Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 235 669 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Królowa nadbałtyckich raf

środa, 25 lipca 2012 12:11

Zawodowych marzeń mam niewiele. Moje ambicje nie sięgają Nobla. Ot, co najwyżej kilka Fryderyków, jeden Pulitzer, dwa Grammy… A tak poważnie, to od lat marzy mi się, żeby do moich piosenek ludzie tańczyli. Żeby ich porwać, żeby po latach, z moją piosenką kojarzyły im się chwile upojne i szalone. I wierzę, że zdarzy mi się kiedyś zobaczyć taki obrazek: przyjeżdżam do sanatorium (może być na przykład to promowane ostatnio przez szefa kółek rolniczych: „zresztą sanatorium piękne rolników”), a tam, obok chaty Żeromskiego, grill i potańcówka. Kuracjuszka tuli się do kuracjusza i powoli, zgodnie z zaleceniami rehabilitanta tańczy do mojej piosenki. A potem to samo zobaczę na dyskotece w Mielnie. Ale tutaj żadnych zahamowań! Ja śpiewam, a ludzie szaleją! Próbuję. Wiem, że najłatwiej ruszyć ludzi do tańca jakimś wakacyjnym przebojem. Piszę. Może jeszcze to nie jest na miarę „Szłaś przez skwer, z tyłu pies >Głos Wybrzeża< w pysku niósł…”, pewnie nigdy nie doścignę „Córki rybaka” czy „Chałupy Welcome to”, ale próbuję. Oto kolejne podejście. Na płycie „Myśliwiecka” nagrałem  piosenkę „Królowa nadbałtyckich raf”. Fantastyczni młodzi ludzie z „Mania Studio” dokręcili do niej teledysk. Nie wiem, gdzie znaleźli takich aktorów, ale kiedy pierwszy raz zobaczyłem ten klip, ogarnęło mnie wzruszenie. W jednej chwili wróciłem wspomnieniem do dyskotek organizowanych pod koniec lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku w kawiarni „Gwarek” w Solinie. Nie chodziłem, byłem za mały, ale z zazdrością, przez kraty na tarasie kawiarni patrzyłem na bawiących się turystów i tubylców. I tak oto dziś, razem z moimi kolegami muzykami, którzy na potrzeby tego wakacyjnego (miejmy nadzieję) przeboju zawiązali się w grupę muzyczną „Demony Sanatorium”, z przyjemnością prezentujemy Państwu  piosenkę „Królowa nadbałtyckich raf”. Równocześnie zapraszamy na parkiet, a w imieniu własnym i kierownictwa ośrodka wypoczynkowego „Promień” życzymy miłego pobytu i wielu wspomnień po zakończeniu turnusu.

 

 

Klip promujący album Artura Andrusa "Myśliwiecka".

Realizacja i produkcja: Mania Studio

Scenariusz i reżyseria: Roman Przylipiak

Zdjęcia: Piotr Maczkowski

Montaż: Michał Berensztajn

Kierownik produkcji: Michał Stec

 


Podziel się
oceń
10
7

komentarze (58) | dodaj komentarz

Somosierra pod Stoczkiem

wtorek, 17 lipca 2012 11:05

Rozwój cywilizacyjny wymusza na ludziach coraz węższą specjalizację. Są zawody, w których ten proces nastąpił już wiele lat temu (chociażby lekarze czy spawacze), są takie, które jeszcze się bronią, ale będą się musiały poddać. Przypuszczam, że za jakiś czas manicurzystki będą się dzieliły na te od prawej lub lewej ręki, może nawet powstaną „Specjalistyczne gabinety manicure palca środkowego i kciuka”. Moja specjalizacja zaczęła się rozwijać samoistnie. Pisałem kilka lat temu, jakie wrażenie zrobiło na mnie zaproszenie do występu z recitalem w ramach „Nocy muzeów”. Poszło dalej. Niedawno, w Dzierżoniowie, wystąpiłem z okazji rewitalizacji murów obronnych (o czym dowiedziałem się z zapowiedzi konferansjerskiej), a w Szczytnie, w miejscowej gazecie, mój występ zapowiadał artykuł pod tytułem: „Andrus poruszy ruiny” (dla jasności – śpiewałem piosenki w ruinach krzyżackiego zamku).

 

Tych kilka przypadków pomogło mi w podjęciu ostatecznych decyzji dotyczących drogi dalszego rozwoju. W Internecie zamówiłem sobie dwie zbroje XXL.  Skórzaną do konferansjerki i kolczugę do recitali. Do kolczugi dokupiłem hełm garnczkowy, który tworzy własny pogłos i podczas śpiewania nie muszę już prosić akustyka o sztuczne dodawanie efektów na aparaturze nagłaśniającej. Wysłałem prośbę o objęcie mojej działalności artystycznej honorowym patronatem Generalnego Konserwatora Zabytków i już planuję trasę promującą płytę „Myśliwiecka”. Skoro zacząłem w Szczytnie, to chyba dokończę najpierw szlak zamków krzyżackich. Jak się rozwinę w tych działaniach, mogę się dochrapać tytułu „komtura polskiej piosenki”.

 

Parę tygodni temu, jadąc samochodem usłyszałem w radiu zaproszenie do obejrzenia „rekonstrukcji obrony Warszawy w Żmigrodzie”. Sprawdziłem gdzie jestem. Byłem koło Wrocławia. Pogubiłem się w tych danych geograficzno - historycznych. Zatrzymałem się, zajrzałem do mapy. Żmigród leży w województwie dolnośląskim. Wychodzi z człowieka niedouczenie – nie miałem pojęcia, że w 1939 roku już w Żmigrodzie odbywała się obrona Warszawy. Chociaż z drugiej strony, wtedy wydawało nam się, że obrona Warszawy zacznie się w Paryżu i w Londynie, to dlaczego nie w Żmigrodzie? Po powrocie do domu poczytałem w Internecie i wszystko mi się wyjaśniło – po prostu rekonstrukcja czy inscenizacja wcale nie muszą się odbywać w miejscach prawdziwych wydarzeń. To nawet lepszy pomysł. Nie wszyscy mogą sobie swobodnie podróżować i uczestniczyć w różnych imprezach. Dlatego proponowałbym uruchomienie akcji: „Nie przyjedziesz na rekonstrukcję – rekonstrukcja przyjedzie do ciebie”. Może nie uda się już w tym roku, ale podaję plan na przyszły:

 

13.01.2013 – Zabrze – bitwa pod Cedynią

15.02.2013 – Grunwald – lądowanie w Normandii

8.03.2013 – Suwałki – bitwa pod Gorlicami połączona z obchodami Dnia Kobiet

15.07.2013 – Sochaczew – bitwa pod Oliwą nad Bzurą

12.11.2013 – Gdańsk – bitwa nad Bzurą pod Oliwą

 

Osoby, które miałyby zamiar marudzić, że daty się nie zgadzają, niech wezmą pod uwagę fakt, że jedna inscenizacja będzie się odbywała kilka razy w różnych miejscach kraju, więc nie da się dopasować dokładnie dat rekonstrukcji do dat historycznych. Na przykład trwają rozmowy, żeby inscenizację bitwy pod Grunwaldem zorganizować 10.01.2013 w Zakopanem, jako inaugurację Pucharu Świata w skokach narciarskich.

 

O kolejnych inicjatywach będziemy Państwa informować na stronie internetowej www.komturpolskiejpiosenki.gov.pl albo na tym blogu.

 


Podziel się
oceń
8
5

komentarze (32) | dodaj komentarz

Machanie do piłkarzy

środa, 11 lipca 2012 8:52

Dotychczas nie bardzo wiedziałem, co odpowiedzieć na pytanie o mojego ulubionego piłkarza. Fakt, że rzadko mi je zadawano, bo większość znajomych wie, że sportem interesuję się na poziomie „którzy to nasi?”, ale czasem zdarzy się jakiś niezorientowany dziennikarz i znienacka zapyta. Są też tacy, którzy pytają złośliwie. Wiedzą, że z trudem wymienię kilka nazwisk reprezentantów Polski, to znęcą się jeszcze dociskając: „No dobrze, a z zagranicznych?”.

 

Teraz już sobie poradzę. Oczywiście dzięki Euro 2012, a właściwie dzięki czekoladzie, którą kupiłem podczas mistrzostw. Otwieram, patrzę, a w środku trzy naklejki ze zdjęciami piłkarzy! A jako, że jestem człowiekiem wierzącym w przeznaczenie i uważam, że nic nie dzieje się przypadkiem – uznałem, że właśnie to są moi ulubieni piłkarze. Fanis Gekas, Cesc Fabregas i Mario Balotelli. Już samo wymienienie przeze mnie tych nazwisk powinno raz na zawsze zamknąć usta złośliwcom, ale nie można wykluczyć, że któryś z nich się przełamie i dorzuci: „A może coś więcej?”. I tu też sobie poradzę! Na naklejkach dołączonych do czekolady są wydrukowane informacje o moich ulubionych piłkarzach! I zdumionemu dziennikarzowi mogę odpowiedzieć tak: „Moimi ulubionymi piłkarzami są: urodzony 12.08.1990, zawodnik Manchesteru City, Mario Balotelli, który ma 1,91 m wzrostu i waży 88 kg, grający w FC Barcelona, starszy od niego o trzy lata, mierzący 1,80 m i ważący 75 kg Cesc Fabregas oraz niższy o centymetr od Fabregasa, ale za to lżejszy od Balotelliego o 12 kg i starszy od obu, bo urodzony 23.05.1980, związany z tureckim Sansunsporem, Fanis Gekas…”. Tu już złośliwemu musi szczena opaść. A zanim mu się podniesie, dorzucę od niechcenia: „A wie pan, że dokładnie w tym samym dniu, w którym urodził się Fabregas, czyli 4.05.1987 roku, w Palma de Mallorca przyszedł na świat Jorge Lorenzo Guerrero, świetny hiszpański motocyklista?”. I po czymś takim już się nie obędzie bez interwencji chirurga szczękowego. Oczywiście ta ostatnia informacja nie była umieszczona na zdjęciach dołączonych do czekolady, ale mam w domu prąd, komputer i Internet, to sobie znalazłem.


Za organizację Euro wszyscy nas chwalą. Chociaż, gdy się tym pochwałom uważnie przysłucha osoba szukająca dziury w całym, czyli na przykład ja – zawsze coś znajdzie. Słyszałem w radiu wypowiedź kogoś ważnego z jednej z zagranicznych reprezentacji. Mówił, że wszystko było perfekcyjnie przygotowane, w hotelu czuli się świetnie, a „…jak jeździliśmy na rowerach po okolicy – ludzie się do nas uśmiechali i machali do nas”. No tak, ale ktoś ważny z zagranicznej reprezentacji nie powiedział, a dziennikarzowi zabrakło zawodowej dociekliwości i nie dopytał o to, czym do przejeżdżających piłkarzy machali okoliczni mieszkańcy? Bo jeśli widłami? Albo kosą? Należałoby uświadomić gościom z zagranicy, że nawet jeżeli się przy tym uśmiechamy, machanie nie zawsze musi być przejawem sympatii. Może w ich kulturach wystarczy pomachać byle czym… U nas, w kraju, w którym wielokrotnie machaliśmy w różnych sprawach, każde machanie ma wymiar symboliczny.


No dobrze, bo zaraz ktoś mi zarzuci, że chcę popsuć nasze dobre samopoczucie, że już się zaczęło narzekanie. To tylko żarty. Tak poważnie to sam cierpię na syndrom odstawienia. Tęsknię za Gekasem, Fabregasem i Balotellim. Z tej tęsknoty napisałem krótki:

 

Wiersz o tym, czym się zasmucił biały orzeł.

Zasmucił się biały orzeł, że

Euro, Euro i po Eurze.


To jest nowy rodzaj poezji niełatwej. Wymaga współpracy autora i czytelnika. Autor musiał się natrudzić, żeby wymyślić rym, czytelnik musi się namęczyć, żeby ten rym odnaleźć. Dla ułatwienia powiem, że lepiej się czyta, jeśli usunie się przecinek z pierwszej linijki wiersza i „orzełże” potraktuje jako jeden wyraz.

 


Podziel się
oceń
12
1

komentarze (40) | dodaj komentarz

poniedziałek, 27 marca 2017

Licznik odwiedzin:  5 579 104  

Polecamy



Tym razem do prześmiesznych rozmów na pełnych prawach włącza się trzecia wybitna postać - Wojciech Karolak. Słynny jazzman, podpytywany przez dociekliwego Andrusa, barwnie opowiada o małżeństwie z Czubaszek, a jest to związek nie zawsze zgodnych indywidualistów!

"Nowy album „Piłem w Spale... I co dalej?" to zapis koncertu, który odbył się rok temu w Warszawie, w Teatrze Syrena. Był to nie tylko wieczór koncertowy, ale również wydarzenie towarzyskie - Andrus zaprosił na scenę przyjaciół: Marię Czubaszek, Hannę Śleszyńską, Andrzeja Poniedzielskiego, Grupę MoCarta, Chór Collegium Musicum Uniwersytetu Warszawskiego i muzyków, z którymi stale współpracuje - Łukasza Borowieckiego, Wojciecha Steca i Pawła Żejmę.


"Książka zawiera osiem zabawnie ilustrowanych bajek o charakterze satyrycznym, przeznaczonych zarówno dla dzieci (5-7-letnich), jak i dla dorosłych. Bajki w satyryczny sposób przedstawiają cechy i przypadłości ludzkie, ujawniające się w wieku dziecięcym, z którymi borykamy się do późnej starości, np. brak tolerancji, brak życzliwości, egocentryzm, chciwość itp. Bajki zawierają przesłanie czytelne dla obu grup odbiorców. Do książki dołączona płyta z bajkami nagranymi częściowo przez autora."


"Blog osławiony między niewiastami" to nie tylko papierowy wybór najlepszych i najśmieszniejszych tekstów z jego bardzo popularnego bloga internetowego, ale także swoiste „Dzieła wybrane”.


"Myśliwiecka" zawiera piosenki Artura Andrusa zaśpiewane przez samego Autora. Są to głównie utwory kabaretowe, pisane do programów telewizyjnych i na potrzeby występów estradowych.


Rozmowa dwóch wybitnych osobowości polskiej sceny kabaretowej – Artur Andrus wnikliwie przepytuje Marię Czubaszek z jej twórczości oraz burzliwego życia towarzyskiego i rodzinnego.

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Bloog pod patronatem Nieformalnego Stowarzyszenia Umiarkowanego Ograniczania Nadmiaru Wolności w Internecie (NSUONWwI)

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl