Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 272 200 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Butelki, włączniki, recepcja, ręczniki

środa, 29 września 2010 9:28

        Są takie wynalazki, które utrudniają codzienne życie. I chodzi o, wydawałoby się, drobiazgi. Nierozwiązywalne. Kiedyś takim symbolicznym wręcz zjawiskiem, był skup butelek. Ileż tekstów kabaretowych powstało na temat niemożności rozwiązania tego problemu! Czy po winie są zwrotne czy nie, czy małe po piwie, czy tylko z karteczką, że się te butelki kupiło w sklepie, w którym się oddaje, zielone tak, brązowe - nie. Nie wiem, jak ten skup funkcjonuje dzisiaj, bo po prostu wrzucam do pojemnika na szkło i od kilkudziesięciu lat nie mam już potrzeby zarabiania w ten sposób na życie, ale pamiętam, że kiedyś było to nie lada przedsięwzięcie. Domyślić się, które akurat przyjmują, a których nie. Gdyby nie życzliwość cioci Sławci w sklepie spożywczym i znajomości w restauracji „Kaskada", dzięki którym przyjmowano ode mnie nawet te butelki, których chwilowo nie chciał przyjmować cały Układ Warszawski, szybko bym się zniechęcił i zajął głupotami. Na przykład odrabianiem lekcji albo sportem. A tak, w czasach socjalizmu, z trudem, bo z trudem, ale uczyłem się podstaw kapitalizmu.


            Jerzy Dobrowolski opisuje w swoich pamiętnikach inny patent, który jemu utrudniał życie. Chodzi o włączniki światła i dzwonka, które na klatkach schodowych socjalistycznych bloków były zawsze identyczne i umieszczane zawsze obok siebie. Człowiek nigdy nie wiedział, czy to, co naciśnie wywoła jasność na klatce schodowej, czy wściekłość kogoś, do kogo zadzwoni się o drugiej w nocy. Oczywiście, można było porównywać - przycisk do światła był jeden na piętrze, przycisków dzwonków kilka, i na logikę ten bliżej drzwi powinien być od dzwonka, ten dalej - od światła. Ale to się nie zawsze sprawdzało i na ten właściwy i tak trudno było trafić. Zwłaszcza po ciemku. Potem wymyślono wypukłe, dotykowo rozróżnialne znaczki - żarówkę, albo dzwonek. Tylko co z tego, jeśli nic nie stało na przeszkodzie, żeby włącznik z żarówką uruchamiał dzwonek i odwrotnie? Albo były dwie żarówki. I domyśl się, która dzwoni, a która świeci. Albo, jak pisze Dobrowolski: „...na jednym jest wytłoczony wizerunek palącej się żarówki, która przypomina dzwoniący dzwonek, a na drugiej coś jakby dzwonek, który można rzeczywiście wziąć za żarówkę..." I to głupie uczucie, kiedy się niechcący zadzwoniło (bo jak się niechcący zaświeciło, to jeszcze pół biedy). Uciekać, czy stać i przepraszać? Oczywiście, że uciekać, bo przecież powiedzenie „Przepraszam, chciałem włączyć światło", u wyrwanego ze snu gospodarza wywoła tylko wściekłość. On tu mieszka od trzydziestu lat i jemu się nigdy nie myli, i każdy idiota by wiedział, że ten od lewej jest od światła. Piszę o tym dlatego, że niedawno byłem w całkiem nowym domu, w którym pewnie nawet ochroniarz i administrator mają marmurowe zęby, a z przyciskami dalej nie można sobie poradzić. Owszem, podświetlone, żeby łatwiej było je znaleźć w ciemności. Ale takie same i tak samo podświetlone!


            Hotele. Spędzam w nich, z racji zawodowych podróży, kilka miesięcy w roku. I dwa patenty od lat są nie do zmiany. Pierwszy - numer telefonu do recepcji. Zazwyczaj obok aparatu telefonicznego, albo wręcz na nim są nadrukowane numery, ale kilka razy w roku trafiam do hoteli, w których nie ma. Ani na aparacie, ani na kartce obok. Zaczyna się od przeglądania wszystkich druków wyłożonych na stoliku obok łóżka. Informator o podróżach, zaproszenie do SPA, trening Nordic Walkig, repertuar teatru awangardowego „Przegryziona Wiśnia", Pismo Święte. Wszystko jest. A numerów telefonów nie ma! Z doświadczenia wiem, że najczęściej do recepcji dzwoni się przez 100, 101, 3, 6, 900. Więc próbuję. A jak nie działa, to wypadałoby szukać pomocy dzwoniąc po innych pokojach. Tu jest prościej, bo to zazwyczaj numer pokoju, chociaż bywa też, że się wykręca numer piętra i pokoju, czasem dodając „0" - na przykład 2038 to pokój 38 na drugim piętrze. Kończy się zazwyczaj tak, że wsiadam do windy, zjeżdżam na dół i pytam w recepcji: „Przepraszam, jaki jest do Państwa numer?".


A druga zmora hotelowa to ręczniki. Identyczne. Pobyt dwóch osób w pokoju zaczyna się od ustalania: „Mój wisi wyżej, twój niżej, mój na kaloryferze, twój na lustrze, mój rozwieszony prosto, twój złożony w łabędzia". Wiem, gdyby były innego koloru, byłoby nieestetycznie, byłby kłopot z praniem, bo przecież trzeba oddzielnie białe, oddzielnie kolory. Ale wystarczy naszyć na każdym jedną literkę identyfikacyjną. I wtedy wiadomo, że ten z literą „P" to „Pan", a ten z literą „P" to „Pani".


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (41) | dodaj komentarz

„Radiówka” i „Internetówka”

poniedziałek, 20 września 2010 9:32

Tak to chyba trzeba nazywać. Kiedyś wystarczyła jedna nazwa - „prasówka" - ale teraz źródeł informacji jest tyle, że trzeba też rozszerzać zbiór nazw określających je, wymyślać nowe. To, co dzisiaj opisuję, to tematy, na które trafiłem w radiu i Internecie.


Zacznijmy od radia. Konkurs promujący nową książkę. Akcja kryminału rozgrywa się w Poznaniu, w tekście pojawiają się słowa zaczerpnięte z poznańskiej gwary. Prowadzący audycję zadają słuchaczom pytanie: „Co to jest fyrtel?". Po chwili dowiadujemy się, że „fyrtel" w gwarze poznańskiej to dzielnica, część miasta. Autor prawidłowej odpowiedzi dostaje w nagrodę książkę, ale prezenter cytuje jeszcze inne fragmenty listów mailowych od słuchaczy i mówi:


- Ależ ludzie mają fantazję! Ewa napisała, że „fyrtel" to zły ginekolog...


Dawno już zwracałem uwagę na fakt, że w trosce o zainteresowanie językiem, należy co jakiś czas zmieniać znaczenie pewnych słów, intrygować, zachęcać do zabawy. Na początek proponuję wprowadzenie do obiegu nowego słowa: „scesja". To jest scysja podczas sesji zakończona cesją praw na rzecz secesjonistów. A swoją drogą, czy to nie oryginalny pomysł, żeby słowami zaczerpniętymi z gwary poznańskiej nazywać złych lekarzy różnych specjalności? „Szkiet" - zły ortopeda, „Biniol" - zły dermatolog, „Galart" - zły kardiolog, „Majsel" - zły chirurg, „Gzik"... Oj, bo się zagalopuję...


W audycjach radiowych od kilku tygodni pojawia się pewna piosenka. Chyba o miłości. W pierwszej zwrotce jest jeszcze spokojnie:

„Twój zapach, pomimo, że śpisz,
Powoduje, że mi się śnisz.
Twój oddech, pomimo, że śpisz,
Powoduje, że mi się śnisz..."


Dla pełnej jasności - śpiewa mężczyzna. Ktoś złośliwy już mógłby drążyć temat zapachu i oddechu. I wymyślać bzdety, typu:


„Twój zapach, pomimo, że jasno,

Powoduje, że nie mogę zasnąć,

Twój oddech, pomimo, że czosnek,

Powoduje, że sny mam radosne..."


Ja nie drążę. Nie chcę psuć lirycznego nastroju, który jest w tej piosence. Pierwsza zwrotka, jak już wspomniałem, jest spokojna, natomiast druga wzbudza we mnie pewien niepokój:


„Twój uśmiech, pomimo, że śpisz,
Powoduje, że mi się śnisz.
Twój taniec, pomimo, że śpisz,
Powoduje, że mi się śnisz..."


Rozumiem jeszcze uśmiechanie się przez sen. Ale taniec? To już jakaś ekstremalna forma lunatyzmu albo zespołu niespokojnych nóg. No dobrze, czepiam się. Jeden z bohaterów słynnej polskiej komedii powiedziałby: „Ty Kaźmierz czep się lepiej swojej baby". I miałby rację.


A teraz coś z Internetu. W tekście dla Wirtualnej Polski z 24.08.2010, profesor Jadwiga Staniszkis ujawnia czytelnikom „...cechy, po których można poznać byłych ubeków (i - generalnie - byłych i aktualnych ludzi służb). Po pierwsze, natychmiast się spoufalają i - nieproszeni - zaczynają do ciebie mówić po imieniu: "Pani Jadwigo"..."


Ożeż ty! Przepraszam, to nie było  do pani profesor, to był ogólny wyraz wzburzenia. Po prostu przypomniało mi się, że miałem kiedyś kolegę, który zwracał się do mnie per „Pani Jadwigo", ale myślałem, że to tylko głupie żarty. Jednak ten socjalizm był wredny. Wredny i głupi, bo co można powiedzieć o systemie, który zużycie papieru toaletowego przeliczał na głowę obywatela?



Podziel się
oceń
1
0

komentarze (29) | dodaj komentarz

Wiersz o sporych modyfikacjach, czyli 178/63

wtorek, 14 września 2010 11:36

Wiem, że nieładnie jest podsłuchiwać. Ale tej rozmowy nie podsłuchać się nie dało. Mówiły tak głośno, że prawdopodobnie było je słychać w trzech sąsiednich kawiarniach. Obsługa naszego lokalu starała się je zagłuszać, coraz głośniej odkręcając potencjometr odtwarzacza muzyki. Ale najwidoczniej ich potencjometry, były sprzęgnięte z tamtym. Pracujący nieopodal operator młota pneumatycznego, przerwał pracę ze względu na zbyt duży hałas dobiegający z wnętrza kawiarni.

Trzy przyjaciółki. Koło trzydziestki. Okraszały swoją rozmowę rekwizytami wyciąganymi po kolei z torebek.

Trochę podkoloryzowałem, kilka rzeczy wymyśliłem, dodałem „Głos Rozsądku dobiegający z nieznanej przestrzeni". Coraz częściej słyszę głosy dobiegające z nieznanych przestrzeni. Z tym, że rzadko są to głosy rozsądku. A na podstawie kawiarnianej rozmowy trzech przyjaciółek powstał:


„Wiersz o sporych modyfikacjach, czyli 178/63"


Wyszczuplające rajstopy

Z księżycowego drutu,

Ujędrniające izotopy,

Odchudzające wkładki do butów,

Pastylki „Slim Edition Strong",

Baton zbożowy „Lekki Kęs",

Wyszczuplający krem do rąk,

Odchudzający tusz do rzęs,

Ujędrniające tipsy,

Wyszczuplające klipsy,

Ziemniaczane chipsy...

(To nie moje, niosę w siatce

Do szpitala chorej matce...)

Zestaw ćwiczeń: „Rześki ranek",

Zielnik: „Jedz dębową korę",

„Dieta sióstr Karmelitanek",

„Chudnij z Ojcem Dyrektorem",

Jęczmień, lipa, żen - szeń, mięta,

Książka: „Szczupłe w dobrym guście",

Wspomnienia żony byłego prezydenta:

„Dwie kampanie na kapuście",

Wizytówka dietetyka,

Przewodnik: „Smukłe zabytki Florencji",

Artykuł w dziale „Polityka":

„Diety posłów szóstej kadencji",

Trzy tygodnie w SPA w Nairobi,

Grupa Wsparcia „Szczupłe Foki",

Callanetics, Aerobic,

Joga, Stretching, Nordic Walking,

Medalistki wielokrotne,

Co trenują walki wschodnie,

Twierdzą, że kąpiele błotne,

Siedem kilo w dwa tygodnie.

Flakon organicznej pary,

Fińskie zioła na zaparcia,

Przyciemniane okulary,

Żeby nie widzieć żarcia.


Zanieś do nieba mój cichy głosie

Modlitwę szeptaną przez łzy:

„Daj Boże metr siedemdziesiąt osiem

Na sześćdziesiąt trzy.

Za kilogramy upokorzeń,

Zanim nas całkiem trafi szlag,

Zlikwiduj, dobry Panie Boże

Główny Urząd Miar i Wag!

Za każdy gram, za łzy kobiety,

Za trud i jego efekt marny,

Daj nam faceta -  suplement diety:

Pachnący, czarny, muskularny...

Coś seksownego w niskim głosie,

Silny, zwinniejszy od pantery,

Metr osiemdziesiąt osiem

Na osiemdziesiąt cztery.

 

Głos Rozsądku dobiegający z nieznanej przestrzeni:


Niestety! Los zazwyczaj niesie

Modyfikacje spore:

Łyse, chrapiące, w za dużym dresie,

Zrośnięte z telewizorem,

Paszcza w ciągłym rozziewie,

Bo właśnie to wstało, żeby coś zjeść,

I... Metr sześćdziesiąt dziewięć

Na dziewięćdziesiąt sześć.


Podziel się
oceń
56
0

komentarze (54) | dodaj komentarz

niedziela, 19 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  5 882 024  

Polecamy



Tym razem do prześmiesznych rozmów na pełnych prawach włącza się trzecia wybitna postać - Wojciech Karolak. Słynny jazzman, podpytywany przez dociekliwego Andrusa, barwnie opowiada o małżeństwie z Czubaszek, a jest to związek nie zawsze zgodnych indywidualistów!

"Nowy album „Piłem w Spale... I co dalej?" to zapis koncertu, który odbył się rok temu w Warszawie, w Teatrze Syrena. Był to nie tylko wieczór koncertowy, ale również wydarzenie towarzyskie - Andrus zaprosił na scenę przyjaciół: Marię Czubaszek, Hannę Śleszyńską, Andrzeja Poniedzielskiego, Grupę MoCarta, Chór Collegium Musicum Uniwersytetu Warszawskiego i muzyków, z którymi stale współpracuje - Łukasza Borowieckiego, Wojciecha Steca i Pawła Żejmę.


"Książka zawiera osiem zabawnie ilustrowanych bajek o charakterze satyrycznym, przeznaczonych zarówno dla dzieci (5-7-letnich), jak i dla dorosłych. Bajki w satyryczny sposób przedstawiają cechy i przypadłości ludzkie, ujawniające się w wieku dziecięcym, z którymi borykamy się do późnej starości, np. brak tolerancji, brak życzliwości, egocentryzm, chciwość itp. Bajki zawierają przesłanie czytelne dla obu grup odbiorców. Do książki dołączona płyta z bajkami nagranymi częściowo przez autora."


"Blog osławiony między niewiastami" to nie tylko papierowy wybór najlepszych i najśmieszniejszych tekstów z jego bardzo popularnego bloga internetowego, ale także swoiste „Dzieła wybrane”.


"Myśliwiecka" zawiera piosenki Artura Andrusa zaśpiewane przez samego Autora. Są to głównie utwory kabaretowe, pisane do programów telewizyjnych i na potrzeby występów estradowych.


Rozmowa dwóch wybitnych osobowości polskiej sceny kabaretowej – Artur Andrus wnikliwie przepytuje Marię Czubaszek z jej twórczości oraz burzliwego życia towarzyskiego i rodzinnego.

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Bloog pod patronatem Nieformalnego Stowarzyszenia Umiarkowanego Ograniczania Nadmiaru Wolności w Internecie (NSUONWwI)

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Film

Pytamy.pl