Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 243 445 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

A skąd ja mam wiedzieć?

poniedziałek, 26 września 2011 11:55

Szedłem na dworzec. I niewiele brakowało, a nie doszedłbym. Takie wrażenie zrobił na mnie plakat kandydata! Na imię miał Ryszard, nazwiska nie zapamiętałem. Mignął mi tylko, bo był naklejony na szybę podmiejskiego autobusu. Ale do końca życia zapamiętam uśmiechniętą twarz kandydata i hasło: „Wybierz to, co najlepsze”. Nie przyjrzałem się dokładnie, ale chyba wybrałbym nosek. Jak się już daje taki wybór, nie powinno się ograniczać prezentacji do atrakcyjnej, ale jednak tylko twarzy. Trzeba pokazać całą sylwetkę, prześwietlenie, wyniki różnych badań i wtedy, być może, ktoś wybrałby na przykład wątrobę.

Kampania wyborcza weszła już w taki etap, że spokojnie można by było umieszczać na jednym plakacie dwóch kandydatów z rywalizujących ugrupowań i dodawać hasło: „Znajdź dziesięć szczegółów, którymi różnią się ci dwaj i wybierz to, co najlepsze”. Oszczędność papieru i rozrywka intelektualna.

Do dworca doszedłem. I mam wniosek dla zarządzających kasami w podziemiach centralnego w Warszawie.  Koniecznie, jak najszybciej, a już na pewno przed Euro 2012, trzeba przygotować specjalny słownik dla obsługi tych kas. Przetłumaczyć podstawowe pojęcia na angielski, niemiecki i rosyjski. Służę sformułowaniami z wczoraj, które na pewno jeszcze długo będą w użyciu:

„Oooo! To ja panu tu tego nie wystukam!”

„Bo my tu nie mamy połączenia z rozkładem!”

„To musiałby pan mieć wydruk z informacji, żebym czegoś źle nie wypisała!”

„A skąd ja mam wiedzieć?!”

„Bo my tu nic nie mamy!”

Obcokrajowcowi - turyście, kibicowi czy biznesmenowi - nie wpadnie do głowy, że w niektórych, pięknie odremontowanych kasach na Najgłówniejszym Dworcu Dumnej Stolicy Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, kupi bilet z Warszawy do Poznania, ale sypialnego z Poznania do Tarnowa już nie, bo „…skąd ja mam wiedzieć?!”.

                Swoją drogą pytanie: „A skąd ja mam wiedzieć?”, może niekoniecznie z wykrzyknikiem i nie jako retoryczne, zadawane przez panią w okienku na dworcu, powinno trafić do kanonu najważniejszych pytań ludzkości. Obok takich jak: „Jak żyć?”, „Co z nami będzie?”, „Dokąd zmierza świat?”, „Kto z Państwa ostatni?”. Zarazem to „A skąd ja mam wiedzieć?” może być odpowiedzią na wszystkie pozostałe. Ale nie ukrywam, że taka odpowiedź nigdy mnie nie satysfakcjonowała. Używam czasu przeszłego, bo znalazłem uniwersalną odpowiedź na „A skąd ja mam wiedzieć?”. W piosence „Królewiec”, autorstwa mojego ulubionego poety, Andrzeja Garczarka, znalazłem taki oto fragment:

„Zapytaj sokistę,

 Sumienie ma czyste,

 Porządku pilnuje,

 Nie filozofuje”.

                No to zaraz lecę na dworzec, bo już teraz nie ma wątpliwości, kto wie, czy świat potrwa jeszcze trzy tygodnie. A bardzo mnie to interesuje, bo 17 października mam zapłacić kolejną ratę kredytu. A może już nie muszę? I mogę te pieniądze wydać na coś przyjemniejszego?


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (57) | dodaj komentarz

Siedemnaście książek

wtorek, 20 września 2011 8:33

Każdego, kto zabiera się do pisania, musi w końcu dopaść proste pytanie: „po co?”. Byłoby najlepiej, gdyby dopadało przed rozpoczęciem aktu twórczego, ale wiem z doświadczenia, że najczęściej dopada dopiero wtedy, kiedy się przeczyta, co się napisało. Jeśli człowiek ma jeszcze w sobie odrobinę krytycyzmu, niejednokrotnie powinien wtedy pytanie „po co?” poprzedzić symbolicznym słownym wezwaniem matki.

Po tym jednym, przychodzą następne: „do kiedy?”, „dla kogo?”, „za ile?”. Autor musi wyznaczyć jakiś cel swojej twórczości. Może to być literacka Nagroda Nobla, ale nie radzę, bo to często dzieło przypadku. Może się okazać, że Nobla nie dostaniemy tylko dlatego, że nie mieliśmy szczęścia do tłumaczy, a członkowie Komitetu i Akademii nie znają na tyle języka, w którym tworzymy, żeby docenić kunszt dzieła. „Drack jag i Spała, sov jag i Piła” nie brzmi tak samo, jak „Piłem w Spale, spałem w Pile”. W szwedzkim tłumaczeniu nie ma już tego dźwięku mazowieckiej kuźni, szerokiego oddechu pól obsianych żytem i gaworzenia gęsi, którym na tej szczęśliwej ziemi grozi, co najwyżej, oskubanie z pierza.

No więc, jeśli nie Nobel, to co? Nie ukrywam, że mam z tym pewien problem. To znaczy miałem. Na szczęście niedawno przeczytałem w gazecie tekst o autorze światowych bestsellerów Jamesie Pattersonie, który podpisał kontrakt z wydawnictwem Hachette, i „…zobowiązał się do stworzenia 17 książek w ciągu dwóch lat; 11 z nich to powieści sensacyjne dla dorosłych, a sześć – powieści młodzieżowe. Ma za nie otrzymać 150 mln dolarów…”.

Artykuł „Bestseller to ja” wyciąłem, cytowany wyżej fragment zaznaczyłem na zielono, dopisałem czerwonym flamastrem „DO ROBOTY DURNIU!!!” i powiesiłem przy komputerze. Policzyłem. Nie muszą być przecież grube – tak do 300 stron. Odjąłem święta, bo przecież nie wypada pisać 11 listopada czy w Boże Ciało, założyłem tydzień choroby w roku i tydzień urlopu (wiem, że mało, ale trzeba się sprężyć, a potem będzie za co wypoczywać). Wyszło po siedem stron dziennie. Dam radę.

                „Dziewczyna z końca pętli” to będzie powieść o kobiecie, która wraca wcześniej z pracy i przyłapuje męża na oglądaniu koncertu finałowego „Światowego Festiwalu Polonijnych Zespołów Folklorystycznych Rzeszów 2011”. Pojawi się też tajemnicza postać, którą bohater będzie widywał zawsze o tej samej porze, na końcu pętli tramwajowej, tuż przy barze „Burza”. O, proszę, już jest nawet pomysł na refren piosenki do filmu, gdyby ktoś (w co nie wątpię) chciał to kiedyś przenieść na ekran:

„Tuż przy barze „Burza”

 Czarna kwitnie róża,

 Kim jesteś

 Dziewczyno z końca pętli?”.

Piętnaście następnych jeszcze nie wiem o czym będzie opowiadało, ale siedemnasta będzie o facecie, którego żona przyłapuje na oglądaniu koncertu finałowego „Światowego Festiwalu Polonijnych Zespołów Folklorystycznych Rzeszów 2013”.


Podziel się
oceń
4
0

komentarze (36) | dodaj komentarz

Żałuj Marleno – odc.6

poniedziałek, 12 września 2011 10:56

- Zjem!

- Ratunku!

- Mniam!

- Pomocy!

Pokojówka stojąca pod drzwiami apartamentu baronowej Marlene von Kopf bis Fuss, z zażenowaniem wsłuchiwała się w odgłosy wydostające się z jego wnętrza. Znała je doskonale, gdyż regularnie dochodziły one z każdego pokoju, każdej bawarskiej arystokratki, samotnie wypoczywającej w domu zdrojowym „Astoria”. Dokładniej z każdego, do którego uprzednio wszedł Igor Siergiejewicz Katapultow – emerytowany carski oficer, który w tym kurorcie dorabiał do szpiegowskiej emerytury. Oficjalnie jako „animator towarzyski”. Katapultow był mężczyzną uniwersalnej urody, z łatwością więc łamał serca wszystkich bawarskich baronowych, grafiń czy księżnych. W ciągu sześciu lat wytężonej posługi nie udało mu się zdobyć względów tylko jednej - ale grafini von Heizung nie była prawdziwą Bawarką, więc nic dziwnego, że się na mężczyznach nie znała.

- Ogryzę do kostek, wyssam szpik!

- Wyssę, poruczniku! Wyssę! – baronowa, czuła na punkcie poprawności niemczyzny, a zwłaszcza bawarszczyzny, poprawiła tym samym teatralnym tonem, którym wykrzykiwała: - Ojej! Któż mnie uratuje, któż?!

Bawarska arystokratka i były szpieg wszystkich możliwych mocarstw, już czwartą godzinę spędzali na wymyślonej przez Katapultowa grze towarzyskiej „Kanibal ante portas!”. Zasada była prosta – dama nieśmiało wystawiała przez uchylone drzwi jakiś fragment swojego ciała, a stojący za nimi (drzwiami) mężczyzna miał udawać, że ten paluszek, nadgarstek, łokieć, kolanko czy stópkę, zje. Wygrywała osoba, która pierwsza krzyknęła „Stop!”, ale oryginalne w tej zabawie było to, że nagrodę otrzymywał ten, kto przegrał, czyli za każdym razem porucznik Katapultow. Arystokratki zawsze się w końcu poddawały. Rekordzistką była księżna Irene von Genossenschaft - „Stop!” krzyknęła dopiero w trzecim dniu zabawy, namówiona do tego przez sanatoryjnego lekarza, który włączył się do gry, wezwany przez zaniepokojony personel domu zdrojowego.

Zwycięzca mógł żądać dowolnej nagrody, ale porucznik Katapultow, jak na carskiego oficera i szpiega wszystkich możliwych mocarstw przystało, zachowywał się honorowo - brał tylko pieniądze.

- Stop! – okrzyk kończący zabawę nieco zaskoczył, doskonale znającego możliwości baronowej, Igora Siergiejewicza. Zaskoczył, ale nie zmartwił.

- W takim razie zdążę jeszcze do apartamentu numer osiem. Księżna Melanie zu Grenzschutz już trzy dni temu podała liścik z zaproszeniem na konsumpcję kolejnych części ciała, o których ostatnio zapomniała – pomyślał wierszem, po czym zawstydził się swojego cynizmu. Przecież jeszcze nie skończył tutaj, a już myślami był tam. To nieprofesjonalne.

- Poruczniku, muszę coś panu wyznać – drżące wargi baronowej Marlene von Kopf bis Fuss pobladły, zwiastując ogłoszenie jakiejś straszliwej prawdy – Ja kradnę drzewo z parku mojego pałacu. W tajemnicy przed mężem, którego nadal kocham!

- Ależ baro… - okrzyk wyrywający się na rubinowe usta Igora Siergiejewicza Katapultowa przerwały: najpierw bolesny grymas, a następnie strużka krwi, która pojawiła się w kąciku. Porucznik padł twarzą do dywanu zasłanego uprzednio różami. W jego, wyjątkowo atrakcyjnych, nawet w tej sytuacji, plecach, tkwiła strzałka posmarowana kurarą. Baronowa natychmiast rozpoznała ją po zapachu, gdyż jej ojciec był znanym w Bawarii miłośnikiem południowoamerykańskich trucizn. W otwartych drzwiach apartamentu, z indiańską dmuchawką w dłoni, stała pokojówka.

- Pani baronowa muszą uciekać! Oni są już blisko! – krzyknęła odrzucając dmuchawkę prosto na fortepian. Ta spadła na klawisze w sposób tak niezwykły, że spod uchylonej klapy zabytkowego instrumentu, same poniosły się pierwsze nuty piosenki, którą baronowej śpiewała niania pochodząca z daleka, bo aż z Lubeki:

Czerwone maliny i czarne porzeczki,

Przed przeznaczeniem nie ma ucieczki,

Bo w chaszczach czyha na warkocz dziewczyński,

Dragon szlezwicko – holsztyński.

- Baronowa nie przypominają sobie teraz pierdół, tylko zmykają czem prędzej! - popędzała zniecierpliwiona pokojówka.

Wychodząc z apartamentu, Marlene von Kopf bis Fuss zauważyła, że pod drzwiami leży ktoś jeszcze. Pokojówka. To ta, która podsłuchiwała jej zabawę z porucznikiem. Też miała strzałkę z kurarą w plecach, ale niżej niż porucznik Katapultow. Baronowa uznała, że porucznik estetyczniej został trafiony i ładniej leży. W tej chwili uświadomiła sobie, że to jeden z najładniej leżących poruczników, jakich widziała w swoim, niekrótkim przecież, życiu. Zrobiło jej się przykro, że nie powiedziała tego Igorowi Siergiejewiczowi za jego życia, bo na pewno byłoby mu przyjemnie. A mówienie mu teraz czegokolwiek uznała za stratę czasu, którego, zgodnie ze słowami pokojówki było coraz mniej. Chłodnym spojrzeniem jeszcze raz omiotła wnętrze apartamentu, w którym przeżyła tyle pięknych chwil, po czym wybiegła tak jak stała, bo tak jak siedziała, albo jak tak leżała, to nie umiała wybiec.

Na schodach, którymi w pośpiechu zbiegali w dół, regularnie, co cztery stopnie, leżały kolejne pokojówki z tajemniczymi strzałkami w plecach. Marlene nie dziwił ten widok. Podobny znała z dzieciństwa – w pałacu jej ojca, na schodach często leżała służba odurzona różnymi substancjami. Bardziej dziwiło ją coś innego:

Ta pokojówka ma głos podobny do kogoś, kogo znam… Wiem! Koniuszek! Syn koniuszego i koniuszyny!


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (28) | dodaj komentarz

sobota, 27 maja 2017

Licznik odwiedzin:  5 613 339  

Polecamy



Tym razem do prześmiesznych rozmów na pełnych prawach włącza się trzecia wybitna postać - Wojciech Karolak. Słynny jazzman, podpytywany przez dociekliwego Andrusa, barwnie opowiada o małżeństwie z Czubaszek, a jest to związek nie zawsze zgodnych indywidualistów!

"Nowy album „Piłem w Spale... I co dalej?" to zapis koncertu, który odbył się rok temu w Warszawie, w Teatrze Syrena. Był to nie tylko wieczór koncertowy, ale również wydarzenie towarzyskie - Andrus zaprosił na scenę przyjaciół: Marię Czubaszek, Hannę Śleszyńską, Andrzeja Poniedzielskiego, Grupę MoCarta, Chór Collegium Musicum Uniwersytetu Warszawskiego i muzyków, z którymi stale współpracuje - Łukasza Borowieckiego, Wojciecha Steca i Pawła Żejmę.


"Książka zawiera osiem zabawnie ilustrowanych bajek o charakterze satyrycznym, przeznaczonych zarówno dla dzieci (5-7-letnich), jak i dla dorosłych. Bajki w satyryczny sposób przedstawiają cechy i przypadłości ludzkie, ujawniające się w wieku dziecięcym, z którymi borykamy się do późnej starości, np. brak tolerancji, brak życzliwości, egocentryzm, chciwość itp. Bajki zawierają przesłanie czytelne dla obu grup odbiorców. Do książki dołączona płyta z bajkami nagranymi częściowo przez autora."


"Blog osławiony między niewiastami" to nie tylko papierowy wybór najlepszych i najśmieszniejszych tekstów z jego bardzo popularnego bloga internetowego, ale także swoiste „Dzieła wybrane”.


"Myśliwiecka" zawiera piosenki Artura Andrusa zaśpiewane przez samego Autora. Są to głównie utwory kabaretowe, pisane do programów telewizyjnych i na potrzeby występów estradowych.


Rozmowa dwóch wybitnych osobowości polskiej sceny kabaretowej – Artur Andrus wnikliwie przepytuje Marię Czubaszek z jej twórczości oraz burzliwego życia towarzyskiego i rodzinnego.

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Bloog pod patronatem Nieformalnego Stowarzyszenia Umiarkowanego Ograniczania Nadmiaru Wolności w Internecie (NSUONWwI)

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl