Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 267 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Ohne Hammer

poniedziałek, 27 lipca 2009 9:52

Wracając z Pomorza do Warszawy, zobaczyłem przy drodze szyld „Pizzeria Staropolska". Oczywiście powinienem się zatrzymać i „zdokumentować", to znaczy spisać z menu nazwy i składy pizzy, którą tam podają.  Pewnie jest jakaś „Sarmacka", „Kasztelańska", może jest „Zygmunt III Waza" (nie wiem z czym, ale domyślam się w czym podawana), może jest „Bona" (pizza z włoszczyzną)... Ale nie miałem czasu i przejechałem. Sprawdziłem w Internecie, ta nazwa pojawia się dość często, w różnych miejscach w kraju można pójść do „Pizzerii Staropolskich". Jedna z nich, ta z Lublina, umieściła menu na stronie internetowej. No i już wiadomo, że można sobie zamówić pizzę o jakże staropolsko brzmiących nazwach: „Margherita", „Capriciosa", „Hawajska", „Meksykańska"... Ale jest też pizza „Staropolska", w skład której wchodzą: sos pomidorowy, ser, boczek, kiełbasa, cebula, czosnek. Żeby całkowicie dostosować potrawy do nazwy lokalu, wprowadziłbym jeszcze pizzę „Bigos" (z kapustą, kiełbasą i grzybami) i pizzę „Żurek" (z żurkiem - pizza podawana w chlebie).


Kiedy opowiedziałem w radiu o „Pizzerii Staropolskiej", natychmiast odezwał się słuchacz, który gdzieś w podróży wyśledził „Gospodę Chińską". Niestety też nie wiedział, co tam podają, ale można się domyślić. Golonka pięć smaków? Albo może nazwa lokalu ma sugerować, że tutaj łączą wiele różnych typów kuchni w jeden uniwersalny? Kebab Bolognese z fasolką po bretońsku i kapustą pekińską? W każdym razie nazwy lokali nie są czymś przypadkowym. Za komuny co trzecia restauracja w Polsce nazywała się „Kaskada". Jako jedno ze znaczeń tej nazwy, „Słownik wyrazów obcych PWN" podaje „dużą liczbę zjawisk szybko następujących po sobie". I rzeczywiście, jedna ze znanych mi „Kaskad", na przykład po zjedzeniu tatara, wywoływała „dużą liczbę zjawisk następujących szybko po sobie".


Przy okazji dawniej hucznie fetowanego 22 lipca, rozmawiałem ze słuchaczami o wakacjach w czasach PRL-u. W większości wypowiedzi wyczuwało się zarazem tęsknotę za młodością czy dzieciństwem i ulgę, że to już za nami. Wywożenie z kraju kołnierza z lisa w oryginalnej puszcze „Konserwy turystycznej" (szwagier pracował w fabryce konserw), żeby go sprzedać i kupić krem albo dezodorant, który się sprzeda po powrocie i w ten sposób „wycieczka się zwróci", wkładki paszportowe, przydziały dewiz - teraz to może na szczęście tylko śmieszyć. I niech śmieszy. Jedna ze słuchaczek napisała, że w latach osiemdziesiątych jej znajomi pojechali do Paryża i chcieli zadzwonić do domu z budki telefonicznej, którą zobaczyli na ulicy. Zrezygnowali, bo nie znaleźli słuchawki i nie wiedzieli jak się tak nowoczesnym automatem telefonicznym posługiwać. Dopiero po jakimś czasie ktoś im wytłumaczył, do czego naprawdę służy ta budka telefoniczna. To było ich pierwsze zetknięcie z bankomatem.


Parę lat temu w czeskiej telewizji pewna pani wspominała, jak to wybrała się z mamą na wycieczkę do NRD. Postanowiły przy okazji zwiedzania „Zabytków architektury NRD" (przysięgam, mam album pod takim tytułem!) kupić sierp. W rozwiniętej technologicznie Czechosłowacji był wtedy nie do zdobycia. Weszły do sklepu metalowego i... Uświadomiły sobie, że nie wiedzą jak jest „sierp" po niemiecku. Mama chwilkę pomyślała i z widocznym na twarzy wyrazem dumy, powiedziała do sprzedawcy: „Bitte kommunistische Werkzeichen ohne Hammer" („Proszę komunistyczne symbole pracy bez młota").


Po co ja to wszystko piszę? Żeby pokazać, że takie ekstremalne warunki uczyły nas zaradności. I żeby zachęcić młodzież do nauki języków obcych. Bo jak wy sobie biedaki teraz poradzicie, jak wam przyjdzie kupić sierp w niemieckim sklepie?



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (33) | dodaj komentarz

Recykling i porządki

poniedziałek, 20 lipca 2009 10:50

           Jakaś pani reklamując w telewizji garnki i patelnie użyła zwrotu „Doskonale nadają się do zmywarki". Zacząłem stosować to hasło nie tylko w przypadku naczyń. Mam na przykład kilka książek, które doskonale nadają się do zmywarki, niezrealizowany program wyborczy pewnej partii, parę płyt DVD z filmami, które nadają się do zmywarki i kilka CD z muzyką, która nie nadaje się do niczego innego. Tylko do zmywarki...


          Naukowcy ostrzegają... Zaraz, nie tak się mówi. Parę dni temu w pewnym radiu wypowiadał się rzekomo profesor; który twierdząc, że pestki pomidora są rakotwórcze i chleb powoduje zapalenie opon mózgowych, i że niektóre typy miodu prowadzą do śmierci, i że jeżeli jeść udko kurczaka, to tylko to z prawej strony patrząc od dzioba, bo to z lewej zawiera cząsteczki hiperalfa powodujące utratę pamięci; każdą wypowiedź zaczynał stwierdzeniem „Amerykanie udowodnili..." Nie mówił którzy Amerykanie, gdzie o tym przeczytał, ale efekt był piorunujący. Wszyscy dzwoniący wierzyli mu bezgranicznie. No więc, Amerykanie udowodnili, że nadmiar dóbr konsumpcyjnych może doprowadzić do zagłady ludzkości. Produkujemy tak dużo wszystkiego, że już niedługo w tym wszystkim możemy utonąć. Dlatego czas najwyższy przystąpić do promowania umiarkowania, oszczędności i systematycznego recyklingu wszelkich dóbr. To znaczy przynajmniej tych, które się da odtworzyć. Krąży po kraju dowcip mówiący o tym, że szczytem recyklingu jest odzyskanie całej świni z kilograma szynki wieprzowej, ale to są (na razie) tylko żarty, ja chciałbym poważnie. Weźmy książki. Nie powstrzyma się niekontrolowanego pisania i wydawania kolejnych. Teraz każdy może sam sobie napisać i wydać, gorzej z czytaniem, bo często nawet autor nie jest w stanie przeczytać tego, co napisał. Pisania się nie powstrzyma, ale może by przynajmniej zabrać się za oszczędzanie tytułów? Już nawet możliwości przerabiania się kończą, każdy z tytułów wielkich dzieł literackich został na wszelkie sposoby sparafrazowany i sparodiowany  („Zbrodnia i kara" - „Zbrodnia Ikara" - „Zbrodnia i karawan", „Czekając na Godota" - „Czyhając na dewota" - „Czatując na nielota" - „Czekając nie godojta, czyli rozmowa w poczekalni wiejskiego ośrodka zdrowia zabroniona"). Należałoby te tytuły, które już „się zwróciły", bo są w użyciu, dajmy na to, ponad siedemdziesiąt lat, przekazać do powtórnego wykorzystania. Dlaczego niby biografia pierwszego niekomunistycznego premiera III RP nie mogłaby się nazywać „Pan Tadeusz", a biografia jakiejś znanej wokalistki jazzowej „Balladyna"? Chociaż nie, używane tytuły można zastosować w innych gatunkach literatury, z biografiami (a zwłaszcza autobiografiami) należy najpierw zrobić porządek. Pierwsze próby na szczęście już zostały podjęte. Trafiłem w księgarni na parę podobnych tytułów: „Byłem adiutantem Napoleona", „Byłem szefem wywiadu u naczelnego wodza", „Byłem dowódcą pancernym", „Byłam gejszą" „Byłam żoną szpiega KGB". To dobry kierunek, tytuł każdej książki autobiograficznej powinien zaczynać się od słowa „byłem" (lub „byłam"). Czytelnik od razu będzie wiedział czy to coś czego szuka, uniknie się pomyłek. Przy dowolności tytułowania biografii, „Tańcząca dziewiętnastka" to może być zarówno zbiór intymnych zwierzeń młodziutkiej tancerki, jak i opowieści kierowcy autobusu miejskiego numer „19", którego tylną część zarzucało przy skręcie. A nie każdy miłośnik dziewiętnastoletnich tancerek musi się od razu interesować komunikacją miejską. Gdyby zastosować moją metodę, czyli nadać tytuły: „Byłam dziewiętnastoletnią tancerką", albo „Byłem kierowcą autobusu miejskiego numer 19, którego tylną część zarzucało przy skręcie", nie będzie żadnych wątpliwości.  Wyjątkiem od tej zasady mogłyby być biografie znanych podróżników i bokserów. W przypadku podróżników słowo „byłem" mogłoby się pojawić na drugim miejscu. Na przykład „Tu byłem. Jacek Pałkiewicz". Jeśli chodzi o bokserów, w słowie rozpoczynającym zmieniamy literę „y" na „i" zaczynając tytuł od słowa „Biłem..." i wymienienia nazwiska tego najsłynniejszego, którego bił. Biografie słabych bokserów tytułujemy zgodnie z zasadami ogólnymi, czyli na przykład „Byłem bity przez..."



Podziel się
oceń
1
0

komentarze (34) | dodaj komentarz

Pada

poniedziałek, 13 lipca 2009 11:41

Pada. Żeby się nie zanudzić, wymyślamy zasady utrudniające grę w scrabble. Wczoraj ustaliliśmy, że można układać wyłącznie wyrazy, które są: wulgaryzmami, nazwami chorób, nazwami ras psów szczególnie agresywnych, albo imionami i nazwiskami byłych narzeczonych. Z tej ostatniej kategorii musieliśmy jednak zrezygnować, bo zaczęła zagrażać małżeństwu Marty i Jacka. W sześciu rozgrywkach Marta podała dwadzieścia siedem imion męskich. Szybko zyskiwała punkty, ale powoli traciła męża. Dla ratowania sytuacji wmówiliśmy Jackowi, że ułożone przez nią „Anatoliankarabash" to rasa psa, chociaż wszyscy wiedzieliśmy doskonale, że Anatol, Ian, Kara i Bash to muzycy holendersko - tureckiej grupy folkowej „Kaalhofdig Emin", z którą Marta w czasie studiów jeździła na koncerty jako stroicielka instrumentów strunowych.

Pada. Słuchamy radia. Ale nie da się długo. Jakiś pan profesor opowiada o kłopotach w szkoleniu przyszłych weterynarzy:

- Na moim wydziale, na dwustu studentów przypadają tylko dwie krowy...

Brrr... Jak to dobrze, że przynajmniej w ludzkiej medycynie jest lepiej. Wyobrażam sobie jakby to było gdybym leżał w akademickim szpitalu i codziennie rano przychodziłoby stu studentów czegoś się na mnie nauczyć.

Inny pan (nie wiem czy profesor) mówi o śpiewaniu poezji na olsztyńskim zamku, w miejscu, gdzie kiedyś rosła piękna lipa:

- Zapach lipy jest związany z poezją. Przecież tym pachniał cały Kochanowski...

Odważne stwierdzenie. Jakieś nowe osiągnięcie nauki? Rekonstrukcja zapachu na podstawie kształtu nosa i odnalezionego włosa? A skąd wiadomo, że pachniał tym cały? Czy wystarczy, że o tym pisał? Idąc tym tropem należy uznać, że cały Mickiewicz pachniał dzięcieliną i świerzopem, Asnyk limbą, a cała Pawlikowska - Jasnorzewska pokrzywą? Całe szczęście, że coś mnie tknęło i nie opublikowałem jeszcze swojego najnowszego wiersza „Wyrzucone na kompost gnijące gałązki bzu i jemioły unurzane w smole". Kiedyś ktoś by powiedział, że ja tym cały pachniałem? Ale w pewnym sensie ten pan miał rację, są takie wiersze, od których na odległość czuje się lipę.

A teraz nadają piosenkę Edith Piaf. Jakby nie mogli jakiejś innej, tylko właśnie „Padam Padam".

Przez chwilę nie padało, ale znowu pada. Jedziemy do Olsztyna. Z plakatów można się dowiedzieć, że będzie wspólny koncert punkrockowych zespołów „Infekcja", „Biała gorączka" i „Utopia". Chyba nie pójdziemy, bo nazwy jakoś dziwnie smutnie kojarzą nam się z tegorocznymi wakacjami. Infekcja górnych dróg oddechowych dopadła już prawie wszystkie dzieci, a biała gorączka prawie wszystkich dorosłych, którzy próbują utopić smutki.

Pada. Idziemy do Muzeum Warmii i Mazur. Przy wejściu znajdujemy ulotkę z programem imprezy „12 lipca 2009. Niedziela w Muzeum. Którędy na Grunwald?" A w jej ramach:

- prezentacja „Koncepcja zagospodarowania pól grunwaldzkich",

- turnieje o „Pierścień Jagiełły" i „Strzałę Witolda",

- „Ostrzał miasta Olsztyna".

Szczególnie zainteresował nas konkurs „Grunwald moich marzeń". Jakoś wcześniej nikt z naszej dwunastoosobowej grupki nie miał marzeń związanych z Grunwaldem. Teraz mamy. Szczególnie Paweł, znany warszawski deweloper, natychmiast się rozmarzył i jeszcze raz sprawdził, o której będzie prezentowana „Koncepcja zagospodarowania pól grunwaldzkich". Dzięki tej ulotce wpadliśmy na pewien pomysł. Po powrocie do ośrodka zorganizujemy małą rekonstrukcję bitwy. Krzyżaka łatwo zrobić. Wystarczy prześcieradło i czarna farba. Już pogodzeni Marta i Jacek ułożyli pieśń rycerską:

„Ulryku, Ulryku, co tam niesiesz w koszyku?

  Ulryku, Ulryku, co w koszyku masz?

  Mam dwa miecze stalowe, hej stalowe,

  Do roboty gotowe, hej, hej gotowe..."  

Gdyby padało, rekonstrukcja odbędzie się w namiocie księcia Witolda. Tak naprawdę to on ma na imię Daniel, ale dostał tę rolę, bo firma farmaceutyczna, w której jest dyrektorem, ma swój oddział na Litwie.

Pada. Ale jakoś zleci. Jeszcze tylko cztery dni i po urlopie! Nareszcie!

Podziel się
oceń
1
0

komentarze (33) | dodaj komentarz

czwartek, 17 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  5 686 351  

Polecamy



Tym razem do prześmiesznych rozmów na pełnych prawach włącza się trzecia wybitna postać - Wojciech Karolak. Słynny jazzman, podpytywany przez dociekliwego Andrusa, barwnie opowiada o małżeństwie z Czubaszek, a jest to związek nie zawsze zgodnych indywidualistów!

"Nowy album „Piłem w Spale... I co dalej?" to zapis koncertu, który odbył się rok temu w Warszawie, w Teatrze Syrena. Był to nie tylko wieczór koncertowy, ale również wydarzenie towarzyskie - Andrus zaprosił na scenę przyjaciół: Marię Czubaszek, Hannę Śleszyńską, Andrzeja Poniedzielskiego, Grupę MoCarta, Chór Collegium Musicum Uniwersytetu Warszawskiego i muzyków, z którymi stale współpracuje - Łukasza Borowieckiego, Wojciecha Steca i Pawła Żejmę.


"Książka zawiera osiem zabawnie ilustrowanych bajek o charakterze satyrycznym, przeznaczonych zarówno dla dzieci (5-7-letnich), jak i dla dorosłych. Bajki w satyryczny sposób przedstawiają cechy i przypadłości ludzkie, ujawniające się w wieku dziecięcym, z którymi borykamy się do późnej starości, np. brak tolerancji, brak życzliwości, egocentryzm, chciwość itp. Bajki zawierają przesłanie czytelne dla obu grup odbiorców. Do książki dołączona płyta z bajkami nagranymi częściowo przez autora."


"Blog osławiony między niewiastami" to nie tylko papierowy wybór najlepszych i najśmieszniejszych tekstów z jego bardzo popularnego bloga internetowego, ale także swoiste „Dzieła wybrane”.


"Myśliwiecka" zawiera piosenki Artura Andrusa zaśpiewane przez samego Autora. Są to głównie utwory kabaretowe, pisane do programów telewizyjnych i na potrzeby występów estradowych.


Rozmowa dwóch wybitnych osobowości polskiej sceny kabaretowej – Artur Andrus wnikliwie przepytuje Marię Czubaszek z jej twórczości oraz burzliwego życia towarzyskiego i rodzinnego.

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Bloog pod patronatem Nieformalnego Stowarzyszenia Umiarkowanego Ograniczania Nadmiaru Wolności w Internecie (NSUONWwI)

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl