Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 243 445 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

PSTRYK, PSTRYK.

czwartek, 31 lipca 2008 10:49
W pokoiku na stoliku... Leży sześć cyfrowych aparatów fotograficznych. Co jakiś czas ktoś chwyci za któryś, wywołując natychmiastową reakcję pozostałych współtowarzyszy wakacji. Tak oto, osiem osób, które spotkały się w jeden lipcowy wieczór, zostanie uwiecznionych na 680 fotografiach. Wyobrażam sobie to oglądanie za 30 lat. Na ekranie folder „Wakacje 2008 - zdjęcia 3006 - 4283". To będzie nowa wersja zabawy znanej ze starych czasopism - znajdź 10 szczegółów, którymi różnią się te zdjęcia. „O, tu się Marcie włos zmierzwił. Nie ten, pięćset czwarty od lewej". Bo wszystko widać dokładnie. Spojrzałem na te aparaty. Każdy wielkości papierośnicy Jamesa Bonda i z takimi samymi możliwościami technicznymi. Z 12 kilometrów można zrobić zdjęcie dna oka kozicy górskiej. Każdy z wyświetlaczem wielkości dwóch papierośnic Jamesa Bonda. Setki funkcji - jak się wciśnie specjalny program, to na każdym zdjęciu ciocia Hania z wujkiem Zbyszkiem mogą wyglądać jak Angelina Jolie z Julio Iglesiasem. Ja wiem, że Angelina Jolie jest teraz z Bradem Pittem, ale jeszcze nie wymyślono aż tak dobrego programu, który z wujka Zbyszka zrobiłby Brada Pitta. I jakoś mi się smutno zrobiło. Przypomniałem sobie emocje, jakie towarzyszyły mi, kiedy robiłem pierwsze zdjęcia. Aparat „Druh". Prototyp aparatu cyfrowego, bo w myśli trzeba było powtarzać cyfry, odliczyć długość naświetlania klatki filmu. „Sto dwadzieścia trzy, sto dwadzieścia trzy" - to trwało dwie sekundy. Potem „Smiena". Miałem ją krótko, bo tata zabrał na zagraniczny wyjazd i sprzedał jakiemuś arabskiemu inżynierowi za takie pieniądze, że gdyby tata miał wtedy jeszcze ze dwie takie „Smieny", to dzisiaj ja z moim bratem decydowalibyśmy o cenie baryłki ropy na światowym rynku. Za część tej fortuny, tata kupił mi „Feda 5B". Miał wbudowany dalekomierz, to znaczy nie trzeba było, jak w „Smienie", domyślać się z ilu metrów się fotografuje, tylko kręcąc obiektywem ustawić plamkę tak, żeby to, co jest w plamce, się nie „rozjeżdżało". Plamki prawie nie było widać, w związku z czym nie wiadomo było do końca czy się „rozjeżdża" czy nie, ale już postęp. „Fed" był chyba robiony z tego, co zostało po produkcji radzieckich czołgów i według tej samej technologii - kilka razy upadł mi z drugiego piętra na betonowy chodnik - nic mu się nie stało, tylko w miejscu uderzenia pojawiało się zadrapanie przypominające małą bródkę. Dopiero później dowiedziałem się, że nazwa aparatu pochodzi od patrona zakładów, w którym powstawał (aparat, nie patron) - Feliksa Edmundowicza Dzierżyńskiego. Natychmiast zmieniłem na „Zenita". A potem, na znak mojego prozachodniego nastawienia - „Prakticę".

Film miał tylko 36 klatek. Jeden musiał wystarczyć na wakacje, rozpoczęcie roku szkolnego, wycieczkę klasową do Zamościa, oraz Boże Narodzenie. Oczywiście był czarno - biały (bez włączania specjalnych funkcji). Kiedy kupiłem pierwszy kolorowy „ORWO" - po wywołaniu zdjęć okazało się, że jest jednokolorowy. Chyba, że różne odcienie żółci traktować jako oddzielne kolory.

Ot, sentymenty. Ale tak naprawdę - nie tęsknię. „Tylko koni żal...", chociaż akurat nie wiem dlaczego, bo ani konno nie jeździłem, ani koni nie fotografowałem. No może jeszcze tego, że nazwy aparatów fotograficznych nikogo nie sławią. Chyba, że przyjąć, że leżące w pokoiku na stoliku: PowerShot A470, EasyShare M853, D-Lux 3, Luxmedia 10-XS, Caplio R7 i Premier DS-5010S, to pseudonimy liderów największych polskich partii politycznych. Jeśli tak, to zdjęcia wyjdą jak ze starego filmu „ORWO" - w różnych odcieniach żółci.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (23) | dodaj komentarz

Pieróg szczęścia

czwartek, 24 lipca 2008 9:50

Moi radiowi koledzy wyruszyli w wakacyjną podróż pod rosyjską granicę. Nadawali audycję z miejsca, w którym osiedliło się kilkaset bocianów i kilkudziesięciu ludzi. Swoją drogą aż dziwne, że Rosjanie jeszcze nie protestują. Przecież bocian może być elementem tarczy antyrakietowej. Zwłaszcza w takim skupisku - nie trudno sobie wyobrazić, że któryś z nich, podczas lotu, przypadkiem trafi dziobem w rakietę. Ale dajmy spokój słabym żartom. Wracajmy do audycji. Koledzy zaprosili do rozmowy panią Marię - kobietę, która w tym miejscu mieszka od kilkudziesięciu lat. Najpierw serdecznie podziękowali za gościnne przyjęcie - pani Maria podjęła ich wyśmienitymi ruskimi pierogami. Pieróg też może być elementem tarczy... Ej! Uspokój się! No więc wychwalili te pierogi, jeden z nich zapytał:
- Ile pierogów ulepiła pani dzisiaj?
- Sto pięćdziesiąt - odpowiedziała pani Maria.
A potem kilkuminutowa rozmowa na temat tego jak było dawniej, jak jest teraz, jak tu się żyje. Na koniec kolega redaktor poprosił:
- Pani Mario, niech pani jeszcze powie, jak pani to robi, że cały dzień taka pani pogodna, uśmiechnięta, radosna...
- Bo ja kocham życie, bo życie jest piękne... Tylko... (tu pojawił się lekki smutek w głosie pani Marii) Tylko takie krótkie...
Na takie stwierdzenie natychmiast zareagował drugi z kolegów redaktorów. Ratując skoczny nastrój audycji, dorzucił:
- No co też pani, pani Mario! Jeszcze tyle pięknych chwil przed panią! Jeszcze tyle pierogów do ulepienia!
W radiu niestety nie widać, więc nie zobaczyłem miny pani Marii. Jeśli lubi lepić, to może się ucieszyła, ale jeśli lepienie pierogów jest jej zmorą i lepi tylko dlatego, że musi, to raczej mało optymistyczna perspektywa. Przy najbliższej okazji muszę kolegom podziękować i pogratulować. Wynaleźli miarę ludzkiego szczęścia. Szczęśliwe chwile można liczyć w ulepionych pierogach. Te wzruszenia przy oglądaniu albumów (albo klaserów) na pierogi:
- Pamiętasz Marku - pierogi numer 1454 - 1495, miejsce lepienia - Jurata, rok 1972...

    A ja w swoich wakacyjnych podróżach postanowiłem ogłosić prywatny plebiscyt na najbardziej denerwujące wakacyjne komunikaty. Mam już kilka:
- W urzędach: „Nie ma dzisiaj koleżanki, która się tym zajmuje". To brzmi jak szlagwort piosenki. Zacząłem pisać:

Nie ma dzisiaj koleżanki,
Która się tym zajmuje,
Czarne fusy na dnie szklanki,
Nie ma dzisiaj koleżanki...


- Na dworcach kolejowych: „Za opóźnienie serdecznie przepraszamy". Już nawet nie denerwuje mnie „Jest opóźniony o 190 minut. Opóźnienie może ulec zmianie". Do tego się przyzwyczaiłem. Ale to przepraszanie! Zwłaszcza, że wiem, jakie to szczere! Uważam, że to zdanie powinno również trafić do rankingu na najbardziej fałszywe, publicznie wypowiadane zdanie. W tym plebiscycie też mam kilka:
- W telewizji: „Zostańcie państwo z nami". Fałszywe, bo nie wierzę, żeby prezenter je wypowiadający nie zdawał sobie sprawy, że to, co za chwilę będzie, będzie beznadziejnie słabe. Ale nigdy nie zdarzyło mi się usłyszeć: „Nie zostawajcie państwo z nami, przełączcie się lepiej na inną stację, bo u nas przez najbliższe dwie godziny będzie straszna chała".
- W rozmowach politycznych: „Szanuję Pańskie zdanie..."


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (24) | dodaj komentarz

„Gastroatlas Europy”

środa, 23 lipca 2008 10:01

Jakiś czas temu, w „Gastroatlasie Polski" opisałem popularne ostatnio zjawisko wpisów do ksiąg pamiątkowych w restauracjach, barach i zajazdach. Chodzi o to, że właściciele albo obsługa takich lokali, widząc jakąś znaną osobę, proszą o wpisanie, że jej (tej osobie) smakowało. Niewątpliwie jest to forma działalności kronikarskiej - kiedyś jakiś młody historyk będzie się mógł doktoryzować analizując trasy, na których jadali bohaterowie serialu telewizyjnego „Niespodziewane godziny szczytu". Na rozwiniętą formę tej działalności trafiłem kilka dni temu na Słowacji. Otóż w „Slovenskej restauracji" w Popradzie, na wszystkich ścianach wywieszone są zdjęcia znanych osób jedzących kiedyś w tym lokalu i ich wpisy do księgi pamiątkowej. Przy drzwiach wejściowych, obok fotografii, flaga państwowa, bo to wpis prezydenta Republiki Słowackiej, który jadł z małżonką. Jest sporo zdjęć sportowców, aktorów, prezenterów telewizyjnych. Ale co mnie zaintrygowało? Obszerność wpisów. Owszem, są i zwykłe: „Smakowało mi. Dziękuję" i podpis, są żartobliwe, typu: „Bardzo dobra fasolowa. Gott, Matuska, Vondrackova" (czyli odpowiednik naszego „Chwała temu rosołowi. Kombi, Krawczyk i Rodowicz"), ale są i takie, które zwierają jakąś poważniejszą myśl, jakieś przesłanie. Dobrze, przyznaję się - ten z Gottem, Matuską i Vondrackovą wymyśliłem, ale te poniżej są prawdziwe. Spisałem i przetłumaczyłem:

„Moja babcia, pierwszy raz jadła dobrze przyrządzoną zupę czosnkową. Są tacy, którzy zbierają pudełka od zapałek, znaczki pocztowe, etykiety win, ja kolekcjonuję niezwykłe przeżycia. To dzisiejsze, w Waszej restauracji, ułożę w mojej kolekcji w samym środku. Małżonkowie (aktorzy) Kleisovci z Kosic".

„Nigdy nas nie mogą zmieść poglądy polityków. Zrobić z nas nieprzyjaciół. Jesteśmy ludźmi. Każdy z nas ma inny pogląd. Właśnie to, wzmacnia nas tak, że jesteśmy najbliżej prawdy. Trzymam kciuki, abyście swój pogląd zachowali, abyście twardo przy nim stali, ale nie odrzucajcie poglądów innych. Jest tutaj piękna okolica, fantastyczni ludzie i niezwykła atmosfera. Trzymajcie się... Dziękujemy. TV Markiza. Henrich Krenca".

            Nie ukrywam, że od czasu do czasu zdarza się, że i mnie ktoś poprosi o wpis do takiej księgi. I ja, głupi, zazwyczaj załatwiałem to banalnym „Było smacznie, miła obsługa. Dziękuję. Artur Andrus". A tyle myśli można przy okazji przekazać potomnym. Poprawię się. Jadę jutro na Mazury. Zatrzymam się gdzieś w przydrożnym barze, nawet jak mnie nikt nie rozpozna, sam poproszę o księgę pamiątkową i napiszę tak:

„Świat zmierza ku samounicestwieniu. Jesteśmy dla siebie jak te gulgoczące indyki, które i tak pewnego pięknego dnia ktoś obedrze z piór i  wrzuci na grill. Opamiętajmy się! Przecież jest jeszcze miłość! Ta, która jest przyprawą. Nieraz ostrą, nieraz łagodną, ale życie bez niej nie ma smaku. Dziękuję za miłość, której tutaj doświadczyłem. Niektórzy sklejają plastikowe modele samolotów, ja do albumu moich przeżyć wklejam drogie wspomnienia. To dzisiejsze będzie jednym z najdroższych - zupa i drugie danie 82 zł. Trzymajcie mnie... Artur Andrus. Prasa, Radio, Telewizja, Internet, strach lodówkę otworzyć".


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (24) | dodaj komentarz

sobota, 27 maja 2017

Licznik odwiedzin:  5 613 262  

Polecamy



Tym razem do prześmiesznych rozmów na pełnych prawach włącza się trzecia wybitna postać - Wojciech Karolak. Słynny jazzman, podpytywany przez dociekliwego Andrusa, barwnie opowiada o małżeństwie z Czubaszek, a jest to związek nie zawsze zgodnych indywidualistów!

"Nowy album „Piłem w Spale... I co dalej?" to zapis koncertu, który odbył się rok temu w Warszawie, w Teatrze Syrena. Był to nie tylko wieczór koncertowy, ale również wydarzenie towarzyskie - Andrus zaprosił na scenę przyjaciół: Marię Czubaszek, Hannę Śleszyńską, Andrzeja Poniedzielskiego, Grupę MoCarta, Chór Collegium Musicum Uniwersytetu Warszawskiego i muzyków, z którymi stale współpracuje - Łukasza Borowieckiego, Wojciecha Steca i Pawła Żejmę.


"Książka zawiera osiem zabawnie ilustrowanych bajek o charakterze satyrycznym, przeznaczonych zarówno dla dzieci (5-7-letnich), jak i dla dorosłych. Bajki w satyryczny sposób przedstawiają cechy i przypadłości ludzkie, ujawniające się w wieku dziecięcym, z którymi borykamy się do późnej starości, np. brak tolerancji, brak życzliwości, egocentryzm, chciwość itp. Bajki zawierają przesłanie czytelne dla obu grup odbiorców. Do książki dołączona płyta z bajkami nagranymi częściowo przez autora."


"Blog osławiony między niewiastami" to nie tylko papierowy wybór najlepszych i najśmieszniejszych tekstów z jego bardzo popularnego bloga internetowego, ale także swoiste „Dzieła wybrane”.


"Myśliwiecka" zawiera piosenki Artura Andrusa zaśpiewane przez samego Autora. Są to głównie utwory kabaretowe, pisane do programów telewizyjnych i na potrzeby występów estradowych.


Rozmowa dwóch wybitnych osobowości polskiej sceny kabaretowej – Artur Andrus wnikliwie przepytuje Marię Czubaszek z jej twórczości oraz burzliwego życia towarzyskiego i rodzinnego.

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Bloog pod patronatem Nieformalnego Stowarzyszenia Umiarkowanego Ograniczania Nadmiaru Wolności w Internecie (NSUONWwI)

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl