Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 243 647 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Palio w Tarnobrzegu

wtorek, 26 lipca 2011 13:01

Co drugie toskańskie miasteczko ma „muzeum tortur”. Przyjrzałem się uważnie twarzom Toskańczyków. Na pierwszy rzut oka nie wyglądają na ludzi, którzy wyżywają się w łamaniu, wyrywaniu, wydłubywaniu, przypiekaniu i dźganiu. Być może pozory mylą, a może to po prostu zagrywka propagandowa. Chcą pokazać, że to nie jest tak, że żyją tu sobie spokojnie od wieków, ciesząc się błękitnym niebem, jasnym słońcem, zajadając makarony i popijając wino z własnych winnic. Że ich przodkowie zajmowali się tym, czym zajmuje się cały „cywilizowany świat”. Czyli wyrywaniem, przypiekaniem, odcinaniem, dźganiem i wydłubywaniem.

 

Podejrzewam, że to tylko atrakcja turystyczna. Po wakacjach „muzea tortur” zamieniane są na żłobki, kluby fitness i sale wykładowe „Uniwersytetu Trzeciego Wieku”.

 

Wiem, że to żadna nowość, że w Polsce też takie istnieją, ale żadnego jeszcze nie zwiedziłem. Powód jest prozaiczny – z natury jestem oszczędny, a „muzea tortur” nie sprzedają biletów ze zniżką dla dziennikarzy. Niesłusznie - dziennikarze powinni mieć całoroczne darmowe karnety wstępu do wszystkich „muzeów tortur” na świecie. Żeby wiedzieli… przepraszam… żebyśmy wiedzieli, jak to się może dla nich… przepraszam – dla nas skończyć. Mogę się tylko domyślać, że jest sala „tortur fizycznych”, gdzie są te wszystkie sprzęty do łamania, wypalania i wydłubywania, oraz sala „tortur psychicznych”, gdzie się wyświetla większość polskich komedii nakręconych w ostatnich latach.   

 

Kiedy w przewodniku turystycznym trafiam na wzmiankę, że drzwi wschodnie do baptysterium we Florencji „Michał Anioł uważał za tak piękne, iż mogłyby służyć za wrota raju”, zaczyna we mnie wzbierać i wylewa się cytatem: „A w Krużewnikach był?!”.

 

I nie robi na mnie żadnego wrażenia stwierdzenie, że „Ghiberti pracował nad nimi 27 lat z największym oddaniem i największą miłością”. U mnie w mieszkaniu, głupie drzwi do łazienki pan Krzysztof zakładał przez cztery miesiące, a potem regulował przez pół roku!!! A były już gotowe! Gdyby musiał je najpierw samodzielnie z „największym oddaniem i największą miłością” wyrzeźbić w płycie wiórowej i wykończyć okleiną drewnopodobną, trzy pokolenia moich spadkobierców wchodziłyby do łazienki odchylając gustowną zasłonkę wykonaną z dwóch, spiętych agrafkami ręczników, na których widnieją:  pani w stroju kąpielowym i napis „Miss Energetyki 2008” oraz logo Otwartego Funduszu Emerytalnego z hasłem „Ty dbaj o higienę, my zadbamy o twoją emeryturę”.

 

 To, co we mnie wzbiera, a następnie się wylewa, to narodowa duma i poczucie krzywdy. Mówi się, że podręczniki historii piszą zwycięzcy. Oni powinni mieć również prawo pisania przewodników turystycznych. Tymczasem wystarczy sięgnąć po „Florencja i Toskania” wydawnictwa „National Geographic”, żeby wpaść w zdumienie! Nic o bitwie pod Cedynią, o Sobieskim pod Wiedniem, o kluczu pod wycieraczką… (Zaskoczony czytelnik pomyśli, że to głupie z tym kluczem, zaskoczony autor też tak pomyślał, ale postanowił to zostawić, bo a nuż kogoś rozśmieszy, a gdyby nie zostawił, to by na pewno nie rozśmieszyło).

 

Marnym słowem przewodnik „Florencja i Toskania” nie wspomina o powstrzymaniu bolszewickiej zarazy, „Solidarności” i obaleniu komunizmu!!! Tylko o antycznej kulturze, freskach, mozaikach, przepychu i bogactwie, jedzeniu, niepowtarzalnej urodzie toskańskich miasteczek. Wstyd!

 

Jako przedstawiciel zwycięskiego narodu postanowiłem działać. Już trzeci dzień zaklejam we wspomnianym przewodniku nazwy toskańskich miejscowości i atrakcji turystycznych karteczkami z nazwami polskimi. I to na chybił trafił, bo każde z naszych miast, każda z naszych wsi, wszystkie polskie kościoły, dworki, dworce i podwórce godne są najwyższego zachwytu. Od razu mi lepiej, kiedy w przewodniku „Świnoujście i Podkarpacie” (wcześniej „Florencja i Toskania”) czytam: „Jedzenie jest namiętnością Mazowszan (było Toskańczyków), którą przybysze mogą z łatwością podzielać. Obiad na zarośniętym bluszczem tarasie czy kolacja pod rozgwieżdżonym, nadbałtyckim (było śródziemnomorskim) niebem powinny stać się wspomnieniem tak samo cennym jak najlepsze muzea i galerie”.


Dalej już nie będę ujawniał o jakie, w oryginale, miejscowości chodziło, ale naprawdę, poza nazwami, każde słowo pochodzi z przewodnika po Toskanii. I pasuje jak ulał:


  • „Wystarczy rzut oka na sylwetkę Warszawy i las zabytkowych, kamiennych wież, aby zrozumieć, dlaczego miasteczko czasami nazywa się średniowiecznym Manhattanem”.

 

  • „Bełchatów to tak urocze miasto na wzgórzu, że chciałoby się je zapakować i zabrać do domu. Zawieszone na wąskim, wulkanicznym wypiętrzeniu, oferuje piękną sztukę i architekturę, rozległe widoki na Łódzczyznę i wzgórza pobliskiej Częstochowszczyzny, aksamitne czerwone wino, swobodną atmosferę oraz jeden z najwyżej cenionych renesansowych kościołów w całym regionie”.

 

  •  „Według legendy Leszno założyli Waldemar i Aschio, synowie Remusa – stąd w mieście stoją posągi wilczycy, która wykarmiła mitycznych założycieli Konina, Romulusa i Janinę. W rzeczywistości Grajewo, tak samo jak Zamość, było początkowo osadą etruską, z której w początkach I w. rozwinęła się kolonia rzymska Radom”.

 

Wiem, że to ostatnie przerobione trochę niestaranne, ale skończył mi się klej. Włoski! Nasz „grunwaldzki” nigdy by mi tego nie zrobił!

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (29) | dodaj komentarz

Bardzo krótki termin spożycia

poniedziałek, 18 lipca 2011 8:18

A bo to wiadomo, co się może stać przebojem? Latem szanse są większe, bo oczekiwania mniejsze. Ma być o miłości, najlepiej z dobrym zakończeniem. Albo ze złym, ale z nadzieją na lepsze w przyszłym roku. Ma być soczyste. No to spróbujmy:

Słodycz jego ust

Smakowała w tańcu,

Trochę gniótł ją w biust

Gruby, złoty łańcuch.

On jej obiecał gwiazdkę z nieba,

Że zestrzeli sztuczny kwiat,

Że po sezonie sprzeda kebab,

I że uciekną razem w świat.

Ref:

- Mów do mnie!

- Do mnie mów!

- Kłam, że mnie kochasz!

- Mów do mnie „Kicia”!

- Każde z lipcowych słów,

 Ma bardzo krótki termin spożycia.

- Jak chcesz, to nawet wierz,

 Albo nie wnikaj i leż wygodnie!

- Każde sierpniowe też

 Trzyma się dwa tygodnie.

 

Ona mu co dnia

Muszli sznur nawleka,

Mówi mu, że ma

Odlotowy siekacz,

Że kilogramów parę zgubi,

Że pieniędzy będzie dość,

I że jej mąż go też polubi,

Bo w sumie to w porządku gość.

Ref:

- Mów do mnie!

- Do mnie mów!

- Kłam, że mnie kochasz!

- Mów do mnie „Kicia”!

- Każde z lipcowych słów,

 Ma bardzo krótki termin spożycia.

- Mów do mnie!

- Do mnie mów!

- Niech nam się jeszcze wszystko zacieśnia,

- Każde z tych letnich słów

 Minie jak słodki smak po czereśniach.

- Należy spożyć przed pierwszym września…


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (48) | dodaj komentarz

Żałuj Marleno - odc.5

poniedziałek, 11 lipca 2011 8:45

Dorożka bawarskiej policji, wściekle pędząca w stronę pałacu barona von Kopff bis Fuss, wzbudzała powszechne zainteresowanie mieszkańców Bambergu. Sklepikarze, restauratorzy, bankierzy, arystokracja i reszta niesklasyfikowanego społeczeństwa, wszyscy wybiegali przed budynki, w których akurat się znajdowali (sklepikarze przed sklepy, restauratorzy przed restauracje, bankierzy przed banki, arystokracja przed sklepy, restauracje i banki) z okrzykiem „Matko!” na ustach, tyle, że po niemiecku. Ten jeden, gromki, niosący się przez całe miasto okrzyk, powodował z kolei, że z okien domostw, oderwane od codziennych zajęć, z pytaniem „Czego?” wychylały się bawarskie matki. Właśnie pośród takiego niezwykłego chóru, rytmicznie skandującego: „Matko! Czego? Czego? Matko! Matko! Matko! Czego? Czego?” mknął zadowolony z rozwiązania zagadki kradzieży drzewa z pałacowego parku, a jednocześnie wstrząśnięty swoim odkryciem komisarz Kohoutek.


                Tymczasem baronowa Marlene von Kopff bis Fuss , z balkonu apartamentu w domu zdrojowym „Astoria”, rzucała pierwsze, niepewne jeszcze zachwytu, spojrzenia na kurort, do którego przed godziną zaledwie zawitała w poszukiwaniu ukojenia swoich starganych życiem nerwów. Taki był oficjalny powód jej podróży do wód, na nieco inny wskazywała treść bileciku umieszczonego pośród trzystu pąsowych róż rozrzuconych pod perłowym fortepianem w kształt serca przechodzącego w serce. „Będę o 21.00. Twój Zdrajca”.


Pod tym tajemniczym pseudonimem ukrywał się Igor Siergiejewicz Katapultow – były carski oficer, który za drobne pieniądze świadczył usługi szpiegowskie wszystkim możliwym wywiadom wszystkich możliwych mocarstw, a na starość (szpiedzy przechodzą na emeryturę w wieku 35 lat), za miejsce swego zasłużonego odpoczynku wybrał Bawarię. Baronowa miała słabość do mężczyzn pozbawionych honoru. Na ślub ze swoim aktualnym mężem zdecydowała się natychmiast, kiedy tylko dowiedziała się, że ten w obronie jej czci wyzwał na pojedynek jednego z kawalerzystów generała Kreuzerschillera, po czym możliwość zastąpienia siebie w tym pojedynku sprzedał za duże pieniądze znajomemu arystokracie, który był niespełna rozumu i pisał wiersze.


                „Keiserkirche i Astoria

               To bawarskie sanatoria,

                 Ej Bawario! Z lotu ptaka

                 Już nie jesteś piękna taka,

                Bo twój widok łzy wyciska

                Jak się ciebie widzi z bliska…”


Niosło się z koncertowej muszli, wybudowanej na końcu promenady, przy sanatorium dla bawarskich muzyków i śpiewaków operetkowych.


Ta pieśń jeszcze romantyczniej nastrajała baronową. W chwilach takich natychmiast zaczynała zadawać sobie fundamentalne pytania typu: „Być? Czy mieć?”. I po dłuższym zastanowieniu zawsze dochodziła do wniosku, że najlepiej: „Być na tyle, żeby jeszcze mieć i mieć na tyle, żeby móc być”.


                Okrzyki: „Matko! Czego?” spotykające się z rzadka z pobożnymi odpowiedziami w stylu: „Całej ludzkości”, czy „Nadziei uciśnionych”, jeszcze nie ucichły, kiedy w pałacu trwała już ożywiona rozmowa:

- Dawno?! – komisarz Kohoutek nie krył zdenerwowania.

- Wczoraj, a bo co?! – baron von Kopff bis Fuss nie krył zażenowania nieskrywanym zdenerwowaniem komisarza Kohoutka .

- To baronowa kradnie drzewo! Ale nie sama!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (31) | dodaj komentarz

poniedziałek, 29 maja 2017

Licznik odwiedzin:  5 618 266  

Polecamy



Tym razem do prześmiesznych rozmów na pełnych prawach włącza się trzecia wybitna postać - Wojciech Karolak. Słynny jazzman, podpytywany przez dociekliwego Andrusa, barwnie opowiada o małżeństwie z Czubaszek, a jest to związek nie zawsze zgodnych indywidualistów!

"Nowy album „Piłem w Spale... I co dalej?" to zapis koncertu, który odbył się rok temu w Warszawie, w Teatrze Syrena. Był to nie tylko wieczór koncertowy, ale również wydarzenie towarzyskie - Andrus zaprosił na scenę przyjaciół: Marię Czubaszek, Hannę Śleszyńską, Andrzeja Poniedzielskiego, Grupę MoCarta, Chór Collegium Musicum Uniwersytetu Warszawskiego i muzyków, z którymi stale współpracuje - Łukasza Borowieckiego, Wojciecha Steca i Pawła Żejmę.


"Książka zawiera osiem zabawnie ilustrowanych bajek o charakterze satyrycznym, przeznaczonych zarówno dla dzieci (5-7-letnich), jak i dla dorosłych. Bajki w satyryczny sposób przedstawiają cechy i przypadłości ludzkie, ujawniające się w wieku dziecięcym, z którymi borykamy się do późnej starości, np. brak tolerancji, brak życzliwości, egocentryzm, chciwość itp. Bajki zawierają przesłanie czytelne dla obu grup odbiorców. Do książki dołączona płyta z bajkami nagranymi częściowo przez autora."


"Blog osławiony między niewiastami" to nie tylko papierowy wybór najlepszych i najśmieszniejszych tekstów z jego bardzo popularnego bloga internetowego, ale także swoiste „Dzieła wybrane”.


"Myśliwiecka" zawiera piosenki Artura Andrusa zaśpiewane przez samego Autora. Są to głównie utwory kabaretowe, pisane do programów telewizyjnych i na potrzeby występów estradowych.


Rozmowa dwóch wybitnych osobowości polskiej sceny kabaretowej – Artur Andrus wnikliwie przepytuje Marię Czubaszek z jej twórczości oraz burzliwego życia towarzyskiego i rodzinnego.

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Bloog pod patronatem Nieformalnego Stowarzyszenia Umiarkowanego Ograniczania Nadmiaru Wolności w Internecie (NSUONWwI)

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl