Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 536 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Straciłem zasięg

wtorek, 25 września 2012 9:46

Rozmawiam z kimś przez telefon komórkowy, pojawiają się kłopoty techniczne, rozmowa się urywa. Najciekawsze jest to, co się mówi po ponownym połączeniu. Najczęściej słyszy się coś takiego:

 

  1. Straciłem zasięg.
  2. Coś nam przerwało/ Coś nas rozłączyło.

 

Te sformułowania na stałe weszły do języka, ale przez to, że uważamy je za zbyt błahe, nie zwracamy uwagi na zawarty w nich ładunek symboliczny.

 

Najprostszym skojarzeniem „utraty zasięgu” będzie stan nazywany do niedawna „zerwaniem filmu”. Swoją drogą ciekawe, jak taki stan nazywano przed wynalezieniem kina? Jeśli miałoby to mieć związek z rozrywkami społeczeństwa „przedfilmowego”, to może: „Loża mi pociemniała” (dla chodzących do opery), „Słoń mi zniknął” (dla bawiących w zoo lub cyrku), a sięgając jeszcze bardziej w głąb historii: „Rydwan mi sieknął”? W każdym razie „utrata zasięgu” powinna zastępować „zerwanie filmu”, bo to drugie zjawisko jest coraz rzadsze we współczesnych kinach i wkrótce nikt nie będzie wiedział o co chodzi.

 

Jeszcze bardziej intrygujące jest „coś nam przerwało”. Sugeruje, że istnieje „coś”, co bezpośrednio ingeruje w nasze życie. Chociażby w ten sposób, że decyduje jak długo możemy porozmawiać. Ale co to takiego to „coś”? Dla jednych będzie to oczywisty dowód na inwigilację. A przerwanie rozmowy w momencie: „To kup dwa kilo ziemnia…” uznają tylko za potwierdzenie prawdziwości swoich podejrzeń, bo to „coś”, co ich podsłuchuje wie, że zawsze po słowie „ziemniaki” rozmówcy omawiają aktualną sytuację polityczną w kraju. Inni być może pomyślą o absolucie, który przerywając rozmowy telefoniczne przypomina o swoim istnieniu? Znajdzie się co prawda kilku „ekspertów”, którzy wytłumaczą to względami technicznymi, ale przecież wiadomo, że oni są na usługach tego „czegoś”.

 

A’ propos ekspertów. W swoich zawodowych podróżach po raz kolejny trafiłem między ludzi znających się na czymś, o czym ja nie mam zielonego pojęcia. To była konferencja informatyków. Zacząłem sobie notować fragmenty wypowiedzi i z tych cytatów tworzyć wiersz. Uczono mnie w szkole, że należy czytać ze zrozumieniem, ale nikt mi nie zabronił pisać bez zrozumienia. Wyszło tak:

 

Ty mi się śnisz, lecz nie potrafię

Wyjaśnić znaczeń tego snu:

Siedzisz w inteligentnej szafie

O wysokości 1U.

Śnisz mi się pięknie, pytasz: - Ej ty,

Powiedz mi, powiedz do cholery,

Skąd pobrać jeszcze nowsze apgrejty

I jakie będą fiuczery?

 

Kilkanaście lat temu napisałem wiersz o chłopakach z Bieszczad, którzy przyjeżdżają do Warszawy i coraz bardziej w niej zostają. Jest tam taki fragment:

 

Chłopaków z Bieszczad w stołecznym mieście
Trzyma rzekomo tylko praca.
Wy im dziewczyny z Bieszczad nie wierzcie,
Z miasta w Bieszczady się nie wraca.

Miasto chłopaków nie rozpieszcza,
Lecz może się pewnego razu
Zdarzyć, że grupa chłopców z Bieszczad
Spotka wycieczkę dziewczyn z Mazur.

I wtedy do was zadzwonią,
Trochę w mowie się plącząc
Powiedzą, że to już koniec...
Impulsy im się kończą...


Kto dzisiaj jeszcze wie, co to jest „koniec impulsów”? Kto widział automat telefoniczny na żetony albo karty? Trzeba zmienić. Może tak:

 

I wtedy, po długim czasie,

Zadzwonią z Nowego Sącza,

Powiedzą, że tracą zasięg

I że was coś rozłącza...

 

Na pytanie dociekliwych „Dlaczego mieszkające w Warszawie chłopaki z Bieszczad, dzwonią do swoich dziewczyn akurat z Nowego Sącza?”, odpowiem: „Bo byli tam na konferencji informatyków”.

 


Podziel się
oceń
21
7

komentarze (38) | dodaj komentarz

Wojskowy kalendarz

wtorek, 18 września 2012 11:33

Przekonania, że każde ludzkie działanie ma jakiś sens, powinienem się pozbyć we wczesnym dzieciństwie. Na przykład podczas wakacji u babci, po kilkugodzinnym eksperymencie, w czasie którego chciałem sitkiem przelać wodę z jednego wiadra do drugiego. Ale, zdaje się, już wtedy miałem za dużo wytrwałości w poszukiwaniu sensu i gdybym nie zgłodniał, do dzisiaj siedziałbym i próbował. Bo przecież jeśli są dwa wiadra (w tym jedno pełne), jest sitko i jest dziecko, które nie ma co ze sobą zrobić, to na pewno musi być w tym jakiś cel. Inaczej po co to wszystko znajdowałoby się w tym samym czasie i miejscu?

 

Już czwartą godzinę oglądam kalendarz na przyszły rok. Dostałem. Za darmo. Ładny. I ciekawy. Wprawdzie mówi się, że darowanemu kalendarzowi w kartki się nie zagląda, ale ja zajrzałem. Na każdy dzień jest jakaś złota myśl, sentencja, cytat z kogoś mądrego. I właśnie przeglądanie tych myśli zajmuje mi pół dnia. Bo przecież nie może być przypadku w tym, że taka a nie inna sentencja pojawia się akurat pod tą datą. Wszystko, co zacytuję poniżej, to najprawdziwsza prawda!

 

Zacznijmy od początku: 1 stycznia 2013 - „Na wojnie nie ma nagrody za drugie miejsce” (Omar Bradley). To zrozumiałe – kalendarz wydała Wojskowa Agencja Mieszkaniowa, musiało być coś o wojnie. Miło tak wstać po sylwestrowych szaleństwach i coś takiego przeczytać. Ciekawe, czy 2 stycznia jest coś o tym, że na wojnie nie ma nagrody za trzecie miejsce? Nie. Jest cytat z Wisławy Szymborskiej: „Nie znam roli, którą gram, wiem tylko, że jest moja, niewymierna”. No… To zrozumiałe… Znaczy, że… Ten… Może ma to jakiś związek z imieninami Izydora i Makarego? Na przykład, że… Ten… Przejdźmy do Dnia Babci, 21 stycznia: „We wszystkim musi być umiar” (Pitagoras). Przecież, gdybym takie życzenia złożył babci w roku jej dziewięćdziesiątych piątych urodzin, śmiertelnie by się obraziła! Ale na Walentynki już na pewno musi być coś a’propos. 14 lutego: „Wspomnienia upiększają życie, ale tylko zdolność zapominania czyni je znośnymi” (Honor de Balzac). Znowu widać, że kalendarz wojskowy, bo jest coś o Honorze, ale złota myśl jak najbardziej na miejscu: „Kochanie, zapomnijmy o sobie, będziemy mieć znośne wspomnienia i piękne życie”. Na Dzień Kobiet kalendarz przypomina, że „Jedyna władza na jakiej powinno nam zależeć, to panowanie nad samym sobą” (Elie Wiesel). I to kobiety powinny sobie raz na zawsze zapamiętać! Nauczyciele, w dniu swojego święta (14 października) powinni sobie przypomnieć, że „Przyszłość należy do lwów, które umieją się śmiać” (Zaratustra), a górnicy (4 grudnia), że „Polityka to najważniejsza sprawa w życiu gazety” (Henryk Ibsen).

 

No dobrze, ktoś może odnieść wrażenie, że wyśmiewam, bo moim zdaniem te wszystkie sentencje są „od czapy”. Nie wszystkie. Na przykład 26 grudnia kalendarz poucza: „Milczenie jest często najmądrzejszą rzeczą, jaką możesz powiedzieć” (Anonim), co może być idealnym przesłaniem na drugi dzień wizyt rodzinnych w czasie Bożego Narodzenia. Ale prawdziwą puentę tych wszystkich rozważań można znaleźć na kartce, którą się otworzy 1 stycznia 2014. Oczywiście złośliwcy pomyśleli, że kalendarz poszedł na łatwiznę i znowu przypomniał, że „Na wojnie nie ma nagrody za drugie miejsce”. Otóż nie! Otwierając zmęczone oczy po Sylwestrze 2013 dowiesz się człowieku, że: „Geniusz ma granice, ale głupota nie jest tak upośledzona” (Elbert Hubbart). I nie mogło to być wydrukowane na każdej z 365 stron kalendarza?

 

Przyznaję ze wstydem, że niektóre z nazwisk autorów sentencji były mi nieznane. Postanowiłem wykorzystać okazję i się dokształcić. Ale w encyklopedii nie znalazłem hasła Elbert Hubbart. Owszem, jest amerykański pisarz Elbert Hubbard, ale Hubbarta nie ma. Trudno, przeczytam coś tego, który jest. I tu wpadłem w zachwyt! Otóż jego dzieła znalazłem tylko w jednej księgarni i w dodatku żadne nie jest przetłumaczone na polski! Natomiast w Internecie pełno jest skarbców, ksiąg i encyklopedii cytatów, w których Elbert Hubbard vel Hubbart występuje prawie tak samo często jak Winston Churchill vel George Bernard Shaw (wiem, że to dwaj różni ludzie, ale jestem pewien, że w wirtualnym zamieszaniu już nie raz wypowiedź jednego przypisano drugiemu). A skąd mój zachwyt? Bo przecież nie podejrzewam, żeby kalendarz drukował sentencje z Internetu. Czyli, że specjalnie dla mnie, swojego czytelnika, tłumaczyli z oryginału! Zaratustrę pewnie też. 

 

Przejrzę jeszcze raz, dokładnie. Może coś pominąłem, czegoś nie zrozumiałem. Albo… Mam pomysł! Do każdej z tych wydrukowanych, dopiszę sobie jeszcze jedną złotą myśl, losowo znalezioną w Internecie. Tamta wydrukowana będzie na rano, a ta z Internetu na popołudnie. Na przykład na Tłusty Czwartek (7 lutego) kalendarz proponuje: „Jeśli chcesz być szczęśliwy – bądź nim” (Kuźma Prutkow), a ja dopisuję cytat z Margaret Thatcher: „Zostanę dopóty, dopóki się nie zmęczę…”.

 

Kończę. Zgłodniałem. 

 


Podziel się
oceń
18
4

komentarze (50) | dodaj komentarz

Ale wtopa!

wtorek, 11 września 2012 12:27

Nie wiem, czy to jeszcze obowiązuje, bo mody na takie określenia szybko się zmieniają, ale zaintrygował mnie zwrot „Ale wtopa!”. Pojawiał się często w Internecie, jako zapowiedź szczególnie bulwersujących wiadomości. Na przykład, że aktorka na bankiecie miała za małe buty albo gwiazda programu telewizyjnego przyszła z plecakiem na premierę do teatru. Ktoś, kto ma w domu papierowy słownik języka polskiego… Proszę, jak się zmieniły czasy! Jeszcze niedawno z podobnym niedowierzaniem pisało się o kimś, kto ma w domu komputer, a potem Internet! Zatem ktoś, kto ma w domu papierowy, drukowany słownik języka polskiego, zdejmie z półki tom czwarty (T-Ż) i dowie się, że: „wtopić – wtapiać – 1. techn. <osadzić (osadzać), umocować (umocowywać), oprawić (oprawiać) coś w jakiejś topliwej substancji przed jej zastygnięciem, stwardnieniem> Wtopić końce przewodów. Wtopić płytki w cementową zaprawę. 2. książk. przen. <połączyć (łączyć) w harmonijną całość; wkomponować (wkomponowywać)> Wtapiać cytaty w tekst. Losy bohaterów wtopione w historię. Domki wtopione w zieleń”.

 

A guzik! Oto kolejny dowód, że druk jest zbędnym wynalazkiem. Trzeba było od razu wynaleźć Internet. „Domki wtopione w zieleń…”. Śmieszne! Nie obserwuję ostatnio, ale gdyby Państwo zauważyli jakieś ciekawe zastosowania „Ale wtopy!”, proszę dać znać. Może na przykład pojawiają się już wiadomości: „Amerykański milioner utopił się w swoim basenie. Ale wtopa!”.

 

Żałuję, że w czasach mojego dzieciństwa nie było Internetu. Wyobrażam sobie, że na stronie www.trybunaludu24.pl, nad zdjęciem I sekretarza KC PZPR oglądającego spust surówki w Hucie Katowice, mógłby się pojawić napis: „Ale wtopa! Gierek na wytopie!”.

 

W radiowej skrzynce mailowej, którą powoli uruchamiam po dłuższej wakacyjnej przerwie, znalazłem list z 16 sierpnia z nagłówkiem: „Czarny humor”. Korespondentka z Bogatyni poleca mi obejrzenie zestawu wiadomości z działu „Rozrywka” jednego z większych portali informacyjnych (sprawdziłem, autentyk!):

 

  1. Wypadek gwiazd polskiej imprezy. Autokar spadł z wiaduktu.
  2. Kontrowersyjny prezenter TVP wraca na antenę.
  3. Muzyk walczy o życie śmiertelnie chorego synka. Zobacz.
  4. Wraca po urodzeniu dziecka. Wygląda znakomicie.
  5. Była dziecięca gwiazda w poważnych tarapatach.
  6. Pobił wszystkie możliwe rekordy. Zmarł w niejasnych okolicznościach.

 

Korespondentka kończy list stwierdzeniem: „Mam wrażenie, że pozycje 1,3 i 6 są szczególnie >rozrywkowe<”.

 

Owszem, ale najtragiczniejszą wiadomością dla wielu czytelników działu „Rozrywka” może się po latach okazać ta z punktu drugiego.

 

Powinienem się już przyzwyczaić, ale nadal czuję się nieswojo, kiedy obok informacji o śmiertelnym zatruciu zupą grzybową, widzę napis „Lubię to”, a przy informacji o katastrofie lotniczej Internet zachęca „Poleć”.

 

Czy to nie dowód na jakąś ogólnoludzką „Ale wtopę!”? Czy przypadkiem nie następuje właśnie proces osadzania naszych zwojów mózgowych „…w jakiejś substancji przed jej zastygnięciem, stwardnieniem”? I co to za substancja? Jedną taką ohydną mam na myśli, ale nie napiszę która to, bo zaraz ktoś obok umieści napis „Lubię to”.

 

Żeby już nie zrzędzić, ale utrzymać się w klimacie czarnego humoru, opowiem o kolejnej zdobyczy z tego działu „Rozrywki”. Znajomi, którzy wiedzą, że zbieram takie perełki, podsyłają mi, kiedy tylko na coś takiego trafią. Kilka tygodni temu dostałem od kolegi wiadomość, że właśnie mijał restaurację, przed którą wisi plansza z napisem: „Stypy na każdą kieszeń – restauracja Lucynka”. Podpowiadam pomysł na promocję:  „Dla wdowy budyń gratis”.

 


Podziel się
oceń
13
6

komentarze (33) | dodaj komentarz

sobota, 19 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  5 721 756  

Polecamy



Tym razem do prześmiesznych rozmów na pełnych prawach włącza się trzecia wybitna postać - Wojciech Karolak. Słynny jazzman, podpytywany przez dociekliwego Andrusa, barwnie opowiada o małżeństwie z Czubaszek, a jest to związek nie zawsze zgodnych indywidualistów!

"Nowy album „Piłem w Spale... I co dalej?" to zapis koncertu, który odbył się rok temu w Warszawie, w Teatrze Syrena. Był to nie tylko wieczór koncertowy, ale również wydarzenie towarzyskie - Andrus zaprosił na scenę przyjaciół: Marię Czubaszek, Hannę Śleszyńską, Andrzeja Poniedzielskiego, Grupę MoCarta, Chór Collegium Musicum Uniwersytetu Warszawskiego i muzyków, z którymi stale współpracuje - Łukasza Borowieckiego, Wojciecha Steca i Pawła Żejmę.


"Książka zawiera osiem zabawnie ilustrowanych bajek o charakterze satyrycznym, przeznaczonych zarówno dla dzieci (5-7-letnich), jak i dla dorosłych. Bajki w satyryczny sposób przedstawiają cechy i przypadłości ludzkie, ujawniające się w wieku dziecięcym, z którymi borykamy się do późnej starości, np. brak tolerancji, brak życzliwości, egocentryzm, chciwość itp. Bajki zawierają przesłanie czytelne dla obu grup odbiorców. Do książki dołączona płyta z bajkami nagranymi częściowo przez autora."


"Blog osławiony między niewiastami" to nie tylko papierowy wybór najlepszych i najśmieszniejszych tekstów z jego bardzo popularnego bloga internetowego, ale także swoiste „Dzieła wybrane”.


"Myśliwiecka" zawiera piosenki Artura Andrusa zaśpiewane przez samego Autora. Są to głównie utwory kabaretowe, pisane do programów telewizyjnych i na potrzeby występów estradowych.


Rozmowa dwóch wybitnych osobowości polskiej sceny kabaretowej – Artur Andrus wnikliwie przepytuje Marię Czubaszek z jej twórczości oraz burzliwego życia towarzyskiego i rodzinnego.

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Bloog pod patronatem Nieformalnego Stowarzyszenia Umiarkowanego Ograniczania Nadmiaru Wolności w Internecie (NSUONWwI)

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl