Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 235 669 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Honorowy motorniczy

piątek, 24 maja 2013 8:50

Historii można się uczyć wszędzie. Na przykład w samochodzie. Niedawno tak właśnie dowiedziałem się czegoś o rozegranej w okolicach Kętrzyna bitwie litewsko – krzyżackiej. Jadę sobie, słucham radia, pan w wiadomościach zapowiada rekonstrukcję tej bitwy. I kończy takim komunikatem:

- Bitwa potrwa godzinę i zakończy się zwycięstwem wojsk krzyżackich.

Jeśli to wierna rekonstrukcja, to długo się rycerze nie męczyli. Nie miałem pojęcia, że dawni wodzowie tak precyzyjnie umawiali się na bitwy. Może przestrzegania czasu walki pilnowali przedstawiciele Związku Zawodowego Rycerzy i Wojów „Cięciwa”?

 

Jestem zachwycony konkretem tej zapowiedzi. Człowiek wie, co go czeka, nie wygłupi się wręczając na koniec rekonstrukcji kwiaty księciu litewskiemu. A jeśli już, to chryzantemy. A mistrzowi krzyżackiemu jakieś weselsze, na przykład goździki. Tego typu konkretne informacje należałoby podawać w przypadku każdej zapowiedzi: meczu („Spotkanie potrwa 94 minuty i zakończy się zwycięstwem Borussii Dortmund”), kolejnego odcinka serialu („Romans Marty i Janusza potrwa 12 minut i to ona zdradzi go z Maćkiem”), książki („Powieść potrwa 320 stron i zabije Kenneth”), wyborów („Kampania potrwa miesiąc i wygra chadecja”).

 

Historii można się uczyć wszędzie. Nawet na wieczorach kabaretowych. Niedawno prowadziłem taki w Olsztynie i dowiedziałem się, że kiedyś po tym mieście jeździły tramwaje. Pojawiło się nawet historyczne zdjęcie z 1959 roku, kiedy to Olsztyn otrzymał w darze tramwaj od Koszalina. Nie wiem jak się rozwinęła przyjaźń olsztyńsko – koszalińska (bo na przykład nie podano informacji, czy Koszalin podarował ten tramwaj dobrowolnie), ale obrazek był tak piękny, że podsunął mi pewien pomysł, który ja podsuwam teraz stosownym władzom. Otóż przyjaźń między miastami powinna być symbolizowana przekazywaniem sobie tramwajów. Bez względu na to, czy obdarowywany ma sieć torów tramwajowych i linii energetycznych umożliwiających uruchomienie takich połączeń. Chodzi o symbol. Darowanie sobie tramwaju to coś więcej niż wymiana młodzieży, wizyta samorządowców, podpisanie porozumienia o współpracy na poziomie podstawowych szkół muzycznych. Może nie jeździć. Niech stoi w centralnym punkcie miasta jako mechaniczny dowód prawdziwej przyjaźni. Można w nim otworzyć kawiarnię, małe kino, muzeum.  Albo prowadzić w tramwaju warsztaty tradycyjnego wypieku chleba w bawarskich strojach lnianych z XVIII wieku. To co, że nie ma tradycji? Ona się stworzy. Za kilkadziesiąt lat będzie się pokazywało zdjęcia z uroczystości przekazania tramwaju. Można ustanowić tytuł „honorowego motorniczego miasta”, pisać piosenki. Zainspirowany tym zdjęciem z 1959 roku, zacząłem pisać taką o olsztyńskim motorniczym:

 

Motorniczego z Olsztyna

Pożąda każda dziewczyna,

Bo motorniczy z Warmii

Popieści i nakarmi,

Bo warmiński motorniczy,

Nie kłóci się, nie handryczy

Tylko jak wróci z roboty

Rzuci dwaeścia złoty*

I całując żonę w twarz

Powie krótko: „Masz”.

 

Oszałamiająco przystojny motorniczy mógłby spoglądać uwodzicielsko z plakatów zapraszających do odwiedzenia miasta. Mężczyzn zachęcałby do przyjazdu slogan reklamowy:

 

Lasy z żywą dziczyzną!

Jedź do Olsztyna kolego!

Tutaj czeka na ciebie, mężczyzno,

Żona motorniczego.

 

Jeszcze raz apeluję: obdarowujmy się tramwajami! Tramwaj – to brzmi dumnie!

 

*dwaeścia złoty – właśc. „dwadzieścia złotych” – branżowe określenie kwoty wręczanej żonie używane w środowisku warmińskich motorniczych w połowie XX wieku.


Podziel się
oceń
149
9

komentarze (119) | dodaj komentarz

Podanie

czwartek, 16 maja 2013 8:38

Wzruszyłem się. Chyba zawyżam Narodową Średnią Wzruszeń (NŚW), bo to już trzeci raz w tym roku. I to nie przez książkę, film, piosenkę czy widok ptaszka lecącego z patyczkiem w dziobie w kierunku drzewa, w gałęziach którego urządza gniazdo dla siebie i swojej wybranki, w ramach programu „Ptaszyna na Swoim”.

 

Dostałem oryginał mojego podania o przyjęcie do liceum. I się wzruszyłem. Kartka papieru kancelaryjnego jeszcze nie całkiem pożółkła. Staranne pismo, równe marginesy. W lewym górnym rogu imię, nazwisko i adres, w prawym miejsce i data:                                                               

Sanok 86-04-02

 

Dyrekcja II Liceum Ogólnokształcącego

w Sanoku

Ul. Mickiewicza 11

 

Uprzejmie proszę o przyjęcie mnie do klasy pierwszej liceum ogólnokształcącego o profilu matematyczno – fizycznym.

 

Prośbę swą motywuję tym, że interesuję się fizyką i matematyką, i chciałbym rozwijać swoje zainteresowania w tym kierunku.

 

Brałem udział w olimpiadach:

- z matematyki – zawody rejonowe

- j. rosyjskiego – 6 miejsce na szczeblu miejskim

- z geografii – 12 miejsce na szczeblu rejonowym

 

                                                                                                                             Artur Andrus

 

Załączniki:



1.       Wykaz ocen za I półrocze kl. VIII.
2.       Świadectwo ukończenia szkoły podstawowej (po zakończeniu nauki).
3.       Świadectwo zdrowia.
4.       Wyciąg z dowodu osobistego rodziców.
5.       Trzy fotografie.

 

Mój Boże! Maleńki Arturek, swoją malutką rączką pisał coś takiego prawie trzydzieści lat temu. A ileż w tym fantazji! Proszę o przyjęcie do klasy matematyczno – fizycznej, bo interesuję się fizyką i matematyką! Ciekawe, czy zdarzył się kiedyś ktoś, kto prosił o przyjęcie do klasy biologiczno – chemicznej, gdyż interesuję się historią, ale już nie chce się rozwijać? I te oszałamiające sukcesy w olimpiadach! To musiało robić wrażenie na członkach komisji rekrutacyjnej. Ciekawe ilu było uczestników rejonowego szczebla olimpiady geograficznej? Trzynastu? Czternastu? Gdyby było tylko dwunastu, pewnie bym się nie posłużył miejscem. Zastosowałbym ten sam wybieg, co w przypadku olimpiady z matematyki.

 

Może to przypadek, ale zaraz po przejrzeniu mojego podania o przyjęcie do liceum, trafiłem w gazecie („Rzeczpospolita” 30.04.2013) na artykuł „Polska potęga nastoletnia”, wychwalający naszych licealistów, którzy uczestniczyli w Światowej Olimpiadzie Fizycznej w Indonezji. Jakub wspomina: „Musiałem m.in. obliczyć kształt tornada, a także jak szybko beczka z piaskiem wypełni się ropą naftową wpływającą do niej pod dużym ciśnieniem…”. Że też nikt nie zaprotestuje! Toż to najlepszy dowód na próbę drenażu polskich mózgów! Jakie tornado? Jaka ropa? Polski uczeń powinien obliczać kształt halnego, który pod ciśnieniem, do beczki z piaskiem wciska wodę z potocka, hej!

 

I jeszcze jedno – może ktoś z Państwa mi wyjaśni, co to oznacza - śni mi się, że piszę maturę. I że nic nie wiem. A drugi sen mam taki, że uświadamiam sobie, że skończyłem studia, mam dyplom, pracuję już parę lat, ale chyba wcześniej nie zdałem matury. I we śnie zaczynam się martwić, że wszystko, co dotychczas zrobiłem, było „na czarno”, że nielegalnie używałem tytułu „redaktor”. Że ktoś to odkryje, wyrzuci mnie z radia, zabroni występów. Że będę musiał jeszcze raz prosić o przyjęcie mnie do liceum i prośbę swą motywować tym, że chciałbym zdać maturę, bo wcześniej nie zdałem. I czym ja się w podaniu pochwalę? Że zająłem dwunaste miejsce na szczeblu rejonowym ogólnopolskiego konkursu poetyckiego o województwie podkarpackim „Wszystko jest Podkarpacie”? Oto nagrodzony wiersz. Zatytułowałem go „Dębica, Dębica”:

 

Dębica, Dębica,
Piękna okolica,
Chociaż zimą ślisko
Do Rzeszowa blisko,
Mieszkam tutaj z matką
I wyjeżdżam rzadko,
Bo
Dębica, Dębica,
Piękna okolica.

 

W „Księdze Snów”, którą kiedyś kupiłem na straganie, nie ma hasła „matura”. Jest tylko „matka” („Słyszeć wołanie matki – nie robimy tego, co powinniśmy”), a potem „medal” („Zgubić medal – koniec zmartwień związanych ze zdrowiem”). A „matury” nie ma. Czyżby tylko mnie jednemu się śniła?


Podziel się
oceń
206
19

komentarze (150) | dodaj komentarz

Zasłyszane, przeczytane, zobaczone, benefis.

środa, 08 maja 2013 10:49

Zasłyszane w budce z kebabem:

 

- Z baraniny?

- Baraniny nie lubię.

- To z kurczaka?

- A nie ma pan mięsa lamy?

- A gdzie pan jadł taki kebab?

- W Londynie jadłem tylko z mięsa lamy.

- A wie pan, że po angielsku „lamb” to baranina?

- Niemożliwe. Baraniny nie lubię.

 

Przeczytane w Internecie. O piosenkarce:

 

- Ma wspaniały głos, świetne nogi, bardzo dobrze się prezentuje na scenie, aż chce się z nią nagrywać piosenki.

 

Autor tych słów nie wyjaśnił, co w tym nagrywaniu jest ważniejsze: głos czy nogi. Podejrzewam, że nogi. Im dłuższe, tym wyżej artystka może zaśpiewać?

 

Zobaczone w drodze.

 

Zatrzymałem się pod słynną figurą Chrystusa w Świebodzinie. Robi wrażenie. Wysoka. Podobno do niedawna najwyższa na świecie. U stóp stoi skarbonka na ofiary. A ofiary zbierane są na:

 

a)      budowę alejek,

b)      budowę wodospadu.

 

 Alejki jak alejki, ale wodospad widzę ogromny. Mam nadzieję, że budowniczy nie będą powstrzymywali swojego temperamentu i już niedługo koło Świebodzina będziemy mogli podziwiać coś większego niż przereklamowana Niagara.

 

Benefis.

 

Na krakowskim Przeglądzie Kabaretów PAKA zorganizowano mi benefis. Sprawdziłem co to znaczy. Znalazłem na przykład taką definicję:

 

Benefis – spektakl, koncert, pokaz lub podobna uroczystość, wydana dla konkretnej osoby, zespołu lub instytucji dla uczczenia dorobku jej działalności. W uroczystości takiej występuje sam uhonorowywany podmiot, czyli benefisant oraz zaproszeni przez benefisanta goście. Uroczystość ma charakter retrospektywny i odbywa się najczęściej z okazji jubileuszu.

 

Tyle, że ja… Chyba nie obchodzę żadnego jubileuszu… Z tym dorobkiem do uczczenia też bym nie przesadzał… Chociaż… Zaczynają do mnie docierać coraz bardziej zaskakujące informacje. Jeden z kolegów muzyków opowiadał o sytuacji z występu jego zespołu jazzowego dla pracowników jakiejś firmy. To, co mieli w repertuarze, niespecjalnie odpowiadało gościom wieczoru. W końcu, do lidera podszedł lekko już „ubankietowiony” organizator i zaproponował:

 

- Zagrajcie coś Rolling Stonesów. Albo „Piłem w Spale, spałem w Pile”.

 

Ale czy to już wystarczający powód do organizowania mi takich uroczystości? Wiem! Usłyszeli w radiu, że kaszlę! A jak ktoś zaczyna kaszleć, to trzeba mu czym prędzej zrobić benefis. Żeby zdążyć. Benefis jest też dobrą okazją do sponiewierania benefisanta. Tak było i tym razem. Bliscy mi dotychczas ludzie kazali mi się na oczach zdziwionej publiczności m.in. przebrać w kompletny strój świnki i zatańczyć na stole. Ale spokojnie! Przyjdzie czas wyrównywania rachunków! Oni też będą mieli benefisy!

 

Przy okazji tej uroczystości zacząłem się poważniej zastanawiać nad sensem i celem tego, co robię. Sens jest taki, że niczego innego robić nie potrafię. Ale jaki jest cel? Do czego zmierzać? Od wczoraj już wiem. W Sztokholmie otwarto muzeum ABBY. I jeszcze podano, że zespół sprzedał ponad 370 milionów płyt. Z płytami mogę nie dać rady, ale będę robił wszystko, żeby kiedyś powstało moje muzeum w Sztokholmie. A gdyby się nie udało, to proszę mi w rodzinnym Sanoku wybudować wodospad. Będzie to akt o wymiarze symbolicznym. Przecież od lat zawodowo zajmuję się laniem wody.

 


Podziel się
oceń
209
12

komentarze (86) | dodaj komentarz

poniedziałek, 27 marca 2017

Licznik odwiedzin:  5 579 089  

Polecamy



Tym razem do prześmiesznych rozmów na pełnych prawach włącza się trzecia wybitna postać - Wojciech Karolak. Słynny jazzman, podpytywany przez dociekliwego Andrusa, barwnie opowiada o małżeństwie z Czubaszek, a jest to związek nie zawsze zgodnych indywidualistów!

"Nowy album „Piłem w Spale... I co dalej?" to zapis koncertu, który odbył się rok temu w Warszawie, w Teatrze Syrena. Był to nie tylko wieczór koncertowy, ale również wydarzenie towarzyskie - Andrus zaprosił na scenę przyjaciół: Marię Czubaszek, Hannę Śleszyńską, Andrzeja Poniedzielskiego, Grupę MoCarta, Chór Collegium Musicum Uniwersytetu Warszawskiego i muzyków, z którymi stale współpracuje - Łukasza Borowieckiego, Wojciecha Steca i Pawła Żejmę.


"Książka zawiera osiem zabawnie ilustrowanych bajek o charakterze satyrycznym, przeznaczonych zarówno dla dzieci (5-7-letnich), jak i dla dorosłych. Bajki w satyryczny sposób przedstawiają cechy i przypadłości ludzkie, ujawniające się w wieku dziecięcym, z którymi borykamy się do późnej starości, np. brak tolerancji, brak życzliwości, egocentryzm, chciwość itp. Bajki zawierają przesłanie czytelne dla obu grup odbiorców. Do książki dołączona płyta z bajkami nagranymi częściowo przez autora."


"Blog osławiony między niewiastami" to nie tylko papierowy wybór najlepszych i najśmieszniejszych tekstów z jego bardzo popularnego bloga internetowego, ale także swoiste „Dzieła wybrane”.


"Myśliwiecka" zawiera piosenki Artura Andrusa zaśpiewane przez samego Autora. Są to głównie utwory kabaretowe, pisane do programów telewizyjnych i na potrzeby występów estradowych.


Rozmowa dwóch wybitnych osobowości polskiej sceny kabaretowej – Artur Andrus wnikliwie przepytuje Marię Czubaszek z jej twórczości oraz burzliwego życia towarzyskiego i rodzinnego.

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Bloog pod patronatem Nieformalnego Stowarzyszenia Umiarkowanego Ograniczania Nadmiaru Wolności w Internecie (NSUONWwI)

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl