Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 243 445 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Sprawozdanie ZUS 2459/VIII/2009

poniedziałek, 31 sierpnia 2009 10:15

Niemcy i Francja ogłosiły niedawno koniec kryzysu. Pomyślałem, że ja powinienem to zrobić jako trzeci, gdyby nie fakt, że ja nigdy nie ogłaszałem początku. Prowadzony przeze mnie Zakład Usług Satyrycznych (w skrócie ZUS) nie miał nawet chwili przestoju. Oto sprawozdanie z ostatnich działań:

- jako Dyżurny Wypowiadający Się Na Każdy Temat w Dowolnym Medium (DWSNKTwDM) zostałem poproszony przez radio o ustosunkowanie się do tematu „wakacyjnej miłości", zjawiska „dziewczyny ratownika" i o wytłumaczenie pojęcia „elegant z morskiej piany".

Jeśli chodzi o „dziewczynę ratownika" zwróciłem uwagę na fakt, że jest to zjawisko, które nie występuje w przyrodzie w liczbie pojedynczej. Nie po to ktoś jest ratownikiem, żeby mieć tylko jedną dziewczynę. Jedną to może mieć artysta, urzędnik, lekarz, ale nie ratownik. W dobie walki o parytety, w czasach galopującego równouprawnienia płci, należałoby zwrócić również uwagę na zjawisko „chłopaka ratowniczki". Być może na razie jest to postać mało popularna, bo jeszcze nikt nie zaśpiewał o niej żadnej piosenki (a „Monika, ach Monika dziewczyna ratownika" znana jest od wielu lat). Twórcom podrzucam pomysł: utwór o romansie kierownika Ośrodka Wczasowego „Sinica" z ratowniczką z kąpieliska „Szok Termiczny"? Refren może się zaczynać tak: „Kierownik ach kierownik, chłopak pani ratownik..." Albo lepiej niech ktoś wymyśli lepszy.


Termin „wakacyjna miłość" zwraca uwagę na sezonowość tego wzniosłego uczucia. Wielkie zasługi dla uświadamiania społeczeństwu tymczasowości miłości miał pewien popularny zespół muzyczny, który kilka lat temu wylansował przebój „Zawsze z Tobą chciałbym być przez całe lato". Dziś nikogo już nie dziwią przysięgi w stylu „I że Cię nie opuszczę aż do 17 sierpnia", czy wpisywane w wakacyjnych pamiętnikach wiersze:

„Popatrz, jak nam świetnie idzie!

 Kocham Cię już drugi tydzień".

Osobom zbulwersowanym tak niepoważnym podejściem do tak poważnego uczucia chciałbym przypomnieć, że to kwestia indywidualnego traktowania tematu - „wakacyjna miłość" nie musi się wiązać ze zdradą czy skokiem w bok. Nikt nikomu nie zabrania doświadczać „wakacyjnej miłości" z kimś, kogo się kochało już w lutym i będzie się kochało jeszcze w październiku.


„Elegant z morskiej piany" - to powiedzenie wywodzi się z warszawskiego folkloru i jest efektem niedoskonałości dykcji podwórkowych śpiewaków. Otóż dawno temu, do restauracji „Morska" na warszawskiej Pradze, regularnie przychodził starszy elegancki mężczyzna, który niestety nadużywał alkoholu. Powstała o nim piosenka:

„No popatrz ty w ząbek szarpany!

 Elegant z „Morskiej" znowu pijany".

Niewyraźnie śpiewane „j" zanikło i powiedzenie utrwaliło się w znanej do dziś formie.

- Katedra Wiersza Użytkowego ZUS otrzymała prywatne zamówienie na utwór literacki. Chodziło o wiersz, który koledzy mogliby odczytać Rafałowi w czasie jego wieczoru kawalerskiego. Oto obszerne fragmenty:

„Wiersz o tym, że coś się kończy, ale też coś zaczyna i że na Rafale spoczywa od teraz wielka odpowiedzialność"


Martwi się hrabia Badeni,

Smuci się Krzysztof Globisz,

Bo Rafał chce się ożenić.

No Rafał! No co ty robisz?

Nie poniesie Cię po świecie,

Legniesz pod pantoflem żony,

Teraz tylko w Internecie

Te wiadome strony.

Wrośniesz w dobra oraz w schedę,

To ćmielowskie, to miśnieńskie...

Kawalerski ma się jeden,

Ale jeszcze są panieńskie!

Z naszych dużych męskich zalet,

Z naszej dużej męskiej wiedzy

Utworzymy taki balet

„Rafał i koledzy".

Musisz być swej misji świadom,

Rafał! Po to cię stworzono,

Żebyś teraz służył radą

Wszystkim przyszłym żonom.

Byś uprawiał to poletko,

Nosił doświadczenia klucze,

Byś powtarzał za poetką:

„Pójdź dziecię! Ja cię sam nauczę".

Zdejmij Marcie, Joli, Ewie

Wstydu gorset i opończę...

„Czego Cię nauczę? Nie wiem.

Zobaczę jak skończę".



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (23) | dodaj komentarz

Naturalnie, że tak powiem.

poniedziałek, 24 sierpnia 2009 9:45

Sam robiłem tak wiele razy, ale dopiero teraz, kiedy usłyszałem to u kogoś innego, zaczęło mnie śmieszyć. Otóż prezenterzy radiowi, a taki zawód przede wszystkim wykonuję, strasznie boją się tekstów pisanych. Uważają, że jeśli przeczytają na antenie coś, co jest napisane precyzyjnie, zabrzmi to sztucznie, zniechęci słuchacza, który poszukuje w radiu naturalności. Z drugiej strony, prezenter musi mieć jakieś informacje na kartce, bo przecież nie na wszystkim się zna. Skoro w jednej godzinie ma się wypowiedzieć na temat: nowej płyty Leonarda Cohena, formy bramkarza „Legii Warszawa", decyzji Rady Polityki Pieniężnej, braku miejsc w podkarpackich przedszkolach i ciekawego odkrycia związanego z przewodem pokarmowym słonia morskiego, jest więcej niż pewne, że przynajmniej na jednej z tych rzeczy prezenter radiowy się nie zna. Na przykład jest świetny w przewodach pokarmowych słonia morskiego, ale Podkarpacie jest jedynym regionem, w którym nie ma dziecka, w związku z czym nie interesował się dotychczas infrastrukturą przedszkolną. Co wtedy robi prezenter radiowy? Bierze kartki, na których wszystko ma napisane i czyta. Nie mógł się tego nauczyć, zresztą po co, skoro w następnej godzinie będzie już mówił o: wakacjach hiszpańskiej rodziny królewskiej, bezpłatnej pomocy prawnej dla emerytów, odnalezionym polskim akcencie w filmie „Obcy - ósmy pasażer Nostromo" i przewodzie pokarmowym słonia morskiego?


Zatem prezenter bierze kartkę i czyta. Ale nie byle jak. Chcąc udowodnić, że jest naturalny, że to, co mówi, to jest jego wiedza i to są jego myśli, wtrąca słowa i efekty dźwiękowe „unaturalniające" przekaz. Od czasu do czasu dorzuci znienacka jakiś żart. Ot, weźmy pierwszy z brzegu przykład. Chce prezenter przekazać swoim słuchaczom wiadomość o utrudnieniach w ruchu na ulicach Białegostoku. Bierze wydanie „Kuriera Porannego" z 18 sierpnia i znajduje tam następujący tekst: „Białystok jeszcze bardziej zablokowany. Po zamkniętej Antoniukowskiej i zwężonej al. Solidarności, magistrat zamknął położoną w pobliżu ulicę Wierzbową. Autobusy linii 18 będą kursowały trasą zastępczą: al. Jan Pawła II - Konstytucji 3 Maja - Kołłątaja - Swobodna i dalej stałą trasą. Na tej trasie będą obowiązywały istniejące przystanki. Kierowcy będą musieli jakoś sobie radzić". I co robi? Czyta go mniej więcej tak: „Sami widzicie, że Białystok jeszcze bardziej, kurczę, zablokowany. Po niestety zamkniętej Antoniukowskiej, niestety, bo lubię nią jeździć do pracy, i strasznie zwężonej al. Solidarności, nasz kochany magistrat, hmm, hmm, zamknął też położoną tuż w pobliżu nieopodal ulicę Wierzbową, ech życie, życie. Autobusy linii 18, czyli tak zwane „osiemnastki", w których osiemnastoletnich dziewcząt jak na lekarstwo, będą kursowały trasą zastępczą: al. Ojca Świętego Jana Pawła II - Konstytucji 3 Maja, z której jesteśmy dumni - Kołłątaja, też wybitnego Polaka - Swobodna, że tak powiem, i dalej stałą trasą, czyli już wiecie jak. Na tej trasie będą obowiązywały istniejące przystanki i tam kto chce, to wysiada, a kto nie chce, jedzie dalej. Kierowcy będą musieli jakoś sobie radzić. Ale nie martwmy się panowie i panie za kierownicami. Pomyślcie, co by to było, gdybyście stojąc w korkach, mieli przewody pokarmowe jak słonie morskie..."


                Jeśli to zjawisko będzie dotyczyło tylko prezenterów radiowych, to jeszcze w porządku. Ale trzeba będzie zacząć ostro reagować, kiedy to na przykład dotrze do teatrów albo do szkół na lekcje języka polskiego:

„Smutno mi, jakoś tak, Boże! - Dla mnie, jak mi się wydaje, na zachodzie
Rozlałeś, że tak powiem, tęczę blasków, dajmy na to, promienistą;
Przede mną gasisz, można powiedzieć, jak strażak, w lazurowej wodzie
Gwiazdę, taką po prostu aż ognistą. No i tak to jest..."

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (31) | dodaj komentarz

Przegryźć się musi

poniedziałek, 17 sierpnia 2009 8:23

Co jakiś czas piszę o słowach i sformułowaniach, których z jakiegoś powodu nie lubię. A dzisiaj o takim, które darzę sympatią: „musi się przegryźć". Najczęściej odnosi się do potrawy, którą odstawia się na jakiś czas, żeby nabrała odpowiedniego smaku. Niepotrzebnie jednak zawężamy stosowanie tego sformułowania do gastronomii. Przecież spokojnie można go używać w prawie każdej dziedzinie naszego życia. Mówi poseł sprawozdawca: „Na razie, panie Marszałku, Wysoka Izbo, projekt ustawy jest kiepski, ale odłóżmy go na kilka miesięcy, bo musi się przegryźć". Albo reżyser:  „Mój ostatni film jest teraz koszmarny, ale zupełnie inaczej będzie się go oglądało za lat dwadzieścia, on się musi przegryźć". Albo ortodonta: „To nie tak, że  to niedopasowane, pani nowy zgryz musi się przegryźć".


A w przyrodzie zaczyna się sezon przesilenia urlopowego. Ci, którzy nasłuchali się już jazgotu skuterów wodnych i lądowych, u których tiki nerwowe wywołują dźwięki wakacyjnych przebojów dyskotekowych a mdłości - zapach smażonej ryby i gofrów, wieczorami, w tajemnicy przed rodziną, czyszczą służbowe telefony komórkowe i rozgrzewają Excela i rożne Office w służbowych laptopach. Ci, którzy w lipcu i sierpniu pracowali, marzą o tym, żeby na chwilę wróciły czasy cenzury i żeby w mediach zakazano używania słów: wakacje, urlop, wypoczynek. A ja? Swój stan psychofizyczny z połowy sierpnia każdego roku opisałem w wierszu, którego bohaterem uczyniłem fikcyjną postać.


„List, jaki wysłał Ernest Kabura z długich wakacji na Mazurach"

„Iwonko, Drogi Bobasku!

Na plaży od groma ludzi,

W owocach od groma piasku,

Jacuś jak zwykle marudzi.

W sobotę dojechał Jurek.

Gosia nie chodzi na plażę,

Podobno dba o swą skórę

Z jakimś miejscowym lekarzem.

Chyba ku sobie się mają,

W domku się razem zamknęli

I trzeci dzień rozmawiają

O zapaleniu oskrzeli.

Mieszkamy w ośrodku „Miejcie Nadzieję",

Jadamy w barze „Trochę Za Ślisko",

Basia od wczoraj chodzi z didżejem,

Gra w „Afrodycie" żydowskie disco.

Przy samej bramie, na ławce

Sypiają jacyś górale,

A w dzień puszczają latawce,

Po prostu można oszaleć,

Wczoraj kupiłem skuter psu,

Strasznie mi trzeszczy aorta,

Sprawdziłem sobie poziom IQ,

Mam siedem w skali Beauforta".


            Poza tym męczę się nad dalszym ciągiem poematu „Wakacje 2009, czyli rzecz o tym, jak to ludzie latem sobie chodzą i jedzą". Zaczęło się od:

„Lasu szum, wody plusk, idzie sobie Donald Tusk,

 Pachną wokół bary rybne, idzie też Danuta Huebner..."

 i opowieści o tym, że on jej znienacka kupił lody a ona mu halibuta. Po kolejnej wizycie prezydenta UEFA, dopisałem:

„Chłopcy topless, dziewczęta w bikini,

 Idzie sobie Michel Platini,

 A tuż, tuż, z cukrową watą

 Idzie sobie Grzegorz Lato.

Lato mówi mu o lidze,

Michel gryzie kukurydzę,

Lato na to:

                    - Ej, Platini,

Nie chcesz trochę pestek z dyni ?"


Chyba pisanie tego wiersza trzeba odłożyć do następnych wakacji. Bo sami Państwo widzą co on się musi...



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (23) | dodaj komentarz

sobota, 27 maja 2017

Licznik odwiedzin:  5 613 281  

Polecamy



Tym razem do prześmiesznych rozmów na pełnych prawach włącza się trzecia wybitna postać - Wojciech Karolak. Słynny jazzman, podpytywany przez dociekliwego Andrusa, barwnie opowiada o małżeństwie z Czubaszek, a jest to związek nie zawsze zgodnych indywidualistów!

"Nowy album „Piłem w Spale... I co dalej?" to zapis koncertu, który odbył się rok temu w Warszawie, w Teatrze Syrena. Był to nie tylko wieczór koncertowy, ale również wydarzenie towarzyskie - Andrus zaprosił na scenę przyjaciół: Marię Czubaszek, Hannę Śleszyńską, Andrzeja Poniedzielskiego, Grupę MoCarta, Chór Collegium Musicum Uniwersytetu Warszawskiego i muzyków, z którymi stale współpracuje - Łukasza Borowieckiego, Wojciecha Steca i Pawła Żejmę.


"Książka zawiera osiem zabawnie ilustrowanych bajek o charakterze satyrycznym, przeznaczonych zarówno dla dzieci (5-7-letnich), jak i dla dorosłych. Bajki w satyryczny sposób przedstawiają cechy i przypadłości ludzkie, ujawniające się w wieku dziecięcym, z którymi borykamy się do późnej starości, np. brak tolerancji, brak życzliwości, egocentryzm, chciwość itp. Bajki zawierają przesłanie czytelne dla obu grup odbiorców. Do książki dołączona płyta z bajkami nagranymi częściowo przez autora."


"Blog osławiony między niewiastami" to nie tylko papierowy wybór najlepszych i najśmieszniejszych tekstów z jego bardzo popularnego bloga internetowego, ale także swoiste „Dzieła wybrane”.


"Myśliwiecka" zawiera piosenki Artura Andrusa zaśpiewane przez samego Autora. Są to głównie utwory kabaretowe, pisane do programów telewizyjnych i na potrzeby występów estradowych.


Rozmowa dwóch wybitnych osobowości polskiej sceny kabaretowej – Artur Andrus wnikliwie przepytuje Marię Czubaszek z jej twórczości oraz burzliwego życia towarzyskiego i rodzinnego.

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Bloog pod patronatem Nieformalnego Stowarzyszenia Umiarkowanego Ograniczania Nadmiaru Wolności w Internecie (NSUONWwI)

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl