Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 235 669 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

ŚOK

piątek, 29 maja 2009 10:06

Zasłyszane w księgarni:


- Ma pani przewodnik po Dolnym Śląsku?


- Nie, ale mam po Górnym.


Już miałem się wtrącić i złośliwie zapytać, czy zamiast przewodnika po Wielkopolsce pani ekspedientka poleciłaby przewodnik po Małopolsce? Ale nie zdążyłem nic powiedzieć, bo mnie zatkało. Pan pytający o przewodnik po Dolnym Śląsku na propozycję kupna tego po Górnym, odpowiedział:


- Dobrze, poproszę.


Denerwują mnie tego typu propozycje. „Jest schabowy? Nie, ale są rurki z kremem". „Jest *Rycerz Niepokalanej*? Nie ma, ale jest *Trybuna*". „Ma pani coś skutecznego na gardło? Nie, ale mam coś nowego na żołądek". Jednak opisane powyżej zdarzenie w księgarni dało mi do myślenia. Może nie wszystkie z takich propozycji są głupie? Może komuś poszukującemu danej rzeczy chodzi tylko o jakąś część wspólną? O cokolwiek do zjedzenia, cokolwiek do poczytania, jakikolwiek lek?


Jeśli ktoś chce zwiedzić wyłącznie dolinę Stobrawy, która leży na granicy pomiędzy Śląskiem Górnym a Dolnym, to co mu za różnica w którym przewodniku to wyczyta? Wydawcy przewodników powinni uwzględniać geograficzne i historyczne „zazębianie się" różnych terenów. Wtedy spokojnie na pytanie: „Jest przewodnik po Czechach?" można by odpowiedzieć propozycją: „Nie, ale jest po Polsce". Albo: „Jest coś o Polsce? Nie ma, ale jest coś o Ukrainie", „Są *Polskie Ścieżki Rowerowe*? Nie, ale są *Niemieckie Autostrady*", „Jest *Europa na weekend*? Nie, ale jest *Azja w dwa tygodnie*".


Oczywiście wiem, że to sprawa delikatna, że opisanie Szczecina w przewodniku po Niemczech, a Lwowa czy Zaolzia w „Zwiedzaj Polskę", może być uznane za prowokację i podważanie istniejącego międzynarodowego porządku prawnego. Dlatego proponuję, nawet sztuczne, rozszerzanie tego „zazębiania się" we wszystkie możliwe strony, z równym traktowaniem wszystkich „zazębiających się" stron. Na taki pomysł wpadłem, kiedy gdzieś przy drodze zobaczyłem urzędową tabliczkę z napisem „Pradolina Warszawsko - Berlińska". Mądra natura nie znała granic ni kordonów, cofający się lądolód nie zważał na to w jakim języku ryczały mamuty, które w okolicy Słubic obserwowały proces cofania się lądolodu i żywo dyskutowały o przyszłości „Pradoliny Toruńsko - Eberswaldzkiej". Rozszerzać jak się da! Kiedy ktoś za granicą zapyta skąd pochodzisz, nie ograniczaj się do nazwy wsi, miasta czy kraju. Mów, że jesteś mieszkańcem „Wyziny (to połączenie wyżyny i niziny) Białostocko - Barcelońskiej" albo „Płaskoniżu Świnoujsko - Ułanbatorskiego".


Oczywiście są pewne granice. Jeśli pytając w księgarni: „Czy są *Kwiaty polskie*?", usłyszymy w odpowiedzi: „Nie, ale są pierogi ruskie", należy stanowczo zaprotestować! To są różne światy, tak nie wolno! Albo gdyby na pytanie „Czy są jeszcze bilety na koncert U2 w Chorzowie?" ktoś odpowiedział: „Nie ma, ale są jeszcze bilety na występ Andrusa w Michałowicach"... To może nie jest najlepszy przykład. W takiej sytuacji należy po prostu powiedzieć: „A to bardzo proszę pięć, chętnie pójdę z całą rodziną i jeszcze do tego poproszę o przewodnik po ŚOK, czyli Śląsku Obojętnie Którym".



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (37) | dodaj komentarz

Picasso malujący meble.

piątek, 22 maja 2009 12:27

          Prezydent, premier, rzecznik praw obywatelskich, sędzia, biskup, wychowawca, wykładowca, mama, tata, mama taty i tata mamy... Wszyscy niejednokrotnie apelowali do mnie o odpowiedzialność za słowo. A ja szastałem. Ale już nie będę. Bo uświadomiłem sobie jaką moc ma słowo wymyślone i opublikowane.


Znajoma plastyczka zajmująca się zawodowo renowacją i artystycznym malowaniem mebli, poprosiła mnie o wymyślenie jakiegoś hasła na stronę internetową promującą jej pracownię. Oczywiście mogłem załatwić sprawę banalnym sloganem typu: „I panna Gienia, i pani Hania, oddają meble do malowania". Albo pójść w ślady pewnego znanego poety, który nagabywany przez swoją znajomą, właścicielkę sklepu z artykułami szkolnymi, zaproponował jej hasło: „Kupuj artykuły szkolne, bo jak nie, to ci pier...lnę". Ale nie! Korciło mnie, żeby wymyślić coś intrygującego, podejść do sprawy ambitnie. I podszedłem. Teraz wstępem wspomnianej strony internetowej jest wymyślony przeze mnie cytat z niepublikowanej dotychczas rozmowy Pabla Picassa z paryskim stolarzem: „Nie ma takich mebli na świecie, których nie można pomalować". Ot, taki żarcik. Ale teraz już wiem czym takie żarty się kończą. Otóż jest w Internecie inna strona, taka, która wygląda na jakąś poważną pracę (dyplomową? maturalną? licencjacką?) poświęconą sztuce użytkowej. Jej częścią jest rozdział „Meble malowane". Autor (autorka?) wychwala to zjawisko artystyczne, pisze o czerpaniu inspiracji do malowania mebli z natury, kultury ludowej, o indywidualizacji stylu plastyków poświęcających się takiej twórczości. I nagle, w środku tekstu... „Podczas jednej z niepublikowanych rozmów prowadzonych przez słynnego malarza - Pabla Picassa z pewnym paryskim stolarzem, artysta powiedział: Nie ma takich mebli na świecie, których nie można pomalować".


Na początku mnie to ucieszyło, w końcu jestem cytowany (to nic, że jako Picasso). Potem przeraziło. Zacząłem sobie przypominać wszystko, co dotychczas opublikowałem. Jeśli tylko połowa tego, co gdziekolwiek bezmyślnie palnąłem, zostanie potraktowana poważnie, nasza cywilizacja legnie w gruzach. Znajoma od mebli przypomniała mi, że wymyśliłem jeszcze jedno hasło promujące jej stronę internetową, ale tego na szczęście dotychczas nie opublikowała. To był nieznany cytat z Goethego: „Więcej fioletu na tę szafę". Już sobie wyobrażam to zamieszanie w kręgach naukowych, kiedy na „fiolet szafy Goethego" zaczęliby się w swoich pracach magisterskich powoływać absolwenci wyższych uczelni. Bo przecież jest całkiem prawdopodobne, że niemiecki poeta mógł coś takiego powiedzieć do niemieckiego stolarza, a w rodzinie tego stolarza było to przekazywane wyłącznie ustnie z pokolenia na pokolenie. Aż w końcu współczesny potomek tego stolarza, informatyk pracujący w Instytucie Cervantesa (bo nikt nie uwierzy w aż taki zbieg okoliczności, że w Instytucie Goethego) powiedział to  w prywatnej rozmowie Arturowi Andrusowi, a ten opublikował to w Internecie.

Ludzie! Błagam! Nie traktujcie mnie zbyt poważnie! Trochę dystansu do tego, co czytacie. Przecież chyba nie uwierzyliście, że „Alea iacta est" czy „Et tu, Brute, contra me" naprawdę powiedział Juliusz Cezar?



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (24) | dodaj komentarz

Znam taki przypadek

piątek, 15 maja 2009 10:47

Pewnie w trosce o bezpieczeństwo turystów, zostało zamknięte przejście na boczny pomost przy molo w Gdańsku. Żeby nikt tam nie wchodził, przybito na stałe kilka desek, ale ktoś zapomniał o postawieniu tabliczki „Zakaz wejścia" czy czegoś w tym rodzaju. Nie szkodzi. Poradzimy sobie sami. Na tych przybitych deskach ktoś ręcznie domalował: „Donald zabronił".


Nie wiem czy dobrze robię opisując to, co zobaczyłem kilka dni temu nad morzem. Z jednej strony mam dokumentować rzeczywistość, z drugiej wiem, jak chętnie takie pomysły są podchwytywane przez naród. Przecież teraz, w różnych miejscach kraju, przy wszelkich znakach zakazu, tabliczkach informujących o tym, że czegoś nie wolno, mogą się zacząć pojawiać odręczne dopiski mówiące o tym, czyja to wina. Na pudełkach papierosów, obok opisu wpływu nikotyny na nasze zdrowie, hasło z użyciem imienia pani minister zdrowia: „Ewa odradza". Pod tabliczką „Uwaga niebezpieczeństwo" przy wejściu na plac budowy stadionu piłkarskiego w Krakowie - „Michel spartolił". Zresztą mogą to być dopiski abstrakcyjne, skoro wejścia na pomost przy molo w Gdańsku „Donald zabronił", to nie zdziwiłbym się, gdyby przy tablicy informującej o zakazie wjazdu na remontowany Most Śląsko - Dąbrowski w Warszawie, pojawił się komentarz: „Bliźniaki zepsuły".


Niestety, tak już mamy, że nawet troskę o nasze bezpieczeństwo musimy jakoś złośliwie skomentować.


            Macierzysty zakład pracy wysłał mnie na szkolenie BHP. W miłej atmosferze przypomniano mi, że mam dbać o siebie, jakie mam prawa i obowiązki, omówiono bardzo ciekawe przypadki wypadków podczas wykonywania pracy dziennikarza radiowego. Zwróciłem uwagę na pewien fakt. Otóż prowadzący takie szkolenie, chcąc jak najskuteczniej przemawiać do wyobraźni słuchaczy, przesadzają z przykładami. Właściwie po podaniu każdej normy, uświadomieniu każdego niebezpieczeństwa, pojawia się sformułowanie: „Znam taki przypadek..." Kiedy pan wykładowca powiedział, że prace na wysokościach, na które należy mieć odpowiednie zezwolenie i zabezpieczenie, zaczynają się od wysokości 1 metra, natychmiast dodał: „Znam taki przypadek, że pracownik spadł z wysokości 1 metra i 3 centymetrów, sprawa trafiła do sądu i pracownik wygrał". W ostatniej chwili ugryzłem się w język i nie zapytałem czy grubość podeszwy buta roboczego jest w takim wypadku brana pod uwagę, i czy jest ona zaliczana jako część podłoża, czy pracownika? Ale już po kilku podobnie szczegółowych (choć pewnie prawdziwych) przykładach, dla zabawy, sam zacząłem wymyślać różne głupoty. Wiem na przykład, że przy stałej pracy mogę dźwigać ciężar do 30 kg. No to: „Znam taki przypadek, że pracownik dźwigał 31 kg i zmarła mu ciotka". Krzesło przy biurku „...powinno posiadać możliwość obrotu wokół osi pionowej o 360 stopni" - „Znam taki przypadek, że krzesło miało możliwość obrotu wokół osi pionowej o 358 stopni i pracownik w związku z tym doznał dwuprocentowego uszczerbku na zdrowiu, za co dostał 17 złotych odszkodowania". Ja wiem, głupie żarty, a przecież to wszystko dla mojego dobra. Ale piszę to tylko po to, żeby ustrzec przed nadmierną drobiazgowością, która moim zdaniem może prowadzić do utraty wiarygodności. Można się zagalopować jak przewodnik, który oprowadzając wycieczkę po latarni morskiej na Helu, wmawia turystom, że przy dobrej widoczności i świetnym wzroku, widać stąd Rysy.


            No i kolejny raz zawracam Państwu głowę jakimiś błahymi problemami, zamiast napisać o czymś aktualnym i kontrowersyjnym. Na przykład o prezentach komunijnych. Ale nie mogę. Benedykt zakazał.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (46) | dodaj komentarz

poniedziałek, 27 marca 2017

Licznik odwiedzin:  5 579 123  

Polecamy



Tym razem do prześmiesznych rozmów na pełnych prawach włącza się trzecia wybitna postać - Wojciech Karolak. Słynny jazzman, podpytywany przez dociekliwego Andrusa, barwnie opowiada o małżeństwie z Czubaszek, a jest to związek nie zawsze zgodnych indywidualistów!

"Nowy album „Piłem w Spale... I co dalej?" to zapis koncertu, który odbył się rok temu w Warszawie, w Teatrze Syrena. Był to nie tylko wieczór koncertowy, ale również wydarzenie towarzyskie - Andrus zaprosił na scenę przyjaciół: Marię Czubaszek, Hannę Śleszyńską, Andrzeja Poniedzielskiego, Grupę MoCarta, Chór Collegium Musicum Uniwersytetu Warszawskiego i muzyków, z którymi stale współpracuje - Łukasza Borowieckiego, Wojciecha Steca i Pawła Żejmę.


"Książka zawiera osiem zabawnie ilustrowanych bajek o charakterze satyrycznym, przeznaczonych zarówno dla dzieci (5-7-letnich), jak i dla dorosłych. Bajki w satyryczny sposób przedstawiają cechy i przypadłości ludzkie, ujawniające się w wieku dziecięcym, z którymi borykamy się do późnej starości, np. brak tolerancji, brak życzliwości, egocentryzm, chciwość itp. Bajki zawierają przesłanie czytelne dla obu grup odbiorców. Do książki dołączona płyta z bajkami nagranymi częściowo przez autora."


"Blog osławiony między niewiastami" to nie tylko papierowy wybór najlepszych i najśmieszniejszych tekstów z jego bardzo popularnego bloga internetowego, ale także swoiste „Dzieła wybrane”.


"Myśliwiecka" zawiera piosenki Artura Andrusa zaśpiewane przez samego Autora. Są to głównie utwory kabaretowe, pisane do programów telewizyjnych i na potrzeby występów estradowych.


Rozmowa dwóch wybitnych osobowości polskiej sceny kabaretowej – Artur Andrus wnikliwie przepytuje Marię Czubaszek z jej twórczości oraz burzliwego życia towarzyskiego i rodzinnego.

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Bloog pod patronatem Nieformalnego Stowarzyszenia Umiarkowanego Ograniczania Nadmiaru Wolności w Internecie (NSUONWwI)

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl