Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 235 669 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Wszyscy wszystkim...

poniedziałek, 23 grudnia 2013 9:25

Przeczytałem taką wiadomość: Sąd nie wydał wyroku w sprawie 31-letniej Izabelli C., która swoim mercedesem wjechała do przejścia podziemnego koło warszawskiej Rotundy, i odesłał sprawę do prokuratury. Zakazał jej jednak opuszczania kraju i nakazał stawiać się na komisariacie dwa razy w tygodniu. - To koliduje z moimi planami świątecznymi - mówiła kobieta, nie dając dojść do głosu sędzi…”. Nie wiem, czy ktoś, kto jest sprawcą takiej kolizji, powinien mówić o tym, że coś mu koliduje. Jakoś niezręcznie to brzmi.

Miło zaskoczyły mnie życzenia od rosyjskich linii lotniczych. Wiszą w centrum Warszawy, ja często z centrum korzystam, więc domyślam się, że skierowane są również do mnie. Mimo, że nigdy nie byłem ich klientem i jakoś nie wybieram się w najbliższym czasie. Ten wielki baner z napisem: „Wesołych Świąt życzy Aerofłot” uświadomił mi, że czas wymyślić jakiś zestaw życzeń, bo przecież święta idą. A zaraz po nich Nowy Rok. Zacznijmy od świątecznych. Jak powiem przy wigilijnym stole, że życzę moim bliskim Wesołych Świąt, to ktoś gotów się obrazić:

- A co to, nie stać cię na coś oryginalnego?! Życzysz mi tego samego, czego wszystkim innym życzą rosyjskie linie lotnicze?! Jestem dla ciebie tyle warta, co ktoś kupujący bilet do Moskwy w klasie ekonomicznej?!

Nie wybrnę. Kiedyś było prościej. Właściwie spoza rodziny i przyjaciół z życzeniami docierał tylko kominiarz. No, jeszcze jakiś dygnitarz w telewizji życzył, ale jego mogłem przyciszyć a nawet wyłączyć. A teraz? Spełniła się wróżba z pewnej piosenki i „…wszyscy wszystkim ślą życzenia…”. Mam tylko nadzieję, że kominiarze zachowają resztki niezależności i będą jak zwykle życzyli tylko w swoim imieniu. Bo jeśli przyjdzie jakiś i powie:

- Najlepsze życzenia świąteczne i noworoczne składa kominiarz. Do życzeń dołączają się koleje portugalskie Comboios de Portugal i przedsiębiorstwo energetyczne EnBW Energie Baden-Württemberg AG…

to już nie zdzierżę!

     Mam kolejny dowód na to, że stałem się instytucją zaufania publicznego. Państwo czasem powierzają mi swoje przeżycia. Z prośbą o przekazanie innym Państwu, ewentualnie przechowanie dla potomnych. Pani Małgosia opisała mi zdarzenie sprzed kilkunastu lat: „…robiłam zakupy w markecie spożywczym. Znalazłam wszystko, czego poszukiwałam, oprócz miodu. Nawinęła się młoda ekspedientka, więc ją zahaczyłam:

- Czy znajdę u państwa miód?

- Ale z pszczół? – upewniła się dziewczyna.

Postanowiłam zażartować:

- A bywa z jakichś innych zwierząt?

Dziewczyna się zadumała, po czym odparła z przekonaniem:

- Właściwie to nie, ale czasem przychodzi wielokwiatowy…”.

                I już mam pomył na życzenia! Otóż na te święta życzę Państwu, żeby wśród tych wszystkich życzeń, które się zdarzą, było przynajmniej kilka szczerych i od kogoś, na kim Państwu naprawdę zależy. Żeby nie życzyli wszyscy jak popadnie i czego się tylko da. I żadnych kolizji wywoływanych przez ludzi, którym coś potem koliduje. I żeby miód zawsze był „z pszczół”. Nawet wielokwiatowy. Wesołych Świąt.

PS. Chyba nie muszę dodawać, że do moich życzeń dołącza się NASA - Narodowa Agencja Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej.


Podziel się
oceń
424
9

komentarze (141) | dodaj komentarz

"TYDZIEŃ Z TWAROŻKIEM"

czwartek, 19 grudnia 2013 12:36

Mężczyźni w pewnym wieku… Nie jestem pewien, czy ten wiek jest tylko pewien, czy również pewny. Ja czasem czuję się w nim niepewnie. W każdym razie mężczyźni w tym wieku, który mam na myśli, są szczególnie narażeni na nieuczciwe zagrania marketingowe. Przykład z wczoraj: wszedłem do kiosku po bilet tramwajowy, a wyszedłem z pismem za 30 złotych. W życiu z własnej woli nie kupiłbym fachowego pisma dla programistów komputerowych, bo się na tym nie znam, ale stałem się ofiarą chwytu marketingowego. Otóż na okładce pisma umieszczono duży tytuł: „Bliżej silikonu”. Wprawdzie dopiski typu: „PE, BIOS API i 32-bity” mogłyby mi dać do myślenia, że to może nie być to, co sobie wyobraziłem. Ale w takich chwilach nie ma czasu na myślenie! Na propozycję „Bliżej silikonu” zareaguje zdecydowana większość mężczyzn w pewnym wieku. A potem co? Wraca do domu, otwiera… A tam nic! Żadnego zdjęcia! Same wyliczenia, opisy budowy i działania komputerów oraz informacje o perspektywach rozwoju informatyki. A sprzedaż na pewno rośnie. Tak wnoszę po zachowaniu kilkunastu moich kolegów z pracy, którzy ledwo potrafią znaleźć przycisk „power” w swoich laptopach, a nagle zaczęli pytać, czy ktoś nie chce odkupić najnowszego numeru pisma dla programistów komputerowych… Bo już przeczytali i nie potrzebują. Wstydziliby się! A pan kioskarz, który nam to wcisnął, perfidnie umieszczając dokładnie na wysokości wzroku przeciętnego mężczyzny w pewnym wieku, dopytuje czy nam odkładać kolejne numery „Programisty”. Zaczął też częściej się uśmiechać i opowiadać coś o planach dobudowania dwóch pięter kiosku. Za nasze pieniądze.  

Na drugi chwyt nie dałem się nabrać. Ale mnie zaintrygował. Przechodziłem obok kina w centrum Warszawy. I przed drzwiami wejściowymi zobaczyłem tablicę z napisem „TYDZIEŃ Z TWAROŻKIEM”. W pierwszej chwili pomyślałem, że to nazwisko jakiegoś wybitnego reżysera. Musi być wybitny, jeśli aż przez tydzień będą pokazywali jego filmy. Czyli musiał ich nakręcić już parę. Natychmiast połączyłem się z Internetem (może i nie jestem najbliżej silikonu, ale takie technologie mam już opanowane), wpisałem w wyszukiwarkę „polscy reżyserzy filmowi”. Ale „Twarożka” nie było. A może zagraniczni? Tylko pochodzenia polskiego? Na przykład James Twarozek, amerykański reżyser, którego dziadkowie wyjechali za ocean za chlebem. Zresztą, jak się później okazało, zupełnie niepotrzebnie, bo już dwa dni po ich wyjeździe, do ich rodzinnej wsi na Podkarpaciu dowieziono chleb. Albo kobieta! Elizabeth Twarozek… Ale wtedy przed kinem napisaliby „TYDZIEŃ Z TWAROŻEK” a nie „TWAROŻKIEM”. I wtedy jeszcze raz spojrzałem na drzwi wejściowe do kina. Bezpośrednio przy nich były drugie. I tymi wchodziło się do „naleśnikarni”. Swoją drogą, może to wreszcie zmieni ten koszmarny zwyczaj jedzenia popcornu w kinach. Jeśli ludzie będą wchodzili na seanse z naleśnikami, będzie przynajmniej ciszej. Naleśniki tak nie szeleszczą.

A dzisiaj rano włączyłem telewizor. Kobieta i mężczyzna prezentowali taniec brzucha. To świetny pomysł na poranek! Wstajesz i taniec brzucha! Sam to zacznę robić od jutra. Napisy u dołu ekranu zapowiadały, jakie jeszcze dzisiaj będą atrakcje. I trafiłem na taką (cytat dosłowny): „Singapurski beatboxer, który potrafi zaskoczyć każdego”. Nie wątpię. Ale prawdę mówiąc nie chciałbym być zaskakiwanym przez singapurskiego beatboxera. Przez żadnego boxera nie chciałbym być zaskakiwany. Ja mam taki temperament, że już wolałbym spędzić „TYDZIEŃ Z TWAROŻKIEM”. No dobrze, niech będzie też „Bliżej silikonu”. Ale w tym przypadku wystarczyłby weekend. O! Dwa dni „Bliżej silikonu”, „TRZY DNI Z TWAROŻKIEM” i reszta tygodnia, żeby to odespać. Idealne proporcje dla mężczyzny w pewnym wieku.


Podziel się
oceń
334
8

komentarze (75) | dodaj komentarz

OFE

poniedziałek, 09 grudnia 2013 9:09

Kiedy słyszę o kolejnych porażkach polskiej reprezentacji piłkarskiej, myślę o prawdziwych kibicach. Że oni mają najgorzej. Bo kochają, pokazują, że oddaliby wszystko, poświęcają swoją energię i swoje pieniądze, a wpływu na to, co się dzieje na boisku nie mają żadnego. I może czas najwyższy, żeby to zmienić? Żeby mieli chociaż umiarkowany wpływ?

 

Po pierwsze, wzorem „Klubu Wybitnego Reprezentanta Polski w piłce nożnej mężczyzn” (jest taki, proszę sobie sprawdzić), powołałbym „Klub Wybitnego Kibica Reprezentacji Polski w piłce nożnej mężczyzn”. Zostawałby nim każdy kibic, który obejrzał co najmniej 60 meczów naszej reprezentacji po 1982 roku.

 

Po drugie - wniósłbym do EUFA (albo FIFA, bo nie wiem kto mógłby podjąć taką decyzję) projekt uchwały w sprawie tak zwanego „gola kibicowskiego”. Otóż podczas każdego meczu międzypaństwowego, kibice, głosując sms-owo, powinni mieć prawo przyznania jednej bramki swojej ukochanej drużynie. Taka interwencja sprzed ekranów telewizorów nie będzie przejawem niesprawiedliwości, bo jeżeli różnica w bramkach i tak jest duża, to ta jedna niczego nie zmienia – wygra lepszy. Natomiast, jeśli drużyny są na podobnym poziomie sportowym, to będzie to kolejny „łut szczęścia” dla jednej z nich. A czym są rzuty karne jeśli nie „łutem szczęścia”? W przypadku nierozstrzygnięcia karnymi, decydowałaby liczba sms-ów. Oczywiście, że patriotyzm podpowiada mi, żeby takie prawo przysługiwało tylko kibicom polskiej reprezentacji, ale już coś czuję, że na to władze międzynarodowych organizacji piłkarskich mogą się nie zgodzić. Dobrze – niech będzie, że prawo przyznawania bramki mają w czasie meczu obywatele obu państw, których reprezentacje grają. Oczywiście należałoby przyjąć jakiś przelicznik, żeby było sprawiedliwie, bo wiadomo, że Hiszpanie wyślą więcej sms-ów niż Sanmaryńczycy (chodzi o San Marino). W każdym razie nie rozszerzałbym tego na inne państwa, niezaangażowane bezpośrednio w trwający mecz, bo by się zrobiło jak na konkursach piosenki Eurowizji – wiadomo, że telewidzowie z Rosji głosowaliby na Azerbejdżan a Niemcy na Turcję.

 

Wprowadzenie „gola kibicowskiego” dałoby miłośnikom futbolu realny wpływ na wynik meczu, jeszcze bardziej związałoby ich ze swoją ukochaną drużyną. Miałoby też znaczenie edukacyjne. Bo można sobie wyobrazić, że na przykład podczas meczu Polska – Irlandia, polscy kibice decydują przyznać swoją bramkę drużynie przeciwnej, jako wyraz dezaprobaty dla gry swoich zawodników. Trzy „gole kibicowskie” przyznane podczas kolejnych spotkań drużynom przeciwnym byłyby „automatycznym wotum nieufności” i powodowały natychmiastową zmianę selekcjonera i jednej trzeciej zespołu. Dwie trzecie składu, które miałyby pozostać, również ustalane byłyby drogą sms-ową.

 

Oczywiście nie bez znaczenia jest tutaj również aspekt finansowy. Taki sms kosztowałby na przykład 3,60 zł + VAT. Ktoś od razu powie: „Świetnie! A pieniądze z sms-ów przekażemy na budowę nowych Orlików!”. Co to, to nie! Wszystkie wpływy z tych operacji powinny być odkładane na specjalny fundusz i być częścią reformy emerytalnej. Z tych pieniędzy, po ukończeniu 67. roku życia, każdy kibic powinien dostawać dodatek za uszczerbek na zdrowiu spowodowany oglądaniem meczów w przeszłości. Członkowie „Klubu Wybitnego Kibica…” dodatkowo rentę ministra sportu.

 

Mam nawet pomysł, jak zwielokrotnić wpływy do „Organizacji Futbolowych Emerytur” (w skrócie OFE). Należy uruchomić drugi numer sms, pod który można w trakcie meczu wysyłać opinie na temat sędziego prowadzącego spotkanie.


Podziel się
oceń
335
14

komentarze (50) | dodaj komentarz

poniedziałek, 27 marca 2017

Licznik odwiedzin:  5 579 076  

Polecamy



Tym razem do prześmiesznych rozmów na pełnych prawach włącza się trzecia wybitna postać - Wojciech Karolak. Słynny jazzman, podpytywany przez dociekliwego Andrusa, barwnie opowiada o małżeństwie z Czubaszek, a jest to związek nie zawsze zgodnych indywidualistów!

"Nowy album „Piłem w Spale... I co dalej?" to zapis koncertu, który odbył się rok temu w Warszawie, w Teatrze Syrena. Był to nie tylko wieczór koncertowy, ale również wydarzenie towarzyskie - Andrus zaprosił na scenę przyjaciół: Marię Czubaszek, Hannę Śleszyńską, Andrzeja Poniedzielskiego, Grupę MoCarta, Chór Collegium Musicum Uniwersytetu Warszawskiego i muzyków, z którymi stale współpracuje - Łukasza Borowieckiego, Wojciecha Steca i Pawła Żejmę.


"Książka zawiera osiem zabawnie ilustrowanych bajek o charakterze satyrycznym, przeznaczonych zarówno dla dzieci (5-7-letnich), jak i dla dorosłych. Bajki w satyryczny sposób przedstawiają cechy i przypadłości ludzkie, ujawniające się w wieku dziecięcym, z którymi borykamy się do późnej starości, np. brak tolerancji, brak życzliwości, egocentryzm, chciwość itp. Bajki zawierają przesłanie czytelne dla obu grup odbiorców. Do książki dołączona płyta z bajkami nagranymi częściowo przez autora."


"Blog osławiony między niewiastami" to nie tylko papierowy wybór najlepszych i najśmieszniejszych tekstów z jego bardzo popularnego bloga internetowego, ale także swoiste „Dzieła wybrane”.


"Myśliwiecka" zawiera piosenki Artura Andrusa zaśpiewane przez samego Autora. Są to głównie utwory kabaretowe, pisane do programów telewizyjnych i na potrzeby występów estradowych.


Rozmowa dwóch wybitnych osobowości polskiej sceny kabaretowej – Artur Andrus wnikliwie przepytuje Marię Czubaszek z jej twórczości oraz burzliwego życia towarzyskiego i rodzinnego.

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Bloog pod patronatem Nieformalnego Stowarzyszenia Umiarkowanego Ograniczania Nadmiaru Wolności w Internecie (NSUONWwI)

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl