Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 235 666 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

DROBNIUTKI TEKŚCIK O SHOW - BUSSINESIKU

czwartek, 31 maja 2007 11:19

Staram się uważnie obserwować zmiany zachodzące w naszym show – bussinesie. Jestem jego - co prawda niewielką - ale jednak częścią, zatem aby nie wypaść z rynku muszę się orientować w obowiązujących aktualnie trendach. I co zauważam? Po pierwsze brakuje nam współczesnej twórczości zaangażowanej. Weźmy piosenki. Niczego nie załatwiają, nie piętnują. Takie smędzenie o tym, że ktoś kogoś kocha, albo ktoś kogoś nie. Są ważniejsze sprawy. Dlatego ja zabrałem się za zbieranie materiału do recitalu „Do roboty”. Zacznie się od piosenki o Angliku podróżującym po Polsce:

„Jechał sobie Anglik Jerry

 Autostradą A4.

 Kierownicę ujął w dłonie

 I już autostrady koniec.

 Ref.

 Nie jedź pod Radom, nie jedź pod Radom

 Bo tam nawierzchnię nową kładą...’

A później będzie coś sentymentalnego:

„Małe mieszkanko na rogu Czerskiej

 Ściany i okna, nic więcej...

 Wykończenie deweloperskie

 Za metr dwanaście tysięcy”.

 Zauważyłem, że spora zmiana nastąpiła ostatnio w sposobie nazywania się artystów. Proste imię i nazwisko albo pseudonim artystyczny, typu: Jan Nowak, Zula Pogorzelska czy Artur Andrus, już nie wystarczają. Teraz imprezy dyskotekowe prowadzą „Didżeje”. „Didżej” jak wnoszę to imię, bo po „DJ” umieszcza się na plakacie drugi człon – pewnie nazwisko. Jakiś czas temu widziałem afisze informujące, że imprezy poprowadzą: „DJ Skubany”, „DJ Deszczu Strugi”, „DJ Dobry Chłopak”, „DJ Antybiotyk” oraz „DJ Dobrze Nie Będzie”. Ten ostatni pseudonim mogliby przyjmować kolejni prezesi Narodowego Funduszu Zdrowia. Pasuje jak ulał. Ale wracajmy do artystów. Ciekaw jestem jak wygląda szałowa impreza dyskotekowa prowadzona przez takiego „Dja Dobrego Chłopaka”. Myślę, że pseudonim nie jest przypadkowy i odnosi się do charakteru posługującego się nim artysty. Wyobrażam więc sobie, że staje za stołem mikserskim, puszcza dymy z maszyny i światło na świecącą kulę, i łagodnym głosem mówi: „Heja ziomale, teraz zaskreczuję wam  czadowy kawałek o miłości do rodziców i o tym, że należy w tramwaju ustępować miejsca starszym. Joł”.

            Zmiany w sposobie nazywania się artystów można też zauważyć śledząc listę wykonawców tegorocznego festiwalu polskiej piosenki w Opolu. Trwa moda na zdrobnienia i pieszczotliwości. Ania Dąbrowska, Ania Szarmach, Gosia Andrzejewicz, Kasia Cerekwicka, Kasia Kowalska, Hania Stach. Tak są oficjalnie przedstawiane (nie: Anna, Małgorzata Katarzyna, Hanna – tylko Ania, Gosia, Kasia, Hania). Panie, jak sądzę, mają już dowody osobiste, ale jak widać tak teraz jest lepiej.  Ciekawe czy to pójdzie dalej i konferansjer (przepraszam – konferansjerek) będzie wkrótce zapowiadał występy zespołów: Maanamek, Perfekcik, De Monko i Budka Suflerka – albo nie, trzeba jeszcze bardziej upieszczotliwić – Budeczka Suflereczka.

Nic nie mam do zdrobnień i pieszczotliwości, ale raczej w domu, w sytuacjach intymnych i w stosunku do najbliższych. Jakoś śmieszy mnie wizja uroczystości pięćdziesięciolecia pracy twórczej wybitnej wokalistki Justynki X prowadzona przez Dja Deszczyku Strużki, podczas której prezydent, premier i minister kultury będą się do siebie zwracać per: „Misiu”. I oczywiście impreza odbędzie się w Salce Kongresowej Pałacyku Kulturki i Nauczki w Warszawce. Pozdrawiam. Arti.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (29) | dodaj komentarz

Z PAMIĘTNIKA MELOMANA. A MOŻE RACZEJ MEGALOMANA

czwartek, 24 maja 2007 11:14

Jak łatwo człowiekowi może się w głowie poprzewracać... Mnie się przewróciło. Od pisarki i wielkiej miłośniczki krzyżówek - Stefanii Grodzieńskiej, dostałem prezent. Mała, postrzępiona kartka. Krzyżówka. Na górze - kratki do wpisywania haseł, poniżej - teksty naprowadzające na hasła. Ot, banalnie proste do rozszyfrowania: „podgatunek jelenia żyjącego w syberyjskich lasach”, czy: „iglaste drzewo, którego gatunkiem jest wejmutka”. I nagle! Uwaga! „Imiennik Rubinsteina i Andrusa”. Rozwiązaniem jest oczywiście hasło: Artur. No, to bardziej mojej próżności połechtać nie można było. Napuszyłem się jak paw, do sąsiadów na klatce schodowej zacząłem mówić „Bą żur”, zadzwoniłem do sklepu muzycznego, żeby zapytać ile kosztuje najdroższy fortepian. „Imiennik Rubinsteina i Andrusa” – proszę, już nas, dwóch Arturów, stawiają w jednym rzędzie. Co prawda na razie tylko w krzyżówkach, ale to przecież kwestia czasu. Dotychczas nie przywiązywałem wagi do swojego imienia, ale jak widać ma ono znaczenie symboliczne. Zdjąłem z regału pierwszy tom encyklopedii PWN z hasłami od A do C. Nie ma mnie tam jeszcze. No, ale to zrozumiałe. To jest wydanie z 1995 roku. Ale znalazłem swoje miejsce. Będę pomiędzy: „Androsteron – steroidowy męski hormon płciowy” a „Andrusov Dimitrii (1897- 1976) geolog słowacki pochodzenia rosyjskiego”. Na mojej stronie jest też, z czego się bardzo cieszę: „Andrycz Nina – aktorka”, oraz – z czego już się mniej cieszę: „Andropow Jurij – sowiecki działacz polityczny, sekretarz generalny KC KPZR”

            Chociaż może lepiej jeszcze się zastanowić? Czy to opłaca się być genialnym? Mojemu krzyżówkowemu przyjacielowi, Arturowi Rubinsteinowi, postawili na Piotrkowskiej w Łodzi pomnik, do którego można wrzucać monetę i kazać mu grać. Zresztą inni wielcy też łatwo nie mają. „Chopina” się pije. Sam byłem świadkiem, jak na imieninach cioci Grażynki, wujek Stefan po każdym podniesieniu kieliszka „Chopina”, krzyczał: „No to Bach! Na drugą nóżkę!”. Nie dość, że patologia, to jeszcze połączona z brakami w edukacji muzycznej. Albo Mozart. Do czego ludzie nie wykorzystają tego wybitnego kompozytora… Przeczytałem w gazecie, że na stacjach metra, na których nadawana jest muzyka Mozarta spada liczba kradzieży... Że krowy, którym pewien hodowca odtwarza płyty z utworami Mozarta, dają więcej mleka... Że w szpitalu w Koszycach na Słowacji, niemowlakom na te maleńkie uszka nakłada się słuchawki i kołysze się je do snu dźwiękami „Menueta z serenady „Eine Kleine Nachtmusik”, budzi „Marszem tureckim”, karmi w rytm „6 Sonatin wiedeńskich”. Swoją drogą, jeśli muzyka Mozarta tak bardzo łagodzi obyczaje, to musi być też taka, która powoduje wzrost liczby kradzieży na stacjach metra i spadek wydojności krów. Po obejrzeniu ostatnich eliminacji do festiwalu „Eurowizji”, mam swoje typy.

            Jednak chyba nie chcę być wielkim. Żeby ktoś kiedyś nazwał moim nazwiskiem jakiś jogurt? Już słyszę te matki biegające z łyżeczką po piaskownicy: „Małgosiu, zjedz Andrusa, Andrus jest zdrowy”. Albo ktoś mnie całego w brązie dosadzi do fortepianu mojego krzyżówkowego przyjaciela i za złotówkę będę śpiewał swoje piosenki… A za dwa złote Artur będzie mi musiał akompaniować. Dlaczego ja za złotówkę a on za dwa razy więcej? Bo jestem dobrze wychowany. Z wrodzonej skromności nigdy bym się nie zgodził na zrównanie naszych honorariów. Jak łatwo człowiekowi może się w głowie przewrócić... Zwykła krzyżówka. „Imiennik Rubinsteina i Andrusa”... Ale zaraz - ARTUR – pięć liter... AKIBA – też pięć. A może to chodzi o „Rubinsteina Akibę – największego polskiego szachistę, zwycięzcę wielu turniejów na początku dwudziestego wieku”? Eee, nie, przecież Akiby Andrusa nie ma. Jeszcze. Może takie imię wybiorę dla drugiego syna. Pierwszego nazwę zwyczajnie i skromnie. Na przykład Piotr Maria? Po Czajkowskim i Skłodowskiej.
Podziel się
oceń
1
0

komentarze (32) | dodaj komentarz

Tekst z duszą

czwartek, 17 maja 2007 10:01

To nieprawda, że pojęcie „duszy” stworzył jakiś filozof czy teolog. Wymyślili je antykwariusze (jaki świetny rym: „antykwariusze wymyślili duszę”). Zabawnie człowiek używa tego określenia w odniesieniu do przedmiotów. I nie chodzi oczywiście tylko o żelazko z duszą. Zegarek mechaniczny, pierwszy samochód, maszyna do pisania – poprzestańmy tylko na tych przykładach. Mam zegarek z 1972 roku. W czasach czasomierzy z napędem atomowym, z baterią o dwudziestoletniej gwarancji, sterowanych satelitarnie, posiadających margines błędu na poziomie 0,000000001 sekundy na rok, ja mam taki z duszą. To nic, że właściwie powinienem zegarmistrza zatrudnić na etacie, że patrząc na swój zegarek i tak pytam przechodniów o godzinę, albo sprawdzam, czy tę samą wyświetla telefon komórkowy. Doszło do tego, że muszę nastawiać budzik na szóstą rano, żeby wstać i nakręcić zegarek ręczny, bo inaczej przestanie chodzić, a pokrętłem można tylko naciągnąć sprężynę, ale nie można przestawić wskazówek. Dusza mojego pierwszego samochodu (Fiat 126p) decydowała o tym, czy gdziekolwiek pojadę, a dusza mojej maszyny do pisania nie dawała po nocach spać sąsiadom (charakterystyczne, rytmiczne, mocne uderzenia niosące się po całym bloku, który również miał duszę – pan Janek z parteru wezwał pogotowie, bo nagle w środku nocy, nie słyszał chrapania sąsiada z trzeciego piętra).

Podejrzewam zresztą, że zawsze tak było. Jak wymyślono samochód, mówiło się, że bryczki miały duszę, jak wynaleziono koło, to że kwadrat miał duszę, jak zeszło się na ziemię, to że łażenie po drzewach miało duszę.

W każdym turystycznym przewodniku wymienia się miasta z duszą (oryginalna kanalizacja zaprojektowana osobiście przez królową Bonę), a w nich hotele z duszą (z pokojami, w których zachowano jeszcze wystrój z okresu pobytu królowej Bony) i lokale gastronomiczne z duszą (ze striptizerką, która występowała tutaj już za czasów królowej Bony, zatrudniona na umowę o dzieło przez Zygmunta Starego).

Nie mam więc wątpliwości, że za parę lat nasze komputery będą je miały („ech, jak one długo się otwierały i łatwo się zawirusowywały”), nawigacja satelitarna GPS („jak ona się czasem cudownie wieszała i trzeba było sięgać po atlas”), telefony komórkowe („jak uroczo traciło się zasięg”). Już się zaczęło. Ostatnio słyszałem rozmowę dwóch panów, z rozrzewnieniem wspominających komputery „ZX Spectrum”, na których można było pograć w tenisa (takie dwie dłuższe kreski i jedna krótka fruwająca między tymi dłuższymi) albo w takiego ludzika (krótka kreska), który przeskakiwał z ogrodzenia na ogrodzenie (z jednej dłuższej kreski na drugą dłuższą kreskę).

Wychodzi więc na to, że „dusza” to pojęcie wyłącznie sentymentalne. Ma ją wszystko co kiedyś może i było fajne, a teraz jest przestarzałe, psuje się i jest drogie w utrzymaniu.

I to by chyba wyjaśniało stosowane w polityce pojęcie „rząd dusz”. Ale dlaczego o mnie mówią „dusza człowiek”?


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (49) | dodaj komentarz

poniedziałek, 27 marca 2017

Licznik odwiedzin:  5 579 042  

Polecamy



Tym razem do prześmiesznych rozmów na pełnych prawach włącza się trzecia wybitna postać - Wojciech Karolak. Słynny jazzman, podpytywany przez dociekliwego Andrusa, barwnie opowiada o małżeństwie z Czubaszek, a jest to związek nie zawsze zgodnych indywidualistów!

"Nowy album „Piłem w Spale... I co dalej?" to zapis koncertu, który odbył się rok temu w Warszawie, w Teatrze Syrena. Był to nie tylko wieczór koncertowy, ale również wydarzenie towarzyskie - Andrus zaprosił na scenę przyjaciół: Marię Czubaszek, Hannę Śleszyńską, Andrzeja Poniedzielskiego, Grupę MoCarta, Chór Collegium Musicum Uniwersytetu Warszawskiego i muzyków, z którymi stale współpracuje - Łukasza Borowieckiego, Wojciecha Steca i Pawła Żejmę.


"Książka zawiera osiem zabawnie ilustrowanych bajek o charakterze satyrycznym, przeznaczonych zarówno dla dzieci (5-7-letnich), jak i dla dorosłych. Bajki w satyryczny sposób przedstawiają cechy i przypadłości ludzkie, ujawniające się w wieku dziecięcym, z którymi borykamy się do późnej starości, np. brak tolerancji, brak życzliwości, egocentryzm, chciwość itp. Bajki zawierają przesłanie czytelne dla obu grup odbiorców. Do książki dołączona płyta z bajkami nagranymi częściowo przez autora."


"Blog osławiony między niewiastami" to nie tylko papierowy wybór najlepszych i najśmieszniejszych tekstów z jego bardzo popularnego bloga internetowego, ale także swoiste „Dzieła wybrane”.


"Myśliwiecka" zawiera piosenki Artura Andrusa zaśpiewane przez samego Autora. Są to głównie utwory kabaretowe, pisane do programów telewizyjnych i na potrzeby występów estradowych.


Rozmowa dwóch wybitnych osobowości polskiej sceny kabaretowej – Artur Andrus wnikliwie przepytuje Marię Czubaszek z jej twórczości oraz burzliwego życia towarzyskiego i rodzinnego.

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Bloog pod patronatem Nieformalnego Stowarzyszenia Umiarkowanego Ograniczania Nadmiaru Wolności w Internecie (NSUONWwI)

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl