Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 235 669 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Matuś moja, matuś

poniedziałek, 31 maja 2010 11:26

             26 maja, rano. Włączam telewizor, żeby sprawdzić czy mam rację? Bo podejrzewam, że różnorodność i oryginalność pomysłów na uczczenie Dnia Matki w porannych programach telewizyjnych może być zaskakująca. Mam rację. Oto cytaty z wypowiedzi, albo napisy z tzw. pasków (to, co jest napisane u dołu ekranu) różnych stacji zebrane w ciągu 15 minut:


„Za co najbardziej kochacie swoje mamy? Napiszcie do nas", „Czy macierzyństwo to koniec wolności?", „Rola mamy w życiu dorosłego mężczyzny", „Dla wszystkich mam, dziś wieczorem w teatrze Bajka, spektakl >Kobieta pierwotna<", „Kuchnia dietetyczna na Dzień Matki", „Jaką matką jest Dorota Stalińska?". Odniosłem wrażenie, że jedynym programem, w którym nie było tak wprost i nachalnie, był ten, w którym akurat pokazywano jak się robi buty narciarskie. Ale na wszelki wypadek wyłączyłem w trakcie, bo obawiałem się, że narrator nie wytrzyma i w końcu powie „Teraz już wiesz, jak powstają buty narciarskie Matka2605".


Podejrzewałem, że po tak zmasowanym ataku porannej medialnej słodyczy, bohaterki tego święta, mogą już mieć go dość. Zresztą podobnie jest z każdym innym - niby to miłe zdarzenie, ale jak tu zachować proporcje i nie zwariować od nadmiaru jednodniowej czułości? Jak nie zanudzić bohatera obchodów sposobem obchodzenia, sztampowością, schematycznością? Zapytałem jak zwykle Słuchaczy moje audycji. Oto efekty - fragmenty listów:


Niepodpisana:

„Obawiam się, że nie jestem jedyną matką, która boi się tego dnia. Mam troje dzieci, już co prawda bardzo dużych, ale koszmarne wspomnienia związane z tym dniem pozostaną do końca życia. Jeśli ktoś oglądał "Wojnę domową", odcinek właśnie z Dniem Matki, ten wie o czym mówię. Poparzone palce i brzuchy, bo:

- SIEDŹ MAMO, JA CI ZROBIĘ HERBATĘ,

- Ale ja nie chcę herbaty,

- DZIŚ JEST TWOJE ŚWIETO, TO CI ZROBIĘ.

Córka upiekła ciasto - poparzyła się, ciekawe jak wygląda kuchnia? Po Dniu Matki mam opatrywanie ran dzieciom (ścigają się kto pierwszy poda mi łyżeczkę, nóż, widelec, obojętnie co), malowanie mieszkania (posiłki same przygotowują, bo ja mam święto) itd. BOJĘ SIE WRÓCIĆ DO DOMU".

 

Basia:

Ja podarowałam mojej mamie film z National Geographic p.t. >MATCZYNA MIŁOŚĆ GUŹCA<"

Maria:

„A moja mama jest osobą niekonwencjonalną. Poprosiła, żeby na Dzień Matki dzieci podarowały jej wypasione widły. Zastanawiam się, czy to tylko bezpośredniość czy już dziwactwo?"

 

I jeszcze coś w sprawie innego święta. Ania:

Z mężem obchodzimy od lat Zygfrydki, dzień po Walentynkach. I oczywiście zamiast nich.

Łudzimy się, że w ten sposób nie poddajemy się presji romantyczności na zawołanie. Z wiekiem nasz bunt się trochę ustatecznił i reszta świętowania jest dość konwencjonalna. Tyle, że nie tkwimy w kolejce do kina i nie musimy być świadkami masowego miziania się, uffffffff".


Wnioski:

1.      Jeśli prezenty, to niebanalne:

Furda laurki! I furda kwiatki!

Srebro i złoto również nam zbrzydły.

Od dziś dla każdej polskiej matki

Wypasione widły!

2.      Rozciągać takie święta w czasie. Co stoi na przeszkodzie, żeby nasze kochane mamy zacząć

czcić 25 maja, czyli w Międzynarodowy Dzień Piwowara, a zakończyć wspólną kolacją 27 maja, czyli w Dzień Samorządu Terytorialnego? Czyż matka nie jest piwowarem naszego losu i samorządem

terytorialnym każdego metra kwadratowego naszego domu?


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (25) | dodaj komentarz

„Jak się człowiek wzrusza…”

wtorek, 25 maja 2010 11:49

W „Księdze Przysłów" szukałem jakiegoś mówiącego o wzruszeniu. Czegoś w stylu „Jak się człowiek wzrusza, milion wpadnie mu do kapelusza". To zacytowane w poprzednim zdaniu sam wymyśliłem, bo w księdze nie znalazłem żadnego. Albo nie ma, albo nieuważnie szukałem. A po co mi to? Otóż ostatnio dwa razy się wzruszyłem. Pierwszy, kiedy na początku maja spotkaliśmy się prawie całą klasą w dwudziestolecie matury. I nic się nie zmieniliśmy! Prawie nic. Ktoś lekko wyłysiał, ktoś przytył, ale jak się rozglądam wokół, to widzę parę roczników, które bardziej łysieją i tyją od naszego. No dobrze, może wzruszenie odbiera człowiekowi możliwość obiektywnej oceny siebie i swoich kolegów z liceum, którzy stali się powodem wzruszenia, ale naprawdę - na razie, jak powiedziałby jeden z moich znajomych „nie potrącił nas skrzydlaty rydwan czasu". To znaczy, on powiedziałby trochę dosadniej, nie użyłby słowa „potrącił", ale na potrzeby tekstu, który mogą czytać dzieci, złagodziłem tę wypowiedź.


Drugi raz wzruszyłem się wczoraj, kiedy w szufladzie znalazłem wiersz pisany na ślub mojego przyjaciela ze szkolnej ławy. Kilka dni przed tą uroczystością poszedłem do specjalistycznego sklepu sieci „Szczęść Boże Młodej Parze", żeby kupić jakąś laurkę. Niestety - w środku każdej było wydrukowane „Szczęść Boże Młodej Parze" na tle dwóch gołąbków albo splecionych szyjami łabędzia i łabędzicy. Kiedy uświadomiłem sobie, że dostaną (on i jego właśnie poślubiana żona) kilkadziesiąt takich cudeniek, postanowiłem zrobić coś własnoręcznie. Nie było to może dzieło sztuki - zdjęcie z wakacji sprzed kilkunastu lat - na zdjęciu Śmiały, czyli późniejszy Pan Młody (wtedy jeszcze młodszy, ale nie wpadło by mi do głowy, że kilkanaście lat później będzie się o nim mówiło per Pan Młody), jego amerykańscy kuzyni (Sebek i Śliwka) i ja. Do zdjęcia dołączony był wiersz:


„Wierszyk na ślub Śmiałego dołączony do zdjęcia z Tatr słowackich"

 

Zamiast pocztówki z białym koniem

I panem, który trzyma bat,

Daję Ci w darze stare zdjęcie,

Równo sprzed jedenastu lat.

Zdjęcie jak zdjęcie: ławka, ludzie,

A wokół dumna górska głusza,

Zdjęcie jak zdjęcie - nie wiem czemu

Lecz jakoś mnie to zdjęcie wzrusza.

Sebek i Śliwka (taki mały!),

Słowackie Tatry późnym latem,

Wtedy w Sanoku dziadek Janek

Jeździł pomarańczowym fiatem.

Tacyśmy na tym zdjęciu ładni,

Trochęśmy na nim zamyśleni...

O czym Ty wtedy mogłeś myśleć?

Że się za chwilę będziesz żenił?

Zamiast pocztówki z obrączkami,

Panią i panem, i łabędziem,

Daję Ci zdjęcie z dawnych czasów

I powiem Ci co dalej będzie:

Przed nami jeszcze życia kawał,

Morze cudownie czystej wódki,

Jedzenie - a co za tym idzie

Dwa, może nawet trzy podbródki,

Dziewczyny będą nas podrywać

Choć człowiek już nie będzie młody

(No cóż w kolejce po intelekt

Bóg nie poskąpił nam urody).

Lecz my je wszystkie przegonimy

Te Baśki, Ewy i Beaty,

Bo my się już nie podrywamy

Od kiedy Śmiały jest żonaty!


            Po wierszu następowały życzenia, ale bardzo prywatne, więc ich tutaj cytował nie będę. A co do wróżb na przyszłość - sprawdziło się prawie wszystko. No może poza tym tłumem podrywających nas młodych dziewcząt. I to morze wódki z każdym rokiem zmniejsza się do rozmiarów typowego stawu hodowlanego. Całe szczęście, że Śmiały żenił się już parę lat temu, bo gdyby ten ślub miał być teraz, być może dopisałbym coś w stylu:

Przyszłość nam wróżę sielską, ładną,

Będziemy sobie żyć radośnie,

Może ambicje nam opadną,

Lecz za to cholesterol wzrośnie.


Oj, czuję, że zaraz zacznę się wzruszać myśląc o upływie czasu. I to będzie już trzecie wzruszenie w tym miesiącu. Nie wiem czy to nie za dużo, bo przecież „jak się człowiek wzrusza, to nie ma kołaczy" (beznadziejne - nie rymuje się i niemądre).   


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (32) | dodaj komentarz

"Ten język"

poniedziałek, 17 maja 2010 14:49

Rośnie gorączka wywołana sporami politycznymi. I to rośnie nie tylko u głównych bohaterów tego sporu, jakieś trzydzieści osiem i trzy kreski mamy również i my - bibliotekarze, aptekarze, dziennikarze, przedstawiciele handlowi, ortopedzi i górnicy, i hutnicy, i murarze, kolejarze... tara bam, tara bam, wróg nie wydrze pieśni nam. Przepraszam, zapędziłem się w pieśń masową z poprzedniej epoki.


Rozmowa w parku. Pan nie zwraca się do pani, tylko do pieska, z którym pani spaceruje:
- Oj, jaka śliczna sunia. Mamusia bokserka, tatuś pinczerek jak widzę. A na kogo pańcia suni będzie glosowała? Sunia szczeknie raz na Platformę albo dwa razy na PiS.
- A niby dlaczego na Platformę ma tylko raz szczeknąć? Co to, Platforma gorsza? Urna, nie liż pana! Idziemy! Urna, do nogi!
Nie zdziwiłbym się, gdyby się okazało, że już są pizzerie, które zwolennikom jednego z kandydatów na prezydenta gratis dodają ser pleśniowy i sos czosnkowy. Co zresztą przez jednych może być uważane za zachętę do glosowania na tego właśnie, przez drugich może być odebrane jako obrzydzanie kandydata zapachem i skojarzeniem.


Do programu telewizyjnego, w którym regularnie występuję zadzwonił zdenerwowany widz. Dzwoni coraz więcej zdenerwowanych. Ten akurat musiał powiedzieć, że nienawidzi pewnego publicysty, który jasno opowiada się po jednej ze stron konfliktu politycznego, i że ten publicysta "tak ten język wystawia jak rekin". Przejrzałem dwie części filmu "Szczęki" na zwolnionych obrotach. Nigdzie nie było sceny z rekinem wystawiającym język. A zwłaszcza "ten język". Po prostu gorączka. Zaczynamy widzieć rzeczy, których w rzeczywistości nie ma. A może są? Tylko amerykańscy filmowcy nie potrafią ich pokazać. Na szczęście potrafią polscy publicyści.


Mam tylko nadzieję, że kiedy zaczniemy (a zaczniemy na pewno) złorzeczyć, przeklinać, rzucać uroki, będziemy stosować cywilizowane formy, tak zwane "miękkie przekleństwa". Ot, zwykłe "żebyś tak trochę przytyła", „żebyś tak przed debatą telewizyjną do żadnego solarium nie mógł się dostać" albo "żeby ci lot na wakacje o tydzień przesunęli, a jak już dolecisz, to żeby się okazało, że kurs euro jest niekorzystny". Wierzę, że nie dojdziemy do poziomu, który w "Opowiadaniach odeskich" opisał Babel. Otóż starcy skłóceni z zarządcą cmentarza Brojdinem i członkami związku (pracownikami samorządu) "...przeklęli szpik w kościach Brojdina i członków związku, świeże nasienie w łonie ich żon oraz przewidzieli dla każdego z nich osobny rodzaj paraliżu i wrzodów". Mam nadzieję, że się opamiętamy i w odpowiednim momencie zauważymy, że jest parę spraw ważniejszych od polityki. Że słońce świeci (no dobrze, głównie na Kanarach, ale do nas też wróci), że wiosna jest, że można się kochać, psa poczochrać, pójść do kina, do ZOO. A właśnie, ciekawe czy w warszawskim są rekiny. Bo strasznie mnie intryguje sprawa "tego języka". Idę sprawdzić, tylko muszę wyłączyć telewizor, w którym akurat wypowiada się publicysta, który tym nosem tak rusza jak zaskroniec. Koniec.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (31) | dodaj komentarz

poniedziałek, 27 marca 2017

Licznik odwiedzin:  5 579 064  

Polecamy



Tym razem do prześmiesznych rozmów na pełnych prawach włącza się trzecia wybitna postać - Wojciech Karolak. Słynny jazzman, podpytywany przez dociekliwego Andrusa, barwnie opowiada o małżeństwie z Czubaszek, a jest to związek nie zawsze zgodnych indywidualistów!

"Nowy album „Piłem w Spale... I co dalej?" to zapis koncertu, który odbył się rok temu w Warszawie, w Teatrze Syrena. Był to nie tylko wieczór koncertowy, ale również wydarzenie towarzyskie - Andrus zaprosił na scenę przyjaciół: Marię Czubaszek, Hannę Śleszyńską, Andrzeja Poniedzielskiego, Grupę MoCarta, Chór Collegium Musicum Uniwersytetu Warszawskiego i muzyków, z którymi stale współpracuje - Łukasza Borowieckiego, Wojciecha Steca i Pawła Żejmę.


"Książka zawiera osiem zabawnie ilustrowanych bajek o charakterze satyrycznym, przeznaczonych zarówno dla dzieci (5-7-letnich), jak i dla dorosłych. Bajki w satyryczny sposób przedstawiają cechy i przypadłości ludzkie, ujawniające się w wieku dziecięcym, z którymi borykamy się do późnej starości, np. brak tolerancji, brak życzliwości, egocentryzm, chciwość itp. Bajki zawierają przesłanie czytelne dla obu grup odbiorców. Do książki dołączona płyta z bajkami nagranymi częściowo przez autora."


"Blog osławiony między niewiastami" to nie tylko papierowy wybór najlepszych i najśmieszniejszych tekstów z jego bardzo popularnego bloga internetowego, ale także swoiste „Dzieła wybrane”.


"Myśliwiecka" zawiera piosenki Artura Andrusa zaśpiewane przez samego Autora. Są to głównie utwory kabaretowe, pisane do programów telewizyjnych i na potrzeby występów estradowych.


Rozmowa dwóch wybitnych osobowości polskiej sceny kabaretowej – Artur Andrus wnikliwie przepytuje Marię Czubaszek z jej twórczości oraz burzliwego życia towarzyskiego i rodzinnego.

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Bloog pod patronatem Nieformalnego Stowarzyszenia Umiarkowanego Ograniczania Nadmiaru Wolności w Internecie (NSUONWwI)

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl