Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 537 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Karol

czwartek, 25 września 2008 13:34

Postanowiłem opisać najoryginalniejsze postacie z grona moich przyjaciół. Miejsce pierwsze - Karol. Z wykształcenia lekarz, z zamiłowania historyk. Przyrzekł sobie, że dzieciom będzie nadawał imiona ulubionych postaci historycznych i twórców literatury. A w związku z tym, że pierwsza trójka tych ulubionych to: Kazimierz Wielki, Kazimierz Pułaski i Kazimierz Przerwa - Tetmajer, nietrudno się domyślić, jakie imiona noszą jego dwaj synowie. Trzecia była córka, ale przed nazwaniem jej Kazimierzem, jeszcze w czasie ciąży powstrzymała go żona, która ostrzegła, że już rozmawiała z adwokatem i ten twierdzi, że da się połączyć poród z rozwodem. Imię „Kazimiera" nie wchodziło w grę, bo oboje nie przepadają za Iłłakowiczówną. Basię, żonę Karola, też trzeba będzie opisać w „Galerii Niebanalnych Postaci Mojego Kręgu Towarzyskiego" chociażby ze względu na wynalazki w kuchni. Kiedyś przygotowała „dziczyznę z indyka". To był po prostu filet z piersi tego ptaka, ale oryginalnie podawany. Obok sztućców położyła Basia przerobione przy pomocy PhotoShopu zdjęcie (indyk szczerzący kły, rzucający się na sarnę) i powiedziała:

- Ojciec go ustrzelił, bo podchodził w nocy na pole i wyżerał kartofle.

Matka Basi jest wegetarianką i zagorzałą przeciwniczką myśliwskiej pasji męża. Kiedy ten przyniósł do domu indyka, przez trzy tygodnie się do niego nie odzywała (do męża, do indyka zresztą też nie było sensu). Przez Basię, młodszą siostrę Basi (ulubionymi postaciami ojca Basi są: Barbara Radziwiłłówna i Barbara z „Nocy i dni", a aktorką - Barbara Krafftówna) przekazała mu ostrzeżenie, żeby miał się na baczności. I którejś nocy w kuchni wymierzyła w męża sztucer, kiedy przyłapała go na wyżeraniu kartofli. Przeżył. Stres. Sztucer nie był nabity.

            Niezwykle oryginalnie wyglądają prywatki u Karolów. Na przykład w Sylwestra do północy tańczy się przy ABBIE, Boney M i przebojach polskiej muzyki lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, od północy do drugiej - przy pieśniach socjalizmu (strasznie trudno dopasować krok do pieśni „Ziemia spadła na ciało, zapachniała jak senny las, ale serce zostało na przedmieściach hiszpańskich miast... Wybuchało jak pocisk, któż odłamki pozbiera? Kto ułoży z nich serce generała Waltera?"), od drugiej do końca imprezy przy efektach dźwiękowych z „Gwiezdnych Wojen".

Karol ma bardzo specyficzny sposób złorzeczenia. Jego przekleństwa są rozbudowane jak gruzińskie toasty. Tyle, że ich przesłanie nie jest przejawem życzliwości dla adresata. Ot na przykład jedziemy drogą pełną dziur i wyrw. Karol nie potrafi powiedzieć po prostu „Żeby szlag trafił tych drogowców". On mówi: „Żeby tych, którzy robili tę drogę, kiedy już będą mieli sztuczne szczęki, na które wydadzą dwie emerytury, ktoś przez cały dzień woził tędy nieamortyzowanym wozem drabiniastym". Albo kiedy starszego syna chce zmusić do posprzątania pokoju: „Żeby tak nagle weszła tutaj najpiękniejsza laska na świecie i powiedziała:

- Oj Kazik, ja chciałam ci dzieci rodzić, ale w takim burdelu to się żyć nie da, mimo, że z honorariów za sesję do „Playboya" mogłabym zatrudnić dziesięć sprzątaczek na dziesięć lat". Zazwyczaj odnosi to taki skutek, że Basia musi po nim poprawiać, to znaczy tłumaczyć  zdumionym dzieciom, o co ojcu chodzi.



Podziel się
oceń
2
0

komentarze (41) | dodaj komentarz

„HAHAHA ZOBACZ”

czwartek, 18 września 2008 16:13
Podejrzewam, że też to Państwo zauważyli. Otóż w listach mailowych, na samym dole, podkreślone kreską, pojawiają się często reklamy, zachęty, propozycje. Żeby skorzystać z kredytu, żeby zajrzeć na stronę z wróżbami, dowiedzieć się czegoś ciekawego o życiu gwiazd, wyrazić swoją opinię na jakiś temat. Zazwyczaj są to krótkie zdania sformułowane w taki sposób, żeby zaintrygować kogoś, kto je czyta. I wszystko jest w porządku, jeśli są to prywatne listy, albo tak jak w moim przypadku - korespondencja kierowana do prezentera audycji rozrywkowej w radiu. Ale proszę pomyśleć, jak zmienia się charakter takiego komunikatu, kiedy jest on dołączony do listu, którego adresatem jest ktoś ważny, a nawet niejednokrotnie poważny. Wypisałem kilka oryginalnych tekstów, które znalazłem w swojej skrzynce mailowej tylko w ostatnim tygodniu i spróbowałem sobie wyobrazić jak mogłyby być odebrane, gdyby trafiły do kogoś innego (wszystkie autentyczne).
List wysłany przez ministra z kancelarii prezydenta do posłów z wnioskiem o zwiększenie budżetu kancelarii na rok przyszły w związku z planowanymi remontami. A na samym dole dopisek: „Nie zwlekaj. Tapetuj z nami".
List biskupów polskich, w którym zwracają uwagę wiernym, że odważnie powinni zabierać głos w dyskusji o przyszłości narodu. „Otworzą skocznię im. Adama Małysza!
Co o tym sądzisz? Wyraź swoją opinię".
Prokuratura informuje byłego, niehisterycznie owłosionego premiera oskarżanego o agenturalną przeszłość, że sprawa została umorzona. A na końcu coś takiego: „Agent Specjalny z zawodu, z zamiłowania fryzjer. NIE ZADZIERAJ Z FRYZJEREM".
Premier czyta list od opozycji, w którym po pytaniach:
- Kiedy nastąpi obiecana podwyżka płac w edukacji?
- Kiedy ruszy budowa stadionów na Euro 2012?
- Kiedy zostanie wyjaśniona sprawa nagannych i bezprawnych działań marszałka sejmu?
pojawia się nagle:
- „Kiedy Ania Mucha wygląda niekorzystnie? Zobacz koniecznie!"
Rząd wysłał pocztą elektroniczną do Brukseli program naprawczy dla polskich stoczni. I co z tego, że może to być świetny dokument, kiedy na ostatniej stronie zdumieni unijni urzędnicy znajdą pytanie: „Dlaczego Jola Rutowicz nie mogła wyprać konia?"
Ja wiem, trywializuję, przesadzam, błaznuję, zajmuję się błahostkami. Owszem. Od tego tutaj jestem. „Kaczyński w mini!!! hahaha zobacz".


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (34) | dodaj komentarz

Lew z tombaku

czwartek, 11 września 2008 13:22
Patrząc na migawki z tegorocznego Festiwalu Filmowego w Wenecji, postanowiłem opisać swoje dokonania w świecie filmu. Pomyślałem, że nikt tego za mnie nie zrobi, a kto wie, czy dzięki temu, że taka informacja zacznie krążyć gdzieś po świecie, za parę lat, w czasie relacji z uroczystości wręczenia Złotych Lwów, Grażyna Torbicka nagle nie powie: „Zanim pojawią się Meg Ryan i Pierce Brosnan, chciałabym Państwu w skrócie przedstawić aktorski dorobek Artura Andrusa..." Zresztą nie da się inaczej niż w skrócie, bo po kilkunastu latach medialnej działalności, mam na swoim koncie następujące role:

1. Konferansjera obrzucanego przez publiczność pomidorami w filmie „Dr Jekyll i Mr Hyde według Wytwórni A'YoY". (1999),

2. Milczącego przechodnia w filmie „Zamknięci w celuloidzie" produkcji Zielonogórskiej Inicjatywy Filmowej (2007),

I to tyle jeśli chodzi o duży ekran. Na tym małym, srebrnym, jest tego równie dużo:

1. Portier w serialu „Sprawa na dziś" (2003).

2. Policjant w serialu „Niania" (2008).

Pomijam w tym zestawieniu (skądinąd bardzo dla mnie ważny) obraz będący czymś na pograniczu występu kabaretowego, serialu i ciekawostki psychologicznej (milioner Jonathan Owens w improwizowanych „Spadkobiercach"), bo się zaraz przyczepi Polski Instytut Sztuki Filmowej, że co to za film, którego scenariusz powstaje już w czasie grania, a aktorzy wypowiadają dialogi, które akurat w czasie sceny wpadły im do głowy (a często nawet bywało tak, że mówili zanim coś im wpadło).

W każdym razie, gdyby podsumować czas moich występów w tych czterech wymienionych produkcjach filmowych, uzbierałoby się tego pewnie z 15 minut (w tym13 to dialogi portierów w „Sprawie na dziś").

Ale po co ja o tym piszę? Bo to kilkanaście minut okupione morderczą pracą. Moją i reżyserów. Nawet Państwo nie zdają sobie sprawy, jak trudno na przykład zagrać, że się patrzy za kimś odchodzącym po schodach. Kiedyś takie zadanie dał nam (moim partnerem w scenie był Andrzej Poniedzielski) reżyser, który po trzecim czy czwartym podejściu do nagrania, powiedział: „Panowie, ale na razie to wy gracie, że chcecie stąd uciekać, a mi chodzi o to, żebyście zagrali, że po prostu patrzycie na schody". Podobną sytuację przeżyłem kilka dni temu na planie „Niani". Najpierw reżyser zaproponował, żebym grał dynamicznego, głupkowatego policjanta. Z głupkowatym nie było problemu, gorzej z dynamicznym. Po kilku próbach nakłonienia mnie, do chodzenia i równoczesnego patrzenia po ścianach, rozmawiania przez telefon i przenoszenia kubka z kawą, pan reżyser powiedział do ekipy: „Dobrze, nie będziemy tego robić wbrew panu Andrusowi", a do mnie: „Niech pan powie całą kwestię nie ruszając się z miejsca i patrząc w temperówkę". O, i ten rodzaj dynamiki byłem w stanie pokazać.

Może tymi dokonaniami filmowymi nikomu nie zaimponowałem. Może i nie zebrało się jeszcze na czerwony dywan w Wenecji. Ale na drewnopodobną wykładzinę na Mokotowie już jest. I wystarczy.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (25) | dodaj komentarz

sobota, 19 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  5 721 852  

Polecamy



Tym razem do prześmiesznych rozmów na pełnych prawach włącza się trzecia wybitna postać - Wojciech Karolak. Słynny jazzman, podpytywany przez dociekliwego Andrusa, barwnie opowiada o małżeństwie z Czubaszek, a jest to związek nie zawsze zgodnych indywidualistów!

"Nowy album „Piłem w Spale... I co dalej?" to zapis koncertu, który odbył się rok temu w Warszawie, w Teatrze Syrena. Był to nie tylko wieczór koncertowy, ale również wydarzenie towarzyskie - Andrus zaprosił na scenę przyjaciół: Marię Czubaszek, Hannę Śleszyńską, Andrzeja Poniedzielskiego, Grupę MoCarta, Chór Collegium Musicum Uniwersytetu Warszawskiego i muzyków, z którymi stale współpracuje - Łukasza Borowieckiego, Wojciecha Steca i Pawła Żejmę.


"Książka zawiera osiem zabawnie ilustrowanych bajek o charakterze satyrycznym, przeznaczonych zarówno dla dzieci (5-7-letnich), jak i dla dorosłych. Bajki w satyryczny sposób przedstawiają cechy i przypadłości ludzkie, ujawniające się w wieku dziecięcym, z którymi borykamy się do późnej starości, np. brak tolerancji, brak życzliwości, egocentryzm, chciwość itp. Bajki zawierają przesłanie czytelne dla obu grup odbiorców. Do książki dołączona płyta z bajkami nagranymi częściowo przez autora."


"Blog osławiony między niewiastami" to nie tylko papierowy wybór najlepszych i najśmieszniejszych tekstów z jego bardzo popularnego bloga internetowego, ale także swoiste „Dzieła wybrane”.


"Myśliwiecka" zawiera piosenki Artura Andrusa zaśpiewane przez samego Autora. Są to głównie utwory kabaretowe, pisane do programów telewizyjnych i na potrzeby występów estradowych.


Rozmowa dwóch wybitnych osobowości polskiej sceny kabaretowej – Artur Andrus wnikliwie przepytuje Marię Czubaszek z jej twórczości oraz burzliwego życia towarzyskiego i rodzinnego.

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
2930     

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Bloog pod patronatem Nieformalnego Stowarzyszenia Umiarkowanego Ograniczania Nadmiaru Wolności w Internecie (NSUONWwI)

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl