Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 272 200 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Niewyszukany befsztyk

wtorek, 27 lipca 2010 9:48
Podarowała mi to radiowa koleżanka, specjalistka od polszczyzny. A koleżance przysłał to jeden ze słuchaczy. Od dnia, w którym rozmawialiśmy o tym na antenie, regularnie dostaję prośby o powtórzenie, przypomnienie, przesłanie. No więc niejako "na specjalne życzenie naszych radiosłuchaczy" przytoczę co ciekawsze fragmenty menu pewnej węgierskiej restauracji. Nazwy potraw są po polsku. To znaczy przynajmniej tak się do dziś wydaje właścicielom lokalu, którzy do ich tłumaczenia użyli internetowego "translatora" i zawierzyli mu bezgranicznie. W związku z tym, w tej restauracji mogą Państwo zjeść na przykład:

Był zrobiony z jedzeń jajecznych: 1) 3 wyciągnąć to z jajka, 2) grzybiczna jajecznica z 3 jajek,


Mączki rybne: 19) Karp szarpał, z przemieszanym garnirunkiem, 23) Sum szarpał, z odłamkami,


Był zrobiony z jedzeń wieprzowych: 34) Pociągnąć za wiatr z odłamkami, 35) Kotlet napełnił się owcą ser i palony knykieć pociągnęły, z przemieszanym garnirunkiem,


Cielę i był zrobiony z wołowiny jedzenia: 44) Cielę z Wiedniem przemieszało garnirunek, 47) Niewyszukany befsztyk z jajkiem sadzonym, odłamki,


Wyśmienite jedzenia: 62) Kałamarnica obchodzi dookoła Orly na sposób, z odłamkami, 64) Noga żabojada przyciągnęła, z przemieszanym garnirunkiem,


Potrawy: 65) Wołowina mięso duszone z jarzynami z łeb, 66) Flaki mięso duszone z jarzynami kopciło z knykciem, pietruszka ziemniak, 67) Przekrzywiać jądra i wspinać się na mięso duszone z jarzynami z łeb.


To oczywiście tylko wybór. Niektóre propozycje zniechęcające. Na przykład ciekaw jestem, jak wielu Polaków zamawia u nich jajecznicę grzybiczną? Niektóre przerażają - "palony knykieć" (rzypomnę, że knykieć to "spojenie stawowe palca ręki, człon palca ręki") mógłby posłużyć za tytuł powieści sensacyjnej, której akcja rozgrywa się w czasach inkwizycji. Jednocześnie wszystkie nazwy intrygujące. Człowiek, który od lat zaskakuje personel każdej restauracji zamówieniem: "schabowy z ziemniakami i kapustą zasmażaną", teraz zmuszony jest do wysiłku myślowego. Bo co to jest „noga żabojada"? W Polsce żabojadami nazywa się Francuzów. Menu dla kanibali? Można za "żabojada" uznać bociana. Noga bociana? Wygląda na suche i twarde, że o naszym narodowym sentymencie do tego ptaka nie wspomnę. Niektóre nazwy brzmią jak makabryczny opis polowania na składniki potraw. Na przykład "Karp szarpał" albo "Sum szarpał". Sam bym szarpał, gdybym wiedział, że potem mam być przemieszany z garnirunkiem albo nie daj Boże z odłamkami. No właśnie, te odłamki to rzecz szczególnie zastanawiająca. Pan Irek, jeden z naszych słuchaczy, starał się to wyjaśnić na przykładzie "Niewyszukanego befsztyku z jakiem sadzonym, odłamki". Otóż stwierdził, że prawdopodobnie "...ten cielak wszedł na pole minowe i po prostu nie chciało im się wyszukiwać te odłamki w mięsiwie". Być może jest to jakiś trop. Ale co z potrawą numer 62? Chodzi o ranną kałamarnicę chodzącą wokół paryskiego lotniska Orly?


Dawno żadna karta potraw nie wywołała takiego zainteresowania. Na miejscu polskich restauratorów zastanowiłbym się nad skorzystaniem z tego patentu. Może własne karty wrzucić do tłumaczącego na węgierski "translatora" a potem wrócić do polskiego. Albo przejść przez jeszcze parę języków. Spróbowałem z czymś, co niedawno przez przypadek kupiłem w Zakopanem. "Oscypek z krowiego mleka" to wyszło po węgiersku: "Juh sajt tehéntejből", z węgierskiego na filipiński: "Tupa keso mula sa gatas baka", z filipińskiego na tajski: „ชีสแกะจากวัวนม" i z tajskiego na polski "Owiec ser z mleka krowiego".


I jeszcze jedna uwaga. W przypadku niektórych potraw należy zamieszczać ostrzeżenia. Że się je na własną odpowiedzialność. Na przykład "67) Przekrzywiać jądra i wspinać się na mięso duszone z jarzynami z łeb". Albo, że należy do nich zamówić: "107) Naleśnik napełnił się czekoladą z drewna kasztanowego z opatrunkiem" (to z działu "Desery").



Podziel się
oceń
8
0

komentarze (44) | dodaj komentarz

Po co ludzie noszą wąsy?

poniedziałek, 19 lipca 2010 9:25

                Przede wszystkim po to, żeby móc obiecać, że je zgolą, jak się coś wydarzy. Jest mi to całkowicie obojętne, czy trener reprezentacji Hiszpanii po wygranym Mundialu zgoli czy nie. Albo polityk po wygranych wyborach. Może to mieć znaczenie jedynie dla osób całujących się z jednym albo drugim, a chwilowo nie zamierzam. Ale jestem o tym informowany, może nie na pierwszych stronach gazet i w pierwszych słowach relacji telewizyjnych, ale często, z nieskrywaną nadzieją, że będzie to dla mnie coś emocjonującego. Otóż nie jest. Bo też mi sztuka zgolić wąsy. Gdyby trener albo polityk złożyli obietnicę, że po wygranej zapuszczą drugą parę wąsów (to znaczy, każdy sobie zapuści drugą, w innym miejscu niż te istniejące dotychczas, na przykład na łokciu), może by mnie to zaintrygowało.


                Miałem do niedawna kompleks hobbysty. Z zazdrością patrzyłem na ludzi, którzy oddają się jakiejś pasji, coś kolekcjonują, potrafią pół świata przejechać w poszukiwaniu konkretnego modelu gałki do ekspresu ciśnieniowego czy egzemplarza etykiety  po plastrach opatrunkowych. No dobrze, żartuję, niektóre ekstrawagancje kolekcjonerskie to już przesada, ale są takie pasje, które wzbudzają mój autentyczny zachwyt. Tymczasem ja nic. Nie fotografuję, nie sklejam, nie zbieram, nie wymieniam się.  Niedawno kolekcja pojawiła się sama. Otóż dość często wyjeżdżam, prawie do każdej podróży przygotowuję się w pośpiechu, prawie zawsze jestem spóźniony. I w związku z tym, w co drugą podróż zapominam zabrać przyborów do golenia. No i oczywiście na dworcu albo w miejscu, do którego się jedzie, trzeba kupić nowe. Mam tego już tyle, że chociażbym wygrał wszelkie możliwe Mundiale i wybory, a nawet golił się bez wygrywania tychże - nie zużyję.


Rynek przyborów do golenia też się monopolizuje, unifikuje, globalizuje - prawie wszędzie na świecie są takie same golarki jednorazowe tych samych  firm, ale kiedy uaktywniła się we mnie żyłka kolekcjonera, zauważyłem, że są jeszcze duże różnice w piankach do golenia. Oprócz tych robionych przez wielkie międzynarodowe koncerny, są ciągle dostępne produkty lokalne. Zazwyczaj najtańsze, broniące się na rynku wieloletnim przyzwyczajeniem mężczyzny, a zwłaszcza robotnika, chłopa i inteligenta niejednokrotnie pracującego. Mam już zatem pianki: włoską, szwedzką, słowacką, ukraińską, chorwacką. Wszystkie dostarczają podobnych wrażeń, człowiek się czuje, jakby się golił nakładając na twarz lekko perfumowane odpady radioaktywne, ale kolekcja się rozrasta.


Mimowolne pojawienie się w moim domu tego zbioru, spowodowało też, że przestałem się wreszcie obawiać, że nic po mnie nie zostanie. Zawarłem w testamencie zapis, że połowa mojego majątku ma być po mojej śmierci przeznaczona na utworzenie Muzeum Pianek i Żeli Do Golenia im. Nadieżdy Krupskiej (to ostatnio rzadko używana patronka, nie wiem dlaczego, ale kojarzy mi się z goleniem).


                W telewizji pokazują przygotowania do rekonstrukcji bitwy pod Grunwaldem. Ciekawe, czy ktoś pamięta, że Grunwald Grunwaldem, ale to jest również Rok Chopinowski, że ONZ ogłosiło rok 2010 Międzynarodowym Rokiem Różnorodności Biologicznej, że trwa Rok Turystyki Wodnej PTTK. A gdyby tak obchodzić razem? I symbolem tych uroczystości zrobić stojącego po kolana w wodzie Fryderyka Chopina, który trzyma w ręku dwa nagie miecze na znak zatroskania „aktualną tendencją zmniejszania się liczby gatunków na Ziemi"? O tym to nie pomyślą, ale tylko czekać, kiedy ktoś powie, że w dokumentach odnalezionych na Litwie zapisano, że książę Witold obiecał, że jak wygrają z Krzyżakami, to zgoli wąsy. Zawiszy Czarnemu.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (55) | dodaj komentarz

Przebój na lato uuuu

wtorek, 13 lipca 2010 12:24

Wystąpiłem w koncercie, którego celem było wspieranie ratownictwa medycznego i transplantologii. Nie miałem odwagi zapytać organizatorów, dlaczego właśnie mnie skojarzyli z tymi dwoma zjawiskami, ale złożyłem publicznie deklarację, że jestem za. Za ratownictwem medycznym i transplantologią. I jeśli kiedykolwiek byłaby taka potrzeba, to proszę mnie ratować medycznie, a jeśli już będzie pewne, że to nic nie da, to proszę coś ze mnie dać komuś innemu, komu to pomoże. Tylko prosiłbym o zachowanie takiej właśnie kolejności - najpierw ratowanie, a potem transplantologia - nie odwrotnie.

Mimo sezonu urlopowego musiałem wznowić działalność Studium Przeróbek Istniejących Piosenek i Dostosowywania Ich Do Aktualnych Trendów (SPIPIDIDAT). Zauważam zastój na rynku przebojów letnich. Oczywiście najprościej byłoby napisać jakiś własny, tylko, że to najprościej jest najtrudniej. Dlatego najpierw zabrałem się za przerabianie piosenek majowych, których jest aż nadto, a poza tym do przyszłego maja będą leżały odłogiem. Że łatwo? Że zamiast „To był maj, pachniała Saska Kępa...", wystarczy zaśpiewać „Lipiec był, pachniała Saska Kępa..." albo „Sierpień był, pachniała Saska Kępa..."? A co z ciągiem dalszym: „...pachniała Saska Kępa szalonym, zielonym bzem..."? W lipcu? W sierpniu? Pachnący, zielony bez? Chociaż jeśli szalony, to kto mu zabroni pachnieć i zielenieć kiedy mu się chce? Ale może dla pewności raczej tak:


„Lipiec był, pachniała Saska Kępa,

 Najbardziej pachniała w tramwajach,

 Sierpień był, gotowa była ta sukienka,

 Gotowa była już od maja".

To nie idzie - rytm się łamie. To może „Gdzie strumyk płynie z wolna, rozsiewa zioła maj..."

„Gdzie strumyk płynie z wolna,

  Rozsiewa zioła lipiec,

  Stokrotka rosła polna,

  Było to we wsi Skrzypiec.

  Wtem harcerz idzie drogą,

  O nie, słuchacze szanowni,

  To nie jest żaden harcerz,

  Tylko pracownik żwirowni".

Beznadzieja, nie da się piosenek majowych przerobić na przeboje wakacyjne. Jednak łatwiej będzie napisać coś nowego:

„Plaża, uuuu, pełna słońca,

 Nasze szczęście nie ma końca,

 Słońce, uuuu, pełna plaża,

 Takie lato raz się zdarza

 Uuuu, na sto lat, uuuu.

Ref:

Uuuu, uu, uuuuu, uuuuuu upał,

Ale ja cię kocham i tak

Ucieknijmy z naszych Itak

Z naszych Korfów, z naszych Kret,

Ucieknijmy gdzieś daleko, het".


         Tylko, że napisać to jedno, a żeby to się stało przebojem musi być gdzieś grane, ludzie muszą się przy tym bawić. Nie wiem dlaczego, ale na razie ta piosenka pasuje mi tylko do klubu dyskotekowego ADHD. Przysięgam, widziałem reklamę takiego klubu przejeżdżając przez Nowy Targ. ADHD - przypomnę - to zespół nadpobudliwości psychoruchowej, więc ktoś uznał, że nazwa jak znalazł dla dyskoteki. A już myślałem, że fantazja właścicieli różnych przybytków osiągnęła swoje szczyty w przypadku domu weselnego „Mezalians" (Zielonka) czy firmy windykacyjnej „Prosektorium" (Bydgoszcz). Nie, jak się okazuje można dalej. Skoro szlak przetarła dyskoteka ADHD, to już nic nie stoi na przeszkodzie, żeby uruchomić Klub Literata „Dysleksja" albo Klub Sportowy „RLS Sanovia Lesko". RLS to nie tylko litery z tablic rejestracyjnych samochodów z Leska, to również medyczna nazwa „zespołu niespokojnych nóg".


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (59) | dodaj komentarz

niedziela, 19 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  5 882 091  

Polecamy



Tym razem do prześmiesznych rozmów na pełnych prawach włącza się trzecia wybitna postać - Wojciech Karolak. Słynny jazzman, podpytywany przez dociekliwego Andrusa, barwnie opowiada o małżeństwie z Czubaszek, a jest to związek nie zawsze zgodnych indywidualistów!

"Nowy album „Piłem w Spale... I co dalej?" to zapis koncertu, który odbył się rok temu w Warszawie, w Teatrze Syrena. Był to nie tylko wieczór koncertowy, ale również wydarzenie towarzyskie - Andrus zaprosił na scenę przyjaciół: Marię Czubaszek, Hannę Śleszyńską, Andrzeja Poniedzielskiego, Grupę MoCarta, Chór Collegium Musicum Uniwersytetu Warszawskiego i muzyków, z którymi stale współpracuje - Łukasza Borowieckiego, Wojciecha Steca i Pawła Żejmę.


"Książka zawiera osiem zabawnie ilustrowanych bajek o charakterze satyrycznym, przeznaczonych zarówno dla dzieci (5-7-letnich), jak i dla dorosłych. Bajki w satyryczny sposób przedstawiają cechy i przypadłości ludzkie, ujawniające się w wieku dziecięcym, z którymi borykamy się do późnej starości, np. brak tolerancji, brak życzliwości, egocentryzm, chciwość itp. Bajki zawierają przesłanie czytelne dla obu grup odbiorców. Do książki dołączona płyta z bajkami nagranymi częściowo przez autora."


"Blog osławiony między niewiastami" to nie tylko papierowy wybór najlepszych i najśmieszniejszych tekstów z jego bardzo popularnego bloga internetowego, ale także swoiste „Dzieła wybrane”.


"Myśliwiecka" zawiera piosenki Artura Andrusa zaśpiewane przez samego Autora. Są to głównie utwory kabaretowe, pisane do programów telewizyjnych i na potrzeby występów estradowych.


Rozmowa dwóch wybitnych osobowości polskiej sceny kabaretowej – Artur Andrus wnikliwie przepytuje Marię Czubaszek z jej twórczości oraz burzliwego życia towarzyskiego i rodzinnego.

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Bloog pod patronatem Nieformalnego Stowarzyszenia Umiarkowanego Ograniczania Nadmiaru Wolności w Internecie (NSUONWwI)

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Pytamy.pl