Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 537 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

A ziemniaki całe?

wtorek, 30 sierpnia 2011 8:29

Zdarzenie sprzed kilku lat: trwają próby do spektaklu sylwestrowego w teatrze. Mam być gościnnym konferansjerem. Na scenie zjawia się pani dyrektor, wita się ze mną i przekazuje pozdrowienia od drugiej, nieobecnej pani dyrektor:

- Aaa, i jeszcze pani dyrektor serdecznie pana pozdrawia, i prosiła, żeby powiedzieć, że jej córka bardzo pana lubi…

Gdybym nie wiedział, że to „lubienie” dotyczy spraw zawodowych, pomyślałbym, że to jakiś test, a zaraz potem, jeśli tylko wykażę zainteresowanie, zaczną się swaty. Że pani dyrektor szuka kandydata na męża dla córki i być może wydała polecenie służbowe swojej zastępczyni, żeby takiego znaleźć.

Ale przede wszystkim zwróciłem uwagę na sprytną formę tego przekazu. Otóż kładąc nacisk na „jej córka pana lubi”, być może dano mi do zrozumienia, że sama pani dyrektor już niekoniecznie za mną przepada. I słusznie! Komplementy komplementami, ale w taki miły i delikatny sposób można przekazywać po prostu prawdę. Nawet niemiłą, ale prawdę! Powinno się mówić tak, żeby było sympatycznie, ale dawało do myślenia. Ot, na przykład w domu:

Ona: - Podobam ci się jeszcze?

On: - Masz śliczny nosek.

Ona: - Co myślisz o moim ojcu?

On: - Znam takich, którzy go szanują.

Ostatnio coraz częściej, w formie miłej i delikatnej, docierają do mnie krytyczne uwagi dotyczące zmian w moim wyglądzie. Proszę mi wierzyć, że wszystko, co opisuję poniżej, zdarzyło się naprawdę.

1. Obok Krzywej Wieży w Pizie kręcą się obnośni handlarze, którzy zagranicznym turystom próbują sprzedać najdroższe zegarki świata. Okazyjnie - Rollex za 12 euro, Patek Philippe za 16 (no niestety, za luksus trzeba płacić). Wiedząc, że mają do czynienia z przybyszami  z różnych krajów, starają się zaczepiać tak, żeby każdy zrozumiał. Kiedy byłem tam po raz pierwszy, jakieś 10 lat temu, zwracali się do mnie per „Maj frend”, tym razem słyszałem: „Big boss”. Zrozumiałem. Po powrocie do domu stanąłem na wagę. Mieli rację. Rzeczywiście „big”.

2. Pani w bufecie radiowym:

- Ale warzywa bez bułki tartej, prawda? A ziemniaki całe? (nacisk na „całe” tak  położony, że nie miałem żadnych wątpliwości, że powinienem raczej wziąć połowę).

3. Kupiłem pasek do spodni. Nie sprawdzając, czy dobry. Później przymierzyłem. Okazało się, że nie jest dobry. Pan kaletnik zrobił co trzeba, a oddając pasek mówi:

- A może jeszcze jedną dziurkę panu zrobię? Bo jak pan schudnie… (krótka pauza, spojrzenie, znaczący uśmiech) Eee, może jednak nie…

4. Prowadzę koncert góralskiej muzyki. W kulisach rozmawiam z dwoma ludowymi twórcami, ojcem i synem. Zachwycam się ich strojami. Zwracam uwagę na pięknie zdobione góralskie pasy. Dowiaduję się, że ze skóry cielęcej. Próbuję zmienić temat, ale moi rozmówcy już snują plany:

Syn: - No to na przyszły rok panu taki zrobimy. Cielak już jest. Już się cieszy.

Ojciec (po uważnym przyjrzeniu mi się): - Jeden cielak bedzie mało.

                Po ponownym przeanalizowaniu tego wszystkiego, co usłyszałem pod swoim adresem, wycofuję się z twierdzenia, że prawdę należy przekazywać w miły i delikatny sposób. Jeżeli chodzi o mnie, to jeśli jest niemiła, proszę raczej kłamać.

A już najbardziej boli, jak przykrą prawdę mówi ktoś dotychczas bliski! I jeszcze daje się wyczuć złośliwość. Zasłyszana na plaży rozmowa małżeństwa - ona bardzo atrakcyjna, on może trochę mniej (ale czy to powód, żeby mu to koniecznie uświadamiać?):

On: - Kochanie, czy ciebie nie irytuje to, jak na ciebie patrzy ten ratownik?

Ona: - Nie irytuje, ale dziwi. Przecież powinien się oglądać za łysiejącymi facetami z nadwagą!


Podziel się
oceń
4
0

komentarze (31) | dodaj komentarz

Apel

wtorek, 23 sierpnia 2011 8:43

Wiem, że apel o „bezwzględną i bezlitosną rozprawę z wszechogarniającą nas agresją” brzmi równie idiotycznie jak promowane kiedyś hasło „walki o pokój”, ale uważam, że czas najwyższy. Patrzymy na siebie podejrzliwie. Na imieninach siadamy po dwóch stronach stołu, uwzględniając swoje sympatie polityczne i przyglądając się uważnie, do kogo przysiądzie się babcia. W Internecie wymyślamy kolejny „Nick”, żeby nickt… przepraszam – żeby nikt się nie domyślił, że „Czysty Steinway” wymyślający od „ciężkorękich patałachów” laureatowi Konkursu Chopinowskiego, to ten sam, który jako „Kokornik274” pastwił się wczoraj nad pewnym piłkarzem („ciężkonogim patałachem”). Nawet w poezję nie ma po co uciekać, bo współcześni poeci piszą o rzeczach błahych („Bije, bije dzwon na wieży/ W święto świętej Kunegundy/ Do chałupy matka bieży/ Trzy minuty, dwie sekundy” – anonim z tomiku „Matka lekkoatletka” – str.12), niekiedy również używając języka agresji („Skwarny poranek się budzi/ Upalny w tym roku sierpień/ Oj, coraz więcej jest ludzi/ Których serdecznie nie cierpię” – anonim z tomiku „Nie lubię większości ludzkości” str.736).

                Długo tak nie pociągniemy! Ale wydaje mi się, że wiem, co robić:

„Wiersz o tym, żeby czym prędzej zakładać chóry i śpiewać o rzeczach naprawdę istotnych”

(Z cytatami z Agnieszki Osieckiej, Wincentego Pola, Jana Chęcińskiego i ludu)

Zamiast wypisywać bzdury

O zbliżaniu się do dna,

Ludzie! Zakładajmy chóry!

Wszędzie, gdzie się da!

 

Chór na dworcu, chór na plaży,

Chór upadłych dziennikarzy,

Chór noszących okulary,

Chór imienia Che Guevary,

Chór wypożyczalni sprzętu,

Chór wyniosłych decydentów,

Chór powracających z gór

I chór zwalczających dur.

 

Nie trać czasu na wygłupy!

Miałeś chamie czapkę z piór!

Ludzie, zbierzmy się do kupy

I załóżmy chór!

 

Chór w komendzie, chór w szpitalu,

Chór hurtowni i detalu,

Chór klientów punktu ksero,

Mały, męski chór hetero,

Chór budowy autostrady,

Chór turystów spod Hurghady,

Chór podpierających mur

I chór marnotrawnych cór.

 

Zamiast szukać w całym dziury,

Trwonić drogocenny czas,

Złączmy w jedno nasze chóry

I śpiewajmy wraz:

 

O jasny, jasny ptasząt śpiew,

W krwawym polu srebrne ptaszę,

Dam ci ptaszka jakich mało,

Ej przeleciał ptaszek.


Podziel się
oceń
10
0

komentarze (37) | dodaj komentarz

Siad!

środa, 17 sierpnia 2011 14:23

Czytam jeden tygodnik, a tam: „Kurki dają szczęście. Przepis na omlet z kurkami”. Czytam drugi, a tu:


Str. 12 -15 - duży tekst analityczny (w telewizji mówią „raport”): „Polska kuchenna rewolucja. Cała Polska się gotuje” (cytat:  „Chodzenie do restauracji zaczyna być wyznacznikiem przynależności do klasy średniej. A zapach smażenia na klatce schodowej stał się denerwująco prostacki”).


Str.16 – 19 -wywiad z popularną polską restauratorką („… musimy rozumieć jedzenie, ono do nas mówi”).


Str.104 – ta sama popularna restauratorka, tyle, że już sama, przez nikogo nie pytana, pisze o tym, że różni źli ludzie podkradają jej pomysły na bezy („…beza od zawsze była dla mnie formą fascynującą, eteryczną, niemal nierealną”).


Dwa tygodniki! Nie gastronomiczne, jeden społeczno – kulturalny, drugi społeczno – polityczny! Z jednego tygodnia!


W telewizji to samo – albo taniec, albo jedzenie. Telewizyjny show –bussines stosuje zasady obowiązujące na porządnym wiejskim weselu – jak się człowiek naje, to by potańczył, jak potańczy, to by znowu zjadł.


Mam wrażenie, że kiedyś mniej się o jedzeniu mówiło i pisało, a bardziej się jadło. Mniej się poetyzowało - nie przypominam sobie, żeby mama kiedykolwiek wspominała coś o „osnutej mgłą kwaśnej śmietany dywizji kawalerii pierogów ruskich, nieświadomie galopującej w zasadzkę zastawioną przez kubki smakowe…”. Brało się, co dali, a dawali zazwyczaj bardzo smacznie. Mówię oczywiście o jedzeniu w domu. Własnym, rodziny albo znajomych.


W restauracjach inaczej. Restauracja była (i często jest nadal) frontem walki. Z reżimem („Nie weźmiemy w usty czerwonej kapusty!”), o nowy, wspaniały świat i sojusze („Ja Stanisław, a ty Johny, weźmy zestaw powiększony”), o przeżycie („Nasza restauracja bierze udział w eksperymentalnym programie Międzynarodowej Organizacji Badania Chorób Układu Pokarmowego MOBCUP”).


Na temat etymologii słowa „biesiadowanie” niech wypowiedzą się językoznawcy. Ja chciałbym zwrócić uwagę na jego część, która jest dla mnie również kwintesencją samego zjawiska „biesiadowania” i mojego do tego zjawiska podejścia. Otóż zauważyłem, że z wiekiem coraz częściej pomijam „bie” i „owanie”, a coraz ważniejszy staje się dla mnie element „siad”. Nieważne co jem, gdzie, a nawet z kim. Ważne, żeby było gdzie usiąść!


Odniosę się jeszcze do fragmentów tekstów cytowanych na początku.


Dyskutowałbym z przesłaniem tytułu artykułu znalezionego w pierwszym tygodniku. Otóż, tak jak pewna słynna amerykańska aktorka, uważam, że kurki szczęścia nie dają. Szczęście dają zakupy. W tym również kupowanie kurek. Ale żeby kupić kurki, trzeba mieć pieniądze. Czyli wychodzi na to, że szczęście dają pieniądze na kurki.


Co do wywiadu ze znaną restauratorką i jej przemyśleń przelanych na papier. O fascynacji eteryczną bezą i moich rozmowach z jedzeniem opowiedziałem psychoterapeucie. Dał mi mocniejsze środki. Działają. Potrawy przestały do mnie mówić. Tylko schabowy czasem jeszcze stroi głupie miny i puszcza oko do rosołu.


„Polska kuchenna rewolucja”. Prostactwo nie jest kwestią czasów!!! To wynik wychowania! To nieprawda, że dopiero od niedawna „…zapach smażenia na klatce schodowej stał się denerwująco prostacki”. Smażenie na klatce schodowej zawsze było prostackie. Takie rzeczy jak smażenie wynosi się z domu. To znaczy… Nie wynosi się z domu… Przynajmniej na klatkę schodową.



Podziel się
oceń
3
0

komentarze (67) | dodaj komentarz

sobota, 19 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  5 721 635  

Polecamy



Tym razem do prześmiesznych rozmów na pełnych prawach włącza się trzecia wybitna postać - Wojciech Karolak. Słynny jazzman, podpytywany przez dociekliwego Andrusa, barwnie opowiada o małżeństwie z Czubaszek, a jest to związek nie zawsze zgodnych indywidualistów!

"Nowy album „Piłem w Spale... I co dalej?" to zapis koncertu, który odbył się rok temu w Warszawie, w Teatrze Syrena. Był to nie tylko wieczór koncertowy, ale również wydarzenie towarzyskie - Andrus zaprosił na scenę przyjaciół: Marię Czubaszek, Hannę Śleszyńską, Andrzeja Poniedzielskiego, Grupę MoCarta, Chór Collegium Musicum Uniwersytetu Warszawskiego i muzyków, z którymi stale współpracuje - Łukasza Borowieckiego, Wojciecha Steca i Pawła Żejmę.


"Książka zawiera osiem zabawnie ilustrowanych bajek o charakterze satyrycznym, przeznaczonych zarówno dla dzieci (5-7-letnich), jak i dla dorosłych. Bajki w satyryczny sposób przedstawiają cechy i przypadłości ludzkie, ujawniające się w wieku dziecięcym, z którymi borykamy się do późnej starości, np. brak tolerancji, brak życzliwości, egocentryzm, chciwość itp. Bajki zawierają przesłanie czytelne dla obu grup odbiorców. Do książki dołączona płyta z bajkami nagranymi częściowo przez autora."


"Blog osławiony między niewiastami" to nie tylko papierowy wybór najlepszych i najśmieszniejszych tekstów z jego bardzo popularnego bloga internetowego, ale także swoiste „Dzieła wybrane”.


"Myśliwiecka" zawiera piosenki Artura Andrusa zaśpiewane przez samego Autora. Są to głównie utwory kabaretowe, pisane do programów telewizyjnych i na potrzeby występów estradowych.


Rozmowa dwóch wybitnych osobowości polskiej sceny kabaretowej – Artur Andrus wnikliwie przepytuje Marię Czubaszek z jej twórczości oraz burzliwego życia towarzyskiego i rodzinnego.

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Bloog pod patronatem Nieformalnego Stowarzyszenia Umiarkowanego Ograniczania Nadmiaru Wolności w Internecie (NSUONWwI)

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl