Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 272 200 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Tango Endoproteza

wtorek, 29 września 2009 9:59

Nie po raz pierwszy zdarzyło mi się występować dla lekarzy. Tym razem dla dentystów. Rano mieli wykłady, wieczorem spotkanie z ciekawym człowiekiem. Czyli ze mną. Za każdym razem, kiedy dostaję zaproszenie na występ dla jakiejś grupy zawodowej, zastanawiam się, co było do tego zaproszenia pretekstem. Być może po prostu sympatia, być może jest jakieś drugie dno. I zawsze w takich przypadkach przeglądam materiały wydane przy okazji spotkania, żeby sprawdzić, czy na przykład mojego występu nie zaanonsowano w taki sposób: „Artur Andrus - śpiewa tak, że zęby bolą". Podczas przeglądania materiałów informacyjnych z tego sympozjum, trafiłem na dwa tematy wykładów, które mnie zainspirowały. Nie wiem o co chodzi, nie rozumiem sensu tych słów, ale brzmią tak intrygująco, że żal było nie skorzystać. Zabrałem się do roboty i w ramach Katedry Wiersza Użytkowego Zakładu Usług Satyrycznych (w skrócie ZUS), stworzyłem:

„Niepewność 2, czyli wiersz o pytaniach nie mniej istotnych niż : Czy to jest przyjaźń? Czy to jest kochanie?"

Kołacze mi się myśl paniczna,

Panicznych myśli pełna głowa:

Licówka pełnoceramiczna?

Czy adhezyjna odbudowa?

I nie pomoże pieśń maryjna,

I nie pomogą mądre słówka...

Czy odbudowa adhezyjna?

Czy może raczej ta licówka?

Zamiast przyjaźni, miast kochania,

W darze za słodycz twoich ust

Dam ci zabiegi piaskowania

I uszczelniania bruzd".

Dla pełnej jasności - jeden wykład nosił tytuł: „Licówka pełnoceramiczna czy adhezyjna odbudowa?", drugi: „Zabiegi piaskowania i uszczelniania bruzd".


                Parę miesięcy temu zadzwonił do mnie sympatyczny pan z telewizji, z propozycją występu w powstającym właśnie programie. Program jest misyjny, edukacyjny i pewnie jeszcze jakiś „yjny". Występują w nim gwiazdy estrady, sceny, ekranu, parkietu (swoją drogą jeśli są gwiazdy parkietu, to dlaczego nie ma gwiazd paneli podłogowych, gresu polerowanego czy terakoty?), które opowiadają o... przebytych przez siebie chorobach. Chodzi o to, by gwiazda mówiąc o tym, że miała katar, grypę, anginę lub chętniej coś poważniejszego, zachęcała ludzi do dbania o swoje zdrowie. Po gwieździe występuje lekarz, który opowiada o istocie choroby i tłumaczy jak się jej ustrzec i co robić, jeśli się już coś takiego ma. Od razu powiem, że ja się nie zapisałem do występu w tym programie, grzecznie podziękowałem, bo uważam, że mam za mało na tyle ciekawych chorób, żebym mógł nimi zainteresować telewidzów. Ale program działa. I jest zarazem misyjny i rozrywkowy. Obejrzałem fragment odcinka, w którym Krzysztof Krawczyk opowiadał m.in. o swojej endoprotezie. Pokazywał zdjęcie rentgenowskie (ja w swoim albumie też mam takie jedno ulubione, zrobione po złamaniu ręki na wf-ie w trzeciej klasie podstawówki). Mam tylko nadzieję (nie wiem na pewno, bo nie obejrzałem w całości), że w programie powiedziano, w której to publicznej przychodni albo publicznym szpitalu, bez czekania w kolejkach i na koszt NFZ przeprowadza się takie zabiegi, traktując każdego tak samo jak gwiazdę polskiej estrady. Podejrzewam, że po obejrzeniu programu wiele osób wręcz zamarzyło o endoprotezie. Z niecierpliwością czekam na kolejne odcinki. Mam wypisane różne choroby - takie co ciekawsze i na przykład te, które dotychczas niepotrzebnie traktowane były jako wstydliwe. Ze znajomymi obstawiamy, która z gwiazd może chcieć o nich opowiedzieć w telewizji. I jeszcze jedno - w odcinku z panem Krawczykiem były wykorzystane fragmenty archiwalnych piosenek (np. „Parostatek"). Gdyby autorzy chcieli użyć jakichś nowych i związanych z tematem - chętnie podejmę się pisania. Może tak:

„Endoproteza Tango - taneczny zawrót głowy,

Endoproteza Tango - tango na staw biodrowy,

Tango Endoproteza porywające w tan,

Tango Zwyrodnieniowy Stan".



Podziel się
oceń
3
0

komentarze (30) | dodaj komentarz

Pracuj i oszczędzaj

poniedziałek, 21 września 2009 10:36

Tytuł na jedną trzecią ekranu komputera: „Pracownicy linii lotniczych przemycali kokainę". I dalej informacja: „Dziewięciu pracowników linii American Airlines działało prawdopodobnie w siatce przemycającej na pokładach samolotów kokainę z Puerto Rico do USA - poinformowały amerykańskie władze. Pracownicy różnych działów obsługi naziemnej, w tym zajmujący się bagażami, należeli do grupy podejrzanej o przemycenie w ciągu ostatnich 10 lat co najmniej 9 ton kokainy". I nic by mnie w tej notatce nie zdziwiło, gdyby nie fakt, że znalazłem ją na portalu internetowym w dziale „Praca", w zakładce „Praca za granicą". Obok można znaleźć między innymi rubryki: „Oferty pracy", „Poradnik", „Prawo pracy", „Sprawdź się", „Po godzinach", „Pracodawca". W pierwszej chwili pomyślałem, że to oferta, że w związku z zatrzymaniem przez policję tych dziewięciu, linie lotnicze poszukują dziewięciu nowych pracowników na zastępstwo. Zwłaszcza, że osobiście zauważyłem tąpnięcie na rynku usług lotniczych. Kiedy parę dni temu wracałem samolotem do Warszawy, oczekiwanie na bagaż na Okęciu trwało dłużej niż sam lot z Wrocławia. To może być efekt zawirowania na światowym rynku pracowników obsługi naziemnej portów lotniczych. No chyba, że to nie linie lotnicze szukają zastępstwa? Przejrzałem całą informację w poszukiwaniu jakiegoś śladu, może na przykład jest gdzieś napisane, że „oferujemy szkolenie w wyspecjalizowanych ośrodkach w Bogocie i Medellin", albo „CV i list motywacyjny należy przesyłać pod adres:  capoditutticapi@puertorico.it"? Nic takiego nie znalazłem. No więc skąd ta rubryka „Praca"? Idąc tropem takich skojarzeń, informację o bijatyce kibiców podczas ligowego meczu w Anglii można umieścić w dziale „Motoryzacja", bo wszyscy uczestnicy zdarzenia mają prawo jazdy, a wiadomość o aresztowaniu przywódcy afgańskich terrorystów - w dziale „Porady kosmetyczne", bo w jego kryjówce znaleziono krem do rąk.


Z radia dowiedziałem się, że Unia Europejska wprowadza nowe przepisy proekologiczne. Że po tradycyjnych stuwatowych żarówkach, ze sklepów zostaną wycofane wkrótce telewizory kineskopowe, że czajniki bezprzewodowe, pralki i lodówki poddane zostaną ściślejszej kontroli. Bardzo dobrze. U mnie w domu od dawna promuje się zachowania proekologiczne. Mieliśmy na przykład kiedyś radziecki telewizor „Rubin", który służył równocześnie jako grzejnik. Fakt, że czasem grzał niezależnie od naszych intencji, bo się po prostu zapalał sam z siebie, ale nie marnowaliśmy w ten sposób energii. Gdyby tak teraz wprowadzić obowiązek łączenia ze sobą różnych urządzeń? Wrócić do „Rubinów", wtedy telewizor mógłby być wykorzystywany do podgrzewania wody do prania, a z kolei kręcący się bęben pralki mógłby mieć podłączone coś, co by wytwarzało prąd potrzebny dla telewizora, który równocześnie jest czajnikiem. Przy okazji uporządkowałoby to nasze życie - wiadomo by było, że herbatę pije się tylko wtedy, kiedy się pierze i ogląda telewizję. A gdyby wszystkim unijnym urzędnikom zamontować pod biurkami takie bieżnie prądotwórcze i kazać im podczas ośmiogodzinnej pracy cały czas przebierać nogami, to i oni byliby zdrowsi i wytworzyliby taką dawkę prądu, która zaspokoiłaby roczne potrzeby energetyczne Grajewa albo Hajnówki. Nie jestem pewien realności swojego pomysłu, nie wiem zresztą o co dokładnie chodzi z tymi przepisami unijnymi, chciałem sprawdzić na portalu, ale nie znalazłem. Może źle szukam? Może takie wiadomości są w dziale „Kobieta" albo „Horoskop"?



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (29) | dodaj komentarz

Leszko Siemaszko

poniedziałek, 14 września 2009 12:10

Wiem, wiem - żenujące, poniżej wszelkiego poziomu, najgorszy rodzaj dowcipu, nie powinno się, nie przystoi, wstyd. Chodzi o żarty z nazwisk. I zgadzam się co do tej zasady, jeśli są to nazwiska cudze. Ale niby dlaczego nie można żartować z własnego? Jak ktoś nosi na przykład takie jak moje? W Słowniku Języka Polskiego wyjaśniają, że: Andrus - przestarz. <łobuziak, ulicznik>. Co do łobuzerstwa i ulicznictwa - zgoda, ale bez przesady z tym „przestarz."! Przecież jeszcze przed czterdziestką!


Jest w Warszawie pewna firma używająca nazwy „Andrus". Zajmuje się różnymi rzeczami, ostatnio zaangażowała się w ochronę środowiska. To zaangażowanie realizuje na przykład w taki sposób, że wyprodukowała tabliczki zachęcające spacerowiczów do dbania o warszawskie trawniki. Na tabliczce jest oczywiście logo firmy i hasło proekologiczne. I teraz przy ulicy Puławskiej stoi rząd tabliczek z napisem „Szanuj zieleń Andrus". Wyobrażają sobie Państwo jak ja się muszę czuć chodząc tamtędy? Takie publiczne napiętnowanie Bogu ducha winnego radiowego prezentera. A co o moim zachowaniu mogą sobie pomyśleć bliscy przyjeżdżający do Warszawy tylko na chwilę, w odwiedziny? Przecież nie uwierzą, że to przypadek. I potem poniesie się po całej rodzinie podawane z ust do ust „On tam trawniki tratuje".


Przypadek z moim nazwiskiem zachęcił mnie do rozmowy ze Słuchaczami „Trójki" na temat Ich „nazwiskowych" perypetii. Umówiliśmy się, że żartujemy wyłącznie z nazwisk własnych, albo najbliższych nam osób, żeby nikomu nie sprawiać przykrości. Oto efekt, wybrane fragmenty listów od Słuchaczy:

Moje nazwisko to Wojewoda. Kilka spraw udało mi się załatwić dużo szybciej niż normalnie.
Kiedy ktoś się zorientował, że to nie WOJEWODA z urzędu, jakoś głupio było się wycofać".

Z tej strony Joanna ŚMIERTELNA. W Polsce jedynie moja rodzina nosi to nazwisko. Czyli może jakieś 20 osób maksymalnie... Często zdarzają mi się zabawne sytuacje w rozmowach telefonicznych:

- ja: " Z tej strony Śmiertelna",
- interlokutor: "A ja nie".

Moje nazwisko Leń... Najtrudniej jest, jak podaję je przez telefon, pisownię tłumaczę tak: "leń jak pracowity". Wtedy nie ma pomyłek".

Kiedyś wymyślaliśmy imię dla córki kolegi o nazwisku Sitek. Najbardziej pasowało nam : Produkcja".

Mój znajomy nazywa się Siemaszko i postanowił, że jeśli będzie miał syna, zemści się na tych wszystkich nauczycielach, którzy w szkole zwracają się do dzieci po nazwisku i imieniu (w tej kolejności - najpierw nazwisko). Zamierza mianowicie dać synkowi na imię Leszko, żeby nauczyciele musieli mówić "siemasz koleszko".


Ostrzegam w imieniu wszystkich noszących niebanalne nazwiska: za zbyt częste powtarzanie słabych żartów z naszych nazwisk, przyjdzie kiedyś czas zapłaty! Przy drodze krajowej numer 7, między Żukowem a Warszawą, na zapleczu poniemieckiego schronu z czasów drugiej wojny światowej, w którym teraz mieści się gminna dyskoteka, mam ukryte trzy kontenery pełne zarodników grzybów Fusarium, które na trawie wywołują żółte plamy i białą pleśń. Ja wam dam „Szanuj zieleń Andrus"!



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (67) | dodaj komentarz

niedziela, 19 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  5 882 094  

Polecamy



Tym razem do prześmiesznych rozmów na pełnych prawach włącza się trzecia wybitna postać - Wojciech Karolak. Słynny jazzman, podpytywany przez dociekliwego Andrusa, barwnie opowiada o małżeństwie z Czubaszek, a jest to związek nie zawsze zgodnych indywidualistów!

"Nowy album „Piłem w Spale... I co dalej?" to zapis koncertu, który odbył się rok temu w Warszawie, w Teatrze Syrena. Był to nie tylko wieczór koncertowy, ale również wydarzenie towarzyskie - Andrus zaprosił na scenę przyjaciół: Marię Czubaszek, Hannę Śleszyńską, Andrzeja Poniedzielskiego, Grupę MoCarta, Chór Collegium Musicum Uniwersytetu Warszawskiego i muzyków, z którymi stale współpracuje - Łukasza Borowieckiego, Wojciecha Steca i Pawła Żejmę.


"Książka zawiera osiem zabawnie ilustrowanych bajek o charakterze satyrycznym, przeznaczonych zarówno dla dzieci (5-7-letnich), jak i dla dorosłych. Bajki w satyryczny sposób przedstawiają cechy i przypadłości ludzkie, ujawniające się w wieku dziecięcym, z którymi borykamy się do późnej starości, np. brak tolerancji, brak życzliwości, egocentryzm, chciwość itp. Bajki zawierają przesłanie czytelne dla obu grup odbiorców. Do książki dołączona płyta z bajkami nagranymi częściowo przez autora."


"Blog osławiony między niewiastami" to nie tylko papierowy wybór najlepszych i najśmieszniejszych tekstów z jego bardzo popularnego bloga internetowego, ale także swoiste „Dzieła wybrane”.


"Myśliwiecka" zawiera piosenki Artura Andrusa zaśpiewane przez samego Autora. Są to głównie utwory kabaretowe, pisane do programów telewizyjnych i na potrzeby występów estradowych.


Rozmowa dwóch wybitnych osobowości polskiej sceny kabaretowej – Artur Andrus wnikliwie przepytuje Marię Czubaszek z jej twórczości oraz burzliwego życia towarzyskiego i rodzinnego.

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
282930    

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Bloog pod patronatem Nieformalnego Stowarzyszenia Umiarkowanego Ograniczania Nadmiaru Wolności w Internecie (NSUONWwI)

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Pytamy.pl