Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 536 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

BEZPOŚREDNIO NA STOLIKACH

czwartek, 26 czerwca 2008 9:48

Jest taki stary dowcip. Trzech kolegów opowiada sobie o przejęzyczeniach w sytuacjach domowych, o tym, co głupiego zdarzyło im się palnąć w obecności gości. Niestety nie mogę w kulturalnym tekście, który może być czytany przez dzieci albo dorosłych przed 23.00, zacytować dosłownie tego, co powiedzieli panowie do swoich żon, ale spróbuję podać złagodzoną puentę. Trzeci mówi: „A ja kiedyś przy gościach chciałem żonę poprosić o sól, ale przejęzyczyłem się i powiedziałem: Ty cholero, zmarnowałaś dwadzieścia lat mojego życia". Beznadziejnie brzmi dowcip w wersji złagodzonej. Proszę zapytać kogoś znajomego, jak brzmi w oryginale a przekonają się Państwo, że jest naprawdę zabawny.


Przejęzyczenie - banalne, codzienne zjawisko, które może mieć czasem zaskakujące konsekwencje. Szczególnie trwale zapamiętywane są przejęzyczenia polityków. Wystarczy pomylić białe z czarnym,  przekręcić nazwisko piłkarza, powiedzieć coś o staniu w wysokiej izbie i już ma się zapewnioną obecność w różnych migawkach telewizyjnych na kilka lat. Bywają przejęzyczenia twórcze. Parę lat temu, podczas obrad pewnej komisji sejmowej, pewna posłanka chcąc wyjaśnić, czy ktoś z kimś w jakiejś sprawie się dogadał, zadała świadkowi pytanie: „Czy zawarta była kompromitacja?"


To niewinne przejęzyczenie uświadomiło mi jak nudny jest język polski. Jak niewiele w nim się zmienia. Jak rzadko ludzi, którzy raz go posiedli, zmusza do wysiłku intelektualnego. A przecież to takie proste. Wystarczyłoby raz na kilka lat pozamieniać znaczenia wyrazów podobnych do siebie brzmieniowo. Powołać specjalną komisję i ogłaszać listę wyrazów, które w jakimś okresie zamieniają się znaczeniami. Na przykład: „korupcja" i „komercja"; „ordynacja" i „alienacja"; „rehabilitacja" i „reinkarnacja"; „capstrzyk" i „zastrzyk"; „demobil" i „debil". Jak by się człowiekowi misternie fałdował zwój mózgowy, gdyby przeczytał, że: „Dowódca pułku poskarżył się na spotkaniu po zastrzyku, że wojsko dysponuje sprzętem z debilu". Albo gdyby się wysłuchało w radiu burzliwej debaty o nowej alienacji wyborczej do parlamentu. A zaraz potem reportażu o domagającym się reinkarnacji prezesie banku niesłusznie posądzonym o czyny komercyjne...


             I jeszcze coś z innej sfery. Za wycieraczkami samochodu regularnie znajduję wizytówki z propozycjami przeżycia niezapomnianych chwil w towarzystwie atrakcyjnych kobiet. Na jednej z takich ulotek pokazane było „Nowe oblicze Emilki". Przyjrzałem się uważnie. No, jeśli to jest nowe, to jakie było to stare? A na innej polecano: „Jedyny klub z dziewczynami tańczącymi bezpośrednio na stolikach". To znaczy, że można też tańczyć na stoliku pośrednio? Jakoś nie mogę sobie tego wyobrazić. Ale o czym ja piszę? Przecież takie rozważania mnie kompromisują.    


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (29) | dodaj komentarz

Ale, bez złośliwości.

czwartek, 19 czerwca 2008 11:06

Co prawda niedosłyszę, niedowidzę i niespecjalnie znam angielski, ale zwróciłem uwagę na telewizyjną reklamę pewnego browaru. Najpierw widać ludzi wywieszających biało - czerwone flagi na balkonach, a potem selekcjoner naszej reprezentacji, mówi po angielsku, że wiele rzeczy w życiu widział, ale doping polskich kibiców jest fantastyczny. No właśnie, trener mówi „is fantastic", a w polskim tłumaczeniu, w napisach, pojawia się „był fantastyczny". Ale, bez złośliwości...


Na zaproszenie TVN24 pojechałem na Euro 2008 (autostradą A4, samochodem z silnikiem D4D, gdyby komuś było za mało cyfr). Zaproszenie było prowokacyjne, ponieważ znany jestem ze swojego słabego zainteresowania sportem w ogóle, a piłką nożną zwłaszcza. Przyjąłem, bo pomyślałem, że skoro jeżdżą piłkarze, trenerzy i działacze, którzy się prawie nie interesują piłką... Ale, bez złośliwości. No więc zostałem kibicem. Kibicem kibiców. Naprawdę fantastyczne wrażenie robią ludzie, którzy nawet wiedząc, że ich drużyna nie ma szans na spektakularny sukces, jadą ponad tysiąc kilometrów, żeby zagrzewać do boju, żeby pokazać, że „Pooolska biało - czerwoniiii", że Polacy nie gęsi, też swoje szaliki, kapelusze i koszulki mają. W Klagenfurcie, w dniu meczu z Chorwacją, naszych kibiców nie było zbyt wielu na ulicach. Ale za to jacy! Od razu zaprzyjaźnili się z Chorwatami i zaczęli pełnić funkcje kierownicze. Bardzo zabawny był obrazek, który widziałem w kilku miejscach: idzie kolumna kibiców - na początku czterech naszych z biało - czerwonymi sztandarami, a za nimi kilkudziesięciu chorwackich fanów futbolu. I śpiewają jedną piosenkę: „Auf Wiedersehen! Auf Wiedersehen! Deutschland, Deutschland auf Wiedersehen". Jedna piosenka, ale co innego znaczy dla nas, co innego dla Chorwatów... Ale, bez złośliwości. No więc pewnie ktoś zapyta, co facet nie znający się na piłce nożnej robi na Euro 2008? Pisałem wiersze. Oczywiście tematycznie związane z mistrzostwami. Wyszedł mi cały tomik „Wierszy klagenfurckich", z którymi teraz nie mam co zrobić. To może kilka Państwu zacytuję:


„Nikotynowy"
A tu w Klagenfurcie,
A tu w Klagenfurcie,
Papierosy, papierosy
Strasznie drogie w hurcie.
Ale panie Władku,
Ale pani Walu,
Jeszcze droższe są w detalu.


„Nabiałowy"
W Klagenfurcie,
W jogurcie
Przeznaczonym na mizerię,
Austriacki Sanepid
Odnalazł bakterie.
Instytut Kontroli
Państw Członkowskich NATO,
Stwierdził, że to są bakterie Goli,
Które Polacy strzelą Chorwatom.


„Bylinowo - zakonny"
W Klagenfurcie,
Na furcie,
Danaż moja, dana,
Znaleźli dziś rano
Polskiego furmana.
Wszystkich bulwersuje
Ta sprawa potworna,
Bo furman był trzeźwy,
A furta klasztorna.
Zdziwiły się wielce
Różne Austryjaki
Gdy furman zapytał:
„Gdzie zrucać ziemiaki?"
Po czym usiadł i nogą
Podrapał się po nosie,
Na którym miał logo
Euro 2008.


Przepraszam jeśli kogoś zawiodłem poziomem literackim tych wierszy. No, ale jaka gra... Ale, bez złośliwości. A kibicom gratuluję. Bez ironii.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (41) | dodaj komentarz

Sesja

czwartek, 12 czerwca 2008 11:52
Do wywiadu w gazecie potrzebne było moje zdjęcie. Zadzwonił pan fotograf:
- To może jutro o dziesiątej na Placu Piłsudskiego?
- A dlaczego tam? - zapytałem lekko zdziwiony - z tego co pamiętam, w wywiadzie nie było ani słowa o Piłsudskim.
- Bo tam mało ludzi o tej porze.
Rzeczywiście, to był argument. Zależało mi, żeby niewiele osób widziało jak się fotografuję. W ogóle tego nie lubię, a kto wie, co mu jeszcze wpadnie do głowy? Na przykład każe mi stanąć na takiej metalowej kratce, a od spodu ktoś będzie dmuchawami wpuszczał powietrze w nogawki moich spodni. Aż tak nie było. Ale niewiele lepiej.
- Pan się tutaj położy na tej ławeczce.
- W życiu!
- Ale nikt nawet nie zauważy, tu są same biura - nie dawał za wygraną.
- I nikt nie zwraca uwagi na prezenterów radiowych leżących na ławkach, tak?
- Oj, na chwilę.
Zrozumiałem, że nie wygram. Położyłem się.
- Pan prawą ręką dotknie okularów, a lewą wsadzi do kieszeni. I teraz się pan uśmiechnie. Bardziej naturalnie...
- Uśmiechał się pan kiedyś przez zaciśnięte zęby? - miałem o to zapytać, ale nie chciałem podgrzewać i tak już gorącej atmosfery.
Jeśli chcą Państwo sobie wyobrazić w jakiej byłem pozycji, kiedy prosił mnie o naturalny uśmiech, to proszę sobie przypomnieć wizytę w ZOO. Często taki obrazek można zobaczyć przy klatce z małpami. Tylko proszę sobie jeszcze wyobrazić, że jest to małpa, która ma skoliozę w odcinkach: piersiowym, lędźwiowym i szyjnym. Do uważnych spojrzeń ochroniarzy biur i klientów pobliskiej kawiarni już się zdążyłem przyzwyczaić, ale troszkę się speszyłem, gdy przeszła obok mnie, prowadzona przez dwie siostry zakonne, grupa kilkudziesięciu uczniów gimnazjum. Małpa ze skoliozą uśmiechająca się do zakonnic. Bardzo oryginalny widok. Już sobie wyobrażam te sprawozdania z wycieczki do Warszawy: „Po wizycie w Zamku Królewskim, Łazienkach, Pałacu Kultury, w drodze do Grobu Nieznanego Żołnierza, widzieliśmy pana, który czasem występuje w telewizji, a wtedy leżał na ławce i się uśmiechał..." Mam nadzieję, że szkoła zatrudnia dobrego psychologa, który będzie im w stanie wytłumaczyć, że świat taki nie jest, że nie wszyscy dorośli zarabiają na życie kładąc się na ławkach w centrach dużych miast. Że są jeszcze lekarze, nauczyciele, górnicy, piloci, że nie muszą się bać, że kiedyś też tak będą musieli.
Jakoś dotrwałem do końca. Pan fotograf, oglądając zdjęcia na wyświetlaczu aparatu, stwierdził jeszcze:
- A tutaj to pan wygląda jak Izdebski.
I nie można było tak od razu? Oszczędzić mi tych upokorzeń? Przecież trzeba było po prostu do ilustracji mojego wywiadu wkleić zdjęcie znanego profesora seksuologa z Zielonej Góry. Gdyby pokazać z pewnej odległości, nikt by się nie zorientował. Redakcje powinny tworzyć grupy zdjęć na takiej właśnie zasadzie: „Foto: Izdebski - podobni: Andrus, Dymsza, Pilch, Sienkiewicz, Skłodowska - Curie, Urbaniak, Wildstein, Ziemkiewicz". I nie zawracać głowy. No chyba, że nie mają zdjęcia profesora Izdebskiego leżącego na ławce na Placu Piłsudskiego. To wtedy rozumiem.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (33) | dodaj komentarz

sobota, 19 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  5 721 679  

Polecamy



Tym razem do prześmiesznych rozmów na pełnych prawach włącza się trzecia wybitna postać - Wojciech Karolak. Słynny jazzman, podpytywany przez dociekliwego Andrusa, barwnie opowiada o małżeństwie z Czubaszek, a jest to związek nie zawsze zgodnych indywidualistów!

"Nowy album „Piłem w Spale... I co dalej?" to zapis koncertu, który odbył się rok temu w Warszawie, w Teatrze Syrena. Był to nie tylko wieczór koncertowy, ale również wydarzenie towarzyskie - Andrus zaprosił na scenę przyjaciół: Marię Czubaszek, Hannę Śleszyńską, Andrzeja Poniedzielskiego, Grupę MoCarta, Chór Collegium Musicum Uniwersytetu Warszawskiego i muzyków, z którymi stale współpracuje - Łukasza Borowieckiego, Wojciecha Steca i Pawła Żejmę.


"Książka zawiera osiem zabawnie ilustrowanych bajek o charakterze satyrycznym, przeznaczonych zarówno dla dzieci (5-7-letnich), jak i dla dorosłych. Bajki w satyryczny sposób przedstawiają cechy i przypadłości ludzkie, ujawniające się w wieku dziecięcym, z którymi borykamy się do późnej starości, np. brak tolerancji, brak życzliwości, egocentryzm, chciwość itp. Bajki zawierają przesłanie czytelne dla obu grup odbiorców. Do książki dołączona płyta z bajkami nagranymi częściowo przez autora."


"Blog osławiony między niewiastami" to nie tylko papierowy wybór najlepszych i najśmieszniejszych tekstów z jego bardzo popularnego bloga internetowego, ale także swoiste „Dzieła wybrane”.


"Myśliwiecka" zawiera piosenki Artura Andrusa zaśpiewane przez samego Autora. Są to głównie utwory kabaretowe, pisane do programów telewizyjnych i na potrzeby występów estradowych.


Rozmowa dwóch wybitnych osobowości polskiej sceny kabaretowej – Artur Andrus wnikliwie przepytuje Marię Czubaszek z jej twórczości oraz burzliwego życia towarzyskiego i rodzinnego.

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Bloog pod patronatem Nieformalnego Stowarzyszenia Umiarkowanego Ograniczania Nadmiaru Wolności w Internecie (NSUONWwI)

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl