Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 243 445 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Poprawność turystyczna

poniedziałek, 26 sierpnia 2013 17:31

Zasób wrażeń przywożonych z wakacji jest nieograniczony. Ale zauważyłem, że istnieje coś takiego, jak „poprawność turystyczna”. Żeby się nie skompromitować w oczach rodziny czy znajomych, o pewnych wrażeniach się nie opowiada. Należy się zachwycać architekturą, klimatem, dziełami sztuki. Człowiek przez trzy ostatnie dni pobytu w Rzymie wkuwa na pamięć wiadomości z przewodnika. Tak, żeby po powrocie z lotniska od razu mógł oświadczyć teściowej, że:

 

- Zachwycający jest trzyrzędowy portyk Panteonu, a zwłaszcza wieńczący go tympanon i widniejąca pod nim na belkowaniu inskrypcja…

 

Teściowa zresztą nie pozostaje dłużna. Nie skwituje przecież takiego ataku prostym:

 

- Zjecie? Pomidorowej ugotowałam…

 

Taka reakcja mogłaby być uznania za brak obycia. Musi więc dorzucić coś, czego uczyła się przez trzy ostatnie dni przed powrotem dzieci i wnuków z wakacji:

 

- Nie wiem, czy zwróciliście uwagę, że swoją architekturą, katedra w Radomiu nawiązuje do gotyku francuskiego, również poprzez zastosowanie systemu przypór i łuków odporowych. Zjecie? Pomidorowej ugotowałam…

 

Jedynym znanym mi człowiekiem, który nie poddaje się wymogom „poprawności turystycznej” jest Rysiek. Rysiek szczerze potrafi opowiadać po powrocie z wakacji w Portugalii, że najbardziej podobało mu się w Lizbonie, jak taki facet wpadł do dziury na ulicy, bo nie zauważył, że tam są wykopy. I że się nie spodziewał, że tam też w sklepach można kupić WD – 40 i że to całe fado, to wcale nie jest pomysł portugalski. Bo co niby u nas śpiewa Edyta Geppert? I dużo ładniej niż tamci, i człowiek dokładniej wie o czym. Bo jak śpiewa Portugalka, to tylko się domyślić można, że on ją rzuca i jej się to nie podoba. A jak Geppert śpiewa, to się wie na pewno.

 

Rysiek wymyślił też zabawę w wymyślanie portugalskich nazw wszystkiego. Kiedy tylko usłyszał na lotnisku, że język portugalski „szeleści” zaczął całą grupę zabawiać zagadkami typu:

 

- Jak po portugalsku mówi się „motorniczy”? Tramwajasz! A jak po portugalsku jest „doktor”? Lekasz!

 

I tak przez dwa tygodnie.

 

W drodze powrotnej, na lotnisku, w czasie oczekiwania na spóźniający się trzecią godzinę samolot, kiedy Rysiek w McDonalds’ie przehulał już voucher na 6 euro, który dostał w ramach rekompensaty od portugalskich linii lotniczych, wpadł na pewien genialny pomysł. Otóż tak samo, jak przewoźnicy lotniczy, w przypadku spóźnienia do pracy, będzie informował swojego kierownika, że dzisiaj pojawi się później „z przyczyn technicznych”. Jeśli pasażerom oczekującym trzy godziny na odlot musi taka wiadomość wystarczyć, to i kierownik nie powinien wnikać w to, co się za takim sformułowaniem kryje. A jak mu się nie podoba, niech pisze do „Europejskiego Centrum Odwoławczego Kierowników Hurtowni Drobiu, Którym Z Przyczyn Technicznych Spóźniają Się Magazynierzy” (ECOKHDKZPTSSM). Na pewno jest taka instytucja przy Komisji Europejskiej. A jak jeszcze nie ma, to Unia Europejska niedługo ją powoła.

 

Zazdroszczę Ryśkowi odwagi. Ja jak zwykle będę opowiadał kolegom w pracy, że zachwyciły mnie ukazujące sceny z życia św. Antoniego nowoczesne płytki ceramiczne autorstwa Jorge Colaco, które zdobią fasadę XVII – wiecznego kościoła Igreja Dos Congregados w Porto. A Rysiek szczerze opowie o tym, co najbardziej podobało się nam wszystkim. Czyli jak niedaleko zamku w Lizbonie babka z knajpy wyciągała męża i strasznie mu wymyślała (- Jak jest po portugalsku „mam cię dość ty pijaku”? – „Uchlejesz się i się szlajasz!”). A najmilsze z całego wyjazdu było to, że facet na parkingu strzeżonym jakoś nas przegapił i można było nie płacić 4 euro za postój. Jakby się tak udało sto razy, to by się prawie wycieczka zwróciła.

 


Podziel się
oceń
201
27

komentarze (210) | dodaj komentarz

Fajnie postąpili

środa, 07 sierpnia 2013 10:13

A już myślałem, że o małym brytyjskim księciu napisano wszystko. Bo przecież wiadomo, że chłopiec, wiadomo jak ma na imię, a nawet jak ma na trzy imiona. I że teraz będzie spokój. Że następna informacja o „trzecim w kolejce do brytyjskiego tronu”… Swoją drogą, jako przedstawiciel pokolenia wychowanego w czasach, kiedy wszystko załatwiało się w kolejkach, wyobrażam sobie tę do brytyjskiego tronu. Awantury typu „Pan tu nie stał!”, wydzielanie po pół kilograma tronu na osobę, uprawnienia do zasiadania poza kolejnością, listę kolejkową, na której co dwie godziny muszą się podpisywać Karol, William, a mały George Alexander Louis musi mieć przez lokaja odciskany kciuk, bo na razie pisać nie potrafi, prośby typu: „Ja tu będę stał, tylko skoczę zająć kolejkę do tronu belgijskiego, dobrze?”. Nawet skojarzyła mi się piosenka: „Za czym kolejka ta stoi? Do tronu, do tronu, do tronu!”.


No więc miałem nadzieję, że następna informacja o małym brytyjskim księciu pojawi się dopiero wtedy, kiedy w przedszkolu nago zdemoluje salę do leżakowania. Zwłaszcza, że słyszałem, jak jego stryj, książę Harry, obiecywał publicznie: „Zadbam, żeby się dobrze bawił”. Naprawdę tak powiedział. Tylko po angielsku. Jeśli ktoś, tak jak ja łudził się, że to koniec histerii wokół małego księcia, to się grubo przeliczył. Otwieram jeden z informacyjnych portali internetowych, a tam dużymi literami: „Książęca para uciekła z synkiem na wieś!”. I sensacyjna wiadomość:

 

„Po co siedzieć w dusznym Londynie, gdy można spędzać czas na łonie natury? Po jednej nocy spędzonej w londyńskiej rezydencji Kensington Palace, Kate, William oraz mały George Alexander Louis przenieśli się do wygodnego domu rodziców księżnej w uroczej wsi Bucklebury. Spędzą tam przynajmniej sześć tygodni”.

 

Od razu zajrzałem na dół, żeby się dowiedzieć, co na ten temat myślą internauci. Wzruszył mnie komentarz kogoś, kto podpisał się jako Ina: „Fajnie postąpili”.

 

Na innym portalu jeszcze większa sensacja: „Książę Filip nie widział jeszcze małego George'a!”.

 

„Małżonek królowej Elżbiety II - książę Filip - jeszcze nie widział małego księcia George'a- swojego prawnuka. William miał nadzieję, że uda mu się zebrać w wakacje całą rodzinę do wspólnej fotografii z nowym, najmłodszym członkiem brytyjskiej rodziny królewskiej”.

 

A pod tekstem  kilkadziesiąt komentarzy. Wśród nich taki: „Co on Internetu nie ma?”.

 

Zacząłem omijać temat życia brytyjskiego dworu, Chciałem się zorientować, co u nas. No to znalazłem duży artykuł pod tytułem „Czy na Helu żyją pingwiny? Czyli o co pytają turyści w Trójmieście?”:

 

„Gdzie tu można kupić sopocką ciupagę? Ile kosztują wycieczki na Hawaje? Gdzie jest fontanna Zeusa? Czy na Helu żyją pingwiny? - m.in. takie pytania zadają turyści odwiedzający latem Trójmiasto”. I potem kilka stron dogłębnej analizy pracy biur informacji turystycznych. No i oczywiście komentarze internautów. Mnie zachwycił ten napisany przez kogoś o nicku klm747: „No ale są te pingwiny, czy nie?”

 

Od razu zacząłem się zastanawiać, jak takie wstrząsające fakty przedstawiliby moi ulubieni warszawscy dziadowscy balladziści podwórkowi. Wyszło mi, że mogłoby to brzmieć mniej więcej tak (na melodię „Ballady o jednej Wiśniewskiej”):


Ja to przeżywam w cichej pokorze,
Że moja żona Halina
Z ubiegłorocznych wczasów nad morzem
Przywiezła sobie pingwina.
A ludziom w głowach się to nie mieści,
I potempiajom Halinę,
Że ten jej pingwin ma lat czterdzieści
I jest przystojnem blondynem.
Ludzie się również strasznie zdziwili,
A zwłaszcza szwagierka Lidzia,
Że na ten przykład to książę Filip,
Jeszcze małego nie widział.
Filip się wprawdzie skradał do zdjęcia
I już przy dziecku był prawie,
Gdy księżna matka rzekła do księcia:
- Weź dziecko i na wieś zawieź!
Książę wziął cztery helikoptery,
Nie wahał się ani chwili
I zawiózł dziecko do Bakelbery,
Fajnie z dzieckiem postąpili.
A ja już nie mam chwili spokoju,
Odkąd narodził się książę,
Żona dopada mnie w przedpokoju,
Z powodu, że chce zajść w ciążę.
Rzekłem jak tylko doszłem do głosu:
- To sama se dzieciaka zrób!
I pokazałem jej w jaki sposób
Pingwin bałtycki zgina dziób!

 


Podziel się
oceń
299
29

komentarze (399) | dodaj komentarz

sobota, 27 maja 2017

Licznik odwiedzin:  5 613 338  

Polecamy



Tym razem do prześmiesznych rozmów na pełnych prawach włącza się trzecia wybitna postać - Wojciech Karolak. Słynny jazzman, podpytywany przez dociekliwego Andrusa, barwnie opowiada o małżeństwie z Czubaszek, a jest to związek nie zawsze zgodnych indywidualistów!

"Nowy album „Piłem w Spale... I co dalej?" to zapis koncertu, który odbył się rok temu w Warszawie, w Teatrze Syrena. Był to nie tylko wieczór koncertowy, ale również wydarzenie towarzyskie - Andrus zaprosił na scenę przyjaciół: Marię Czubaszek, Hannę Śleszyńską, Andrzeja Poniedzielskiego, Grupę MoCarta, Chór Collegium Musicum Uniwersytetu Warszawskiego i muzyków, z którymi stale współpracuje - Łukasza Borowieckiego, Wojciecha Steca i Pawła Żejmę.


"Książka zawiera osiem zabawnie ilustrowanych bajek o charakterze satyrycznym, przeznaczonych zarówno dla dzieci (5-7-letnich), jak i dla dorosłych. Bajki w satyryczny sposób przedstawiają cechy i przypadłości ludzkie, ujawniające się w wieku dziecięcym, z którymi borykamy się do późnej starości, np. brak tolerancji, brak życzliwości, egocentryzm, chciwość itp. Bajki zawierają przesłanie czytelne dla obu grup odbiorców. Do książki dołączona płyta z bajkami nagranymi częściowo przez autora."


"Blog osławiony między niewiastami" to nie tylko papierowy wybór najlepszych i najśmieszniejszych tekstów z jego bardzo popularnego bloga internetowego, ale także swoiste „Dzieła wybrane”.


"Myśliwiecka" zawiera piosenki Artura Andrusa zaśpiewane przez samego Autora. Są to głównie utwory kabaretowe, pisane do programów telewizyjnych i na potrzeby występów estradowych.


Rozmowa dwóch wybitnych osobowości polskiej sceny kabaretowej – Artur Andrus wnikliwie przepytuje Marię Czubaszek z jej twórczości oraz burzliwego życia towarzyskiego i rodzinnego.

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Bloog pod patronatem Nieformalnego Stowarzyszenia Umiarkowanego Ograniczania Nadmiaru Wolności w Internecie (NSUONWwI)

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl