy



Tym razem do prześmiesznych rozmów na pełnych prawach włącza się trzecia wybitna postać - Wojciech Karolak. Słynny jazzman, podpytywany przez dociekliwego Andrusa, barwnie opowiada o małżeństwie z Czubaszek, a jest to związek nie zawsze zgodnych indywidualistów!

"Nowy album „Piłem w Spale... I co dalej?" to zapis koncertu, który odbył się rok temu w Warszawie, w Teatrze Syrena. Był to nie tylko wieczór koncertowy, ale również wydarzenie towarzyskie - Andrus zaprosił na scenę przyjaciół: Marię Czubaszek, Hannę Śleszyńską, Andrzeja Poniedzielskiego, Grupę MoCarta, Chór Collegium Musicum Uniwersytetu Warszawskiego i muzyków, z którymi stale współpracuje - Łukasza Borowieckiego, Wojciecha Steca i Pawła Żejmę.


"Książka zawiera osiem zabawnie ilustrowanych bajek o charakterze satyrycznym, przeznaczonych zarówno dla dzieci (5-7-letnich), jak i dla dorosłych. Bajki w satyryczny sposób przedstawiają cechy i przypadłości ludzkie, ujawniające się w wieku dziecięcym, z którymi borykamy się do późnej starości, np. brak tolerancji, brak życzliwości, egocentryzm, chciwość itp. Bajki zawierają przesłanie czytelne dla obu grup odbiorców. Do książki dołączona płyta z bajkami nagranymi częściowo przez autora."


"Blog osławiony między niewiastami" to nie tylko papierowy wybór najlepszych i najśmieszniejszych tekstów z jego bardzo popularnego bloga internetowego, ale także swoiste „Dzieła wybrane”.


"Myśliwiecka" zawiera piosenki Artura Andrusa zaśpiewane przez samego Autora. Są to głównie utwory kabaretowe, pisane do programów telewizyjnych i na potrzeby występów estradowych.


Rozmowa dwóch wybitnych osobowości polskiej sceny kabaretowej – Artur Andrus wnikliwie przepytuje Marię Czubaszek z jej twórczości oraz burzliwego życia towarzyskiego i rodzinnego.

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Bloog pod patronatem Nieformalnego Stowarzyszenia Umiarkowanego Ograniczania Nadmiaru Wolności w Internecie (NSUONWwI)

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl