Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 243 445 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Staruszek portier

poniedziałek, 30 maja 2011 11:42

Pamiętasz – była jesień…

Mały hotel „Pod Różami”,

Pokój numer osiem…

Staruszek portier

Z uśmiechem dawał klucz…

Jakie to szczęście, że niektóre rzeczy zostały już napisane! Bo gdyby podobną scenę ktoś chciał opisać dzisiaj? To jakby to było?

Pamiętasz – była jesień…

Hotel „Etap”,

Pokój dwieście siedemdziesiąt cztery…

Piętro czwarte,

Młoda portierka

Z uśmiechem dawała kartę…

Ani to rymu, ani rytmu, ani wdzięku nie ma. Że już nie wspomnę o znaczeniu uśmiechu. Uśmiech młodej portierki znaczy teraz mniej więcej tyle, co „Sto osiemdziesiąt to teraz, a rano jeszcze trzeba będzie trzydzieści dwa złote za parking dopłacić, ha, ha…”.

Uśmiech staruszka portiera znaczył coś zupełnie innego. Że on wie, że rozumie, że sam kiedyś był młody.

Może warto byłoby przywrócić instytucję Staruszka Portiera w każdym hotelu? Wiem, że nowe czasy, że teraz liczy się co innego. Kilka języków, kreatywność, umiejętność analitycznego myślenia i pracy zespołowej, obsługa systemu operacyjnego Windows 98, MS Word, MS Power Point… Ale może chociażby na umowę o dzieło? Na kilka godzin dziennie.

Ktoś taki jest również symbolem tradycji hotelu. Nawet obiekt wybudowany całkiem niedawno, wygląda dużo poważniej, kiedy uśmiecha się w nim staruszek portier.

                Hotel powinien tworzyć własna historię. Tylko niektóre od razu ją mają. W Lidzbarku Warmińskim, z którym od lat jestem związany za sprawą Wieczorów Humoru i Satyry, na podzamczu historycznej siedziby biskupów warmińskich, powstał hotel. W związku z tym, że w tych murach mieszkali lub bywali: Ignacy Krasicki, Mikołaj Kopernik, Paweł I Romanow, Zygmunt III Waza – prawdziwa i piękna historia już jest. Ale na przykładzie tego miejsca, można też pokazać, że da się jeszcze trochę „podregulować” historię. Otóż źródła naukowe informują, że w Lidzbarku przebywał również Napoleon Bonaparte. Niestety, te same źródła dodają, że w Lidzbarku nie nocował, co, w przypadku instytucji zajmującej się organizacją ludzkiego spania, trochę burzy nam tak ładnie napisaną opowieść. Ale od czego wyobraźnia? Kto z całą pewnością może stwierdzić, że się przynajmniej nie zdrzemnął?

Jeśli któryś hotel chce – niech korzysta z tego patentu. „W miejscu, w którym stoi nasz hotel, stała kiedyś lipa, pod którą zachciało się spać Fryderykowi Chopinowi”. „Tutaj, w drodze do Ameryki, ziewnął Ignacy Jan Paderewski. Świadkiem tego zdarzenia był mały Jaśko, który do dziś pracuje  w naszym hotelu i z uśmiechem poda Państwu klucz”.


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (25) | dodaj komentarz

„Noc Muzeów”

wtorek, 24 maja 2011 8:41

Czy w czasach finansowego kryzysu i szalejącego bezrobocia można zostać upokorzonym propozycją pracy? Można. Ja zostałem. Kilkanaście dni temu odbieram telefon, miły głos pyta:

- Czy ma pan wolną sobotę czternastego maja?

- Mam.

- To proponujemy panu występ w ramach „Nocy Muzeów”.


        To już? Czterdziestoletni facet z ledwie kilkunastoletnim stażem w show–biznesie? ”Noc Muzeów”? Ale przyjąłem. I było miło.


Przy okazji występu zobaczyłem, jak olbrzymią popularnością cieszy się ta inicjatywa. W nocy z 14 na 15 maja, centrum Warszawy było zakorkowane bardziej niż okolice cmentarza na Powązkach 1 i 2 listopada. Może trochę inna była też atmosfera towarzysząca temu zgromadzeniu. 1 listopada nie widziałem pod Powązkami ubranych na zielono młodych ludzi, grających na bębnach. A tutaj byli. Swoją drogą do tych listopadowych uroczystości też mogliby się włączyć. Tylko ubrać się na czarno, grać wolniej, ciszej, mniej skoczne kawałki.


Ale wracając do „Nocy Muzeów”. Pomysł świetny. I nie zgadzam się z krytykami, którzy twierdzą, że to namawianie ludzi do tego, żeby tylko raz w roku przyszli do muzeum. Po pierwsze, lepiej raz w roku, niż wcale, po drugie – ja mam tak, że jak coś zwiedzam w środku nocy, to zazwyczaj na drugi dzień mam tylko mgliste wspomnienie tego, że byłem gdzieś poza domem. Ale gdzie i co widziałem – nie wiem. Podejrzewam, że wielu uczestników nocnego zwiedzania ma podobnie i następnym razem, wchodząc w dzień do muzeum zwiedzanego kiedyś w nocy, nawet nie pomyśli, że już tutaj byli. Ale skąd ta popularność? Czy to dlatego, że za darmo, czy dlatego, że w nocy?


Jakkolwiek brzmiałaby odpowiedź na to pytanie, należałoby skorzystać z sukcesu „Nocy Muzeów” i natychmiast wymyślić następne. „Noc Podatków” – powiedzieć społeczeństwu, że można w każdym urzędzie skarbowym, w nocy, za darmo, zapłacić podatki od ukrywanych wcześniej dochodów. Albo „Noc Higieny” – za darmo, w nocy, można się umyć. Akurat „Noc Higieny” można połączyć z „Nocą Muzeów”. Przenośne kabiny prysznicowe ustawić przed każdym muzeum. Oczywiście z liczbą „Nocy Czegoś” nie można przesadzić, bo w końcu trzeba będzie również organizować „Noce Snu” czyli „Noce Nocy”, w czasie których uczestnicy innych „Nocy” będą się mogli wreszcie wyspać.


Już do tej inicjatywy podłączają się różne instytucje. Można było zwiedzać sejm, banki, Giełdę Papierów Wartościowych. Nie miałem wcześniej pojęcia, że są to instytucje muzealne. Nie zdziwiłbym się, gdyby w przyszłym roku do obchodów dołączyły się kluby nocne. „Taniec erotyczny dwudziestolecia międzywojennego. Tylko u nas oryginalne tancerki!”. Tyle, że kluby nocne, „Noc Muzeów” powinny organizować w dzień. Bo co to za atrakcja przyjść do klubu nocnego w nocy?


     Jeszcze raz chciałbym autorom pogratulować pomysłu. Miarą jego wartości może być chociażby to, że hasło „Noc Muzeów” trafia do języka potocznego. Oto zapis mojej rozmowy z sąsiadem rodziców, panem Markiem. Pan Marek z żoną w ogródku, ja wychodzę.

- Dzień dobry panie Marku.

- A, dzień dobry. A dokąd to, panie Arturze?

- Idę na „Noc Muzeów”. Pan się nie wybiera?

(Pan Marek wymownie spogląda na żonę)

- A po co? Wystarczy, że wejdę do sypialni.


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (18) | dodaj komentarz

SRM (syndrom rodzica maturalnego)

poniedziałek, 16 maja 2011 9:29

Nie mam dostępu do tych danych, ale ciekaw jestem, czy przypadkiem w okresie matur, w aptekach nie notuje się nagłego wzrostu sprzedaży środków uspokajających? I nie chodzi o samych maturzystów. Albo dla nich to żadne przeżycie, albo telewizje manipulują – 90% wychodzących z sal egzaminacyjnych ma promienny uśmiech na twarzy. Natomiast warto by było w tym samym czasie porównywać wyrazy twarzy maturzystów z wyrazami twarzy ich rodziców. Tu już może być zauważalna różnica.

 

Zapytałem Słuchaczy mojej audycji o Ich doświadczenia, poprosiłem o radę dla innych rodziców, których pociechy właśnie teraz zdają maturę. Dygresja – trzeba będzie kiedyś dokładniej się  zastanowić, dlaczego dzieci nazywa się „pociechami”? Przecież bywają różne. I gdyby ich rodzice nie posługiwali się wyłącznie językowymi stereotypami, być może mówiliby tak:

- Mam pięcioro dzieci, w tym jedną pociechę, troje utrapień i jedno tsunami.


      Wracajmy do losu rodziców maturzysty. Jak przeżyć taki stres? Jak nie zwariować? W czasie radiowej dyskusji pojawiły się różne propozycje - od przymusowego wysyłania rodziców na zagraniczne wakacje w czasie trwania matur, przez organizowanie grup wsparcia (tak, żeby mogli siedzieć razem i trzymać się za ręce), uruchamianie specjalnych portali typu www.ojciecmaturzysty.pl, aż do organizowania zawodów sportowych, zwłaszcza pojedynków bokserskich.


Te podane przed chwilą są wymyślone, ale na dowód, że nie jest to problem błahy, że matura dziecka naprawdę ma wpływ na zachowanie się człowieka, zacytuję kilka fragmentów listów od Słuchaczy:

Mateusz: Rodzice podczas mojej matury systematycznie pili herbatki ziołowe na uspokojenie, a tata dodatkowo (ku zdumieniu mamy) odnalazł w sobie pasje do sadzenia kwiatów.

Maturzystka: Informuję, że najskuteczniejszym sposobem na nerwy przedmaturalne okazało się wysłanie mamy na beatyfikację do Rzymu. Wyjazd kilka dni wcześniej, żeby można się było pouczyć i powrót po. Rewelacja. Zdaję kolejne. Mama w Barcelonie.

Monika: A ja w trakcie matury oznajmiłam rodzicom że jestem w ciąży. Momentalnie przestali się stresować maturą :-). Dzisiaj, jako mama dziewczynki w pierwszej klasie LO, zastanawiam się, czy nie można byłoby uznać mojej córce tego, iż jedną maturę już zdawała i z tego powodu dać jej za dwa lata jakieś fory?

Michał:  Zapracowany ojciec, jakieś dwa tygodnie po mojej maturze, mówi:

               Ojciec: Ty, chodź siądziemy do matematyki, żebyś przynajmniej

                            to zdał.

               Ja: Yyy...? Już po maturach.

               Ojciec: Yyy... Widziałeś jak „Wisła” grała wczoraj?


Waldek:  Kiedy uczyłem się do matury, moja kochająca i pełna optymizmu babcia, widząc mnie ślęczącego nad książkami, z rozbrajającą szczerością stwierdziła:

                 -  Po co ty się wnusiu uczysz? Przecież i tak nie zdasz.

                 Dodam tylko, że zrobiłem babci na złość i zdałem.


                Podsumowując: picie herbatki i prace w ogródku, wyjazd na beatyfikację do Rzymu (albo Barcelony),  niespodziewana ciąża córki (nagłe ojcostwo syna), zapracowanie – to są metody już sprawdzone i godne polecenia. Mam wredny charakter i korci mnie, żeby lansować model  wymyślony przez babcię pana Waldka. Najlepszym sposobem na pozbycie się własnego stresu, jest stresowanie uczącego się dziecka.  Albo można skorzystać ze światłych porad wybitnych poetów. I trawestując myśl Jeremiego Przybory, który w piosence „W czasie deszczu dzieci się nudzą” stwierdzał, że:

„Więc tu trzeba by zalecić:

  w czasie deszczu nie mieć dzieci!...”

po prostu

„Dobrą radę dam wam ja tu:

 nie być ojcem w czasie matur!

 Żeby wszystko poszło gładko,

 w czasie matur nie być matką!...”

Zrzec się praw rodzicielskich na maj, ruszyć w miasto, wrócić w czerwcu i wynagrodzić to nadmiarem miłości wyrażonym w banknotach emitowanych przez Narodowy Bank Polski, gdyż są one prawnym środkiem płatniczym w Polsce.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (42) | dodaj komentarz

sobota, 27 maja 2017

Licznik odwiedzin:  5 613 246  

Polecamy



Tym razem do prześmiesznych rozmów na pełnych prawach włącza się trzecia wybitna postać - Wojciech Karolak. Słynny jazzman, podpytywany przez dociekliwego Andrusa, barwnie opowiada o małżeństwie z Czubaszek, a jest to związek nie zawsze zgodnych indywidualistów!

"Nowy album „Piłem w Spale... I co dalej?" to zapis koncertu, który odbył się rok temu w Warszawie, w Teatrze Syrena. Był to nie tylko wieczór koncertowy, ale również wydarzenie towarzyskie - Andrus zaprosił na scenę przyjaciół: Marię Czubaszek, Hannę Śleszyńską, Andrzeja Poniedzielskiego, Grupę MoCarta, Chór Collegium Musicum Uniwersytetu Warszawskiego i muzyków, z którymi stale współpracuje - Łukasza Borowieckiego, Wojciecha Steca i Pawła Żejmę.


"Książka zawiera osiem zabawnie ilustrowanych bajek o charakterze satyrycznym, przeznaczonych zarówno dla dzieci (5-7-letnich), jak i dla dorosłych. Bajki w satyryczny sposób przedstawiają cechy i przypadłości ludzkie, ujawniające się w wieku dziecięcym, z którymi borykamy się do późnej starości, np. brak tolerancji, brak życzliwości, egocentryzm, chciwość itp. Bajki zawierają przesłanie czytelne dla obu grup odbiorców. Do książki dołączona płyta z bajkami nagranymi częściowo przez autora."


"Blog osławiony między niewiastami" to nie tylko papierowy wybór najlepszych i najśmieszniejszych tekstów z jego bardzo popularnego bloga internetowego, ale także swoiste „Dzieła wybrane”.


"Myśliwiecka" zawiera piosenki Artura Andrusa zaśpiewane przez samego Autora. Są to głównie utwory kabaretowe, pisane do programów telewizyjnych i na potrzeby występów estradowych.


Rozmowa dwóch wybitnych osobowości polskiej sceny kabaretowej – Artur Andrus wnikliwie przepytuje Marię Czubaszek z jej twórczości oraz burzliwego życia towarzyskiego i rodzinnego.

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Bloog pod patronatem Nieformalnego Stowarzyszenia Umiarkowanego Ograniczania Nadmiaru Wolności w Internecie (NSUONWwI)

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl