Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 536 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Instytut im. Dobrego Imienia

piątek, 29 czerwca 2007 12:29

W Bogatyni jest biblioteka. Co prawda jest kilka innych miast, w których jeszcze są biblioteki, ale ta zwróciła moją uwagę ze względu na patronów. „Biblioteka Publiczna im. Polskich Noblistów”. To się nazywa pragmatyzm. Ktoś, kto to wymyślił, dobrze wie, że jednym z pierwszych posunięć nowych władz po rewolucjach, przemianach, przewrotach ideologicznych, jest weryfikacja wszelkich patronów. Gdyby więc kiedyś wpadli na pomysł, żeby bibliotece użyczyli swoich nazwisk Władysław Broniewski czy Włodzimierz Majakowski (może i zdolni, ale piszący za i dla komuny), trzeba by zmieniać. Za parę lat z kolei może komuś nie pasować patronat biskupa Krasickiego czy księdza Twardowskiego. A tak, proszę – do Polskich Noblistów nikt się nie przyczepi. Co prawda może ktoś nagle opublikować zawartość dokumentu z twardego dysku jednego z wydziałów carskiej ochrany z roku 1904, z którego wynika, że dwóch członków Svenska Akademien było rosyjskimi agentami (ps. „Wania” i „Kola”), i to oni załatwili nagrodę Sienkiewiczowi (ps. „Natasza”). Ale wtedy zawsze można powiedzieć, że patronką biblioteki jest bardziej Wisława Szymborska niż Sienkiewicz. Dla świętego spokoju nazwę bym uściślił. „Biblioteka Publiczna im. Szlachetnych i Nieskalanych Polskich Noblistów”.

Nadając imiona, wybierając patronów, trzeba być przewidującym, zdawać sobie sprawę z konsekwencji ewentualnej zmiany. Tabliczki z nazwami ulic, pieczątki, druki firmowe – to wszystko kosztuje. Nie szedłbym aż tak daleko, żeby po prostu wszystko ponumerować. „Cześć, mieszkam w siódmym co do wielkości mieście województwa mazowieckiego, na siedemnastej ulicy, w bloku czterdziestym drugim, klatka szósta, piętro trzecie, mieszkanie dwanaście. A zapomniałbym – nazywam się Milijon”. Albo: „Chodzę do klasy piątej, szkoły numer dwadzieścia sześć im. Piętnastu z Prawie Dwóch Tysięcy Czwartaków z Roku 1830”. Nie jest to zgodne z naszą tradycją, brzmi niezbyt ciekawie, zapamiętać trudno. Mam trzy pomysły racjonalizatorskie. Po pierwsze można używać nazw na tyle ogólnych, że nie będą budziły żadnych wątpliwości: Hufiec ZHP im. Szczerych Ludzi, Uniwersytet im. Wybitnych Humanistów, Zakład Naukowy im. Uzdolnionych Adiunktów. Po drugie: można używać nazwisk znanych osób, ale nie wymieniać imion. Każdy już sobie wybierze co i kto mu bardziej odpowiada. Na przykład „Wałęsa Airport”. Jeśli komuś nie pasuje Lech – przyjmuje, że to na cześć Danuty - matki znanej tancerki, albo Marii – znanej tancerki. Albo ulica Sapiehy – do wyboru jest co najmniej dziesięciu (w tym paru szlachetnych i jeden marszałek konfederacji targowickiej). Po trzecie: podawać imiona, a nie podawać nazwisk (przedszkole imienia Edwarda – dla niektórych rodziców bardziej Gierka, dla niektórych Nortona), albo wprowadzać zamieszanie (Szkoła Młodych Talentów im. Seweryna – dla niektórych Andrzeja Seweryna, dla innych Seweryna Krajewskiego). A pieniądze zaoszczędzone na ocalonych przed wymianą tysiącach tabliczek, pieczątek, druków, przeznaczyłbym na jakiś szlachetny cel. Na przykład kupiłbym sobie coś.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (34) | dodaj komentarz

Recydywa, recykling, recytator

czwartek, 21 czerwca 2007 10:56

Stowarzyszenie ekologiczne zwróciło się do mnie z propozycją przygotowania wykładu na temat recyklingu. Już miałem grzecznie odmówić, informując zgodnie z prawdą, że się na tym nie znam, kiedy stanęły mi przed oczami twarze znanych rodaków, którzy też się wypowiadają na tematy, o których nie mają zielonego pojęcia. Przyjąłem zlecenie i oto fragment moich rozważań pod tytułem:

 

Recydywa, recykling, recytator

 

Niby wszyscy wiedzą co to jest recykling. Ale chyba nikt nie spodziewał się, że ta metoda ochrony środowiska może znaleźć tak szerokie zastosowanie we współczesnym świecie. Nie chodzi nawet o cały świat. O niewielką jego część. Taką w kształcie prawie kwadratu, ograniczoną od góry morzem, nad którym sprzedaje się oscypki, od dołu górami, w których sprzedaje się termometry z kotwicą. Tę część świata, do której jeden z najwybitniejszych jej synów zwracał się per „Litwo”. Czyli o Polskę. Otóż tutaj recykling może służyć na przykład do bycia artystą.  W Polsce organizuje się „Festiwale recyklingu”. Sam widziałem w Krakowie plakaty reklamujące taką imprezę.

Słowo „festiwal” najbardziej kojarzy mi się z konkursem piosenki. Domyślam się zatem, że na tym krakowskim śpiewano jakieś songi o recyklingu. Może i ja bym spróbował? Jakoś delikatnie, niezbyt nachalnie. Może o kończącej się miłości między dwojgiem ludzi? A od czasu do czasu wtrącę coś a propos.

„Nim resztka uczuć z nas uleci

Przytul mnie mocno,

Segreguj śmieci.

Coś najczulszego na koniec powiedz...

Coś o szkarłacie gorących ust...

Wtórny surowiec, wtórny surowiec, wtórny surowiec...Blues”

            Słownictwo recyklingowe dawno wkradło się do języka opisującego stosunki międzyludzkie. Kobiety mówią o „facetach z odzysku”. Mężczyźni o „panience z drugiej ręki”. I tu ciekawostka: o ile  mężczyzna może pochodzić z wielokrotnego odzysku, o tyle „panienka z trzeciej ręki” to już nie brzmi dobrze. To trochę taka dziewczyna po mutancie. Jestem za wprowadzeniem ułatwień identyfikacyjnych. Kobieta, która była już czyjąś narzeczoną, powinna nosić w klapie marynarki czy na ramiączku sukienki znaczek, w kształcie zielonego trójkąta złożonego z trzech strzałek tworzących obieg zamknięty. Oczywiście nie ma powodu żeby takie znaczki nosili mężczyźni. Oni z zasady są uczciwsi i sami na początku znajomości mówią wprost: „Ale wiesz, ja już jestem żonaty”. Przepraszam, muszę na chwilę przerwać pisanie, bo przez nieuwagę potrąciłem raciczką swoje szowinistyczne korytko stojące obok biurka.

Już jestem. No więc o czym to było? A, o recyklingu. Znam paru dyrektorów i prezesów firm wykorzystywanych jako surowce wtórne. W jakimś miejscu się zużył, to się go wysyła gdzie indziej. Ale może to raczej recydywa a nie recykling? Podobne zjawisko występuje w polityce. Tutaj osiąga ono formę klasycznemu recyklingowi jeszcze nie znaną. Otóż z makulatury nie robi się szkła, z plastiku trudno wyczarować aluminium, a z miastowego prawicowca bez problemu można uzyskać lewicowego działacza chłopskiego. Szanowny Czytelniku! Każdego dnia, w każdej sytuacji możesz w swoim życiu wprowadzać zasady ochrony środowiska. Przeczytałeś gazetę. Coś Cię w niej zdenerwowało. Nie wyrzucaj do pieca ani do kanalizacji. Zanieś do punktu skupu makulatury. Pomyśl tylko - na papierze, który powstanie z tego co chciałeś wyrzucić, może napisać coś drugi Hemingway. Albo więcej – na tym skrawku zawierającym sprasowane włókna celulozowe, po ich ponownym przetworzeniu, mogą być wyemitowane przez Narodowy Bank Polski banknoty, które są prawnym środkiem płatniczym w Polsce. I to może dokładnie te, które mają stanowić podwyżkę Twojego wynagrodzenia, o której od dawna myśli szef Twojej firmy. A Ty co? Spaliłeś. To teraz idź do żony, do dzieci (do męża jeśli jesteś kobietą) i powiedz im, że nie pojedziecie na wakacje. I jeszcze nie zapomnij dodać: „Oj, głupi ja, głupi...” („Oj, głupia” jeśli jesteś kobietą)   
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (29) | dodaj komentarz

„Alberto i Zoila zbliżają się do siebie”

czwartek, 14 czerwca 2007 11:49

Te bardziej kolorowe gazety, wymieniając imię i nazwisko osoby, o której piszą, dodają w nawiasie informację ile ta osoba ma lat. Z reguły nie ma to żadnego związku z treścią artykułu. Bo niby jakie znaczenie dla sprawy ma to, że ojciec Rydzyk mając 62 lata nazwał szambem pewne spotkanie, za co obraził się na niego prezydent Lech Kaczyński (58), a i  niezadowolenie wyraził przewodniczący Zespołu Duszpasterskiej Troski o Radio Maryja abp. Sławoj Leszek Głódź (lat 62). Celowo przytaczam tylko informacje dotyczące mężczyzn, ale zaglądając do tych gazet można się też dowiedzieć, ile lat mają znane panie. Takie informacje mogą zmuszać do myślenia. Rozgarnięty i dociekliwy czytelnik, może z opublikowanego w nawiasach wieku znanych ludzi wyciągnąć wnioski. A to, że minął rok („...patrz, a Rokita dopiero co miał 47 lat, jak ten czas leci...”). A to, że to nieprawda, że posłanka Samoobrony chodziła do klasy z Baśki szwagra brata córką, bo przecież posłanka jest o sześć lat starsza (no, to akurat nie jest najlepszy przykład, bo ścieżki edukacyjne posłanek Samoobrony nie mieszczą się w ramach żadnego znanego systemu oświatowego). Ja bym to nawet rozszerzył. W nawiasach pisałbym wszystko na temat danej osoby, nie tylko ile ma lat. Na przykład: „Pani Taka a Taka, wiceminister Tego a Tego (54 lata, mężatka, miała dotychczas trzech kochanków, w tym jeden brzydki, ostatnio plombowana górna prawa szóstka), została zatrzymana za niezgodną z przepisami jazdę samochodem (pięcioletni granatowy opel bez klimatyzacji, sprowadzony z Holandii, pali osiem litrów na sto kilometrów). Policjanci (lat 37 i 42) poczuli od pani wiceminister zapach alkoholu („Śliwowica” wyprodukowana dwa lata temu w zakładach z Ternczynie, przywieziona ze Słowacji przez męża pani wiceminister - 57 lat, gruby)”. Dokładność!

A teraz o niebezpieczeństwach skrótowości. Jakiś czas temu ukazało się w internecie ogłoszenie. Umieścił je jakiś młody człowiek, pewnie uczeń: „Poszukuję streszczenia „Władcy Pierścieni”. Bardzo pilne. Proszę o pomoc.” I szybko ktoś mu odpowiedział: „Pewien młody hobbit dowiaduje się, że w celu ocalenia świata musi wrzucić pewien pierścień do pewnej dziury. Dziura jest cholernie daleko, więc idzie do niej przez trzy tomy, ale w końcu mu się to udaje”. Ma rację mój stary przyjaciel, który twierdzi, że ludzie są podłe.

Domyślam się skąd ten odpowiadający mógł czerpać natchnienie. Z publikowanych w dodatkach telewizyjnych do różnych gazet, streszczeń kolejnych odcinków seriali. Przyjmijmy, że w życiu nie oglądałem meksykańskiej telenoweli „Zdradzona miłość”. Ale mam ochotę obejrzeć. Zaglądam więc do gazety i szukam notatki, która mogłaby mnie zachęcić i wprowadzić w akcję. I oto dowiaduję się, że (wszystko prawdziwe cytaty z „Gazety telewizyjnej”) w piątek: „Brenda kolejny raz próbuje zabić Fernanda. Na pomoc przychodzą mu pracownicy. Zoila zaprasza Alberta na kolację do domu. Sandra nakrywa męża z Adrianą. Postanawia od niego odejść”. A już cztery dni później: „Daniel ostatecznie przekonuje się do swojego ojca. Daniel i Gustavo wymyślają podstęp, dzięki któremu młodzi małżonkowie dochodzą do zgody. Daniel obawia się, że Esperanza pod wpływem kolegów z kursu wróci do nałogu. Alberto i Zoila zbliżają się do siebie”. No i wreszcie wszystko jasne! Takie skróty powinny obowiązywać wszędzie. „Wiadomości”:  „Prezydent wyjechał. Komisja przesłucha. Coś wybuchło. Alberto i Zoila zbliżają się do siebie”. Na maturze z polskiego: „Najpierw był Rej,  potem Żeromski i Jerzy Pilch”. Na wykładach akademii medycznej: „Katar. Sekcja zwłok”. Miłego dnia. Artur Andrus (36)
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (36) | dodaj komentarz

sobota, 19 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  5 721 665  

Polecamy



Tym razem do prześmiesznych rozmów na pełnych prawach włącza się trzecia wybitna postać - Wojciech Karolak. Słynny jazzman, podpytywany przez dociekliwego Andrusa, barwnie opowiada o małżeństwie z Czubaszek, a jest to związek nie zawsze zgodnych indywidualistów!

"Nowy album „Piłem w Spale... I co dalej?" to zapis koncertu, który odbył się rok temu w Warszawie, w Teatrze Syrena. Był to nie tylko wieczór koncertowy, ale również wydarzenie towarzyskie - Andrus zaprosił na scenę przyjaciół: Marię Czubaszek, Hannę Śleszyńską, Andrzeja Poniedzielskiego, Grupę MoCarta, Chór Collegium Musicum Uniwersytetu Warszawskiego i muzyków, z którymi stale współpracuje - Łukasza Borowieckiego, Wojciecha Steca i Pawła Żejmę.


"Książka zawiera osiem zabawnie ilustrowanych bajek o charakterze satyrycznym, przeznaczonych zarówno dla dzieci (5-7-letnich), jak i dla dorosłych. Bajki w satyryczny sposób przedstawiają cechy i przypadłości ludzkie, ujawniające się w wieku dziecięcym, z którymi borykamy się do późnej starości, np. brak tolerancji, brak życzliwości, egocentryzm, chciwość itp. Bajki zawierają przesłanie czytelne dla obu grup odbiorców. Do książki dołączona płyta z bajkami nagranymi częściowo przez autora."


"Blog osławiony między niewiastami" to nie tylko papierowy wybór najlepszych i najśmieszniejszych tekstów z jego bardzo popularnego bloga internetowego, ale także swoiste „Dzieła wybrane”.


"Myśliwiecka" zawiera piosenki Artura Andrusa zaśpiewane przez samego Autora. Są to głównie utwory kabaretowe, pisane do programów telewizyjnych i na potrzeby występów estradowych.


Rozmowa dwóch wybitnych osobowości polskiej sceny kabaretowej – Artur Andrus wnikliwie przepytuje Marię Czubaszek z jej twórczości oraz burzliwego życia towarzyskiego i rodzinnego.

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Bloog pod patronatem Nieformalnego Stowarzyszenia Umiarkowanego Ograniczania Nadmiaru Wolności w Internecie (NSUONWwI)

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl